XXVIII Forum Ekonomiczne w Krynicy: Wpływ inwestorów zagranicznych na polską gospodarkę i społeczeństwo

Oprac. Szymon Piecha
opublikowano: 19-09-2018, 16:00
aktualizacja: 19-09-2018, 17:00

W programie XXVIII Forum Ekonomicznego w Krynicy znalazł się blok tematyczny „Polityka międzynarodowa”, w ramach którego odbyła się debata poświęcona roli inwestycji zagranicznych w rozwoju gospodarczym i społecznym Polski. Uczestnicy panelu omówili działania inwestorów, zmierzające do rozwoju innowacyjności i kapitału ludzkiego. Wskazywali też przykłady dobrych praktyk firm zagranicznych dotyczące ochrony środowiska oraz związków ze społecznościami lokalnymi w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W debacie pt. „Wpływ inwestorów zagranicznych na polską gospodarkę i społeczeństwo. Know-how i dobre praktyki” udział wzięli: Joanna Drewla, dyrektor generalna Servier Polska, Hanna Godlewska-Majkowska, prorektor ds. współpracy z otoczeniem, Szkoła Główna Handlowa, Krzysztof Kępiński, dyrektor ds. relacji zewnętrznych i publicznego rynku szczepionek GSK, Kamil Orzeł, koordynator projektów Fundacji Republikańskiej, Krzysztof Senger, wiceprezes zarządu Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu SA. Spotkanie moderowała red. Anna Ławnicka z PAP, która na wstępie poinformowała o przygotowywanym przez tę agencję raporcie o inwestycjach zagranicznych podejmowanych w Polsce od momentu uzyskania przez nią niepodległości w 1918 roku.

Paneliści (od lewej): Hanna Godlewska-Majkowska, Krzysztof Kępiński, Kamil Orzeł, Joanna Drewla, Krzysztof Senger.
Zobacz więcej

Paneliści (od lewej): Hanna Godlewska-Majkowska, Krzysztof Kępiński, Kamil Orzeł, Joanna Drewla, Krzysztof Senger. Fot. Małgorzata Zajączkowska

Jak firmy zagraniczne wypracowują i wprowadzają w życie swoje know-how, które przejmują również polscy przedsiębiorcy? Obecnie w firmach panują bowiem zupełnie inne relacje między zarządem a pracownikami, istnieje wyższa kultura pracy.

Joanna Drewla, dyrektor generalna Servier Polska:

Każda firma i jej przedstawiciele mają opracowaną swoją własną drogę do doskonalenia relacji w firmie, kształtowania kultury pracy w danej organizacji. Firma, którą reprezentuję, określiła swoją drogę opierając się na założeniach wynikających ze struktury właścicielskiej. Servier to firma prywatna, założona 64 lata temu przez jednego człowieka, która po jego śmierci przeistoczyła się w fundację non-profit. Charakter organizacji umożliwia długofalowe podejście do rozwoju firmy i do inwestowania. Jej zarząd nie musi nerwowo oglądać się na rynki inwestycyjne, dzięki czemu możliwe jest planowanie przyszłych wydatków w perspektywie wieloletniej, a także rozwijanie projektów, które nie są nastawione na krótkoterminowy zysk.

Z kulturą firmy związany jest też stosunek do ludzi. W latach 90. ubiegłego wieku zdecydowaliśmy się na inwestycję w Polsce (m.in. w fabrykę leków), dlatego że tutaj była nadpodaż kapitału ludzkiego. Doskonale wykształceni specjaliści w obszarze farmacji szukali atrakcyjnych dróg rozwoju zawodowego. Właśnie inwestycja w kapitał ludzki na początku lat 90. pozwoliła nam na zbudowanie fundamentów firmy, którą jesteśmy obecnie. Inwestycja w ludzi zaczyna się od momentu rekrutacji. Dla nas na etapie poszukiwania pracowników najistotniejszy jest potencjał rozwojowy danej osoby.

Nie przywiązujemy tak dużej wagi do doświadczenia zawodowego. Zarząd firmy decyduje się na inwestycje w szkolenia i rozwój pracowników, którzy chcą się w firmie rozwijać. Wierzymy, i to się dobrze sprawdza, że pracownik często nie potrzebuje bogatego doświadczenia zawodowego, ponieważ będzie go nabierał już podczas pracy, tylko trzeba dać mu szansę. Warto jednak pamiętać, że inwestycja w kapitał ludzki musi być konsekwentna i ciągła. Pracownicy nie mogą przejść jednego szkolenia i na nim zakończyć. To firma musi im pomagać i troszczyć się o nich przez całą ścieżkę kariery.

