Medycy na granicy: w strefie stanu wyjątkowego ludzie umierają, a my nie możemy im pomóc

EG/Tok FM
opublikowano: 15-10-2021, 09:44

Stoimy kilkaset metrów od strefy stanu wyjątkowego i nie możemy do niej wjechać - mówi Jakub Sieczko, koordynator inicjatywy Medycy na granicy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Medycy na granicy apelują o wpuszczenie ich ambulansu do strefy stanu wyjątkowego.
iStock

Gościem w porannej audycji TOK FM był Jakub Sieczko, koordynator inicjatywy Medycy na granicy.

Sytuacja na granicy Białorusią jest dramatyczna

Jak poinformował, obecnie na polskiej granicy z Białorusią pomoc medyczną migrantom niesie 42 medyków. Była to inicjatywa oddolna.

- Najpierw odezwała się do mnie koleżanka z organizacji pomocowej z informacjami o prawdziwym dramacie, który się rozgrywa na granicy. Ja również odezwałem się do kilku znajomych, zaufanych osób. W ten sposób zebraliśmy grono 42 osób z wykształceniem medycznym. Pozwala nam to zapełnić grafik do połowy listopada jak pierwotnie planowaliśmy. Codziennie wystawiamy karetkę obsadzoną trójką medyków - powiedział Jakub Sieczko.

Przyznał przy tym, że w medykach rośnie frustracja: codziennie dowiadują się o migrantach w ciężkim stanie zdrowotnym, którym z wagi na ograniczenia prawno-administracyjne nie są w stanie pomóc.

- Stoimy kilkaset metrów od strefy stanu wyjątkowego i nie możemy do niech wjechać. To czego potrzeba w tej chwili to systemowe rozwiązanie tego kryzysu, czyli kilka lub kilkanaście ambulansów, które będą mogły wjechać do strefy stanu wyjątkowego. My nie mamy takiej zgody, poruszamy się więc na obrzeżu strefy. Tam gdzie pomoc potrzebna jest najbardziej nie możemy dotrzeć - dodał.

Polityka ważniejsza niż względy humanitarne

Ambulans medyków na granicy, choć oznakowany, nie jest karetką Państwowego Systemu Ratownictwa Medycznego. Medycy zwrócili się do MSWiA o zgodę na wjazd do strefy już 24 września, ale jej nie otrzymali. Resort stoi na stanowisku, że pomoc medyczna migrantom jest udzielana przez strażników granicznych, a w razie potrzeby wzywane są karetki należące do systemu.

- Tylko że w tej chwili mamy już siedem zgonów. Przedstawiciele organizacji pomocowych mają nasz numer i do nas dzwonią, prosząc o ocenę stanu zdrowia migrantów i w razie potrzeby udzielenie pomocy medycznej. Było już kilka takich grup, gdzie osoby były nie tylko zmęczone, ale ich zdrowiu zagrażało niebezpieczeństwo. Jesteśmy naprawdę sfrustrowani. Rozmiar kryzysu jest na tyle duży, że powinniśmy działać w strefie, czyli tam gdzie jesteśmy najbardziej potrzebni - powiedział Jakub Sieczko.

Jak dodał od trzech tygodni zajmują się apelowaniem do władz i nagłaśnianiem sprawy, choć s trefie stanu wyjątkowego ludzie umierają. Jego zdaniem powody takiej decyzji władz są czystko polityczne, nie mają nic wspólnego z humanitaryzmem.

- Jeśli transportujemy pacjenta, zawsze informujemy straż graniczną dokąd chory trafi - dodał Jakub Sieczko.

PRZECZYTAJ TAKŻE: "Medycy na granicy" rozpoczęli pierwszy dyżur

Straż Graniczna do medyków chcących pomagać imigrantom: świetna inicjatywa, zapraszamy do szpitali

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.