Za mało lekarzy w Polsce specjalizuje się w medycynie ratunkowej

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 08-03-2019, 12:13

„Pilnie jest nam potrzebny racjonalny system monitorowania jakości ratownictwa medycznego i skuteczności szpitalnych oddziałów ratunkowych. Dziś takiego monitoringu w ogóle nie prowadzimy” — wskazuje prof. dr hab. n. med. Juliusz Jakubaszko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, oceniając 20 lat istnienia tej specjalności w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Dwie dekady temu z powodu urazów i wypadków komunikacyjnych każdego roku umierało ponad 8 tys. Polaków. Aby to zmienić, powstała w 1999 roku specjalizacja lekarska z medycyny ratunkowej, uruchomiono program „Zintegrowane Ratownictwo Medyczne”, stworzono sieć szpitalnych oddziałów ratunkowych. Jak dziś wyglądają statystyki, do których odwołałam się na początku?

Prof. dr hab. n. med. Juliusz Jakubaszko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Juliusz Jakubaszko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej

Z powodu urazów, zatruć, wypadków umiera rocznie ok. 3 tys. Polaków. Faktycznie, gdy zaczynaliśmy prace nad rozwojem medycyny ratunkowej, liczba zgonów z tych przyczyn  zbliżała się do 8 tys. osób rocznie. Postęp jest ogromy i bezdyskusyjny, ale ten wskaźnik wciąż jest za wysoki — o ok. 50 proc. w stosunku do niektórych krajów, które mogą pochwalić się najlepszymi wynikami. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie zależy to tylko od ratownictwa medycznego, ale w dużej mierze od struktury dróg, bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Jak tworzyła się medycyna ratunkowa w Polsce?

Jej początki zbiegły się z działaniami na tym polu na poziomie europejskim. W latach 1992-1994 utworzono Europejskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej i lekarze z Polski byli jego współzałożycielami. Powstał wówczas program tworzenia w Europie specjalizacji podstawowej z medycyny ratunkowej. Wcześniej jako samodzielna dyscyplina funkcjonowała ona tylko w Wielkiej Brytanii i Irlandii. W obu tych krajach w ubiegłym roku obchodzono jubileusz 50-lecia emergency medicine.

Na naszym rodzimym gruncie zaczęto od stworzenia rządowego programu powołania medycyny ratunkowej jako specjalnego działu w strukturach ochrony zdrowia. Zakładano stworzenie sieci szpitalnych oddziałów ratunkowych w ok. 250 placówkach, wyselekcjonowanych przez wojewodów. W tym czasie powstał też program pełnowymiarowej, 5-letniej, podstawowej specjalizacji lekarskiej. Wprowadził ją formalnie w roku 1999 ówczesny minister zdrowia prof. Wojciech Maksymowicz. W 2001 roku zespół pod kierunkiem Andrzeja Rysia, podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia, wypracował projekt ustawy o zintegrowanym ratownictwie medycznym. Na nasz wniosek powołano także nowy zawód: ratownik medyczny oraz nową specjalizację pielęgniarską: pielęgniarka ratunkowa.

W jakim miejscu jesteśmy obecnie? Ilu mamy w Polsce specjalistów medycyny ratunkowej?

Dziś jesteśmy jednym z krajów przodujących w tworzeniu medycyny ratunkowej. Dla porównania: w Niemczech wciąż trwają wewnętrzne spory na ten temat. Niemniej jednak już 20 krajów europejskich kształci specjalistów medycyny ratunkowej w trakcie 5-letniej specjalizacji. 5 krajów ma tzw. nadspecjalizacje w tej dziedzinie, a 4 dopinają formalności z tym związane. Dyrektywa europejska wymaga takiej specjalizacji lekarskiej w krajach Wspólnoty.