Bardzo ważnym aspektem jest zdrowie fizyczne i psychiczne. Stąd nasza dbałość o pracowników dotycząca zarówno profilaktyki, jak i opieki nad osobami chorującymi. Nasi pracownicy wiążą się z firmą na lata, średni staż pracy to około 15-16 lat. Należy również wspomnieć o parytecie płci. W firmie Servier ok. 55 proc. stanowisk menedżerskich jest zajmowanych przez kobiety, co wskazuje na zdrowo prowadzoną i otwartą politykę kadrową, w której zapomina się o utartych w przeszłości podziałach.

Krzysztof Kępiński, dyrektor ds. relacji zewnętrznych i publicznego rynku szczepionek GSK:

Kapitał ludzki to podstawa każdej inwestycji. Można to skomentować zdaniem, że organizacja, firma jest taka, jak ludzie, którzy ją tworzą. Od tego, czy uda się przekonać pracowników do pracy w Polsce, zależą kolejne inwestycje. Firma musi dbać o pracowników i inwestować w ich rozwój. Posłużę się przykładem. Rok temu ogłaszaliśmy, że zamierzamy zatrudnić 200 nowych pracowników w Centrum GSK IT, które towarzyszy rozwojowi cząsteczek nowych leków aż do momentu udostępnienia tych leków pacjentom, nie tylko w Polsce. Zespół zatrudniony w poznańskim centrum obsługuje cały świat i świadczy wysokospecjalistyczne usługi. Mówimy nie tylko o wsparciu aplikacji czy systemów IT, ale także o analizie dużych wolumenów danych, cyberbezpieczeństwie czy sztucznej inteligencji. Poszukujemy ludzi, którzy mają przede wszystkim olbrzymi potencjał oraz chęć do ciągłej nauki i podnoszenia swoich kompetencji, bo przecież ten obszar stale się rozwija. Dziś mogę potwierdzić, że zgodnie z planem, do Centrum IT w Poznaniu udało się zatrudnić 200 osób.

W 1998 roku, gdy GSK rozpoczęło inwestycje w Polsce, wyzwaniem była kadra menedżerska. Przez ostatnie 20 lat kapitał ludzki, na różnych szczeblach, znakomicie się rozwinął. Dziś większość osób w zarządzie firmy to Polacy. W tym momencie GSK zatrudnia 2000 osób, eksportuje leki na 129 rynków na całym świecie, rocznie do budżetu państwa płaci ponad 200 mln zł podatków i współpracuje z ponad 2400 firmami z Polski. Te przedsiębiorstwa muszą przyjąć nasze standardy pracy, podpisać stosowne kodeksy, a to sprawia, że w sposób naturalny przyjmują międzynarodowe standardy działania.

To wszystko pokazuje, że razem możemy jeszcze więcej — możemy zbudować jeszcze większy kapitał. Jest pytanie, co można zrobić, żeby nie tylko ściągać nowe inwestycje, ale też utrzymać i rozwijać już istniejące.

Czy to prawda, że produktywność w Polsce rośnie obecnie dwa razy szybciej niż w innych państwach, dzięki m.in. propagowanej etyce firm inwestorów zagranicznych?

Krzysztof Senger, wiceprezes zarządu Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu SA:

Jedną ze zmiennych, które są bardzo wysoko w rankingu czynników decydujących o inwestowaniu w Polsce, jest produktywność. Wzrosła ona w ostatnim roku aż o 5 proc. Wynika to z kilku rzeczy, przede wszystkim z dostosowania się do kultury korporacyjnej zagranicznych przedsiębiorców. Produktywność przejawia się w dwóch obszarach: w usługach i produkcji oraz w przemyśle ciężkim i lekkim. W usługach przekłada się przede wszystkim na produktywność dostosowaną do pracy, która jest usługą, a nie procesem produkcyjnym konkretnego dobra. Przede wszystkim uwzględnia raportowanie godzin, traktowanie czasu pracy jako wartości kreowanej dla swoich klientów.

Młode kadry coraz szybciej uczą się, jak trzeba szacować godziny w projekcie, uczą się zarządzania czasem i jak go poprawnie wycenić, co prowadzi do lepszej organizacji zadań i zmiany nastawienia pracowników. Tego się nauczyliśmy w tym obszarze usług, oczywiście idąc dalej w rozwoju przez 20 lat, poznając transfer wiedzy, standardów, coraz bardziej skomplikowanych. Weszły usługi związane z oceną ryzyka w sektorze finansowym, w farmacji, bardziej złożone i regulowane e-procesy związane z wejściem leków na rynek. A w przemyśle również doszły standardy produkcji, technologii, licencje, które autoryzowały polskie przedsiębiorstwa jako dostawców dla np. amerykańskiego, niemieckiego producenta. Nasze małe, polskie przedsiębiorstwa dzięki temu wchodziły na bardzo wysoki poziom międzynarodowy.

