Wywiad z Józefą Hrynkiewicz, członkinią sejmowej Komisji Zdrowia: Ochrona zdrowia musi być skuteczna

Jerzy Papuga
opublikowano: 11-04-2018, 06:00

O mankamentach systemu ochrony zdrowia w Polsce oraz niezbędnych kierunkach zmian, dostosowanych do społecznych potrzeb rozmawiamy z posłanką Józefą Hrynkiewicz, członkinią sejmowej Komisji Zdrowia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Prof. dr hab. Józefa Hrynkiewicz
Zobacz więcej

Prof. dr hab. Józefa Hrynkiewicz Fot. Tomasz Pikuła

Wyraża pani pogląd, że bez całościowego ujęcia kwestii zabezpieczenia społecznego trudno jest mówić o rachunku kosztów, ponoszonych przez system ochrony zdrowia. Nawołuje pani do holistycznego spojrzenia na pacjenta...

Uważam, że nie można pacjenta traktować inaczej niż holistycznie. Zdrowie jest zasadniczą kwestią w każdej polityce społecznej, w zabezpieczeniu społecznym. Człowiek chory to, mówiąc językiem ekonomistów, koszt nie tylko dla systemu ochrony zdrowia, ale i całego społeczeństwa. Taki człowiek nie pracuje, nie zarabia, nie płaci podatków i składek, a trzeba solidarnie ponosić wszystkie koszty jego choroby. Ponosi je sam chory, jego rodzina, ale też społeczeństwo. System ochrony zdrowia musi być tak zorganizowany, żeby punktem wyjścia i dojścia był pacjent. Najlepsza ochrona zdrowia jest wówczas, gdy jest najmniej pacjentów, a jeśli już są (bo zawsze będą), aby byli w systemie jak najkrócej. Ochrona zdrowia musi być skuteczna i szybko wyleczonych trzeba przywracać rodzinie i społeczeństwu.

 Nadal jesteśmy nakierowani na medycynę naprawczą, a nie holistyczną?

To także z powodu niskich nakładów publicznych na ochronę zdrowia, a niekiedy złej dystrybucji tych skromnych środków. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego dzieci w województwie podkarpackim po operacjach ortopedycznych nie mają dostępu do wczesnej rehabilitacji, choć wiadomo, że jej brak skazuje je na dozgonne kalectwo. Ktoś, kto tak zadecydował o podziale pieniędzy, nie ma wyobrażenia o holistycznym podejściu do chorego. Dla pacjenta pobyt np. w szpitalu jest koniecznością, on chce wyjść stamtąd jak najszybciej ze zdrowiem w pełni odzyskanym (albo odzyskanym w takim stopniu, jaki na danym poziomie medycyny jest możliwy).

 Ale opuszczenie systemu przez pacjenta kończy finansowanie leczenia.

System musi liczyć koszty, a na razie wciąż przede wszystkim liczy zyski. Nastawienie szpitali na zysk jest ciągle najważniejsze, chociaż ustawa o sieci szpitali nie wymaga, żeby placówka wybierała tylko tych chorych, takie choroby i sposoby leczenia, na których najwięcej zarobi. Odbywa się to z najwyższą szkodą nie tylko dla pacjentów, ale też dla rachunku kosztów, ponieważ pacjent wychodzi zaledwie „zaleczony”, ale nie wyleczony. Podobnie lekarz poz, który mógłby wyleczyć pacjenta, „pozbywa się” go, aby uniknąć badań diagnostycznych. Brak badań, leczenie metodą „prób i błędów”, odsyłanie pacjenta do szpitala albo do specjalisty, podnosi wielokrotnie koszty leczenia.

Prawda jest taka, że im częściej pacjent przekracza próg gabinetu lekarskiego, tym więcej pieniędzy wpływa do systemu — sprzeczność nie do pogodzenia.

Lekarzowi należy płacić wyłącznie za leczenie i wyleczenie pacjenta. Nie powinno się płacić za jedynie zaewidencjonowanych pacjentów, którzy później zgłaszają się do systemu ochrony zdrowia, np. z bardzo zaawansowaną chorobą nowotworową. Taki pacjent, choć zarejestrowany, ale nigdy wcześniej niebadany, jest dla systemu bardzo kosztowny. Trzeba dokładnie rozpoznać przyczyny zaniechania, które naraża system na bardzo duże koszty, przy słabych rokowaniach wyzdrowienia pacjenta. Onkolodzy mówią, że około 80 proc. chorych na nowotwory zgłasza się na leczenie w stanie zaawansowanej choroby, gdy rokowania są już bardzo niepewne. I tak wracamy do podstawowych badań profilaktycznych i diagnostycznych, które w większości nie są kosztowne, a w stosunku do kosztów leczenia zaawansowanych stanów choroby wręcz tanie. 

