Zdrowie na Wiejskiej - próba bilansu ostatniej kadencji Sejmu i Senatu

  • Jerzy Papuga
opublikowano: 12-07-2019, 13:36

Kończąca się VIII kadencja Sejmu i IX Senatu oraz zbliżające się jesienne wybory do obu izb sprzyjają dokonywaniu podsumowań. Aczkolwiek przewidywane są jeszcze co najmniej 2-3 posiedzenia sejmowej i senackiej Komisji Zdrowia, raczej nie wniosą one jakichś nowych akcentów, a jedynie posprzątają sprawy bieżące i załatwią zaległe projekty ustaw.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Ostatnie spotkania tradycyjnie będą poświęcone statystyce odbytych posiedzeń i spraw podjętych w toku kadencji. We wrześniu parlamentarzyści usuną ze swoich miejsc na salach plenarnych tabliczki z nazwiskami, a po wyborach rozpocznie się nowa kadencja i nowe personalne rozdanie.

Lekarze - niezawodni kandydaci

Choć akurat w przypadku obu Komisji Zdrowia nie ma co liczyć na personalne rewolucje - giganci sejmowych i senackich prac parlamentarnych zapewne pojawią się ponownie w swoich ławach, odnawiając też miejsca w prezydiach. Zdrowie na Wiejskiej jest kadrowo „constans”, także z wyroku partii, które stawiają w wyborach na znane postaci lekarzy i nauczycieli akademickich.

I tak trudno sobie wyobrazić Sejm przyszłej kadencji bez posłów Tomasz Latosa i Tadeusza Dziuby z PiS, posłanek Beaty Małeckiej-Libery i Alicji Chybickiej z PO czy posła Władysława Kosiniaka-Kamysza z PSL. A Senat - bez senatorów Waldemara Kraski i Konstantego Radziwiłła. Jedynie probierz przekroczenia przez partię 5-procentowego progu wyborczego może coś tu zmienić, jednak lekarze zawsze byli (i będą) forpocztą list wyborczych, zbierając doskonałe poparcie elektoratu.

Jednego jesteśmy dziś raczej pewni - poseł Bartosz Arłukowicz (PO) nie pojawi się w Sejmie, bo został europosłem. Miniona kadencja przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia była silnie naznaczona jego osobowością i stylem pracy. Podobnie nie zasiądzie w tej komisji była premier rządu PO-PSL Ewa Kopacz, która też będzie się sprawdzać jako europosłanka.

Obfitość zespołów ds. zdrowotnych

Zdrowie na Wiejskiej podlega dość stałym regułom procesu legislacyjnego i to w jego ramach funkcjonują wszelkiego rodzaju inicjatywy ustawodawcze: projekty ustaw, uchwał, stanowisk, opinii i dezyderatów. Obojętnie, czy są to projekty: obywatelskie, prezydenckie, senackie czy też komisyjne, poselskie oraz rządowe, których było w mijającej kadencji najwięcej. Ale istnieje też sfera bardziej szczegółowych zainteresowań, często związanych ze specjalizacją danego posła czy senatora, i tu ujściem do aktywności okazały się zespoły parlamentarne zajmujące się zdrowiem lub okazjonalnie podejmujące tę problematykę.

Z kilkunastu takich zespołów działających w poprzedniej kadencji parlamentu rozrosły się do ponad 40 w obecnej (1/3 wszystkich zespołów parlamentarnych). A i ta liczba nie wyczerpuje całego obrazu, bo wiele „niezdrowotnych” z nazwy zespołów parlamentarnych podejmowało tę problematykę ad hoc (np. analizując sieć placówek ochrony zdrowia na swym terenie czy oceniając rynek określonych wyrobów medycznych). Zresztą prezydium sejmowej Komisji Zdrowia ustaliło, że problemy szczegółowe muszą być przesuwane z zawalonego propozycjami planu pracy komisji do prac zespołów parlamentarnych.

I to generalnie dobrze funkcjonowało. Ponad 400 posiedzeń zespołów na tematy zdrowotne to wielki dorobek „zdrowia na Wiejskiej”. Zakres poruszanych zagadnień był szeroki - od kwestii cukrzycy, chorób rzadkich, kardiologii i onkologii, przez uzależnienia, niepełnosprawnych, do polemicznie podgrzewanych spraw, jak potrzeba szczepień ochronnych, wprowadzenie marihuany leczniczej, ochrony płodu czy kwestia oświaty seksualnej i praw reprodukcyjnych. Dosłownie każda opcja i każdy pogląd były tu wyrażone, co odciążyło trochę obrady plenarne od sporów ideologicznych.

