Zofia Małas, prezes NRPiP: Pielęgniarki wreszcie wyrwały się z pułapki płacy minimalnej

Emilia Grzela
opublikowano: 22-01-2020, 09:14
aktualizacja: 22-01-2020, 10:51

„Do 2015 roku polskie pielęgniarstwo tkwiło w martwym punkcie. Wszyscy pamiętamy fale protestów i białe miasteczka. Odbudowanie polskiego pielęgniarstwa zajmie lata, ale wreszcie widać na to szansę” – podkreśla Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, z którą rozmawiamy o przełomowych dla środowiska wydarzeniach w minionym roku i wyzwaniach na kolejne lata.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

2020 rok został przez Światową Organizację Zdrowia ogłoszony Międzynarodowym Rokiem Pielęgniarki i Położnej, ale mijający 2019 r. był nie mniej istotny dla obu tych zawodów. 

Zofia Małas, prezes NRPiP
Wyświetl galerię [1/5]

Zofia Małas, prezes NRPiP Tomasz Pikuła

Z pewnością mijający 2019 rok był dla nas bardzo pracowity. Jednym z naszych głównych działań było doprowadzenie do realizacji postanowień porozumienia podpisanego w lipcu 2018 r. z Ministerstwem Zdrowia, Narodowym Funduszem Zdrowia oraz organizacjami związkowymi. Udało się wprowadzić od 1 stycznia 2019 r. nowe normy zatrudnienia pielęgniarek i położnych. Najbardziej problematyczną kwestią była realizacja przez dyrekcje placówek zapisów porozumienia dotyczących podwyżek. Nie wszyscy pracodawcy prawidłowo je wypłacają, choć w większości podmiotów personel pielęgniarski podwyżki otrzyma. Są jednak tacy, którzy środki przeznaczone na wzrost wynagrodzeń dla personelu pielęgniarskiego, wykorzystują na inne cele – choć są to środki dedykowane. Ministerstwo Zdrowia i NFZ zlecają więc kontrole zarówno w szpitalach, jak i placówkach podstawowej opieki zdrowotnej, by wyeliminować nieprawidłowości.

Kluczowe dla środowiska było także, jak już wspomniałam, wdrożenie zmian w rozporządzeniu w sprawie minimalnych norm zatrudnienia. Od stycznia 2019 r. na oddziałach o profilu zachowawczym na jedno łóżko przypada 0,6 etatu pielęgniarskiego, a na oddziałach zabiegowych – 0,7. Od nowego roku zmiany norm objęły również oddziały pediatryczne: na dziecięcym oddziale zachowawczym to 0,8 etatu pielęgniarskiego, na zabiegowym 0,9. Wyzwaniem na 2020 rok pozostaje wprowadzenie norm zatrudnienia w pozostałych obszarach, tj.: psychiatrii, rehabilitacji, leczenia uzdrowiskowego. 

Nie ukrywam, że z normami zatrudnienia wiążą się pewne trudności. Są w Polsce obszary, gdzie drastycznie brakuje pielęgniarek. To głównie wielkie aglomeracje miejskie jak Warszawa, Poznań czy Kraków. Działa tam wiele placówek leczniczych, a zasoby kadrowe są niewystarczające.

Kryzys kadrowy w mniejszym stopniu dotknął więc szpitale powiatowe?

Tak, zdecydowanie. W mniejszych miejscowościach obserwujemy inny problem. Bezpieczny dla pacjenta i opłacalny dla szpitala poziom obłożenia łóżek wynosi około 85 proc. Średnie obłożenie w Polsce kształtuje się na poziomie 60 proc., a szpitalach powiatowych bywa jeszcze niższe. W takich sytuacjach pracodawcy podejmują różne działania np. likwidują łóżka. Pragnę zaznaczyć, że celem znowelizowanego rozporządzenia o minimalnych normach zatrudnienia jest spowodowanie, aby pielęgniarki, położne miały pod opieką nie kilkunastu, ale kilku pacjentów, co bezpośrednio przełoży się na wysoką jakość tej opieki oraz bezpieczeństwo zarówno pacjentów, jak i personelu.

