Jak pracują ukraińscy lekarze w stanie wojny

Natalia Slusar
opublikowano: 30-03-2022, 11:06

Instytucje systemu opieki zdrowotnej Ukrainy działają w sytuacji kryzysowej od 24 lutego. Oddziały rosyjskiego agresora codziennie ostrzeliwują szpitale, także położnicze i specjalistyczne zakłady opieki zdrowotnej. W wielu miastach lekarze niosą pomoc rannym i potrzebującym w piwnicach szpitalnych z powodu ostrzału.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
LESJA LUKASEWICZ, kierownik Oddziału Patologii Wołyńskiego Obwodowego Centrum Perinatalnego, pokazuje pokój poporodowy w schronie.
Fot. Zachodnioukraińskie Specjalistyczne Centrum Medyczne dla Dzieci

Według informacji (21.03) ukraińskiego ministra zdrowia Olega Laszko, wojska rosyjskie ostrzelały na Ukrainie 135 szpitali, 9 zniszczyły doszczętnie. Ostrzelane 43 karetki są w większości niezdolne do pracy. Sześciu pracowników medycznych już zginęło, a 16 zostało ciężko rannych.

Minister podkreślił, że jest to kolejne naruszenie przez państwo okupujące Konwencji Genewskiej, ponieważ pracownicy medyczni i placówki ochrony zdrowia nie mogą brać udziału w konfliktach zbrojnych.

– Okupanci celowo łamią normy konwencji i po raz kolejny pokazują, że to nie armia, tylko terroryści — zaznaczył Laszko.

Zwrócił uwagę, że WHO umieszcza na swojej stronie internetowej przykłady naruszeń Konwencji Genewskiej przez Rosjan, odnotowuje ataki na szpitale. Udokumentowane informacje zostaną przekazane do sądów międzynarodowych.

Charków, Mikołajów

Według Ukraińskiego Centrum Zdrowia (UHC), najbardziej ucierpiały placówki medyczne w obwodzie charkowskim. Od 24 lutego odnotowano 9 ataków. 11 marca samolot wojskowy ostrzelał szpital psychiatryczny w mieście Izium w obwodzie charkowskim.

– W chwili ataku było w nim 330 osób, wśród nich 50 z ograniczoną zdolnością poruszania się, a 10 na wózkach inwalidzkich. 73 osoby ewakuowano do pobliskiej szkoły — powiedział Ołeg Sinehubov, szef regionalnej administracji wojskowej.

Obwodowy Kliniczny Szpital Urazowy w Charkowie doznał znacznych szkód w wyniku ataku rakietowego 12 marca. Zniszczona została znaczna część oddziałów, wybito 70 proc. okien, uszkodzony został główny budynek placówki.

11 marca pod ostrzałem rosyjskich okupantów znalazł się szpital onkologiczny w Mikołajewie. Według naczelnika wydziału zdrowia obwodu mikołajewskiego Maksyma Beznosenko, budynek nie został poważnie uszkodzony.

“Tylko zwyrodnialec napada słabych. Ten szpital zapewnia opiekę pacjentom onkologicznym z całego obwodu mikołajewskiego. Jeśli Rosja postrzega chorych na raka jako równego przeciwnika, to nie tylko jest chora, jest już w agonii” — napisał na Facebooku Maksym Beznosenko.

Ukraińskie dzieci trafiają do klinik w Polsce, przewożone specjalnympociągiem medycznym.
Fot. Zachodnioukraińskie Specjalistyczne Centrum Medyczne dla Dzieci

Dni tragedii Mariupola

Środki masowego przekazu na całym świecie relacjonowały ostrzał szpitala położniczego w Mariupolu. Następnego dnia jedna z ewakuowanych ciężarnych zmarła wraz ze swoim nienarodzonym dzieckiem.

Szef donieckiej obwodowej administracji wojskowej Pawło Kyryłenko powiedział Telegramowi, że rosyjscy okupanci praktycznie zniszczyli regionalny szpital intensywnej terapii w Mariupolu: w głównym budynku spadły płyty podłogowe po bombardowaniu. Ale personel nadal leczył pacjentów w zaadaptowanej piwnicy. Rosjanie wzięli ich jako zakładników. Jeden z pracowników przekazał wiadomość: „Nie można opuścić szpitala. Strzelają mocno, siedzimy w piwnicy. Od dwóch dni samochody nie są w stanie dojechać do szpitala. Wokół płoną wieżowce… Rosjanie pognali do naszego szpitala 400 osób z sąsiednich domów. Nie możemy wyjść”.