Polskie przedsiębiorstwa stały się na przestrzeni ostatnich 25 lat zdecydowanie bardziej umiędzynarodowione. Wskazują na to przykłady firm z Polski, o których pisze się na pierwszych stronach takich gazet, jak „The New York Times”. Według ostatniego raportu UNCTAD (Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Inwestycji i Handlu), Polska znalazła się na 6. miejscu na świecie pod względem umiędzynarodowienia gospodarki. Jak na państwo, które znajdowało się zdecydowanie w tyle za lepiej rozwiniętymi krajami świata, jest to znaczący sukces.

Co zrobić, żeby inwestycje zagraniczne wpisywały się pozytywnie w gospodarkę, a nie rugowały krajowych przedsiębiorstw, które mają poczucie zagrożenia?

Hanna Godlewska-Majkowska, prorektor ds. współpracy z otoczeniem, Szkoła Główna Handlowa:

Bardzo ważne jest osiągnięcie efektu synergicznego dzięki współpracy jednostek samorządu terytorialnego różnych szczebli, ale operujących na tym samym terenie (w podziale: gmina, powiat, województwo). Do tej pory był to niewykorzystany czynnik wzrostu kompetencyjności polskiej gospodarki, zwłaszcza jeżeli chodzi o zarządzanie inwestycjami.

Każdy szczebel samorządu terytorialnego ma swoją strategię rozwoju gospodarczego i kompetencje. Mimo że są to formalnie niezależne szczeble, powinny one ze sobą bardzo ściśle współpracować. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że procedury towarzyszące realizacji inwestycji przeprowadzane się na poziomie gminy, to istotne znaczenie ma fakt, iż włodarzowi gminy zależy zwykle na tym, by wygenerować jak największą liczbę miejsc pracy. Mało kto troszczy się o to, ile tych miejsc przetrwa w perspektywie długookresowej. Zdecydowanie częściej przywiązuje się wagę do tego, żeby miejsc pracy powstało jak najwięcej i jak najszybciej, a zapomina się, że to nie do końca ma aż takie znaczenie. Głównym celem działań prorozwojowych jest poprawa warunków życia i dobrobytu społeczności, stąd istotne jest, by skutki tychże inwestycji miały charakter długookresowy i trwały. Dlatego należy zabiegać o to, żeby firmy, które zostały przyciągnięte do naszego kraju, dokonały reinwestycji i zakorzeniły się w danym środowisku.

To wymaga bardzo dobrze określonych strategii rozwoju, począwszy od gminy, poprzez powiat, aż do szczebla wojewódzkiego czy nawet ogólnokrajowego. Natomiast z badań, jakie prowadzimy w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie od wielu lat wynika, że zazwyczaj nie ma istotnej komunikacji pomiędzy tymi szczeblami zarządzania. Gdy przeprowadzane są rozmowy z burmistrzami czy prezydentami miast, często liczy się to, żeby przyciągnąć inwestora. Mało osób zadaje sobie pytanie, co się stanie z tymi terenami biznesowymi w wyniku danej inwestycji. Ważne jest, by poczekać na takiego inwestora, który stworzy nowe miejsca pracy, ale zgodnie z pewną logiką rozwoju lokalnego i regionalnego. Moim zdaniem, są zupełnie niedocenione inwestycje w biogospodarkę, zwłaszcza na wschodzie Polski.

Podsumowując, chodzi o to, żeby uświadomić wszystkim interesariuszom wagę współpracy jednostek samorządu terytorialnego zarządzających danym terenem, a także przemyślanego prowadzenia polityki przestrzennej. Łatwiej jest bowiem zainwestować w dane miejsce, niż usunąć skutki pochopnych decyzji inwestycyjnych.

Krzysztof Senger:

Oczywiście jest niezwykle istotne, żeby doskonalić naszą ofertę gmin i samorządów w obszarze inwestycji bezpośrednich. Co nas czeka jutro i gdzie będzie największa dynamika rozwoju na rynku prywatnym? Należy wskazać dwie grupy aktywów, które najczęściej pomijamy, mówiąc o inwestycjach zagranicznych w Polsce, kojarzonych zwykle z produkcją i usługami.