Ponadto, dochodzi do różnych paradoksów: z jednej strony są miejsca, gdzie widać ogromne braki kadrowe, ale z drugiej wiele pielęgniarek bezskutecznie poszukuje pracy. Jednym z powodów jest właśnie to, że część pracodawców nie spełnia norm zatrudnienia, a w konsekwencji personel pielęgniarski nie znajduje miejsca pracy, głównie dotyczy to absolwentów studiów. Przykładem może być Lublin, gdzie kształci się duża liczba pielęgniarek. Część absolwentów na pewno przeprowadzi się w takiej sytuacji do innego miasta. Ważne, aby zostały w kraju. 

Dyrektorzy szpitali, w szczególności tych powiatowych, tłumaczą się brakiem pieniędzy. W ich ocenie koszty pracy wzrastają tak bardzo i w takim tempie, że placówki mogą mieć trudności z utrzymaniem płynności finansowej.

Każdy ma oczywiście swoje racje, na względzie należy mieć jednak przede wszystkim dobro pacjenta. Część podmiotów leczniczych może mieć kłopoty finansowe, ale nie są one spowodowane podwyżkami dla pielęgniarek czy wymogami wprowadzonymi przez nowe normy zatrudnienia. Winne są zbyt niskie nakłady na zdrowie. Oczywiście, środki przeznaczane na publiczny system opieki zdrowotnej rosną, ale zbyt wolno. Co do tego zgodne są wszystkie zawody medyczne.

Jak duża jest skala obu tych problemów: realizacji przez pracodawców wzrostu wynagrodzeń i norm zatrudnienia?

W ocenie Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, podwyżki wypłaca ponad 90 proc. pracodawców, wszelkie nieprawidłowości dotyczą więc niewielkiej liczby placówek. Mimo to nie wolno tego problemu bagatelizować, ponieważ może on być zarzewiem większego konfliktu. Niechlubnym przykładem jest tutaj Podkarpacie. Należy jednak dodać, że ministerstwo bardzo poważnie podeszło do nadzorowania tego, czy i w jaki sposób pracodawcy realizują lipcowe porozumienie. Normy zatrudnienia to zdecydowanie większa skala nieprawidłowości.

Czy to wsparcie resortu, na które środowisko zwraca uwagę od jakiegoś czasu, zachęca pielęgniarki i położne do pracy w zawodzie?

Tak, widać zmianę w jakości dialogu z Ministerstwem Zdrowia, co pozwoliło na realne odwrócenie bardzo negatywnego trendu. W 2019 roku wydaliśmy ponad 6 tysięcy zaświadczeń o prawie do wykonywania zawodu, z czego około 5400 dokumentów zostało wydanych dla zeszłorocznych absolwentów. Ta liczba nigdy dotąd nie była tak wysoka. Zaświadczenie odebrało prawie 100 proc. absolwentów, w poprzednich latach raptem 60-70 proc. Jest to konsekwencja nie tylko podwyżek, ale też świetnie rozwiniętego systemu kształcenia podyplomowego.

Trzeba jednak pamiętać, że luka pokoleniowa nie zniknie w ciągu roku czy dwóch lat. Zwiększa się liczba młodych pielęgniarek, ale wiele z obecnie pracujących zbliża się do wieku emerytalnego albo już go osiągnęło. Jeśli utrzymamy dużą liczbę wchodzących do zawodu, to za ok. 10 lat uda nam się odmłodzić kadry. Na razie luka pokoleniowa pozostaje ogromna i nic w tym dziwnego, skoro pogłębiała się przez 20 lat. Gdybyśmy chcieli mówić o realnym jej zasypaniu, do zawodu powinno corocznie wchodzić ok. 13 tysięcy absolwentów. Dziś średnia wieku pielęgniarek to 52 lata, w 2030 r. zbliżymy się do 60 lat, mimo zasilania systemu przez młode koleżanki. Na szczęście, nie wszystkie panie i nieliczni panowie nabywający uprawnienia emerytalne odchodzą z zawodu, bo wówczas każdego roku ubywałoby 8-9 tysięcy pielęgniarek. Ta grupa zasługuje na to, by ją odpowiednio docenić, zwłaszcza finansowo. Pielęgniarka pracująca w zawodzie 40 lat nie powinna zarabiać tyle, co świeżo upieczona absolwentka studiów pielęgniarskich.
 
Znalazłoby się tak wielu chętnych na studia pielęgniarskie?