Medycyna frontowa i nomadyczna

Podaliśmy ledwie kilka przykładów rosyjskich zbrodni wojennych. Można tylko podziwiać odwagę i wytrzymałość ukraińskich medyków, którzy mimo ostrzału oraz zagrożenia życia i zdrowia, nadal pomagają ludziom. Działają nawet w pomieszczeniach z rozbitymi szybami i brakiem prądu.

– Sfera medyczna uległa reorganizacji i stała się częścią medycyny wojskowej. Pierwszeństwo mają dziś dostawy leków do znajdujących się w czołówce placówek służby zdrowia, które przyjmują rannych, także tych po zawaleniu się domów, z licznymi obrażeniami — powiedział minister Laszko.

Wielu przewlekle chorych, wymagających długotrwałego leczenia, ucieka przed wojną na zachodnią Ukrainę. Przenoszą się tu także oddziały niektórych centralnych placówek medycznych, zwłaszcza pediatrycznych. Do Lwowa przeniosło się kijowskie Centrum Kardiologii i Kardiochirurgii Dziecięcej i jego specjaliści będą pracować w ramach Lwowskiego Obwodowego Centrum Kardiologicznego. Jak poinformował szef Lwowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej Maksym Kozycki, wydzielono tu pomieszczenia do konsultacji, operacji, resuscytacji i okresu pooperacyjnego dla młodych pacjentów. Lekarze już badają i konsultują dzieci, przygotowując się do operacji. W tym celu sprzęt i materiały eksploatacyjne przewieziono z Kijowa do Lwowa.

Głosy z Ukrainy

Chore dzieci są przewożone pociągami medycznymi do Polski i dalej w świat
Andrij Kuzyk
chirurg dziecięcy, kierownik Katedry Chirurgii Dziecięcej Lwowskiego Narodowego Uniwersytetu Medycznego im. Daniela Halickiego:

Setki młodych pacjentów z rejonów działań wojennych: Kijowa, Charkowa, Czernihowa, Mikołajowa trafiają do nas, do Zachodnioukraińskiego Specjalistycznego Centrum Medycznego dla Dzieci we Lwowie. Są to dzieci z chorobami onkologicznymi, onkohematologicznymi, nefrologicznymi, rzadkimi i innymi poważnymi schorzeniami. Przyjmujemy je, badamy, stabilizujemy stan zdrowia, przygotowujemy dokumentację medyczną, tłumaczymy ją na różne języki i przewozimy do Polski pod opieką dyplomatyczną.

Muszę powiedzieć, że już w pierwszym dniu wojny otrzymaliśmy ogromną liczbę telefonów z polskich placówek medycznych i od polskich profesorów medycyny, którzy natychmiast zaoferowali swoje wsparcie. Po nasze dzieci przyjeżdża specjalnie wyposażony przez polski rząd pociąg sanitarny. Proces ich ratowania koordynuje doradca medyczny prezydenta RP, prof. Piotr Czauderna. Nasi pacjenci są objęci opieką medyczną i stwarzane są warunki do ich transportu do innych przychodni, zgodnie z diagnozą.

Większość chorych dzieci pozostaje w Polsce. Niektóre są przekierowywane do innych krajów, m.in. do Francji, Niemiec i Włoch, a nawet do Clinic St. Judy w Stanach Zjednoczonych i SickKids Hospital w Toronto w Kanadzie. Ponad 350 dzieci z chorobą nowotworową zostało już wysłanych za granicę wraz z matkami lub innymi osobami towarzyszącymi.

Wszystko to odbywa się pod patronatem prezydentów Polski i Ukrainy, pierwszych dam, ministerstw zdrowia. Łączą się międzynarodowe i ukraińskie fundacje charytatywne. To wydarzenie bez precedensu, bo świat nigdy nie znał akcji przemieszczania tak wielu dzieci chorych na raka. Oczywiście nie każde może wyjechać — na Ukrainie jest ponad tysiąc dzieci chorych na raka. Te, które pozostają, otrzymują niezbędne leczenie w naszym ośrodku.

