Zamówienia publiczne lepiej pasują do autostrad niż do ochrony zdrowia

Ewa Szarkowska
opublikowano: 10-06-2002, 00:00

Obowiązujący także służbę zdrowia system zamówień publicznych powinien ulec zmianie. Tak zgodnie twierdzą dyrektorzy publicznych ZOZ-ów i dostawcy sprzętu, usług, żywności. Jednak z naszej sondy wynika, że większym problemem od zapisów ustawy jest brak pieniędzy na realizację zamówień.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Zakup towarów i usług przez SP ZOZ-y odbywa się w drodze zamówienia publicznego udzielanego dostawcy lub wykonawcy, który został wybrany zgodnie z przepisami ustawy o zamówieniach publicznych. Podstawowym sposobem wyboru oferenta jest przetarg nieograniczony. Tylko w przypadku, gdy wartość zamówienia nie przekracza kwoty 3 tys. euro, możliwe jest tzw. zamówienie z wolnej ręki. Szerzej pisaliśmy o tym w Pulsie Medycyny nr 10/2002.
Co trzecia złotówka wydana z naruszeniem
Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, realizacja przepisów ustawy o zamówieniach publicznych przez SP ZOZ-y, szczególnie przy zakupach sprzętu, pozostawia wiele do życzenia. Kontrola przeprowadzona w 2000 r. ujawniła nieprawidłowości w 18 z 28 badanych zakładów służby zdrowia. Wartość aparatury zakupionej z całkowitym pominięciem tej ustawy oceniła NIK na 408,2 tys. zł, a z naruszeniem poszczególnych jej przepisów na 437,1 tys. zł, co stanowiło 30,5 proc. wydatków poniesionych na ten cel w kontrolowanych placówkach. Wśród najczęstszych nieprawidłowości inspektorzy Izby wymieniali zakup aparatury i koniecznych odczynników z wolnej ręki bądź zawieranie umów darowizny, użyczenia, dzierżawy, najmu i leasingu urządzeń diagnostycznych.
Także w opinii Urzędu Zamówień Publicznych (UZP) przestrzeganie przepisów o zamówieniach publicznych w Polsce, w tym przez sektor służby zdrowia, pozostawia wiele do życzenia. Wśród najczęstszych przewinień, wymienianych w opracowaniu,?Zjawiska patologiczne w zamówieniach publicznych" są m. in.: omijanie systemu zamówień publicznych przez wadliwe przygotowanie procedury przetargowej, nadużywanie trybów nieprzetargowych, manipulowanie przetargami i nadmierne ich unieważnianie.
Placówki służby zdrowia zamieściły w 2000 r. w Biuletynie Zamówień Publicznych ok. 4780 ogłoszeń zapraszających do udziału w przetargach oraz ok. 9240 ogłoszeń o wyborze ofert. Z analizy ogłoszeń wynika, że sektor zdrowia udziela najwięcej zamówień o stosunkowo niskich wartościach. Zamówienia o wartości do 400 tys. zł w przypadku służby zdrowia stanowiły blisko 77 proc. Zamówienia dotyczące wartości powyżej 1 mln zł stanowiły jedynie ok. 7 proc. rednia wartość kontraktu w przypadku służby zdrowia wynosiła 376 tys. zł i była niższa od wartości średniej z ogółu ogłoszeń.
Z ogłoszeń wynika także, że sektor zdrowia inwestuje głównie w dostawy. W 2000 roku wydał na ten cel 69 proc. ogółu środków wydatkowanych w przetargach. Zamówień na roboty budowlane jest niewiele, ale są one dużej wartości. W 2000 r. pochłonęły co piątą złotówkę wydaną w drodze przetargu przez sektor zdrowia, podczas gdy usługi - co dziesiątą.
Szpital to nie autostrada
Zdaniem UZP, niepokojąco wzrasta liczba wniosków w sprawie zgody na zastosowanie trybu zamówienia z wolnej ręki w zamówieniach publicznych powyżej 3 tys. euro. Dyrektorzy SP ZOZ-ów tłumaczą, że są to najczęściej zakupy interwencyjne do czasu rozstrzygnięcia następnego przetargu. ,Nie mamy innego wyjścia. Coraz częściej zdarza się, że na nasze ogłoszenie o przetargu, na przykład na dostawy mleka czy mięsa, nie zgłasza się żaden oferent. Dotyczy to przede wszystkim średnich producentów, którym zależy na szybkich płatnościach, a tego nie możemy zapewnić" - wyjaśnia Adam Doliwa, zastępca dyrektora ds. organizacyjno-eksploatacyjnych Szpitala Wolskiego w Warszawie.
Żaden z dyrektorów SP ZOZ-ów nie powie wprost, że najchętniej zapomniałby o obowiązującej go ustawie o zamówieniach publicznych, jednak wielu twierdzi otwarcie, że nie bardzo przystaje ona do specyfiki sektora medycznego, bo była pisana z myślą o dużych inwestycjach, takich jak autostrady. Zdarza się, że jej zapisy wręcz utrudniają prawidłową działalność placówki, a nawet mogą przyczynić się do powstania dodatkowych kosztów. Stosowanie procedury przetargowej np. na żywność powoduje, że placówki służby zdrowia kupują mleko, ziemniaki czy jajka na cały rok po cenie średniorocznej, podczas gdy w sezonie, kiedy ceny są niższe, mogłyby wydawać na produkty żywnościowe mniej pieniędzy.
