Zdrowie Polaków w cieniu pandemii COVID-19

opublikowano: 25-11-2020, 13:03

Drugi Kongres „Zdrowie Polaków 2020” odbył się 26-27 października, w środku pandemii, która na trwałe odmieni globalny system ochrony zdrowia, gospodarkę i szeroko pojętą sferę publiczną.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
“Kongres nie zastąpi wprawdzie decyzji podejmowanych przez decydentów i urzędników na różnych szczeblach, ale mimo to jest potrzebny: nadal chorujemyi potrzebujemy wiedzy o tym, jak się diagnozować i leczyć” - powiedział prof. dr hab. n. med. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, jednej z instytucji odpowiadających za organizację i merytoryczny nadzór nad kongresem “Zdrowie Polaków 2020”.
Maciej Nowicki

„Czy to dobry czas na organizację Kongresu „Zdrowie Polaków”? (…) Kongres nie zastąpi wprawdzie decyzji podejmowanych przez decydentów i urzędników na różnych szczeblach, ale mimo to jest potrzebny: nadal chorujemy i potrzebujemy wiedzy o tym, jak się diagnozować i leczyć. To szczególnie istotne także dlatego, że dziś, w warunkach pandemii, powszechny dostęp do placówek ochrony zdrowia jest ograniczony” — powiedział podczas inauguracji kongresu prof. dr hab. n. med. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, jednej z instytucji odpowiadających za organizację i merytoryczny nadzór nad wydarzeniem.

Do dyskusji włączyło się prawie 250 naukowców, przedstawicieli władz centralnych i lokalnych oraz instytucji ochrony zdrowia. W radzie programowej zasiadali m.in.: prof. dr hab. n. med. Maciej Banach, prof. dr hab. n. med. Magdalena Durlik, prof. dr hab. n. med. Wojciech Maksymowicz i aktorka Ewa Błaszczyk.

„Medycyna nie kończy się na pandemii COVID-19. Nadal zmagamy się z chorobami, które każdego dnia przyczyniają się do przedwczesnych zgonów ok. 1200 Polek i Polaków. To schorzenia układu sercowo-naczyniowego, nowotwory, choroby związane z otyłością, paleniem papierosów czy niezdrowym stylem życia. Skupiajmy się na walce z SARS-CoV-2, ale nie zapominamy o tzw. ukrytych kosztach zdrowotnych pandemii” — zaznaczył w swoim wystąpieniu inauguracyjnym prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzki, marszałek Senatu.

Kryzys ujawnił systemowe 
słabości ochrony zdrowia

Choć system opieki zdrowotnej jest kluczowym sektorem publicznym, do czasu wybuchu pandemii COVID-19 był przez rządzących traktowany z reguły po macoszemu. Mimo niewątpliwych sukcesów medycznych polskich specjalistów, choćby w obszarze kardiologii, kolejnym ministrom zdrowia (może z wyjątkiem prof. Zbigniewa Religi) brakowało siły politycznej i charyzmy, by ochronę zdrowia uczynić celem priorytetowym. Politycy uważali ten sektor za worek bez dna. Większym zainteresowaniem cieszyły się resorty „siłowe”, dające realne polityczne wpływy. Wybuch pandemii boleśnie unaocznił opinii publicznej, jak krótkowzroczne było to podejście. Obecnie wszyscy wsłuchujemy się uważnie w głosy profesjonalistów medycznych, którzy przecież od dawna alarmowali o poważnych brakach kadrowych i finansowych.

„Dziś społeczeństwo mówi nam wszystkim: sprawdzam. Pandemia COVID-19 to test wydolności i jakości naszego systemu. My, medycy, pracujący na co dzień z pacjentami, widzimy od dawna wszystkie jego słabości finansowe, organizacyjne i kadrowe. Wszystkie te braki w czasie pandemii dały o sobie znać ze zdwojoną mocą. (…) Demografia, luka pokoleniowa, niedofinansowanie. Brak zawodów wspierających lekarzy i pielęgniarki, ale także przestarzały model kształcenia lekarskiej młodzieży i konieczność zapewnienia jej realnego zawodowego rozwoju — to tylko kilka przykładów słabości systemu. W ostatnim czasie pojawiło się kolejne zagrożenie, być może równie istotne co SARS-CoV-2: wirus braku zaufania społecznego. Na jego gruncie popularność zdobywają ruchy szerzące medyczne kłamstwa, które szkodzą medykom, ale przede wszystkim zdrowiu publicznemu” — ocenił prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Profesor wyraził nadzieję, że pandemia będzie momentem przełomowym w myśleniu o systemie opieki zdrowotnej. Eksperci biorący udział w dyskusji, szczególnie dr hab. n. prawn. Adam Bodnar (rzecznik praw obywatelskich) podkreślili, że czas po pandemii należy przeznaczyć na dowartościowanie systemowe i finansowe obszarów wcześniej zaniedbanych, których znaczenie ujawnił obecny kryzys: zdrowie publiczne, psychiatria, geriatria i opieka długoterminowa oraz społeczna nad seniorami.

