Z polskiej teleopaski skorzystało ponad 40 tys. seniorów. Powstała z potrzeby życiowej

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 30-03-2022, 19:05

Teleopaska noszona na nadgarstku jak zegarek i produkowana w Polsce trafiła już do ponad 40 tys. osób, m.in. za pośrednictwem samorządów, szpitali. W roku 2014 babcia obecnej prezes firmy, Edyty Kocyk, zachorowała na demencję. Dostępne wówczas urządzenia do teleopieki nie spełniały wszystkich oczekiwań, więc zaprojektowała własny produkt.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W powstaniu i wdrożeniu na rynek teleopaski Sidly pomogły fundusze unijne.
Fot. Sidly/mat.pras.

Edyta Kocyk, prezes warszawskiej spółki Sidly, która produkuje teleopaskę, przyznaje, że nigdy nie planowała, iż w przyszłości będzie prowadzić działalność na rynku teleopieki. Jednak doświadczenie życiowe, z jakim musiała zetknąć się kilka lat temu sprawiło, że tak się właśnie stało.

Od idei do stworzenia popularnego produktu

W rozmowie z portalem pulsmedycyny.pl Edyta Kocyk opowiada, że to demencja jej babci i trudny wówczas czas dla całej rodziny spowodowały, że z potrzeby zapewnienia jak najlepszej opieki zaczęła testować wiele rozwiązań dostępnych wówczas na rynku: od prostych przycisków SOS po nowoczesne smartwatche.

- Te pierwsze nie sprawdzały się, bo gdy babcia wychodziła z domu, nie wiedziałam, gdzie jest. Dodatkowo do ich obsługi potrzebny był telefon. Natomiast te drugie nie posiadały dedykowanej usługi i aplikacji do zdalnej opieki medycznej - opowiada.

Narodził się więc pomysł na urządzenie medyczne w formie opaski na nadgarstek, które miało za zadanie po pierwsze umożliwić całodobową opiekę bez użycia dodatkowych rozwiązań, takich jak np. telefon, a po drugie zapewnić wysoką jakość medyczną, aby z danych mógł skorzystać lekarz i dodatkowo były możliwości automatyzacji tych funkcji.

- Od tego momentu minęło osiem lat, a ja przeszłam przez etapy projektowania, budowy zespołu, finansowania - aż do etapu produkcji. Obecnie z produktów naszej firmy - teleopaski, aplikacji mobilnej i platformy internetowej - korzystają dziesiątki tysięcy użytkowników – mówi.

Teleopaska Sidly: jak to działa?

Użytkownik nosi opaskę na ręce tak jak zegarek. Dzięki temu urządzenie monitoruje jego funkcje życiowe i stale wysyła zabezpieczone dane do centrum telemedycznego, gdzie są analizowane. Gdy opaska wykryje np. upadek lub użytkownik samodzielnie wciśnie przycisk SOS, zostaje wyzwolony alarm i powiadomione zostaje telecentrum. Wykorzystując funkcję komunikacji głosowej ratownik (z takimi samymi uprawnieniami jak operatorzy numeru 112) „dzwoni” na opaskę i próbuje nawiązać kontakt z jej właścicielem celem zweryfikowania stanu zdrowia. W razie potrzeby powiadamia Zespół Ratownictwa Medycznego, opiekunów, bliskie osoby.

Interwencji ratujących życie - według danych producenta za rok 2020 - było ponad pół tysiąca.

Sidly podaje też przykłady działania opaski “z życia wzięte”.

Skarżąca się na duszności i problemy z oddychaniem seniorka nacisnęła przycisk SOS. Opaska automatycznie wysłała sygnał alarmowy na platformę, który został zarejestrowany przez całodobowe centrum telemonitoringu. Brak możliwości nabrania powietrza oraz ból przepony utrudniały prawidłowe oddychanie, więc ratownik wezwał Zespół Ratownictwa Medycznego i kobieta została przewieziona do szpitala.

