Zostaw trochę prowiantu

Anna Leder
opublikowano: 30-03-2007, 00:00

Pustka, chłód, milczenie... Na Spitsbergenie rytm wyznacza słońce. Ludzie? Pojawiają się czasem.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

 

By patrzeć.

Największą rolę gra światło. Latem — słońce, zimą — blask księżyca i zorza tworzą baśniową scenerię. Skaliste góry strzelające pionowo z morza, błękitne lodowce... Rośnie tu wiele nigdzie indziej nie spotykanych roślin, żyje też cała arktyczna menażeria: foki, lisy, niedźwiedzie polarne i renifery.

Barwy lodowca

Archipelag wysp Svalbardu, z których największą pozostaje Spitsbergen, leży pół drogi między Norwegią a biegunem północnym.

— Kiedy się dopływa, widać spiczaste wierzchołki. Przywodzą na myśli słowa Willema Barentsa, który — ujrzawszy po raz pierwszy tę ziemię — nazwał ją Krajem Ostrych Gór — wspomina Ireneusz Sobota, hydrolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, uczestnik 15 wypraw na Spitsbergen, wielokrotny ich kierownik.

Góry i nadmorskie niziny — jakieś 60 proc. powierzchni Spitsbergenu — pokrywają lodowce.

— Niekiedy są niebieskie, niekiedy — zupełnie białe. Podobno białe fragmenty świadczą o większej ilości pęcherzyków powietrza — wyjaśnia Adam Ławnik, fotografik, uczestnik letniej wyprawy na Spitsbergen w 2006 r.

Wędrując po pustkowiu, słyszy się tąpnięcia — niczym odgłosy nadciągającej burzy. To tzw. cielenie się lodowca: dźwięk kawałów lodu z hukiem wpadających do wody.

— Odłamki lodowca, topiące się pod wpływem uwalniającego się powietrza, wydają monotonny szum. Wykorzystali to przedsiębiorczy właściciele luksusowych restauracji, dodając ten lód do „syczących” drinków — opowiada Adam Ławnik.

Smaczny obiad misia

Średnia gęstość zaludnienia Spitzbergenu to... pół osoby na kilometr kwadratowy. Większość mieszkańców stanowią Norwegowie, żyjący w trzech miastach: Longyearbyen (stolica archipelagu), Sveagruva i Ny-Alesund. W Barentsburgu jest około 400 Rosjan, a na południu, nad fiordem Hornsund — z dziesięciu naszych rodaków w polskiej bazie badawczej.

— Stolica to niewielkie miasteczko: kilka sklepów, port, kościółek na wzgórzu, dwa muzea i osiedle jaskrawych domków. Przed każdym, na zielonej trawce, parkują kolorowe skutery śnieżne. Wokół wysokie góry — gdzie spojrzeć, widać pozostałości szybów i rusztowań górniczych — opisuje Adam Ławnik.

Choć wciąż wydobywa się węgiel, ma on niewielkie znaczenie dla gospodarki rejonu. To turystyka jest najważniejsza.

— Rząd norweski stara się ściągnąć osadników, nęcąc ich bardzo niskimi podatkami i wysokim standardem życia. W małym Longyearbyen jest kino i basen, dobrze zaopatrzone sklepy i kawiarnie. W magazynie sportowym kupi się niemal to samo, co w Warszawie. Różnicę stanowi, wiszący obok kurtek i butów, arsenał broni. Bo każdy mieszkaniec może stać się właścicielem giwery. Bez zezwolenia. Niedźwiedzie wpadają czasem do miasta… Ponoć jeden zjadł na obiad jakiegoś przewodnika wycieczki — opowiada Adam Ławnik.

 

Żywność do podziału

Poza osiedlami na Spitsbergenie nie ma dróg ani wydeptanych szlaków. Na trasach spotyka się tylko niezamieszkane chatki: traperskie husy, gdzie da się odpocząć, przespać, ogrzać i zjeść (trzeba zostawić trochę żywności dla innych wędrowców).

— Przywozi się świeże jedzenie, lecz zwyczaj nakazuje, by w pierwszej kolejności zjadać to, co znajdzie się na miejscu. Zasada polarnika głosi, że do spożycia nadaje się wszystko, co jest przeterminowane nie więcej niż pięć lat. Ale chodzą słuchy, że są tacy, którzy zjadali puszki 10 lat po dacie ważności. I żyją! — śmieje się Adam Ławnik.

Tam, gdzie nie ma lodowców, wyspiarska ziemia jest skalista, latem miejscami podmokła, pokryta siecią potoków i topniejącymi płatami śniegu. Do pieszych wycieczek przez rwące rzeki, bagnistą tundrę czy zbocza gór, po których osypują się kamienie, trzeba się przygotować.

— Nawet latem niezbędna jest bielizna termoaktywna, polar, kurtka wiatrówka, czapka oraz wygodne, skórzane buty. Najlepiej dwie pary — ze względu na podmokłą tundrę. Chodzi się po niej, jak po sprężystym materacu — ugina się pod stopami, a buty grzęzną w zimnej, zielonej mazi — dodaje Adam Ławnik.

Należy zapewnić sobie bezpieczeństwo, zabierając telefon satelitarny. I broń. Na białe niedźwiedzie, których żyje tu więcej niż ludzi. Można je zabijać jedynie w obronie życia. Każdy taki wypadek bada policja, surowo karząc nieuzasadnione użycie broni.

— Oj, zdarzało się nam wystrzelić w powietrze mnóstwo pocisków, by odstraszyć niedźwiedzie, wkładające głowę przez okno stacji lub chodzące po dachu naszego domku — wspomina Ireneusz Sobota.

— Po horyzont, jak okiem sięgnąć, żadnych śladów cywilizacji. Niesamowite wrażenia…. Choćby zdziwione spojrzenia dzikich zwierząt, przyglądających się człowiekowi bez lęku — wspomina Adam Ławnik.

 

 

Zdążyć przed mrozem

Na Spitsbergen da się łatwo dotrzeć, za to na miejscu punkt docelowy często jest nieosiągalny. Skrajne warunki klimatyczne sprawiają, że kilometry nie zawsze wiernie oddają odległość. Trzeba się liczyć z tym, że gdy trafi się na załamanie pogody, to nie zobaczy nic.

— Gdy lód pokryje fiord, nie da się wypłynąć. A następny rejs za trzy tygodnie — dodaje Adam Ławnik.

Choć poruszanie się lądem utrudniają wtedy rozlewiska ledwie rozmarzniętej tundry, lato, ze względu na żeglowność okolicznych wód, jest czasem najliczniejszych wizyt turystów.

— Kwiecień i maj to tzw. jasna zima, gdy słońce znów świeci po nocy polarnej. W maju bywa najcieplej, najmniej wieje. Leży śnieg, więc głównym środkiem transportu pozostają skutery śnieżne i psie zaprzęgi. Temperatura powietrza to średnio -20 stopni, lecz silne wiatry potęgują efekt wychładzania i odczuwa się nawet -40 stopni — przypomina Ireneusz Sobota.

Od czerwca do sierpnia temperatury oscylują wokół zera. Zalegają tylko resztki śniegu, pomijając wschodnią część Svalbardu czy okolice lodowców.

— Tundra kwitnie, pojawia się mnóstwo ptactwa i stada reniferów. Zapierające dech widoki rekompensują trudy i niedogodności — sumuje Adam Ławnik.

Prócz jednej: kiedy niedźwiedź oko w oko, a broń zawiedzie. l

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Leder

Puls Medycyny
Inne / Zostaw trochę prowiantu
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.