A jednak mamy tu przełom, choćby w badaniach populacyjnych szyjki macicy, piersi i sutka, jelita grubego czy prostaty.

Takie i inne akcje mają bardzo duże znaczenie dla społeczeństwa. Jednak wciąż za mało jest miejsca w mediach publicznych na edukację prozdrowotną i promocję zdrowia. Nie można akceptować odpowiedzi mediów, że nie ma na to pieniędzy, gdyż starcza ich na marne seriale i beznadziejną tzw. rozrywkę. Więc może też zmieści się w czasie i budżecie mediów publicznych znacznie tańsza od rozrywek promocja zdrowia! Rzadko emitowane są programy edukacyjne o zagrożeniach zdrowotnych, bo ich miejsce zajęła reklama leków i suplementów diety. A przecież jest dużo odbiorców, którzy chętnie oglądaliby i słuchali audycji dotyczących zdrowia. Dlaczego w telewizji publicznej nie ma czasu na rozmowę z lekarzami o poważnych sprawach w taki sposób, żeby pacjent to zrozumiał?

Bardzo dużo jest takich prostych i niekosztownych działań, które można podjąć w celu polepszenia sytuacji pacjenta w polskim systemie ochrony zdrowia. Choćby używanie telefonów do przekazywania informacji… Bo najgorsza w tym systemie jest nadal słaba i zła sytuacja pacjenta, który — jak wielu się skarży — jest zbytecznym elementem systemu. Kiedy widzę, jak funkcjonują szpitale, przychodnie, gabinety lekarskie, to z goryczą stwierdzam, że jedynym czynnikiem, który usprawniłby ich działanie, byłoby wyeliminowanie pacjenta…

Które z elementów polityki społecznej można dziś zastosować, aby polski system ochrony zdrowia był bardziej spójny i nastawiony na pacjenta?

Wiele się robi w systemie, ale skutki wieloletniego zaniedbania, absurdalnego nacisku na prywatyzację ochrony zdrowia są tak duże, że widocznych efektów wciąż jest mało. I chociaż one już są, ale jeszcze mało widoczne. Jedną z najtrudniejszych spraw jest sytuacja osób niesamodzielnych w ochronie zdrowia. Tu mamy do czynienia z bardzo dużymi zaniedbaniami. Gdy człowiek staje się nagle niesamodzielny, rozsypuje się dla niego i rodziny (jeśli ją ma) cały świat. Na taką sytuację nikt nie jest przygotowany. Opieka nad osobą niesamodzielną jest trudna i bardzo kosztowna. Zarówno wtedy, gdy jest to niesamodzielność fizyczna i trzeba pomagać we wszystkich czynnościach oraz funkcjach życiowych, jak również w niesamodzielności psychicznej, gdy człowiek gubi się w czasie i przestrzeni, która go otacza.

Problemy te muszą być rozwiązywane podmiotowo z nastawieniem na człowieka i kompleksowo, biorąc pod uwagę jego potrzeby i warunki życia. Przykładem karygodnych działań przeciwko ludziom starym i niesamodzielnym jest zgoda prezydentów na zabudowanie miast, w których nikt nie liczy się z tym, że w historycznych dzielnicach Warszawy czy Krakowa mieszkają ludzie w podeszłym wieku. Nie zostawia się im kawałeczka wolnej przestrzeni, skwerku czy ławki do odpoczynku. Nie trzeba burzyć apteki lub sklepu, żeby postawić kolejny apartamentowiec… W Warszawie czy innych miastach władze nie liczą się z tym, że ludzi starych będzie coraz więcej, a opieka nad nimi to bardzo kosztowne zadanie. Tym bardziej, że rodzina jest coraz mniejsza i nie zawsze można będzie na nią liczyć.

O kim mowa

Prof. dr hab. Józefa Hrynkiewicz, socjolog, nauczyciel akademicki, posłanka na Sejm (PiS) od 2011 r.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jerzy Papuga

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.