50 konferencji i eventów

Do tego w mijającej kadencji obu izb zorganizowano ok. 50 konferencji i eventów parlamentarnych, bezpośrednio lub pośrednio związanych z problematyką zdrowotną. Na co zresztą było przyzwolenie prezydium Sejmu, jak i osobiście marszałka Marka Kuchcińskiego, chętnie udzielającego swego patronatu tego typu wydarzeniom.

Oczywiście, można było niekiedy narzekać na przerost formy nad treścią, ale gros prac zespołów, konferencji i eventów miało swoje merytoryczne oparcie w wiedzy medycznej. Podejmowały sprawy trudne, a nawet kontrowersyjne, kanalizując nie tylko obawy pacjentów i poszczególnych środowisk, ale także lobbying znanych grup interesów. To pozwalało obu Komisjom Zdrowia pracować z dala od przeróżnych nacisków, transparentnie, nad czym czuwali ich przewodniczący: senator Kraska w izbie wyższej i poseł Arłukowicz w izbie niższej.

Dyscyplina posiedzeń

Statystyka prac komisji zresztą czytelnie pokazuje, iż głos strony społecznej wybrzmiewał na posiedzeniach plenarnych jedynie wtedy, gdy było to uzasadnione zaplanowaną z góry problematyką (lub grożącą wybuchem społecznym sytuacją kryzysową). Dotyczyło to zarówno Naczelnej Rady Lekarskiej, innych rad, Porozumienia Zielonogórskiego, innych związków zawodowych, jak i grup nacisku działających w przemyśle farmaceutycznym, ubezpieczeń zdrowotnych, tytoniowym czy ogólnokrajowych organizacji samorządów terytorialnych. I działo się tak bez wyjątku, co przewodniczący Arłukowicz wziął sobie „na ambit” i realizował z żelazną konsekwencją. I starał się, mimo podziałów politycznych stawianych nieraz na ostrzu noża, pluralistycznie ustalać porządek obrad w prezydium komisji sejmowej, które nie było ciałem fasadowym, ale mocno zapracowanym.

W trakcie tej kadencji pracę nad poszczególnymi projektami ustaw prowadziło 12 podkomisji nadzwyczajnych i 2 stałe (ds. innowacyjności w medycynie i ds. zdrowia psychicznego). Zgłoszono ogółem 74 projekty ustaw, 4 projekty uchwał, przyjęto 24 inne przedłożenia oficjalne i rządowe (np. sprawozdania Narodowego Funduszu Zdrowia), wydano 28 opinii i uchwalono jeden dezyderat.

Rząd ma inicjatywę

Statystyka przedłożeń skierowanych do Komisji Zdrowia pokazuje, iż rząd, zgłaszając aż 45 projektów ustaw, wykazywał w tej kadencji zdecydowanie większe zaangażowanie ustawodawcze niż w poprzednich (przeciętnie bywało 25-30 projektów). Warte odnotowania jest też to, iż część poselskich projektów ustaw, zgłaszanych przez ugrupowanie rządzące, nosiła pieczęć rządu, choć skrytą. Obnażała to komisyjna opozycja, złożona przecież nie tylko z paru byłych ministrów i długoletnich sejmowych wyjadaczy, ale także byłej premier. Przynajmniej kilka poselskich inicjatyw z ogólnej liczby 20 można po cichu przypisać resortowi z Miodowej, co pokazuje jedynie środek ciężkości prowadzonych prac.

Rząd nie tylko chciał mieć, ale faktycznie miał inicjatywę, wprowadzając szerokie zmiany systemowe, przede wszystkim w finansowaniu ochrony zdrowia. „Ustawa 6,5 proc.” słusznie jest uważana za przełomową, a opozycja nawet domagała się jej przyspieszenia. Na drugim biegunie jest ustawa o wprowadzeniu sieci szpitali i tu linia krytyki jest bardziej klarowna. Opozycja uważa, iż projekt jest fatalny w skutkach, bo nie zapewnia finansowania dobrym placówkom, a dodatkowo rozszerza wykluczenie zdrowotne i białe plamy w opiece specjalistycznej. Koalicja co prawda nie pieje z zachwytu, widząc wady nowego rozwiązania, ale nie widzi też żadnej sensownej alternatywy i zapowiada kontynuację tej reformy w następnej kadencji.