W ubiegłym roku wartość inwestycji zagranicznych w Polsce szacowano na poziomie 12 miliardów euro. U naszych zachodnich sąsiadów wynosiła ona 63 miliardy euro. W Stanach Zjednoczonych, których gospodarka może wyglądać na samowystarczalną i jest w stanie konkurować sama ze sobą, wartość inwestycji zagranicznych wynosiła 407 miliardów dolarów. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że jest duży obrót m.in. na spółkach na rynku prywatnym i aktywach rynku nieruchomości, co w Polsce może się bardziej rozwinąć w najbliższym czasie.

Czy analizowano, jakie bariery napotykają zagraniczni inwestorzy?

Kamil Orzeł, koordynator projektów Fundacji Republikańskiej:

Faktycznie, różnice w inwestycjach zagranicznych w poszczególnych krajach są ogromne, ale pamiętajmy o różnicy potencjałów. Nie porównujmy wartości bezwzględnych. Na inwestycje zagraniczne trzeba patrzeć również z perspektywy rynku wewnętrznego i siły nabywczej społeczeństwa danego kraju. Inwestycje zagraniczne realizowane w Polsce, np. w branży motoryzacyjnej, są przeznaczone de facto na eksport, a we wspomnianych Stanach Zjednoczonych — tylko na rynek wewnętrzny.

Natomiast jeśli chodzi o wpływ inwestycji zagranicznych, to w 2016 roku Fundacja Republikańska opublikowała raport, w którym z jednej strony dała charakterystykę dobrych inwestorów, a z drugiej wymieniła to, co cechuje tych mniej mile widzianych w Polsce. W raporcie tym postulowaliśmy zmianę polityki państwa wobec inwestorów zagranicznych. Chodzi o odejście od kryteriów ilościowych w przyznawaniu wszelkiego rodzaju wsparcia państwowego (tj. wielkość zainwestowanego kapitału i liczba utworzonych miejsc pracy) i przejście na kryteria jakościowe, czyli takie, które bardziej szczegółowo parametryzują, jakiego rodzaju inwestycja zostanie zrealizowana (np. czy będą działy B+R, czy będzie współpraca z lokalnymi jednostkami naukowymi, jaka będzie średnia wartość płacy w nowo powstałej inwestycji etc.).

Następnym krokiem było przygotowanie badania „Ocena wpływu inwestora zagranicznego”. Analizujemy w nim, jak inwestor zagraniczny, który już działa w Polsce, wpływa na naszą gospodarkę i nasze społeczeństwo. Każdy inwestor zagraniczny może poddać się takiemu procesowi certyfikacji, w wyniku której jego wpływ na polską gospodarkę i społeczeństwo zostanie dokładnie zbadany za pośrednictwem 21 mierników.

Na ile więc inwestorzy zagraniczni są polskiej gospodarce potrzebni? A może w pewnych aspektach jej szkodzą?

Krzysztof Senger:

Inwestorzy są Polsce potrzebni. Istotnym elementem jest to, że jeżeli polska firma wchodzi w kooperację, w bliską współpracę z inwestorem zagranicznym (zwykle z dużą korporacją), to bardzo często musi zostać poddana skomplikowanemu procesowi rekrutacji, nie tylko technologicznemu, ale i jakościowemu. Obowiązują tam konkretne jakościowe procedury dostaw i jakości produkcji i szereg najróżniejszych innych wymagań. Jeżeli taka firma przejdzie proces rekrutacji, to może współpracować z danym inwestorem na całym świecie. Jeśli więc polski producent dostarcza łączniki do łożysk danej firmie, to swoje produkty może dostarczać do każdego kraju świata, gdzie są firmy tego inwestora.

Co ważniejsze, w późniejszym czasie realizowanie takiego certyfikatu jakości u innego inwestora zagranicznego czy odbiorcy jest zdecydowanie łatwiejsze.

Wszyscy przyznajemy, że inwestorzy zagraniczni są potrzebni. Ale obecnie jesteśmy na innym poziomie rewolucji gospodarczej, zrozumiałe więc, że ten inwestor musi być jakościowo lepszy, nieść ze sobą nowe technologie. Co musimy zrobić, żeby tacy inwestorzy przyszli do nas, a nie wybrali Francji, Niemiec czy Stanów Zjednoczonych. Konkurencją jest zresztą cały świat.