Co do liczby specjalistów, to w Polsce „na papierze” mamy ok. tysiąca lekarzy medycyny ratunkowej. Ale duża część z nich zrezygnowała z powodu przeciążenia, ogromnego stresu, jaki wiąże się z tą pracą. Szacujemy, że praktykuje ok. 600-700 lekarzy. To bardzo mało, bo żeby w prawie 40-milionowym kraju, jakim jest Polska, wypełnić system w części przedszpitalnej, czyli SOR-y, potrzeba ok. 2,5 tys. specjalistów medycyny ratunkowej. Obecnie ta specjalizacja umieszczona jest ponownie na liście priorytetów resortu zdrowia, a co za tym idzie, jej rezydentura jest lepiej płatna. Jednak na ok. 100 miejsc rezydenckich, które oferuje ministerstwo, tylko nikła cześć pozostaje wykorzystanych.

W jakim kierunku powinna rozwijać się medycyna ratunkowa?

Konieczna jest przede wszystkim poprawa warunków pracy personelu w tym dziale ochrony zdrowia. Nadal też powinna postępować poprawa finansowania SOR. Przez kilka ostatnich lat przy NFZ pracował zespół powołany specjalnie do stworzenia listy i wyceny procedur klinicznych, charakterystycznych dla medycyny ratunkowej, urealniający stopień ich finansowania przez NFZ. Powstała lista ponad 300 procedur wraz ze wskaźnikami, które pozwoliły na ich lepsze rozliczanie. Jest lepiej, ale wciąż jesteśmy na początku tego procesu. Szpitale nadal ponoszą straty z tytułu działania oddziałów ratunkowych. Duże jednostki, wieloprofilowe, które w innych obszarach działalności mają bilans dodatni, są w stanie pokryć tę stratę. Szpitale mniejsze, gdzie nie bardzo jest skąd czerpać, borykają się z dużymi trudnościami.

Za duże zagrożenie uważam także trend zmierzający do ograniczania liczby lekarzy w zespołach ratownictwa medycznego, w pomocy przedszpitalnej. Zmniejszanie odsetka lekarzy w karetkach to bardzo zły kierunek. W większości krajów europejskich kierunek jest odwrotny. Wykazano bowiem, że w końcowym bilansie kosztów tego działu ochrony zdrowia, działalność i nadzór lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej przynosi wymierne korzyści.

Na koniec chciałbym podkreślić, że pilnie potrzebujemy racjonalnego systemu monitorowania jakości ratownictwa medycznego i skuteczności szpitalnych oddziałów ratunkowych. Dziś takiego monitoringu w ogóle nie prowadzimy. A powinniśmy wiedzieć, co dzieje się z pacjentem, który uległ nagłemu wypadkowi. Jakie procedury wykonano przed szpitalem, ile trwały, jak długo trwało dotarcie pacjenta do SOR i co się działo z chorym już na oddziale? Ponadto ważne jest, jak wyglądał wstępny triage, jak długo pacjent czekał na diagnostykę, kiedy podjęto działania medyczne i jaki był ich skutek? Na każde z tych pytań powinniśmy znać odpowiedź. Tylko tak można podnieść jakość systemu i racjonalizować jego koszty. We wszystkich cywilizowanych systemach opieki zdrowotnej funkcjonuje m.in. tzw. wskaźnik „zgonów  do uniknięcia”. Jest on jednym z ważnych wyznaczników jakości systemu. U nas tego się w ogóle nie monitoruje.

20-lecie medycyny ratunkowej w Polsce

Od 20 do 23 marca w Jeleniej Górze odbędą się: Central European Emergency Medicine „CEEM 2019”, a także 7. Międzynarodowy Kongres Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej oraz 28. Zimowa Konferencja Medycyny Ratunkowej i Intensywnej Terapii.
Dla specjalistów medycyny ratunkowej ten rok jest jubileuszowy. W 1999 roku powstała w Polsce specjalizacja lekarska z medycyny ratunkowej, uruchomiono program resortowy „Zintegrowane Ratownictwo Medyczne” oraz powołano do życia Polskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej. Więcej informacji nt. konferencji na stronie: www.medycynaratunkowa.wroc.pl

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.