Kraków: brakuje miejsc na oddziałach niecovidowych, “ogromny dług zdrowotny“

MJM/PAP
opublikowano: 07-02-2022, 12:57
aktualizacja: 07-02-2022, 13:47

Na oddziałach niecovidowych brakuje miejsc, przyjmowane są najpoważniejsze przypadki. Widać ogromny dług zdrowotny - efekt zaniedbań w czasie pandemii - mówią dyrektorzy krakowskich miejskich szpitali specjalistycznych.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W krakowskich szpitalach brakuje miejsc na oddziałach niecovidowych.
Fot. Pixabay

W szpitalu im. Stefana Żeromskiego jest blisko 60 łóżek covidowych dla dorosłych – na oddziale obserwacyjno-zakaźnym, ale i na dotychczasowym oddziale chorób wewnętrznych, który w całości został przekształcony w covidowy. Aby utworzyć miejsca intensywnej terapii trzeba było zredukować oddział chirurgii ogólnej o ponad 20 łóżek. W placówce jest też 45 łóżek covidowych dziecięcych – część z tych miejsc powstała kosztem oddziału dermatologii.

W szpitalu im. Żeromskiego najgorsza sytuacja na internie

Pacjenci oddziałów przekształconych na covidowe są w szczególnej sytuacji. Często nie ma dla nich miejsca. Trafiają na II oddział chorób wewnętrznych oraz na inne oddziały, jeśli zwolni się gdzieś miejsce.

Przyjmuje się pacjentów tylko w tym gorszym stanie. Pozostali, jeśli mogą poczekać - to czekają, jeżeli mogą zostać wypisani do domu - to są wypisani, bo jest ograniczona liczba łóżek potrzebnych cały czas - powiedział dyrektor szpitala Żeromskiego Jerzy Friediger.

Najczęściej brakuje miejsc dla pacjentów internistycznych.

– Wtedy szukamy dla nich miejsca w innym szpitalu. Jesteśmy w stałym kontakcie z innymi placówkami – podkreślił Friediger. Szpital stara się realizować przyjęcia planowe.

Dyr. Friediger: powstał ogromny dług zdrowotny

Dyrektor nie ma wątpliwości, że powstał ogromny dług zdrowotny – efekt zaniedbań w czasie pandemii objawiający się znacznym pogorszeniem stanu zdrowia pacjentów. W ocenie dyrektora, każda czasowa zwłoka w leczeniu pogarsza stan chorego, a wiele chorych osób przerwało leczenie w czasie pandemii.

– Weźmy choćby przepuklinę. Jeżeli zabieg przesunie się o pół roku, to to już jest inna przepuklina – większa, trudniejsza do zoperowania, grożąca większymi powikłaniami. Jeżeli przesunie się planową operację o pół roku, o rok, to chory musi być w gorszym stanie, choćby nawet dlatego, że jest już o pół roku, o rok starszy. Człowiek starszy nie jest coraz zdrowszy – podkreślił Friediger, który jest chirurgiem i proktologiem.

Zapytany o chorych na COVID-19 ocenił, że jest ich mniej, niż w poprzednich falach, ale ich stan jest zdecydowanie cięższy i niemal wszyscy wymagają wsparcia tlenowego. W ponad 90 proc. są to osoby niezaszczepione.

W szpitalu im. Narutowicza pacjenci są hospitalizowani na tzw. dostawkach

W szpitalu im. Gabriela Narutowicza jest 97 łóżek dla zakażonych SARS-CoV-2 oraz 16 łóżek dla osób z podejrzeniem SARS-CoV-2. W oddziały covidowe zostały przekształcone: oddział chorób wewnętrznych i chorób płuc, oddział kardiologii i chorób wewnętrznych oraz oddział anestezjologii i intensywnej terapii.

Dla pacjentów niecovidowych pozostaje 227 łóżek.

– Obłożenie jest bardzo duże. Często brakuje miejsc i pacjenci są hospitalizowani na tzw. dostawkach – powiedziała zastępca dyrektora i rzecznik tego szpitala Agnieszka Marzęcka-Wójcik.

Największe i ciągłe obłożenie z “dostawkami” jest na oddziale chorób wewnętrznych i endokrynologii.

– W pozostałych oddziałach też obłożenie jest duże, ze względu na to, że w sytuacjach, kiedy już brakuje miejsc nawet na “dostawkę” w oddziale, w którym pacjent powinien być hospitalizowany, hospitalizacja odbywa się w innym oddziale, do którego przychodzą odpowiedni specjaliści – wyjaśniła z-ca dyrektora. Jej zdaniem, teraz sytuacja jest gorsza niż w 2020 r.

– Praktycznie nie mamy miejsc dla pacjentów wymagających intensywnej terapii i ograniczone miejsca dla pacjentów, którzy powinni być hospitalizowani w oddziale chorób wewnętrznych – powiedziała.

Jak podkreśliła, widać efekty długu zdrowotnego.

– Pacjenci trafiający do szpitala, zwłaszcza internistyczni i onkologiczni, często są w bardzo ciężkim stanie – zauważyła Marzęcka-Wójcik.

Szpital Narutowicza bardzo rzadko odsyła pacjentów do innych placówek; zamiast tego praktykuje "dostawki" – nawet na korytarzach.

W lecznicach jest trudna sytuacja kadrowa. W szpitalu Żeromskiego od początku tego roku w izolacji lub kwarantannie było 80 osób.

– Często brakuje personelu - powiedziała z-ca dyrektora szpitala Narutowicza.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Rzecznik MZ zapowiada zmniejszenie bazy łóżek covidowych i skrócenie izolacji zakażonych

Prof. Szuster-Ciesielska: w Polsce jeszcze nie czas na znoszenie obostrzeń

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.