Zarobki dyrektorów szpitali

Mariola Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 09-09-2009, 00:00

Dyrektorzy publicznych szpitali narzekają na ustawę kominową, która ogranicza im możliwość zarobkowania. Wielu z nich dorabia sobie do pensji, ale o tym rozmawiają niechętnie. Każdy szpital potrzebuje dobrych menedżerów. Czy uda się ich zatrzymać, skoro wysokość ich wynagrodzeń jest limitowana?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W tym roku miesięczne wynagrodzenie dyrektora SP ZOZ-u nie może przekroczyć 13 279,12 zł brutto. Ustawa kominowa nie zabrania jednak organom właścicielskim przyznawać szefom publicznych zakładów opieki zdrowotnej nagrody rocznej, stanowiącej czasem nawet równowartość jednej czwartej ich rocznych poborów.

Duży zasługuje na więcej?

Z naszych informacji wynika, że nawet w największych i najbogatszych województwach pensje dyrektorskie nie osiągają górnego pułapu określonego w ustawie. W szpitalach wojewódzkich standardem jest 9,5-11,5 tys. zł brutto, w powiatowych stawki są na ogół o 1-2 tys. zł niższe.

Na wynagrodzenie dyrektora SP ZOZ-u, dla którego organem założycielskim jest samorząd woj. śląskiego, składają się: pensja zasadnicza, dodatek z tytułu stażu pracy i dodatek funkcyjny. Wysokość pensji zasadniczej jest uzależniona od przychodów uzyskanych przez kierowany przez niego zakład w roku poprzedzającym jej naliczenie, przy czym kwota maksymalna to - jak poinformował Puls Medycyny Witold Trólka z biura prasowego marszałka woj. śląskiego - 6,6 tys. zł. Do tego dochodzi dodatek funkcyjny, wynoszący - w zależności od rodzaju zakładu - 40 proc. wynagrodzenia zasadniczego (zespoły poradni specjalistycznych), 45 proc. (ośrodki rehabilitacyjne, zakłady odwykowe i opiekuńczo-lecznicze) lub 50 proc. (szpitale i zakłady lecznictwa zamkniętego).

"Wynagrodzenie wielu dyrektorów, szczególnie dużych szpitali, nie jest adekwatne do ich zaangażowania. Ci, którzy faktycznie poświęcają swój czas i zdrowie, osiągają dobre wyniki, powinni zarabiać trochę więcej" - ocenia dr n. med. Bogdan Koczy, dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej im. dr. Janusza Daaba w Piekarach Śląskich. Wysokość jego "dyrektorskich" poborów ustala marszałek, ale kwotę dodatkowego uposażenia za kierowanie jednym z oddziałów, gdzie pracuje na 1/2 etatu - już od niego nie zależy. W oświadczeniu majątkowym za 2008 rok Bogdan Koczy podał, że ze stosunku pracy uzyskał 236 851,91 zł dochodu, co daje ponad 19 tys. zł na miesiąc.

"Pensje dyrektorów są często dwu-, a nawet trzykrotnie niższe od pensji lekarzy - mówi, prosząc o zachowanie anonimowości, dyrektor jednego z mazowieckich szpitali wojewódzkich, z pensją ok. 11 tys. zł brutto. - Nam nie wolno prowadzić działalności gospodarczej. Jedyną dopuszczalną formą zarobkowania jest umowa o dzieło lub zlecenie, oczywiście pod warunkiem, że zgodzi się na to organ założycielski. Tylko że jeśli chce się dobrze zarządzać szpitalem, to nie ma czasu na dorabianie. Osiem godzin nie wystarcza, żeby wszystko ogarnąć".

(...)

Cały artykuł na ten temat znajduje się w Pulsie Medycyny nr 14(197) z 9 września 2009 r.

Aktualna oferta prenumeraty Pulsu Medycyny

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Mariola Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.