Dyrektor szpitala: pacjenci niecovidowi nie mają się gdzie leczyć, interna przeżywa oblężenie

EG/PAP
opublikowano: 04-02-2022, 14:37

Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu Elżbieta Gelert przyznaje, że kierowana przez nią placówka przeżywa oblężenie. - Wokół jest wiele szpitali przekształconych na covidowe i ludzie niezakażeni nie mogą się w nich leczyć - mówi.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dyrektor Gelert przyznaje, że miarą obciążenia oddziałów internistycznych jest to, ile czasu karetka spędza pod SOR-em.
Fot. WSZ/Facebook

Na połowę lutego prognozowy jest szczyt piątej fali zakażeń SARS-CoV-2 i zachorowań na COVID-19. Do szpitali trafiają osoby zakażone koronawirusem, co odbija się też na dostępności miejsc dla pozostałych pacjentów. Dyrektorzy przyznają, że jest coraz trudniej - szczególnie, że zgłaszają się też chorzy cierpiący na długofalowe skutki przechorowania COVID-19.

Szpitale w regionie zapełnione

Dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Elblągu Elżbieta Gelert przyznaje, że kierowana przez nią placówka przeżywa oblężenie.

– Wokół jest wiele szpitali przekształconych na covidowe i ludzie niezakażeni nie mogą się w nich leczyć – mówi dyrektor Gelert.

Dodaje, że choć szpital wojewódzki nie jest covidowy, to i tak niemal co dnia na którymś z oddziałów zdarza się wykrycie pacjenta zakażonego koronawirusem. Nie jest on odsyłany do szpitala covidowego, tylko izolowany i leczony na oddziale specjalistycznym.

Lekarze ze szpitala wojewódzkiego w Elblągu w ostatnim czasie nie tylko “wyprowadzają na prostą” pacjentów, którzy trafili do nich zbyt późno (z tzw. długiem covidowym), ale też mają mnóstwo pacjentów, którzy po pół roku czy roku od przechorowania koronawirusa zaczynają cierpieć na powikłania z tego powodu.

– Są to zwłaszcza dolegliwości dotyczące układu oddechowego, pokarmowego i neurologiczne - tłumaczy dyrektor Gelert.

Powikłania pocovidowe atakują przeważnie seniorów

Jak dodaje, zdarza się, że pacjenci internistyczni zajmują łóżka (kolejnych 10) na innych oddziałach, bo ich stan wymaga leczenia szpitalnego. Przyznaje, że miarą obciążenia oddziałów internistycznych jest to, ile czasu karetka spędza pod SOR-em.

– Gdy czeka, to znaczy, że nie ma gdzie położyć pacjenta, którego przywiozła. Staramy się nie dopuszczać do tego, by karetki stały i stały, dlatego przesuwamy łóżka internistyczne na inne oddziały - podkreśla dyrektor szpitala wojewódzkiego w Elblągu.

Gelert przyznaje, że na powikłania pocovidowe cierpią przede wszystkim osoby po 60. roku życia. Na odczuwanie powikłań nie ma wpływu to, czy zakażenie przeszli łagodnie czy ostro.

- Powinny być z całą pewnością prowadzone badania naukowe na tematy tych powikłań. My tego nie robimy, nie mamy na to czasu – mówi Gelert.

Lekarze z Elbląga obserwują sporo zaniedbanych zdrowotnie pacjentów z gastroenterologii, do szpitali zbyt późno trafiają też pacjenci onkologiczni.

– Chorych onkologicznie traktujemy priorytetowo, gdy już do nas trafią, staramy się ich zdiagnozować i leczyć– przyznała Gelert. Dodała, że zaniedbania onkologiczne zdarzały się też przed pandemią.

Szpital w Elblągu w ostatnich dniach zmaga się z zakażeniami koronawirusem personelu medycznego – w ostatnim czasie zakażonych zostało czterech anestezjologów, co wymagało przesunięć terminów operacji.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dług po pandemii: czy spotkamy się z tzw. onkologicznym tsunami?

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.