Inny przykład to kłopoty w łączeniu zamówień na sprzęt z robotami budowlanymi. Załóżmy, że szpital chce wymienić wyeksploatowany aparat diagnostyczny. Firma deklaruje uruchomienie nowego w ciągu miesiąca. Pomieszczenie, w którym pracowała stara aparatura wymaga jednak pewnych prac adaptacyjnych, a na te również trzeba ogłosić przetarg. Ale można to zrobić dopiero po rozstrzygnięciu pierwszego przetargu na sprzęt. I tak cała operacja wymiany sprzętu na nowszy, którą można byłoby skrócić do 6 tygodni, trwa co najmniej 3 miesiące. A w tym czasie niezbędne badania diagnostyczne zleca się innej jednostce za dodatkowe pieniądze.
Wiele wątpliwości szefów placówek służby zdrowia budzi także konieczność stosowania pełnego, 6-tygodniowego trybu przetargowego w sytuacji, kiedy konieczny jest pilny zakup sprzętu ratującego życie. ,To zupełnie nie przystaje do rzeczywistości. Szpitale powinny podlegać kontroli, ale nie może być tak, że nie mogą zrobić żadnego ruchu, bo muszą przestrzegać litery ustawy, co w konsekwencji może okazać się nawet groźne dla pacjenta" - uważa Małgorzata Zdankiewicz, dyrektor Szpitala Wolskiego, która przez 26 dni czekała na decyzję prezesa Urzędu Zamówień Publicznych w sprawie skrócenia trybu postępowania przy zakupie ratujących życie stymulatorów serca.
Pokaż, ile masz na koncie
Jednak najwięcej problemów stwarza obowiązek posiadania źródeł finansowania w chwili ogłaszania przetargu. Dyrektorzy twierdzą, że często sytuacja zmusza ich do omijania tego warunku: i wtedy najpierw dają ogłoszenie o zamówieniu publicznym, a dopiero potem szukają pieniędzy. Zdarza się to najczęściej, gdy pilnie trzeba usunąć awarię bądź w trybie nakazowym wykonać decyzje takich służb jak sanepid czy Państwowa Inspekcja Pracy. Teoretycznie pieniądze na inwestycje i remonty dla zakładu opieki zdrowotnej powinien zapewnić organ założycielski, którym najczęściej są gminy i powiaty, ale te też ich nie mają. Nie ma też co liczyć na budżet państwa. Fatalnym błędem w przypadku wielu szpitali było przyjęcie w 2001 roku założenia, że środki na inwestycje w służbie zdrowia zapisane w kontraktach wojewódzkich to pewne pieniądze. Z powodu dziury budżetowej okrojono kontrakty i dyrektorzy, którzy ogłosili zamówienia, podpisali umowy i rozpoczęli prace z własnych środków zostali na lodzie.,?Wiemy, że łamiemy przepisy. Ale jakie jest inne wyjście w sytuacji, kiedy na przykład przez dziury z nie remontowanego przez lata dachu leje się woda na łóżka pacjentów, a my w tym momencie nie mamy pieniędzy. Można by się zastanowić, czy z uwagi na specyficzną i nieuregulowaną sytuację w sektorze zdrowia tak rygorystyczne przestrzeganie ustawy jest celowe" - powiedział nam szef SP ZOZ-u, który prosił o zachowanie anonimowości.
Z takimi praktykami spotykają się także producenci i dystrybutorzy sprzętu medycznego. ,Przystępując do przetargu, ciągle nie mamy pewności, czy ogłaszający przetarg faktycznie dysponuje pieniędzmi, czy tylko ma je na papierze" - twierdzi Janusz Szafraniec ze Stowarzyszenia Producentów i Dystrybutorów Sprzętu Medycznego. I zdarza się, że firma ściąga do Polski sprzęt za 100 tys. zł, płaci kilkadziesiąt tysięcy złotych cła na granicy, ponosi kolejne koszty związane z dostawą, uruchomieniem sprzętu i szkoleniem personelu, a kiedy przychodzi termin płatności, dowiaduje się, że szpital nie ma pieniędzy.
Członkowie SPiDSM krytycznie oceniają brak możliwości protestu i odwołania, gdy wartość zamówienia nie przekracza 30 tys. euro (100 tys. zł). A to - ich zdaniem - powoduje, że zamawiający często świadomie łamią podstawowe zasady udzielania zamówień publicznych, a odrzuceni oferenci nie mają możliwości dochodzenia swoich praw przed arbitrażem. Pozostaje im wprawdzie droga cywilnoprawna, ale decydują się na nią stosunkowo rzadko, gdyż to i tak nie wstrzymuje podpisania kwestionowanej umowy, a tylko pochłania czas i dodatkowe pieniądze.
Zdaniem dostawców sprzętu, należy zmienić też system informowania o małych przetargach, właśnie tych o wartości do 30 tys. euro. W tym celu postulują wydawanie Wojewódzkich Biuletynów Zamówień Publicznych ,Obecnie większość firm nie wie o tym, że szpital w małej miejscowości ogłosił przetarg, bo ogłoszenie w tej sprawie wisi jedynie w gablocie obok sekretariatu dyrektora. Co to w praktyce oznacza, nie trzeba tłumaczyć" - twierdzi J. Szafraniec.
Firmy oferujące sprzęt medyczny mają za złe zakładom opieki zdrowotnej, że stawiają oferentom wygórowane warunki, podczas gdy same bardzo często nie są wiarygodne. ,Liczba żądanych od nas oświadczeń i zaświadczeń jest absolutnie nieadekwatna do sytuacji zamawiającego, który jest zadłużony i nierzetelny w płatnościach, także w stosunku do ZUS-u czy zbierających podatek od nieruchomości władz lokalnych" - uważa J. Szafraniec.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.