Wypaleni zawodowo lekarze są niebezpieczni

Katarzyna Nowosielska
opublikowano: 25-03-2019, 18:16

Lekarze dyskutują nad zmianą "Przyrzeczenia lekarskiego", która miałaby ich zobowiązać do dbania o swoje zdrowie. Lekarze będą jednak nadal się przepracowywać, dopóki w szpitalach będzie ogromna presja, aby brać kolejne dyżury - wskazują przedstawiciele samorządu lekarskiego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Zestresowany, przepracowany, mobbowany i pracujący z myślą, że może popełnić błąd medyczny - to obraz współczesnego lekarza. Wydawałoby się, że rynek pracy jest dla lekarzy obecnie dobry, skoro w szpitalach są nieustanne wakaty, a w Internecie przybywa ogłoszeń o pracę dla tej grupy zawodowej. To lekarze powinni dyktować warunki. A jednak rzeczywistość okazuje się dla nich brutalna. Dowodzi tego oblężenie, jakie przeżywają warsztaty dla wypalonych zawodowo lekarzy, organizowane przez izby lekarskie.

"Miejsca rozchodzą się jak świeże bułeczki. Zainteresowanie warsztatami przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Lekarze są zestresowani, bo nie dbają też o swoje zdrowie. Stykają się co dzień z wieloma chorobami, ale sami myślą, że ich to nie spotka. Zachęcają do szczepień przeciwko grypie, ale sami ich nie przyjmują" - mówi Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. 

Czas na zmianę "Przyrzeczenia lekarskiego?

Wypalenie zawodowe lekarzy sprawia, że przedstawiciele samorządów zaczęli dyskusję nad zmianą brzmienia przysięgi Hipokratesa, czy raczej jej nowożytnej wersji, czyli "Deklaracji genewskiej", a w Polsce - "Przyrzeczenia lekarskiego", będącego częścią "Kodeksu Etyki Lekarskiej". Sam pomysł narodził się w Australii. Tamtejsi lekarze postulują, aby znalazł się w niej zapis, zgodnie z którym lekarz będzie dbał o własne zdrowie, dobre samopoczucie i umiejętności, aby zapewnić pacjentom opiekę na najwyższym poziomie. Propozycję wpisania tych słów do przysięgi składanej przez absolwentów uczelni medycznych przedstawił Światowemu Stowarzyszeniu Medycznemu australijski lekarz dr Sam Hazledine.

Łukasz Jankowski twierdzi, że być może w Polsce nie przyszedł jeszcze czas na zmianę brzmienia "Przyrzeczenia lekarskiego", ale trzeba przeciwdziałać przemęczeniu lekarzy.

"Kropla drąży skałę. Kiedyś możemy się zastanowić nad zmianą, ale na razie trzeba zacząć od zmiany świadomości lekarzy i przepisów o czasie pracy, likwidując np. dyżury 24-godzinne, a wprowadzając 12-godzinne. Te ostatnie są znacznie mniej męczące" - mówi Łukasz Jankowski.

Jego zdanie podziela Mariusz Witczak, wiceprezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Zielonej Górze.

"Wprowadzanie nakazów i zakazów niczego na razie nie rozwiąże. Lekarz nie zacznie dbać o własne zdrowie, dopóki w szpitalach będzie ogromna presja, aby brać kolejne dyżury, bo nie ma komu zapełnić luk kadrowych. Nasza grupa zawodowa tak samo choruje na grypę czy anginę i koledzy czują się w obowiązku, aby wziąć dyżur za lekarza przebywającego na zwolnieniu" - mówi wiceprezes Witczak.

ZOBACZ TAKŻE: OZZL: Pacjenci i lekarze na dyżurach umierają. Rządzący, opamiętajcie się!

Praca ponad miarę - efekt mobbingu

Lekarze przyznają, że presja jest na tyle duża, że gdy odmawiają pracy ponad normę, padają ofiarami mobbingu.

W jednej z klinik po zmianie kierownika oraz części zespołu specjalistów przełożeni wywierali naciski na lekarza rezydenta, by zmienił opiekuna specjalizacji. Gdy rezydent odmówił, szefostwo przestało dopuszczać go do zabiegów, którymi był zainteresowany i przeprowadzał je z dobrym skutkiem terapeutycznym. W trakcie dwóch miesięcy odbył serię rozmów, podczas których sugerowano mu, że zostanie dyscyplinarnie  zwolniony z pracy. Przełożeni wnieśli nawet do dyrekcji szpitala skargę opisującą niewywiązywanie się z obowiązków pracowniczych. Dyrektor jej nie uwzględnił.