Mogłoby to być problematyczne, choć obserwujemy boom na studia pielęgniarskie. Niestety, to zainteresowanie nie pokrywa się z równomiernym rozmieszczeniem szkół pielęgniarskich na terenie kraju. Mało jest ich choćby na tzw. ścianie zachodniej. W tym regionie nakłada się jeszcze problem podejmowania pracy w zawodzie za granicą z uwagi na bliskość niemieckiego rynku pracy.

Ponad jedna czwarta pielęgniarek posiada specjalizacje w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa, a w poprzednich latach ich wysokie kompetencje nie były należycie wykorzystywane przez system. Dlatego środowisku tak bardzo zależało na wprowadzeniu porady pielęgniarskiej w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej oraz w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej. Od 1 stycznia 2020 roku zaczęło wreszcie obowiązywać rozporządzenie, które precyzyjnie określiło poziom wynagrodzenia pielęgniarki, która takiej porady udzieli. Świadczenie będzie realizowane w obszarze diabetologii, kardiologii, chirurgii oraz ginekologii i położnictwa.

Czy proponowana przez NFZ wycena satysfakcjonuje środowisko? Poprzednia propozycja została skrytykowana. 

Poziom wyceny jest zadowalający, stanowi ok. 7 proc. wyceny świadczenia realizowanego w warunkach ambulatoryjnych przez lekarza. Myślę, że porada upowszechni się wśród pielęgniarek, bo obecna wycena jest naprawdę motywująca. Oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień, ale już mamy sygnały, że pielęgniarki są zadowolone z pojawienia się porady pielęgniarskiej w AOS i czekają na to świadczenie w POZ. Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko obiecała, że porada pielęgniarska wejdzie do POZ z końcem pierwszego kwartału tego roku. 

Przez lata pielęgniarki i położne zwracały uwagę na to, że poziom ich wynagrodzeń jest bardzo niski. Teraz wreszcie, w większości placówek, otrzymały podwyżki. Czy oznacza to koniec dalszych żądań płacowych?

Absolutnie nie, w kwestii poprawy warunków pracy i poziomu wynagrodzeń nie osiadamy na laurach. Wszystko, co dotyczyło podwyżek dla pielęgniarek i położnych w 2019 roku, jest krokiem w dobrym kierunku, ale to zaledwie początek drogi. Personel pielęgniarski długo tkwił w pułapce płacy minimalnej, w 2019 r. poziom wynagrodzeń podniósł się o ok. 30 proc. Trzeba jednak mieć świadomość, że pensje generalnie rosną, a wynagrodzenia ogółu zawodów medycznych, mimo podwyżek, są w porównaniu z innymi sektorami gospodarki nadal niskie. Chcielibyśmy, aby były choć na porównywalnym poziomie, bo są to przecież zawody specjalistyczne, które wymagają ciągłego aktualizowania wiedzy z uwagi na olbrzymi postęp w medycynie. Doceniamy pozytywne zmiany w wynagrodzeniach, ale nie zachłysnęłyśmy się nimi i trzymamy rękę na pulsie. 

Czy na równi z wynagrodzeniami rośnie także prestiż zawodu pielęgniarki i położnej oraz samodzielność zawodowa?

Tutaj również widzimy wiele zmian na lepsze, choćby wprowadzenie wspomnianej porady pielęgniarskiej. Prestiż naszego zawodu będzie rósł wraz z powierzaniem nam bardziej odpowiedzialnych zadań, wymagających specjalistycznej wiedzy i umiejętności. Porada pielęgniarska to jednak zysk nie tylko dla personelu pielęgniarskiego, ale też dla pacjentów i ich rodzin. Pacjent nie będzie już musiał godzinami czekać na lekarza pod drzwiami gabinetu, bo kompleksowo zajmie się nim pielęgniarka, położna. Dla lekarzy zostaną więc bardziej skomplikowane przypadki, wstępną selekcję może wykonać personel pielęgniarski. Środowisko lekarskie docenia tego rodzaju rozwiązania. Lekarzy jest przecież niewielu, oni sami widzą, że w pewnych obszarach są niewydolni i potrzebują wsparcia.