Pacjenci, u których zdiagnozowano raka, nie mogą czekać, aż wojna się skończy
Jurij Malimon
dyrektor Wołyńskiego Regionalnego Centrum Medycznego Onkologii:

Mimo obowiązującego w stanie wojennym ograniczenia planowanych zabiegów, nasze centrum onkologiczne nadal je prowadzi. Pacjenci, u których zdiagnozowano raka, nie mogą czekać, aż wojna się skończy. Jeśli nie zostaną wyleczeni na czas, mogą umrzeć.

Mamy teraz znaczny wzrost liczby pacjentów, przybyłych ze wschodu i centrum Ukrainy, gdzie wiele ośrodków onkologicznych zostało zamkniętych (m.in. w obwodach Czernihów, Ługańsk, Kijów). Ponad dziesięciu uchodźców przyjeżdża do nas każdego dnia. Nikomu nie odmawiamy. Na przykład niedawno przyjęto pacjentkę z Kijowa, która w szóstym miesiącu ciąży przeszła operację w Kijowskim Centrum Onkologii. Urodziła bliźnięta, teraz mają sześć miesięcy. Przed wojną odbyła osiem kursów chemioterapii, przyjechała do nas na radioterapię. Przecież stołeczne centrum onkologiczne znajduje się w rejonie ostrzału, gdzie wybijane są okna, niszczone pomieszczenia.

Ze względu na wzrost liczby pacjentów nie mamy wystarczającej liczby łóżek. Dlatego nie trzymamy długo ludzi poddawanych chemioterapii: jeden odchodzi, przychodzi następny. Przy takiej organizacji możemy przyjmować dziennie ponad 60 pacjentów na 35-łóżkowym oddziale. Kolejne 10 dostawek dla „chemii” zostało przydzielonych na oddziale ginekologicznym. Radioterapia działa również przy przeciążeniu.

Moglibyśmy poprawić pracę, otwierając nowy oddział chemioterapii dla 50-60 osób, co było planowane na marzec. Prace są ukończone w 99 proc. Nie było czasu na wyposażenie — odbyły się przetargi i nie można przywieźć sprzętu. Ale jeśli będzie więcej pacjentów, zrobimy tu dla nich pensjonat. W starych budynkach otrzymają chemioterapię i radioterapię, a noc spędzą w tym pensjonacie. Jest już 38 łóżek, prysznice, toalety, nie ma tylko wystarczającej ilości pościeli.

Placówka jest nadal zaopatrywana w leki. Zapasy niektórych leków wystarczą do końca roku, inne wyczerpią się za miesiąc lub dwa. Ale są takie, których już nie ma. Potrzebujemy karboplatyny, herceptyny, powszechnie stosowanych w leczeniu raka piersi. Nie można ich kupić w aptekach. Staramy się wybrnąć z sytuacji najlepiej jak potrafimy. Przywozimy leki z Instytutu Onkologii w Kijowie, planujemy wysłać samochód do Wyszogrodu, sprowadzać z magazynów przedsiębiorstwa państwowego „Medzakupivli”. Wszystkie dokumenty mamy wystawione, ale sytuacja zmienia się z godziny na godzinę, a miejsca odbioru leków znajdują się w strefie działań wojennych. I jak wszystkie placówki medyczne na Ukrainie jesteśmy zaopatrzeni w leki hemostatyczne, antybiotyki, opatrunki. Wszystko, co będzie potrzebne dla rannych.

Niezbędne leki mamy na dwa miesiące, są zarezerwowane miejsca na przyjęcie rannych
Oleksandr Dudar
dyrektor Wołyńskiego Obwodowego Szpitala Klinicznego:

Nasz szpital jest największy w regionie, to wielospecjalistyczna placówka medyczna z prawie 870 łóżkami. W stanie wojennym musieliśmy dokonać korekty swojej pracy. W dalszym ciągu zapewniamy opiekę ambulatoryjną i szpitalną mieszkańcom Wołynia, ale także uchodźcom z chorobami układu krążenia i onkologicznymi. Pacjenci są kierowani do przychodni na niezbędne badania i w zależności od potrzeb następnie leczeni w domu lub szpitalu. Szczególną opieką otaczamy tych, którzy przybyli ze strefy aktywnych działań wojennych, np. z Charkowa i Chersonia. Wszystkim zapewniamy odpowiednią opiekę medyczną.