To jeden z przypadków mobbingu, jakim zajmuje się warszawska izba lekarska. Od czerwca do grudnia 2018 r. trafiło do niej 10 zgłoszeń o mobbing, pracuje nad nimi rzecznik praw lekarza. Wcześniej zgłoszeń mobbingu w Warszawie było 19. Gross z nich dotyczy czasu pracy.

"Udzielamy pomocy prawnej lekarzom lub organizujemy mediację między osobą mobbowaną i mobberem. Czasem też rekomendujemy wniesienie do sądu pozwu o odszkodowanie za mobbing" - mówi Maria Kłosińska z warszawskiej izby lekarskiej.

Lekarze są mobbowani przez ordynatorów czy specjalistów wyższych rangą, ale sami też mobbują pielęgniarki. "Ja tu jestem lekarzem i szefem, a reszta co najwyżej może podłogi zamiatać. Jesteście podnóżkami”- takie określenia dość często słyszał personel medyczny, a zwłaszcza pielęgniarski od szefa jednego z prywatnych, ortopedycznych szpitali.

"To jednak częściej pielęgniarki aniżeli lekarze decydują się wnieść do sądu pozew o odszkodowanie za mobbing. Lekarze nieco wstydzą się rozpoczynania takich spraw. Wolą zmienić pracę aniżeli procesować się z pracodawcą" - tłumaczy Karolina Sikorska-Bednarczyk, prawnik i specjalistka z zakresu prawa pracy.

Przybywa pozwów przeciwko lekarzom

Przepracowanie jest zagrożeniem dla pacjentów i samych lekarzy. Bo niedospani, przemęczeni, częściej popełniają błędy medyczne. A ich liczba rośnie. Do sądów okręgowych co roku średnio trafia 600-700 pozwów.

"Bardzo często do zdarzeń medycznych dochodzi z tego powodu, iż lekarz jest przemęczony albo w ogóle nie ma go na oddziale, ponieważ pojechał do drugiego miejsca pracy" - mówi Katarzyna Przyborowska. Wspomina proces o odszkodowanie za błąd medyczny. "Na porodówce trwał poród. Była godzina 14. Ordynator powinien być jeszcze na oddziale, bo przecież kończy pracę przed 15. Tymczasem poród odbierał młody, niedoświadczony lekarz. Dziecko urodziło się niedotlenione" - opowiada mec. Przyborowska. Dodaje, że ordynator zamiast nadzorować oddział, był już w swoim prywatnym gabinecie.

Pozwów o odszkodowania może przybywać, ponieważ rodziny pacjentów, którzy zostali poszkodowani w wyniku operacji, ale nie zmarli, mogą od niedawna dochodzić swoich roszczeń. Jeszcze na początku zeszłego roku sądy odmawiały im odszkodowań. Sędziowie uzasadniali, że do naruszenia więzi rodzinnych dochodzi wyłącznie wtedy, gdy bliska osoba, ofiara błędu medycznego, umrze. Wtedy bowiem więzi rodzinne zostają nieodwracalnie przerwane i należy się odszkodowanie za śmierć bliskiego. 

Wszystko się zmieniło za sprawą uchwał Sądy Najwyższego z marca 2018 r. Sędziowie uznali, że sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu. Czyli krótko mówiąc, jeśli pacjent nadal żyje, ale jest np. niepełnosprawny, to jego rodzinie też należy się odszkodowanie finansowe.

Te wyroki Sądu Najwyższego dały rodzinom poszkodowanych zielone światło do tego, aby występować o uchylenie poprzednich niekorzystnych dla nich wyroków odmawiających im odszkodowania. Pozwów przeciwko szpitalom i lekarzom będzie zatem przybywało. Tym bardziej że rodziny poszkodowanych mają też od 2018 r. nowy oręż do walki w postaci skargi nadzwyczajnej, jaką może wnosić Prokurator Generalny do Sądu Najwyższego o uchylenie wcześniejszych niekorzystnych wyroków z zakresu błędów medycznych.

Rozwiązaniem na coraz liczniejsze pozwy i jednocześnie na spowodowany nimi stres lekarski mógłby być skandynawski system przyznawania odszkodowań za błędy. Tam nie szuka się winnego, ale jeśli niezależna instytucja ustali, że pacjent jest poszkodowany, to wypłaca mu odszkodowanie bez szukania winnych. U nas wprowadzenie takiego systemu obiecywał były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Odszkodowania miał wypłacać pacjentom ZUS ze specjalnego funduszu. Na razie jednak resort zdrowia porzucił prace nad tym projektem.

POLECAMY TAKŻE: Prof. Romuald Krajewski: Należy wprowadzić szwedzki system odszkodowań dla pacjentów

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Katarzyna Nowosielska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.