Inny użytkownik, przebywając w łazience, upadł z wysokości 1,5 metra, uderzając klatką piersiową o wannę. Detektor upadku znajdujący się w opasce telemedycznej wyzwolił funkcję lokalizacji i wysłał sygnał na platformę, co pozwoliło na natychmiastowe ustalenie obszaru przebywania seniora i szybkie wezwanie służb ratunkowych.

Oprócz przycisku SOS czy detektora upadku, teleopaska ma też funkcję pomiaru tętna i saturacji, czujnik zdjęcia opaski, przypomina o wzięciu leków, posiada krokomierz.

- Ze względu na to, że jesteśmy firmą technologiczną, na bieżąco inwestujemy w rozwój projektów i ulepszamy nasze produkty. Pracujemy nad wydłużeniem czasu pracy baterii, opracowaliśmy też technologię pozwalającą na indukcyjne ładowanie opaski – tłumaczy prezes Kocyk.

Z rozwiązania najczęściej korzystają samorządy i szpitale

Edyta Kocyk zapytana, do kogo najczęściej trafia produkt, wymienia jednostki samorządowe i medyczne. - Zarówno samorządy, jak i szpitale dokonują zakupu opasek i usługi w ramach funduszy własnych lub korzystają z licznych programów dofinansowujących teleopiekę. Aktualnie takie finansowanie można pozyskać m.in. w ramach Korpusu Wsparcia Seniorów czy Programu Dostępność Plus dla zdrowia – tłumaczy.

W sytuacji, gdy usługę teleopieki wdrażają jednostki publiczne, takie jak samorządy, szpitale czy POZ-y, opaski i dostęp do telecentrum udostępniany jest użytkownikom nieodpłatnie, na zasadzie użyczenia na czas trwania projektu.

- Z naszego rozwiązania skorzystało do tej pory już ponad 40 tys. osób i ponad 500 instytucji – mówi.

Prezes dodaje, że opaski i usługę kupują również indywidualnie rodziny seniorów i osób niesamodzielnych - po to, by zapewnić większe bezpieczeństwo swoim bliskim. Jest to jednak zdecydowanie mniejsza skala niż usługa teleopieki wdrażana przez samorządy, szpitale, POZ-y czy sektor biznesowy. - Ciągle rosnącą częścią sprzedaży jest dystrybucja zagraniczna, gdzie współpracujemy z lokalnymi dystrybutorami lub integratorami IT. Budowanie kanałów eksportowych było utrudnione w latach pandemii, ale liczymy, że uda nam się w tym roku zbudować solidne wyniki eksportowe – mówi Edyta Kocyk.

W powstaniu teleopaski pomogły fundusze z Unii

Od momentu powstania spółka skorzystała z szeregu projektów unijnych, dzięki którym w dużej mierze sfinansowała powstanie, komercjalizację i rozwój produktu. To chociażby projekty: “Promocja zagraniczna multisensorycznego aparatu do zdalnej opieki medycznej Sidly Care” o wartości ponad 1,16 mln zł (dofinansowanie unijne – 756 tys. zł); B+R pn. “Sidly Safe” o wartości 2 mln zł (wkład UE to 1,5 mln zł) zrealizowanego m.in. ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020 czy B+R pn. “Opracowanie prototypu systemu telemedycznego do stałego monitoringu pracy serca” (wartość to ponad 3,36 mln zł, dofinansowanie unijne – prawie 2,5 mln zł z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego na lata 2014-2020).

- Wsparcie z funduszy europejskich miało znaczący wpływ na nasz rozwój w poszczególnych obszarach funkcjonowania firmy oraz pozwoliło na zbudowanie kategorii, jaką jest polski rynek opasek telemedycznych – przyznaje Kocyk.

Aktualnie firma realizuje projekt dofinansowywany z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, dotyczący opracowania Systemu telemedycznego z funkcją predykcji upadków.

SiDLY przy udziale środków unijnych zrealizowało lub realizuje projekty o łącznej wartości około 14 mln zł.