Do rekordowych należy zaliczyć zmiany w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych - złożono do niej aż 19 nowelizacji. Po kilka miały ustawy: o rzeczniku praw pacjenta, o działalności leczniczej, o POZ, o zawodzie fizjoterapeuty, o systemie informacji w ochronie zdrowia, o zawodzie lekarza, ale aż 6 o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (głównie w sprawie medycznej marihuany).

Nowością były projekty obywatelskie, których złożono łącznie 6 (w tym antyszczepionkowy i o ochronie życia poczętego, obydwa odrzucone), oraz 2 prezydenckie. Prezydentowi Andrzejowi Dudzie należy zapisać na plus legislacyjne regulacje w kwestii solariów oraz bardzo dobrze ocenianą Narodową Strategię Onkologiczną. Można przypuszczać, że do września sejmowa Komisja Zdrowia dojdzie zapewne do pięknej liczby 185 odbytych posiedzeń plenarnych.

Senat też się wysilał

Bilans posiedzeń senackiej Komisji Zdrowia to „jedynie” 101 spotkań, ale trzeba pamiętać, że pracuje ona „legislacyjnym światłem odbitym”, czyli na bieżąco podejmuje to, co otrzyma z Sejmu, swoje inicjatywy legislacyjne wnosząc w drugiej kolejności.

W porównaniu z poprzednimi kadencjami, liczba posiedzeń komisji senackiej jest mniej więcej stała, z lekką górką w bieżącej kadencji. Na plus można jednak zapisać 5 kapitalnych konferencji merytorycznych, które komisja zorganizowała (m.in. w sprawie plagi otyłości). W dodatku zakończyły się one wnioskami do realizacji, co nie jest bez znaczenia dla dalszego toku zmian w służbie zdrowia.

Tu też nieco odważniej brano na warsztat tematy szczegółowe, ostatnio m.in. opiekę neurologiczną, paliatywną, stan badań przesiewowych i profilaktycznych, badań patomorfologicznych czy problem skoliozy idiopatycznej. Nie były to kwiatki do kożucha, ale prezentacje, których zawartość merytoryczną układano m.in. z konsultantami krajowymi.

Wstępny (na początek lipca) bilans prac obydwu komisji zdrowia może być więc oceniony pozytywnie. Mimo ciężkiej atmosfery politycznej, udawało się przechodzić do porządku dziennego, a gdy jednak ingerowała polityka (co częściej zdarzało się przewodniczącemu Arłukowiczowi), w sukurs przychodził niezawodny regulamin Sejmu i wykładnia Biura Legislacyjnego. Co nawet z największych polemik czy kłótni pozwalało wyłowić rzeczowe argumenty i postulaty, słuchane po wszystkich stronach podzielonej politycznie Polski.

KOMENTARZE

Poseł Tomasz Latos:

Podstawowym problemem, którym zajmowaliśmy się w mijającej kadencji sejmowej Komisji Zdrowia, było zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia. Niektórzy narzekają, iż nadal są one zbyt małe, ale wprowadziliśmy rozwiązanie, które na trwałe zmieniło obowiązujące zasady. Od kiedy pracuję w komisji, naszym marzeniem było dojście do 6 proc. PKB. Teraz udało się je zrealizować. Jest to więc rewolucyjna zmiana i wielka satysfakcja całej komisji, w tym moja.

Również dla innych rzeczy, o których mówiło się latami, a które nie były załatwiane, znalazło się rozwiązanie. Powstała m.in. sieć szpitali. Projekt w przyszłości będzie wymagał dalszych modyfikacji przede wszystkim w porozumieniu z samorządami lokalnymi. Potrzebna jest w wielu powiatach, a dalej w regionach wspólna polityka zdrowotna, która wyrażona będzie m.in. przez sieć szpitali. Lokalne ambicje poszczególnych starostów powinny być skonfrontowane z realnymi potrzebami na danym terenie.

Kolejna sprawa to ustawa o POZ, a właściwie to, co ma z niej wyniknąć w przyszłości. Jestem przekonany, iż poprzez realizowanie części badań, które powinny być finansowane osobno, chociaż część pacjentów zostanie zatrzymana w POZ i ograniczy to kolejki do specjalistów. Biorą się one również ze słabości POZ, która może otoczyć opieką znacznie większą liczbę pacjentów bez konieczności korzystania z pomocy specjalistów.

