Zarobki lekarzy rosną: Lista Płac 2009

Maria Stefańska, Ewa Szarkowska
opublikowano: 09-09-2009, 00:00

Nikogo nie powinno już dziwić, że lekarz specjalista, z wieloletnim doświadczeniem zawodowym, pracujący w dużym mieście może mieć roczne dochody w wysokości kilkuset tysięcy złotych. 20-30 tys. zł miesięcznie zarabia jego kolega, prowadzący prywatną praktykę dobry lekarz dentysta.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Ten poziom dochodów trudno osiągnąć przedstawicielom innych grup zawodowych pracujących w sektorze ochrony zdrowia, z wyłączeniem wąskiego grona osób (które często nie mają medycznego wykształcenia) zasiadających w zarządach firm farmaceutycznych, producentów aparatury medycznej, hurtowni leków, sieci aptek lub prywatnych szpitali czy przychodni. Potwierdza to przygotowana przez Puls Medycyny i Puls Farmacji Lista Płac 2009 w ochronie zdrowia.

Kompletna Lista Płac w ochronie zdrowia 2009 Dobre źródła informacji

O tych, którzy zarabiają najwięcej, najtrudniej zebrać informacje. Pomocne okazują się ogólnie dostępne, wiarygodne źródła, jak raporty spółek giełdowych czy Biuletyn Informacji Publicznej, w których zamieszczane są oświadczenia majątkowe. Dzięki nim wiadomo, że na przykład z czterech notowanych na warszawskim parkiecie dystrybutorów leków najlepiej płaci zarządowi Polska Grupa Farmaceutyczna. Jacek Szwajcowski (mgr inż. mechanik), założyciel, akcjonariusz i prezes PGF, w 2008 r. otrzymał wynagrodzenie ponad 1,32 mln zł (łącznie z premią za 2007 r.). Prezes zarządu Swissmed Centrum Zdrowia SA Roman Walasiński (mgr prawa) zarobił mniej: 360,4 tys. zł z tytułu umowy o pracę oraz dodatkowo 133,7 tys. zł z racji funkcji pełnionych w spółkach zależnych.

Chronione tajemnicą służbową są nie tylko zarobki członków zarządów, ale wszystkich pracowników prywatnych firm oferujących usługi medyczne, jak Lux Med, Centrum Damiana, Medicover. W ich ślady idą publiczne zakłady.

Najwyższe zarobki budzą największe emocje, ale średnie dochody także mogą być przyczyną burzliwych dyskusji. Tym bardziej że do średniej wlicza się wszystkie składowe wynagrodzeń oraz różne źródła dochodu. A tych lekarze rekordziści mogą mieć kilka, w ekstremalnych przypadkach - nawet kilkanaście. Zdarza się, że nie zdążają na czas z jednej przychodni do drugiej. Tak wynika z przeprowadzonej przez oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia kontroli harmonogramów czasu pracy lekarzy złożonych przez świadczeniodawców.

"Stwierdziliśmy niezgodności w harmonogramach pracy 53 lekarzy zatrudnionych w poradniach specjalistycznych. Dotyczy to niewielkich zazębień wykazywanego czasu zatrudnienia tych samych lekarzy u kilku świadczeniodawców - mówi Pulsowi Medycyny Roman Kolek, zastępca dyrektora oddziału NFZ w Opolu. - Czekamy na wyjaśnienia. Podejrzewam, iż w rzeczywistości nie będzie dużych nieprawidłowości. Ważne, że świadczeniodawcom dajemy sygnał, iż NFZ zwraca uwagę na wskazywanie rzeczywistego zatrudnienia lekarzy".

Kiedy popularne media ujawniły dane z kontroli NFZ, nadając im sensacyjne tytuły typu "Lekarz rekordzista pracuje na 25 etatach", internauci dali wyraz swojej frustracji, zastanawiając się, "gdzie kończą się granice pazerności lekarzy", "ile zarabiał ten cwaniucha na 25 etatach" oraz postulując: "niech wystawiają rachunki za leczenie z kasy fiskalnej, przynajmniej zapłacą podatek" (wszystkie cytaty ze strony www.dziennik.pl). Przy takich nastrojach społecznych sami lekarze przyznają, iż muszą przygotować się do zakupu kas fiskalnych.

Badanie "Diagnoza Społeczna 2009 - warunki i jakość życia Polaków" potwierdziło potoczne wyobrażenie Polaków, że narzekający na niskie pensje medycy w rzeczywistości bardzo dużo zarabiają. Wykazało, że spośród znaczących grup zawodowych właśnie lekarze są na szczycie - mogą pochwalić się najwyższymi dochodami (średnio 4722 zł, wynagrodzenie netto). Za nimi plasują się prawnicy (3675 zł) i nauczyciele akademiccy (3627 zł). Pielęgniarki z dochodem 1975 zł są na 24. miejscu. Jeszcze dalej, bo na 30. miejscu, znalazł się średni personel w ochronie zdrowia - w tej grupie dochód wyniósł 1856 zł.

W "Diagnozie Społecznej 2009" badano 12 381 gospodarstw domowych oraz 26 178 indywidualnych respondentów - nie są to więc dane przypadkowe. "Lekarze to ta z większych grup zawodowych, która zarabia najlepiej. Oni mają średnio wyższe dochody na rękę niż prawnicy. Byłoby więc żenujące, gdyby w obecnej sytuacji gospodarczej domagali się jeszcze więcej, żeby jeszcze bardziej odskoczyć od wszystkich innych" - uważa psycholog społeczny i szef projektu "Diagnoza Społeczna 2009" dr hab. Janusz Czapiński.