Krzysztof Kępiński:

Pozyskiwanie nowych inwestycji, zwłaszcza tych prestiżowych, o które nam wszystkich chodzi, zakłada znalezienie porozumienia na co najmniej trzech płaszczyznach. Z jednej strony mamy administrację ogólnokrajową oraz lokalną, z drugiej strony centrale korporacji, decydujące, gdzie ulokowana będzie inwestycja i wreszcie, z trzeciej strony — polski oddział zagranicznej spółki. Podstawowym, często decydującym, ogniwem jest właśnie polski oddział. To on staje się pierwszym ambasadorem Polski jako lokalizacji nowych inwestycji. Bierze udział w wewnętrznych rozmowach o nowych projektach. Naszą rolą jest przekonanie decydentów z centrali, że Polska to najlepsze miejsce dla ich nowego projektu. I proszę mi wierzyć, robimy co w naszej mocy, żeby wygrywać na tym polu, ponieważ każda nowa inwestycja wzmacnia lokalny oddział, a dodatkowo oznacza dodatnią wartość dla polskiej gospodarki. Jestem również przekonany, że trwające obecnie rządowe prace nad rozwiązaniami prawnymi, dotyczącymi na przykład refundacyjnego trybu rozwojowego, mogą pomóc w przyciąganiu do Polski nowych inwestycji, i to nie tylko z terenu Europy.

Joanna Drewla:

Servier planuje dalsze inwestycje w Polsce. Zapewniam państwa, że z mojej perspektywy, jako dyrektora firmy, niezwykle istotne jest, aby przekonywać naszą centralę do kolejnych inwestycji. Musimy jednak pamiętać, że w dzisiejszych czasach konkurujemy z innymi rynkami, zwłaszcza że kraje, które się bardzo intensywnie rozwijają i oferują atrakcyjne warunki dla inwestorów, np. Chiny, Brazylia, bardzo skutecznie ich przyciągają. I my także konkurujemy o ten kapitał. Zatem im więcej mamy argumentów, tym jest nam łatwiej „przyciągnąć” inwestycje do Polski.

Krzysztof Senger:

Ta rywalizacja kraju z rynkami świata trwa niemal codziennie. Przyjeżdżają inwestorzy i chcą wiedzieć, jakie są czynniki technologiczne i geopolityczne. Mówią: dajcie nam coś więcej, niż dają nam na przykład wasi sąsiedzi. Nam w ten sposób udało się przyciągnąć 80 inwestorów z innych krajów, nie tylko wschodnich. Są to nasi sąsiedzi, czasami z Portugalii, czasami z Niemiec, a czasami z innego kontynentu.

Chcielibyśmy, żeby tych inwestycji było więcej, dlatego nawet proste budowanie relacji jest niezwykle istotne. Finalnie czasami decydują ułamki procentów, żeby dana inwestycja trafiła do nas, a jestem przekonany, że z czasem będzie jeszcze trudniej.

Czy inwestowanie w Polsce przez zagraniczną firmę prywatną, nienotowaną publicznie stanowi dla tego procesu plus, minus, czy jest neutralne?

Joanna Drewla:

Moim zdaniem, to jest zasadniczy plus. Oczywiście, musimy pamiętać, że w naszym przypadku dostępność kapitału jest w pewnym sensie ograniczona. My musimy jako firma prywatna żyć z własnych środków, które wypracujemy w ramach swojej działalności. Chcę podkreślić, że w przypadku naszej firmy wszystkie dostępne środki finansowe przeznaczamy na działalność badawczo-rozwojową w naszych laboratoriach bądź we współpracy z podmiotami zewnętrznymi, np. firmami biotechnologicznymi. Jako firma jesteśmy bardziej stabilni, możemy sobie pozwolić na więcej spokoju w realizowaniu naszych planów biznesowych. Nie dotyczy nas taka nerwowość, którą widać np. w spółkach giełdowych, gdy dzieje się coś złego na świecie i rynki finansowe przestają być stabilne. Nas te zachwiania nie dotyczą i to pozwala nam na znacznie bardziej długofalowe patrzenie na różne aspekty naszej działalności.

Jako przykład podam nasze aktywności w zakresie CSR w Polsce. Bardzo dużo zasobów przeznaczamy na edukację dotyczącą profilaktyki chorób cywilizacyjnych. Z tej działalności nie czerpiemy żadnych zysków. To nie przekłada się na obrót, ale wydaje nam się, że mamy obowiązek w stosunku do społeczeństwa i dlatego od 16 lat konsekwentnie realizujemy nasze kampanie edukacyjne. To właśnie charakter naszej organizacji pozwala nam na troszkę inne działanie, inną filozofię i myślę, że ludzie, którzy u nas pracują, zostają w firmie dlatego, że oferujemy im bardzo duży komfort pracy. Na pewno też dlatego, że projekty, które wprowadzamy, ściśle wiążą się z odpowiedzialnością społeczną i możemy je realizować długofalowo.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. Szymon Piecha

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.