Zawiesiliśmy jednak wiele planowanych operacji. Zabiegi chirurgiczne wykonujemy tylko u pacjentów w zagrożeniu życia lub zdrowia. Teraz przeniósł się do nas oddział transplantologii Kijowskiego Szpitala Obwodowego, przygotowujemy się do pracy. Lekarze, pielęgniarki, stażyści, którzy uniknęli ostrzału, przychodzą i chcą pracować. Staramy się pomóc wszystkim.

Niezbędne leki mamy na dwa miesiące. Zarezerwowane są już miejsca na przyjęcie rannych, gdy będzie taka potrzeba. Przebudowujemy nawet szpital dla pacjentów z koronawirusem. Kiedyś mieliśmy dla nich 200 łóżek, teraz zostało nam już tylko 100. Mamy jeszcze 20 pacjentów, którzy potrzebują wsparcia tlenowego, leczymy ich. Na szczęście nie przybywają nowe przypadki. Zdezynfekowaliśmy opuszczone miejsce i przenieśliśmy usługi terapeutyczne z głównego budynku. Tutaj przygotowujemy się do przyjmowania pacjentów chirurgicznych.

Gdy słychać alarm, schodzimy do schronu, czasami 2-3 razy w nocy
Iryna Horavska
dyrektor generalna Wołyńskiego Obwodowego Centrum Perinatalnego:

Pracujemy w pełnym wymiarze godzin, przyjmujemy kobiety do porodu lub hospitalizacji bez ograniczeń, także z regionów, w których trwają działania wojenne. Przyjeżdżają do nas rodzić kobiety z Kijowa, Charkowa, Połtawy. Zarejestrowano już ponad 60 ciężarnych z innych regionów. Prowadzimy szkolenia psychologiczne, zajęcia przygotowujące do porodu, robimy wszystko, co możliwe, aby kobiety były bardziej pewne siebie i spokojne. W końcu przybyły do innego miasta w tak trudnym czasie.

W pierwszych dniach wojny utworzyliśmy w piwnicy schron dla kobiet w ciąży, rodzących, leczonych dzieci i ich matek. Gdy tylko słychać alarm, cały personel, pacjenci są tam sprowadzani, bo nie mamy prawa narażać ich życia. Czasami trzeba to robić 2-3 razy w nocy. Najdłuższy czas takiego ukrywania się to pięć godzin. Są tu łóżka dla pacjentów ambulatoryjnych, jest oddział położniczy, sala operacyjna, gdzie są warunki do interwencji w znieczuleniu podpajęczynówkowym. Jest urządzenie do resuscytacji, koncentrator tlenu i tlen.

Podczas nalotu w naszym schronie urodziło się już troje dzieci — dwóch chłopców i dziewczynka. Jest sala poporodowa. Pomogli w tym wolontariusze i organizacje społeczne. Mamy wszystko przygotowane do pracy w ekstremalnych warunkach i na długie pobyty. Mamy generator, który włączy się, gdy tylko zgaśnie prąd. Zbudowaliśmy własną studnię, dzięki której obiekt uniezależnił się od centralnego wodociągu.

Muszę powiedzieć, że nadal pracujemy w mniej więcej normalnych warunkach. Nasi koledzy z Kijowa i Charkowa, gdzie często dochodzi do bombardowań, udzielają pomocy tylko w schronach.

W niecały miesiąc od wybuchu wojny urodziło się nam 200 dzieci. Wiele kobiet rodzi przedwcześnie z powodu stresu. Znacznie wzrosło zagrożenie przedwczesnym porodem. Jeśli przed wojną mieliśmy 6-7 proc. takich pacjentek, teraz ten odsetek wzrósł do 20 proc. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma ognisk patologii u kobiet i noworodków. Potrzebujemy warunków do sterylnych cięć cesarskich.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ukraińscy medycy giną w walkach z rosyjskim okupantem

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.