Czy wirus SARS-CoV-2 zostanie z nami na zawsze?

opublikowano: 23-09-2021, 15:22

Opracowanie skutecznych szczepionek przeciwko SARS-CoV-2 zmieniło na naszą korzyść sytuację epidemiczną. Nie oznacza to jednak, że koronawirus zniknie z naszego życia w ciągu najbliższych kilku tygodni lub miesięcy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Pandemia COIVID-19 wywołała kryzys bezprecedensowy w skali świata, dotykający niemal wszystkich sfer życia społecznego. Paradoksalnie istnieją takie jej konsekwencje, które można zaliczyć do pozytywnych, jak choćby nieobserwowany wcześniej na taką skalę przepływ wiedzy, informacji, czemu zawdzięczamy tak szybkie opracowanie szczepionek.

Pięć scenariuszy rozwoju pandemii – co nas czeka za kilka miesięcy?

Kilka miesięcy temu Państwowa Akademia Nauk opublikowała dokument, w którym grono ekspertów przedstawiło pięć różnych scenariuszy rozwoju pandemii. Pierwszy z nich, najbardziej optymistyczny, zakładał sukces Narodowego Programu Szczepień i uzyskanie dzięki masowemu podawaniu preparatów szczepiennych uzyskanie odporności populacyjnej. Zgodnie z tą prognozą przypadki zakażeń koronawirusem i zachorowań na COVID-19 byłyby odnotowywane sporadycznie już na przełomie 2021/2022 i w 2022 roku.

Dane dotyczące przebiegu szczepień przeciwko COVID-19 dobitnie pokazują jednak, że bardziej realny jest scenariusz, w którym NPS nie zakończy się sukcesem. Odsetek osób w pełni zaszczepionych w Polsce jest daleki od satysfakcjonującego – wysoki poziom immunizacji odnotowują zresztą jedynie państwa wysokorozwinięte, w krajach mniej zamożnych często zaszczepionych jest ledwie kilka procent populacji.

- Co w sytuacji, w której akcja szczepień nie zostanie skutecznie przeprowadzona? Wówczas musimy liczyć się z tym, że epidemia będzie trwała nadal, choć z okresami spowolnienia np. w miesiącach letnich i zaostrzeń w sezonie jesienno-zimowym. Taki scenariusz będzie się także wiązał z szeregiem bardzo poważnych konsekwencji psychospołecznych np. wzrostem liczby przypadków fobii i lęku, depresji i innych chorób psychicznych. Można liczyć się z tym, że wzrośnie liczba samobójstw, samookaleczeń i innych społecznie szkodliwych zachowań – powiedział gen. dyw. prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, podczas wykładu z cyklu “Koronawirus na celowniku”, zorganizowanego przez PAN.

Kolejny możliwy scenariusz budzi bardzo wiele obaw także dlatego, że odpowiedź, na ile jest realny, przyniesie najbliższych kilkanaście miesięcy. Chodzi o sytuację, w której szczepieniu poddałaby się wprawdzie większość społeczeństwa, ale po jakimś czasie ochrona zapewniona przez preparaty znacząco by spadła. Podstawowym problemem pozostaje: jak właściwie ten moment zidentyfikować i kiedy w takim razie należy rozpocząć ewentualne doszczepianie dawką przypominającą.

- Musimy liczyć się również z tym, że pojawią się warianty uodpornione na dotychczas dostępne szczepionki. Na szczęście koronawirus w odróżnieniu od wirusa grypy wydaje się mieć znacznie sprawniejsze mechanizmy replikacji. Ich sprawność przejawia się m.in. w tym, że pojawiające się w trakcie replikacji błędy w kodzie genetycznym wirusa są całkiem efektywnie naprawiane. Zdarza się jednak, że pojawiają się cząstki wirusa zawierające kilka lub kilkanaście mutacji, które mogą dawać wirusowi przewagę biologiczną w postaci większej zakaźności i zjadliwości. Wówczas możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z nowym wariantem – wyjaśnił prof. Gielerak.

Jak zwrócił uwagę ekspert, pojawianiu się nowych patogenów będą sprzyjały zmiany w stylu życia spowodowane globalizacją i ocieplenie klimatu. Byłoby to szczególnie niebezpieczne, gdyby nowy patogen pojawił się, zanim skutecznie zwalczymy SARS-CoV-2 – szczególnie jeśli wymagałby zupełnie odmiennych działań przeciwepidemicznych.

Prof. Gielerak zwraca uwagę, że im większa liczba nowych mutacji koronawirusa, tym wyższa musi być wyszczepialność przeciwko COVID-19.
iStock

Jak skutecznie zapobiegać zakażeniu SARS-CoV-2?

Na wzrost ryzyka pojawienia się nowych mutacji wpływa liczba osób zakażonych, a zatem liczba nowych replikacji wirusa. Stąd tak ważne jest zahamowanie rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2 w populacji.

Co zatem wiadomo o drogach szerzenia się koronawirusa? Zgodnie z dotychczas zebranymi danymi, jak wskazał prof. Gielerak, do miejsc, gdzie ryzyko zakażenia jest najwyższe, należą: miejsca pracy, placówki oświatowe, dom i skupiska powyżej 100 osób.

