Wirusolog: mamy za mało zakażeń, by przewidywać scenariusze epidemii

JW, PAP
opublikowano: 21-07-2021, 10:25

Porównania na tak małych liczbach są o tyle obarczone ryzykiem, że nawet wzrost o 50 procent z liczby 100 niewiele mówi - podkreśla wirusolog prof. Włodzimierz Gut.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Przy ok. 100 zakażeniach koronawirusem SARS-CoV-2 dziennie nawet wzrost o 50 procent niewiele mówi — ocenia wirusolog prof. Włodzimierz Gut. Jego zdaniem osiągnięty w Polsce poziom odporności wyeliminował już ryzyko zapaści w służbie zdrowia.

“Nie przesadzałbym z alarmistycznymi tonami”

– Nie możemy oczekiwać, że dzienna liczna zakażeń spadnie poniżej zera. Zawsze będą jakieś przypadki w kraju, w którym żyje ok. 40 milionów osób. Porównania na tak małych liczbach są o tyle obarczone ryzykiem, że nawet wzrost o 50 procent z liczby 100 niewiele mówi. Bo może wiązać się np. z tym, że z jakiejś wycieczki wróci 20 osób, które się od siebie zaraziły. Dlatego nie przesadzałbym z alarmistycznymi tonami. Jasne jest dla mnie to, że jeżeli liczby zakażeń rosną w Europie, to urosną nieco i w Polsce. Moim zdaniem poziom odporności osiągnięty w Polsce dzięki szczepieniom i przechorowaniu gwarantuje nam już to, że zapaść służby zdrowia nam nie grozi - powiedział wirusolog.

Zdaniem prof. Guta dzienne liczby zakażeń w trakcie kolejnej fali koronawirusa w Polsce nie będą też wyższe niż 1-2 tysiące przypadków dziennie.
Pixabay

Dodał, że każdy powinien się po prostu przed jesiennym sezonem infekcyjnym zastanowić, czy chce dołączyć do grupy odpornych przez bezpieczne zaszczepienie, czy niebezpieczne przechorowanie.

– Paradoksem jest to, że i szczepienia, i wzrost zachorowań przybliżają nas do odporności zbiorowej. Koszt indywidualny dla tych, którzy “złapią” wirusa, a nie są zaszczepieni, może być jednak ogromny - wskazał prof. Gut.

Odporność populacyjna: kontrowersyjny sposób Wlk. Brytanii

Dodał, że władze Wielkiej Brytanii nie powiedzą tego wprost, ale tam zdecydowano obecnie o jeszcze szybszym osiągnięciu odporności zbiorowej przez zakażenia.

– Zaszczepiono tam ogromną część społeczeństwa i uznano, że więcej chętnych po prostu nie ma. Widząc, że nie grozi już zapaść służby zdrowia, resztę puszczono na żywioł. Może nie brzmi to bardzo poprawnie, ale takie są fakty. Zniesiono obostrzenia i dość szybko także nieodporna część populacji (tam już znaczna mniejszość) ją uzyska - powiedział prof. Gut.

Zdaniem wirusologa lepiej byłoby, aby do tej chwili nieprzekonani do szczepień Polacy zrobili to jak najszybciej, bo problem niedoboru szczepionek już nie istnieje, ale jeżeli nie jest to szczepienie obowiązkowe, to niektórych po prostu się nie przekona niczym.

Ekspert powtórzył, że w jego ocenie nie ma już w Polsce zagrożenia systemowego dla ochrony zdrowia związanego np. z brakiem łóżek szpitalnych. Zdaniem prof. Guta dzienne liczby zakażeń w trakcie kolejnej fali nie będą też wyższe niż 1-2 tysiące przypadków dziennie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ochrona przed wariantem Delta: minimum 85 proc. odporności populacyjnej

Obowiązkowe szczepienia przeciw COVID-19. Premier: to ostateczność

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.