No i kolejna sprawa - w końcu ruszyliśmy z cyfryzacją, tematem od lat „kulejącym”, na który wydano setki milionów złotych i nic z tego nie wynikało. Ale w końcu projekt ruszył, poszczególne moduły systemu informatycznego w służbie zdrowia są uruchamiane, w czym rzeczywiście duża zasługa wiceministra Janusza Cieszyńskiego. I to jest nadzieja dla nas wszystkich, niezależnie od tego, kto będzie po wyborach rządził, bo jeżeli system informatyczny nie będzie szczelny ani efektywny, to inne reformy w służbie zdrowia po prostu się nie powiodą.

A priorytet na następną kadencje? Skrócenie kolejek… co dzisiaj możemy już definiować jako dobre rozpoznanie potrzeb zdrowotnych i oczekiwań pacjentów. I na większą skalę skoordynowane działania, aby te oczekiwania w pełni zrealizować.

Poseł Bernadeta Krynicka:

W mijającej kadencji Komisji Zdrowia uchwalono dwie ustawy, mające ogromny wpływ na sytuację pracowników opieki zdrowotnej w Polsce: ustawę gwarantującą pracownikom medycznym najniższe wynagrodzenie, co w konsekwencji spowodowało powolny systemowy ich wzrost, i ustawę dającą podwyżki pensji dla pielęgniarek. Czasami nawet żartuję, że będąc pielęgniarką oddziałową po 16 latach otrzymywałam na rękę 2370 zł - i to prowadząc nie tylko oddział, ale także trzy pracownie, a teraz koleżanka pełniąca moje obowiązki otrzymuje grubo ponad 4 tys. zł… i wychodzi na to, że poszłam do Sejmu, a od razu pielęgniarki zaczęły lepiej zarabiać.

Z własnego doświadczenia mogę jednak powiedzieć, iż pielęgniarki nie powinny narzekać, choć oczywiście docelowo musi obowiązywać systemowe coroczne zwiększanie wynagrodzeń. Już pierwsze pozytywne skutki tej ustawy są dostrzegalne, bo pielęgniarki wracają z zagranicy i odnawiają swoje uprawnienia zawodowe. A zdecydowana większość koleżanek kończących w Polsce studia licencjackie lub magisterskie wyrabia sobie prawo wykonywania zawodu i podejmuje pierwszą pracę.

Wszystko idzie więc w dobrym kierunku, trzeba tylko umieć to zauważyć i docenić. Ale oczywiście jest dużo zawodów medycznych, jak fizjoterapeuci, rehabilitanci, diagności laboratoryjni czy technicy medyczni, nadal fatalnie niedofinansowanych, którym systemowo trzeba podnosić wynagrodzenia. Ustawa gwarantująca wzrost nakładów do 6,5 proc. PKB to są przecież ogromne środki, które dają nadzieję na szybkie podwyżki. Jest tu jeszcze bardzo dużo do zrobienia i na pewno będzie to nasz priorytet na następną kadencję.

Warto podkreślić, że o 20 proc. podnieśliśmy nabór na uczelnie medyczne, co jest wielkim sukcesem, bo zahamowaliśmy groźny dla systemu regres kadrowy. Przywróciliśmy staż dla lekarzy, co znowu jest niezwykle ważne dla karier rezydentów, którzy chcą się specjalizować i szybko wchodzić do zawodu. Już sam fakt, że znieśliśmy limity na operacje zaćmy, a niedawno na badania radiologiczne, spowoduje na pewno poprawę leczenia w tym zakresie, bo idzie to jak kaskada: najpierw dobra diagnostyka, później wczesne wyleczenie.

System mamy więc dobry, coraz bardziej na europejskim poziomie, coraz mniej w nim dziur i słabego finansowania, ale trzeba pamiętać, że pracują w nim ludzie. Albo można go wykorzystać dla dobra pacjentów, albo zniweczyć to, co udało się wspólnie osiągnąć. Przykład pierwszy z brzegu: w jednym szpitalu na operację zaćmy czeka się dwa lata, a w drugim dwa tygodnie… Dlatego twierdzę, że oprócz reform służby zdrowia musi być dobry szef i nowoczesne zarządzanie w placówce medycznej.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.