- Warto zwrócić uwagę, że w odróżnieniu od poprzednio dominujących mutacji wariant Delta szerzy się bardziej drogą powietrzną, a nie kropelkową, zatem metody działań profilaktycznych powinny być nieco inne niż wcześniej. Jaki model zachowań jest więc odpowiedni wobec dominującego dziś wariantu Delta? Zalecenia ogólne to testowanie, śledzenie kontaktów i izolacja. Do nie do końca trafionych należy strategia celowego testowania, a zatem testowania wyłącznie osób objawowych. Służy ona oczywiście ograniczeniu kosztów walki z epidemią i pozwala też ograniczyć zaangażowanie różnego rodzaju zasobów m.in. kadrowych lub infrastrukturalnych. Niestety, nie daje ona pełnego obrazu rozprzestrzenienia się wirusa, poza tym sprzyja ona przenoszeniu SARS-CoV-2 na osoby podatne na zakażenie i ciężki przebieg – wyjaśnił prof. Gielerak.

Zalecenia dla placówek oświatowych

Bardzo wiele obaw wiązało się z powrotem do nauki w trybie stacjonarnym. Jak dodał ekspert, nie są to obawy całkowicie bezzasadne.

- Bardzo gorącym i cały czas otwartym tematem są szczepienia dzieci. W wielu krajach Europy, takich jak Francja czy Niemcy, szczepienia dzieci poniżej 17. roku życia są określone konkretnymi wskazaniami. Do szczepień kwalifikowane są więc m.in. dzieci cierpiące na choroby przewlekłe (nowotworowe, nerek, układu krążenia, oddechowego), cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, otyłość. Bierze się też pod uwagę strategię szczepień pierścieniowych. Polega ona na objęciu szczepieniami wszystkich osób dorosłych, z którymi dziecko się styka – wskazał prof. Gielerak.

Screenshot z wykładu gen. dyw. prof. dr. hab. n. med. Grzegorza Gieleraka, 22 września 2021

Szczepienia przeciwko COVID-19 a nowe mutacje SARS-CoV-2

W jaki sposób masowe szczepienia przeciwko koronawirusowi wpływają na ryzyko pojawienia się nowych mutacji? Dotychczas eksperci wskazywali, że liczba nowych mutacji SARS-CoV-2 jest bezpośrednio powiązana z liczbą zakażeń – każda nowa infekcja ma potencjał wytworzenia nowej mutacji potencjalnie odpowiedzialnej za większą zaraźliwość. Prof. Gielerak przytoczył w tym kontekście wyniki dwóch badań.

Badanie REACT z Wielkiej Brytanii, w którym regularnie testuje się ponad 100 tysięcy ochotników wykazało, że jeśli dochodzi do infekcji u osób zaszczepionych, trwa ona krócej i ma łagodniejszy przebieg. Co więcej, osoby zaszczepione mają mniejsze miano wirusa niż niezaszczepione, co koreluje z mniejszą liczbą mutacji, gdyż wytwarza się mniej cząstek wirusowych.

Drugą pracą przywołają przez prof. Gieleraka było badanie z Singapuru. Wykazało ono, że ilość cząsteczek wirusowych u objawowych, zaszczepionych chorych gwałtownie zmniejsza się 6-7 dni od zachorowania, czego nie stwierdzono u osób niezaszczepionych. U tych objętych szczepieniem obserwowano trzykrotnie mniejsze ryzyko zakażenia, zatem w społeczeństwach o wysokim wskaźniku wyszczepialności łańcuchy transmisji wirusa są skutecznie przerwane – nowe mutacje nie mają dużych możliwości, by się rozprzestrzenić.

- Nie twierdzę, że szczepienia definitywnie rozwiązują problem epidemii. Dotychczasowe doświadczenia pokazują jednak, że ograniczyły one jej skutki, o czym świadczy liczba osób trafiających do szpitala. W interpretowaniu danych o liczbie pozytywnych wyników testów w kierunku zakażenia SARS-CoV-2 zalecałbym jednak ostrożność. W krajach o wysokim odsetku wyszczepienia wysoka liczba pozytywnych wyników testów nie musi oznaczać wysokiej mutagenności wirusa. Populacja, którą poddaje się testom PCR, ogranicza się często do pacjentów objawowych lub z grup ryzyka (np. po kontakcie z zakażonym). Ponadto wiele takich państw znosi często surowe restrykcje, co może mieć związek liczbą zachorowań – powiedział prof. Gielerak.

Jak stwierdził, im większa liczba nowych mutacji, tym wyższa musi być wyszczepialność.

- Czwarta fala pandemii już się rozpoczęła, bezzasadne staje się zresztą numerowanie kolejnych wzrostów zakażeń i zachorowań. Powinniśmy uznać po prostu za fakt, że szczepienia zmieniają rzeczywistość diametralnie, a koronawirus jest i będzie nam towarzyszył, a my musimy ograniczyć transmisję, zjawisko replikacji i ryzyko pojawienia się nowych mutacji. Wydaje się, że czwarta fala nie będzie tak dramatyczna jak poprzednia. Odporność populacyjną szacuję w Polsce na 70-80 proc., licząc osoby zaszczepione oraz te po przechorowaniu – podsumował prof. Gielerak.

Screenshot z wykładu gen. dyw. prof. dr. hab. n. med. Grzegorza Gieleraka, 22 września 2021

Na podstawie wykładu wygłoszonego 22 września w ramach cyklu “Koronawirus na celowniku” Polskiej Akademii Nauk.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Wariant Delta. Osiągnięcie odporności zbiorowej w Polsce jest do jesieni nierealne

Lek na COVID-19: pierwsze wyniki badań nad polskim preparatem pod koniec września

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.