Edukacja kadr na drugim planie

Pandemia COVID-19 sprawiła, że instytucje państwowe, w tym ochrona zdrowia, finansowana ze środków publicznych, przekierowały większość zasobów na walkę z koronawirusem, ważnym kwestiom poświęcając mniej uwagi. Cierpią na tym pozostałe dziedziny medycyny, co widać choćby po spadku realizacji świadczeń w takich obszarach, jak kardiologia czy onkologia, ale także kształcenie kadr.

Prof. dr hab. n. med. Wojciech Maksymowicz, do niedawna wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, przyznał, że większość prac legislacyjnych i administracyjnych koncentruje się dziś na wdrażaniu narzędzi przydatnych do doraźnej walki z COVID-19. Nie oznacza to, że kwestie związane ze szkolnictwem wyższym zostały całkowicie odłożone na boczny tor. Na początku marca ówczesny minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin powołał zespół ds. koordynacji działań w systemie szkolnictwa wyższego i nauki w związku z zagrożeniem wystąpienia COVID-19.

„Po pierwsze, oceniamy i uzgadniamy zapisy nowych aktów prawnych, regulujących np. standardy kształcenia młodych lekarzy i pielęgniarek” — wskazał prof. Maksymowicz, jednocześnie zastrzegając, że bardzo ważne jest zapewnienie młodym medykom jak największej liczby zajęć praktycznych w bezpiecznych warunkach.

Dodał także, że zespół wspiera koordynację działań w związku z walką z COVID-19, aby w jak najmniejszym stopniu zakłócały one proces kształcenia: wiele specjalistycznych ośrodków zaangażowanych w przeciwdziałanie pandemii prowadziło także działalność dydaktyczną.

Pandemia - lekcja dla służb sanitarnych, ale też szansa na rozwój

Dziś, gdy rozmiary pandemii są ogromne, a tempo jej rozwoju zaskoczyło decydentów większości państw świata, opinia publiczna domaga się wyjaśnień: czy rządzący i przedstawiciele państwowych instytucji zlekceważyli zagrożenie? Choć sporo na to wskazuje, należy pamiętać, że wynikało to w dużej mierze z faktu niemal całkowitej eliminacji wielu chorób zakaźnych. Dzięki powszechnym szczepieniom, zapomnieliśmy o groźnych dla życia patogenach, a Główna Inspekcja Sanitarna na przestrzeni lat została zamieniona w niedofinansowaną i ograniczoną kadrowo instytucję, która w powszechnej świadomości zajmowała się głównie czuwaniem nad jakością żywności. Przypomniał o tym podczas kongresu dr hab. n. med. Jarosław Pinkas, prof. CMKP i główny inspektor sanitarny.

Dodał również, że pierwsze działania podjął GIS już na początku 2020 r., gdy w Europie zaczęto mówić o zagrożeniu, jakie może nieść wirus SARS-CoV-2 pochodzący z chińskiego miasta Wuhan. Dr Pinkas zwrócił uwagę, że w styczniu i na początku lutego zarówno Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), jak i Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) wskazywały, że zagrożenie epidemiologiczne jest względnie niewielkie. Mimo to, jak wskazał szef GIS, polskie służby sanitarne stale monitorowały sytuację.

„W społecznej świadomości Główna Inspekcja Sanitarna kojarzyła się z nakładaniem mandatów. Uznawano nas za niepotrzebną instytucję, nie doceniano naszych działań przeciwepidemicznych. O GIS przypominano sobie, gdy trzeba było zająć stanowisko wobec narastającej aktywności ruchów antyszczepionkowych. (…) 1700 osób w Polsce zajmowało się działaniami przeciwepidemicznymi, a to przecież niezwykle mało. Musieliśmy więc sprostać ogromnemu wyzwaniu i myślę, że jakoś nam się udało. Podkreślam: jakoś, bo początkowo sytuacja była dla nas daleka od komfortowej. Byliśmy instytucją niezdigitalizowaną, z ogromnymi brakami kadrowymi, do 15 marca niespionizowaną” — powiedział dr Pinkas.

Przyznał on, że pandemia była dla GIS i szerzej pojętego zdrowia publicznego ogromnym ciężarem i wyzwaniem, ale też szansą na rozwój i docenienie tej sfery przez ogół społeczeństwa i decydentów. Jednym z ważniejszych działań była wspomniana przez dr. Pinkasa pionizacja instytucji. Zanim na początku tego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, rozszerzająca kompetencje głównego inspektora sanitarnego i przekazująca wojewodom nadzór nad wojewódzkimi i powiatowymi inspektorami sanitarnymi, możliwość realnego zarządzania służbami sanitarno-epidemiologicznymi była iluzoryczna.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.