Pielęgniarki są w pełni gotowe do tego, by zebrać wywiad, ocenić stan zdrowia chorego i wypisać mu receptę w ramach kontynuacji leczenia. Zresztą pielęgniarki od dawna wykonują już wiele z tych czynności, wprowadzenie porady tylko to prawnie usankcjonuje. Personel pielęgniarski powinien wykonywać jedynie czynności właściwe dla swoich kompetencji, zresztą podobnie jak przedstawiciele pozostałych zawodów medycznych. Tymczasem w polskim sektorze ochrony zdrowia nadal jest zatrudnionych zbyt mało pracowników, w tym tych pomocniczych. Częste są więc sytuacje, gdy pielęgniarka musi np. zajmować się wydawaniem posiłków pacjentom i wykonywaniem prostych czynności sanitarno-higienicznych.

W wielu krajach Europy Zachodniej pielęgniarki i położne przejęły i z powodzeniem wykonują część czynności lekarskich. Czy polscy pacjenci są na taką zmianę gotowi?

Jest to wyraźny trend, obserwowany na Zachodzie od dawna. Na przykład w Wielkiej Brytanii prowadzeniem ciąży i opieką okołoporodową zajmuje się położna. Przyszła matka spotyka się z lekarzem jedynie w sytuacji wystąpienia nieprawidłowości — jeśli położna uzna to za konieczne. Położnictwo nie jest jedynym przykładem. Pielęgniarki są wystarczająco wykwalifikowane do tego, by przejąć opiekę nad pacjentem z trudno gojącymi się ranami, powstającymi w przebiegu cukrzycy.

Czy takie rozwiązania mają szansę przyjąć się w Polsce? W mojej opinii tak, ale wymaga to czasu, by szerszy zakres obowiązków pielęgniarek zaakceptowali pacjenci i lekarze. Musimy wreszcie zerwać ze stereotypem pielęgniarki, która zajmuje się wyłącznie podawaniem chorym basenu. Aby to było możliwe, konieczna jest zmiana mentalna, ale też potrzebny personel pomocniczy, który przejąłby wszystkie tego rodzaju obowiązki. Krótko mówiąc, potrzeba nam większej liczby opiekunów medycznych w szpitalach, bo to odciąży pielęgniarki i pozwoli im zaangażować się w bardziej wymagające zadania. Profilaktyka, promocja zdrowia, edukacja pacjenta i rodziny — to są obszary, w których pielęgniarki i położne szczególnie mogą się wykazać.

Głównie na barkach pielęgniarek spoczywają świadczenia z zakresu opieki długoterminowej. Co jest najpilniejszą potrzebą w tej dziedzinie? Zwiększenie wyceny świadczeń?

Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia obiecał już wzrost wycen. Mam nadzieję, że nastąpi to możliwie jak najszybciej i zachęci pielęgniarki do szerszego podejmowania pracy w systemie opieki długoterminowej, ponieważ czas oczekiwania pacjentów na świadczenia z tej dziedziny — zarówno w warunkach stacjonarnych, jak i domowych — jest faktycznie bardzo długi. 

Jak NIPiP zaangażuje się w obchody Międzynarodowego Roku Pielęgniarki i Położnej?

Wspólnie z minister Józefą Szczurek-Żelazko zastanawiamy się nad tym, jak wykorzystać to światowe wydarzenie do promocji zawodu, choć społeczny odbiór pielęgniarek i położnych zmienił się w ostatnim czasie na lepsze. Według ostatniego sondażu CBOS, pielęgniarki cieszą się najwyższym zaufaniem społecznym, wyprzedzają nas jedynie strażacy.

Działania promocyjne i wizerunkowe to jedno, ale dla nas bardzo ważne jest przyjęcie przez rząd długoletniej polityki zdrowotnej na rzecz rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce, która obejmie najbliższe 15 lat. Jest to prawdziwy przełom, bo tak naprawdę do 2015 roku polskie pielęgniarstwo tkwiło w martwym punkcie. Wszyscy pamiętamy fale protestów i białe miasteczka. Jakiekolwiek przeprowadzane w tamtym okresie zwolnienia dotykały zwykle pielęgniarki. Środowisko już wtedy alarmowało, że niebawem personelu pielęgniarskiego może po prostu zabraknąć. Niestety, te czarne scenariusze się sprawdziły. Odbudowanie polskiego pielęgniarstwa zajmie lata, ale wreszcie widać na to szansę. 

Zofia Małas - mgr zdrowia publicznego, jest specjalistą w zakresie pielęgniarstwa zachowawczego i epidemiologicznego, pielęgniarką dyplomowaną, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.