Grzesiowski: do końca listopada 20 tys. zajętych łóżek, w połowie grudnia 500 zgonów dziennie

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 03-11-2021, 16:50

Do końca listopada spodziewamy się ok. 20 tys. zajętych łóżek i ok. 1500 zajętych respiratorów. To pokazuje, jak ogromne będzie obciążenie ochrony zdrowia. Często z 300-łóżkowego szpitala można zrobić zaledwie 100-łóżkowy ośrodek covidowy - wskazuje dr Paweł Grzesiowski.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dr Grzesiowski o czwartej fali koronawirusa w Polsce: dynamika zakażeń wskazuje, że wzrosty nowych przypadków SARS-CoV-2 prawdopodobnie utrzymają się do końca roku.
Fot. iStock

- Mamy w tej chwili w Polsce ponad 3 mln zakażeń koronawirusem i 77 tysięcy zgonów, ale wiemy, że statystyki te są niedoszacowane. Prawdziwa liczba zakażeń w naszym kraju prawdopodobnie przekroczyła 15 mln, a liczba zgonów 140 tysięcy. Wskaźnik R wynosi już 1,5, co oznacza, że tygodniowa średnia nowych przypadków COVID-19 rośnie co najmniej o 50 procent. Trzeba się spodziewać, że w kolejnych tygodniach przekroczymy 15, 20 czy nawet 30 tysięcy zachorowań dziennie - wyliczał w środę (3 listopada) podczas konferencji w NIL dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19.

„Przed nami osiem bardzo trudnych tygodni”

Jak przypomniał dr Grzesiowski, w Polsce mamy ok. 180 tys. łóżek szpitalnych. - Jeżeli w ciągu krótkiego czasu chorzy z COVID-19, którzy się duszą i nie mogą czekać na pomoc, zajmą 20 tysięcy z nich, to wiadomo, że dla innych zabraknie miejsc. Aby tak się nie stało, w tym samym czasie musimy do systemu dokładać łóżka, otwierając m.in. szpitale tymczasowe - tłumaczył ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej.

Podkreślał, że łóżko w rozumieniu stanowiska, dla pacjenta covidowego nie jest takie samo jak dla chorego przychodzącego do szpitala np. na planowy zabieg. - Potrzebne są tlen, izolatka, śluza. Często z 300-łóżkowego szpitala można zrobić zaledwie 100-łóżkowy ośrodek covidowy - tłumaczył.

- W tej chwili słyszymy, że Szpital Praski w Warszawie miałby być przekształcany w covidowy. Normalnie ma prawie 400 łóżek, a covidowych miałoby być 150 - mówił. Do 7 listopada szpital ma przygotować 142 łóżka covidowe, w tym 5 łóżek intensywnej terapii, a od 15 listopada 271 łóżek, w tym 22 łóżka intensywnej terapii.

Jak dodał Grzesiowski, na tym przykładzie widać efekt "podkradania" miejsc pacjentom niecovidowym, ale - jak zaznaczył - „nie ma innej drogi”.

- Często słyszę, że lekarze robią z Covidu jakąś niesamowitą chorobę. Jeżeli ktoś się dusi, to nie ma możliwości nieudzielenia mu pomocy. Nie dziwmy się, że pacjent, który czeka z nowotworem na zabieg operacyjny, będzie drugi w kolejce. Oczywiście to się może zemścić, bo z powodu opóźnienia operacji za kilka miesięcy chory może już nie żyć - wyjaśniał Grzesiowski.

Skonstatował, że pacjent covidowy nie zajmuje łóżka przez kilka dni, lecz często jest hospitalizowany „tygodniami”, zanim wróci do zdrowia.

Czwarta fala ma wzbierać do końca roku

W ocenie Grzesiowskiego czwarta fala koronawirusa w Polsce będzie trwać dłużej, choć nie będzie takich pików zachorowań jak podczas poprzednich fal. Zaznaczył, że wirus potrzebuje więcej czasu, by dotrzeć do nowych grup, bo część osób jest zaszczepiona, inni to ozdrowieńcy.

- Dynamika zakażeń wskazuje, że wzrosty nowych przypadków SARS-CoV-2 prawdopodobnie utrzymają się do końca roku - mówił.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Rzecznik rządu o weryfikacji szczepień: projekt “budzi pewne wątpliwości”

Ekspert NRL przypomniał, że wariant Delta przenosi się nie tylko drogą kropelkową w czasie ekspozycji na aerozol wydechowy, ale może również utrzymywać się przez kilkadziesiąt minut w powietrzu po opuszczeniu pomieszczenia przez osobę chorą. Dlatego - jak wskazywał - bardzo ważna jest ochrona w postaci maseczki.

– Wariant Delta przenosi się bardzo łatwo i zakaża całe mikropopulacje. Jest on mniej więcej trzy razy bardziej zakaźny niż pierwotny wariant koronawirusa z Wuhan. Jedna osoba może zakazić 8-10 innych, jeżeli tylko ma do nich dostęp - wyjaśniał dr Grzesiowski.

Pandemia COVID-19: liczby niepokoją, ale są też dobre wieści

Ekspert NRL ocenił, że zarówno ilość dodatnich testów, jak i wskaźnik R oznaczają, że pandemia jest w rozkwicie i że „właściwie czwarta fala jest już poza kontrolą”.

- W ciągu ostatniego tygodnia osiągnęliśmy pandemiczny rekord - 102 zachorowania na 100 tys. mieszkańców w Lublinie. To pokazuje, jaka jest skala zjawiska w tym regionie. Są też oczywiście takie województwa, w których do szpitali trafiają właściwie pojedyncze osoby, np. Wielkopolska, Pomorze. Interwencje lokalne powinny być podjęte już dawno. Jakiekolwiek ograniczenia przy tak "rozbujanej" fali przyniosą efekty dopiero za kilka tygodni - tłumaczył Grzesiowski.

Przyznał jednak, że porównując obecną falę do poprzedniej, sprzed roku, widzimy korzystne zjawisko. - Mamy o połowę mniej zgonów dziennie i o połowę mniej hospitalizacji - mówił.

- Oceniamy, że niedoszacowanie zachorowań dziennych jest mniej więcej pięciokrotne. W rzeczywistości dzisiaj mamy 50 tysięcy nowych przypadków zakażeń. Za tym będą szły rosnące liczby zgonów, co jest opóźnione o mniej więcej 3-4 tygodnie. W połowie grudnia z powodu COVID-19 może być już 500 zgonów dziennie - wyliczył ekspert.

Przypomniał też, że około 10 proc. zgonów covidowych dotyczy osób poniżej 60 roku życia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Grzesiowski: ceną za naszą swobodę będzie kolejne 50 tys. zgonów. Rząd na to przyzwala

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.