W pozyskaniu funduszy unijnych ważny jest czas

- Pozyskanie każdego z tych źródeł dofinansowania wymagało przygotowania odpowiedniego wniosku składającego się z części formalnej i merytorycznej. Kluczowa w tym przypadku była całościowa analiza wymagań konkursowych, dlatego korzystaliśmy ze wsparcia zewnętrznych specjalistów. Natomiast za część merytoryczną wniosku odpowiedzialny był nasz zespół badawczy – wyjaśnia Kocyk.

Jak podkreśla prezes, procedura wnioskowania zazwyczaj jest taka sama dla każdego z programów i jest dość jasno opisana w wymaganiach. - To, co jest największym minusem w procesie tego typu wsparcia, to terminy. Od ogłoszenia danego konkursu do ogłoszenia wyników, podpisania umowy, mija nawet półtora roku, co dla firm technologicznych, gdzie czas buduje przewagę konkurencyjną, jest bardzo długim okresem oczekiwania - wskazuje. Do tego - dodaje - dochodzi aspekt wartości danej technologii, która w momencie składania wniosku dla beneficjenta wydaje się być czymś rewolucyjnym, a gdy dojdzie do otrzymania finansowania, jest już standardem rynkowym. - Dlatego kluczowe jest przygotowania odpowiednich analiz technologicznych, aby wytwarzać innowacje, których wdrożenie spowoduje, że firma stanie się prekursorem na danym rynku – zaznacza.

- Dzięki pozyskaniu finansowania byliśmy w stanie rozpocząć prace badawcze nad danym projektem, ale jednocześnie po naszej stronie była organizacja finansowania na wkład własny i na cele wdrożeniowe. Możliwość korzystania z finansowania unijnego jest nieocenionym wsparciem, szczególnie w początkowych fazach rozwoju firmy i zdecydowanie do tego zachęcam – podsumowuje.

Jakościowe podejście do teleopieki: w Polsce wciąż tego brakuje

Edyta Kocyk tłumaczy, że właściwie świadczona usługa teleopieki, składająca się z opaski telemedycznej oraz systemu, powinna spełniać szereg wymagań, które będą gwarantem wysokiej jakości rozwiązania. - Wybór wykonawcy nie powinien być dokonywany wyłącznie na podstawie ceny, ale przede wszystkim jakości i bezpieczeństwa. Warto zwrócić uwagę na doświadczenie wykonawcy i to, czy jest w stanie udokumentować swoje realizacje odpowiednimi referencjami, a także czy posiada niezbędne certyfikaty potwierdzające jakość wyrobu oraz bezpieczeństwo przechowywanych danych. Niemniej istotne jest także własne telecentrum, zatrudniające dyplomowanych ratowników medycznych. Dzięki temu będziemy mieć gwarancję szybkiej reakcji, adekwatnej do zmonitorowanej sytuacji – zaznacza.

Dodaje, że w przypadku, kiedy opaski telemedyczne będą przekazywane seniorom lub osobom o ograniczonej sprawności, ważne jest również to, by były maksymalnie proste w użytkowaniu i o wysokim stopniu intuicyjności - np. powinny posiadać maksymalnie jeden duży przycisk na obudowie. - Dzięki temu senior nie będzie miał problemów z jej obsługą czy wezwaniem pomocy, a tym samym będzie chętniej ją nosił – ocenia.

Zdaniem prezes Sidly w temacie jakościowego podejścia do teleopieki wciąż jeszcze w Polsce jest wiele do zrobienia.

- W celu jego promowania zainicjowaliśmy powstanie Porozumienia Na Rzecz Standaryzacji Teleopieki. Dołączyć do niego mogą wszystkie podmioty, którym zależy na budowaniu jakościowej teleopieki w Polsce – informuje.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Mobilne KTG pozwala ciężarnym badać się w domu

Gry sterowane oddechem pomagają w astmie i POChP. System wymyślili lekarze

Niniejsza publikacja została opracowana przy wsparciu finansowym Unii Europejskiej. Wyłączną odpowiedzialność za jej treść ponosi Bonnier Business Polska i niekoniecznie odzwierciedla ona poglądy Unii Europejskiej.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.