Związkowcy nadal walczą

Związkowcy są jednak innego zdania. Wcześniej walczyli o podwyżki dla wszystkich lekarzy, także dla młodych. Gdy podniesione zostały płace rezydentów, okazało się, że ręczne sterowanie wynagrodzeniami przez ministra zdrowia zburzyło akceptowaną w szpitalach strukturę zarobków. Teraz, jak twierdzi Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, trzeba natychmiast podnieść płace lekarzy z tytułem specjalisty, bo zdarza się, że w tym samym szpitalu rezydenci zarabiają więcej od nich. OZZL sugeruje, aby we wszystkich zakładach, gdzie płace zasadnicze specjalistów są niższe lub niewiele wyższe od wynagrodzeń rezydentów (3458 zł lub 3890 zł brutto - w przypadku dziedziny priorytetowej), ci pierwsi wypowiadali dotychczasowe umowy o pracę i składali oferty zatrudnienia na lepszych warunkach.

Problem w tym, że dyrektorzy szpitali już stoją pod ścianą: nie mają żadnej rezerwy na kolejne podwyżki ani dla lekarzy, ani dla pielęgniarek, które w 2008 r. niewiele skorzystały z dodatkowych pieniędzy z tytułu wyższych kontraktów z NFZ. Nie stać ich też będzie na ewentualne wypłaty zadośćuczynień z tytułu nieprzestrzegania kilka lat temu norm czasu pracy. W wielu placówkach znowu rośnie zadłużenie, bo kwoty uzyskiwane z tegorocznych umów z NFZ nie wystarczają na pokrycie kosztów ich funkcjonowania. Na dodatek NFZ płaci z ogromnym opóźnieniem za nadwykonania. I zapowiada, że z powodu osłabienia wzrostu gospodarczego w Polsce w tym roku na jakieś ekstra pieniądze nie ma co liczyć.

Radomskie case study

Skłonność dyrekcji do negocjacji płacowych testowały w sierpniu br. pielęgniarki z Radomskiego Szpitala Specjalistycznego im. dr. Tytusa Chałubińskiego (RSS), który w sumie zatrudnia 1400 osób i gdzie fundusz płac pochłania już podobno 80 proc. przychodów. Ich strajk zakończył się fiaskiem. Musiały zadowolić się jednorazowym dodatkiem do pensji, który będzie wypłacany do końca roku w ratach.

Dodatek dla pielęgniarek nie rozwiązuje jednak problemów dyrektora Andrzeja Pawluczyka z wynagradzaniem pracowników. Kiedy w 2007 r. zostawał nowym szefem radomskiego szpitala miejskiego, lekarze negocjowali podwyżki. Jedną dostali od razu, kolejny wzrost pensji, średnio o 1000 zł brutto, nastąpił w październiku 2008 r. Oznaczało to, że na płace w miejskim szpitalu trzeba było wydać co miesiąc o 400 tys. zł więcej. "Nie mamy wyjścia. Opinia prawników jest jasna. Musimy wypłacić te podwyżki" - mówiła wiceprezydent Radomia Anna Kwiecień. Już wtedy szpital nie miał na nie pieniędzy.

Na nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej poświęconej sytuacji w RSS, w marcu 2009 r., ujawniono, że jego dług sięga 25,5 mln zł. Za zły stan finansów szpitala radomscy radni oskarżyli wtedy Narodowy Fundusz Zdrowia, który nie dał wystarczająco dużego kontraktu. Dyrektor Pawluczyk, negocjując umowę na 2009 rok, liczył na 56 zł za punkt rozliczeniowy, dostał - tak jak wszyscy - 51 zł. Z informacji Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ wynika, że wartość zamówionych w tym szpitalu świadczeń wzrosła ze 105,7 mln zł w 2008 r. do 112,4 mln zł. To ciągle za mało.

Andrzej Pawluczyk robi wszystko, aby w przyszłości budżet szpitala był większy. Zmienił statut, wprowadzając zapisy o dodatkowych, komercyjnych źródłach przychodu, przygotowuje placówkę do świadczenia lepiej płatnych procedur. Plan inwestycyjny obejmujący m.in. ginekologię, intensywną terapię i opiekę długoterminową, jest imponujący - opiewa na 130 mln zł do 2013 r.

W lipcu szpital wypłacił tylko część wynagrodzeń, przekładając wypłaty za dyżury i pracę w nocy na wrzesień. Dyrektor liczy, że NFZ zapłaci za nadwykonania w I półroczu br. "Mam nadzieję, że dzięki pieniądzom za nadwykonania złapiemy trochę oddechu i przetrwamy do końca roku. Co będzie dalej, to właściwie pytanie nie do mnie, ale do zarządzających systemem ochrony zdrowia - mówi dyr. Pawluczyk. - Jeśli nie będzie większego finansowania w przyszłym roku, będziemy się musieli jakoś odnaleźć w tej rzeczywistości, wdrożyć programy oszczędnościowe. Restrukturyzacja obejmie wszystkie aspekty naszej działalności, zatrudnienie też".

Wielu dyrektorów jest w podobnej sytuacji. Jeśli nie przybędzie pieniędzy na zdrowie, to głównie od sprawności menedżerskiej dyrektorów będzie zależało, w jakiej kondycji znajdą się poszczególne placówki. I jakie perspektywy zawodowe (i finansowe) będą mieli zatrudnieni tam pracownicy.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maria Stefańska, Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.