Wiem, ale nie powiem

Zbigniew Lew-Starowicz
30-03-2007, 00:00

Mężczyźnie trudniej niż kobiecie ukryć typowe zaburzenia seksualne: nie ma wyboru — musi rozwiązać problem.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Nie każdy może sobie pozwolić na uniki, w tym liczenie na cud lub poniechanie współżycia. Wystarczy, że ma partnerkę potrzebującą seksu, wymagającą, ponaglającą do rozwiązania problemu, atrakcyjną dla mężczyzn.

 

Najtrudniejsza jest pierwsza wizyta u specjalisty. Dla wielu sprawność seksualna to istota męskości. Problem z erekcją czy z wytryskiem uderza boleśnie w poczucie męskiej wartości. Ludzie boją się ośmieszenia, krytyki, lekceważenia, rozczarowania partnerki. Bywa, że kobiety pełnią w związku rolę „mamuśki”: znajdują specjalistę, ustalają termin i towarzyszą w wizycie, udzielając informacji… Na szczęście większość terapeutów leczących zaburzenia seksualne to mężczyźni, co zmniejsza stres. Najczęściej jednak spotyka się specyficzny typ zachowań, charakteryzowany przez kilka cech.

 

Lakoniczność. Wizytę zaczyna seria stwierdzeń w rodzaju: „ze mną już koniec”, „w tym wieku to normalne”, „nie jestem już mężczyzną”, „moja partnerka nie jest ze mnie zadowolona”. Niektórzy zadają pytania — choćby: „pan się pewnie domyśla z czym przychodzę?”. I zapada cisza. Trzeba drążyć pytaniami. Odpowiedzi są skąpe. Przykład: „od kiedy ma pan problemy z erekcją?”. Typowe hasła to: od dawna, od niedawna, nie pamiętam, od pewnego czasu, raz są, raz ich nie ma… Nawet wieści, ile ktoś pali papierosów i jak często pije alkohol, trzeba wydobywać krok po kroku — aż w końcu wyłania się obraz i czas powstania zaburzenia oraz prawdopodobne przyczyny.

 

Nieznajomość stanu zdrowia. Mniejsza o problemy z terminologią (wielu mężczyzn posługuje się slangiem). Ułatwiam im zadanie. Pytając choćby o erekcję członka, często dodaję terminy zamienne (wzwód, sztywność, potencja, twardość). Problem, że wcale często mężczyźni nie potrafią określić stanu swej fizjologii seksualnej — np. kiedy chcę wiedzieć, czy ktoś ma po obudzeniu erekcje członka, nierzadko słyszę: „nie pamiętam”, „nie wiem”, „nie zwracam uwagi”. Trudno też uzyskać informacje o poziomie twardości członka w erekcji, wytrysku pod ciśnieniem itp. Znajomość ogólnego stanu zdrowia również pozostawia wiele do życzenia. Wielu wręcz się chlubi, że nie chodzi do lekarza. Ich zdaniem, „prawdziwy mężczyzna” może szukać pomocy fachowca, kiedy już nie może się poruszać.

 

Bagatelizowanie chorób i leczenia. Wielu mężczyzn wprawdzie ujawnia choroby, np. nadciśnienie, depresję, wrzodową żołądka czy dwunastnicy, ale… albo wcale się nie leczą, albo biorą leki, jak im się podoba. Często się dowiaduję, że przerwali przyjmowanie lekarstw, kiedy zaobserwowali ich negatywny wpływ na życie seksualne. Niejeden mężczyzna ma skierowanie na zabieg operacyjny (przepukliny, stulejki, krótkie wędzidełka żołędzi członka, żylaki powrózka nasiennego, dyskopatia etc.), lecz odwleka decyzję i nie widzi związku między chorobą a zaburzeniem seksualnym.

 

Kłamstwo. Często bez sensu. Rozumiem, że można nie chcieć przyznać się do życia w trójkącie, leczenia u innych terapeutów, ale mijać się z prawdą w kwestii wypalanych papierosów, alkoholu, partnerek seksualnych, masturbowania się czy szukania seksu w sieci? Bywa, że mężczyźni zatajają ważne zaburzenie seksualne, a ujawniają mniej istotne (m.in. młody żonaty mężczyzna ma szybkie wytryski i bardzo słabe erekcje; pierwsze zaburzenie — ujawnił, o drugim — nie wspomniał).

 

Kryteria wyleczenia. Wielu mężczyzn ma własne. W przypadku przedwczesnych wytrysków podają określony czas optymalnego stosunku („winien trwać do 30 minut”), doznania partnerki („aż będzie miała orgazm w stosunku” — i to niezależnie, czy jest ona do tego zdolna w tej drodze). W zaburzeniach erekcji częstym kryterium powodzenia terapii ma być taka sama erekcja, jak za młodu, lub trwałość wyleczenia (utrzymująca się do starości już po pierwszej serii stosownych tabletek). Czasami mężczyzna nie jest zadowolony z efektów leczenia — tymczasem partnerka przedstawia zupełnie inny pogląd. Skąd rozbieżność? Wskutek oczekiwań i marzeń o powrocie do „złotego wieku” życia męskiego.

 

Mojego tekstu proszę nie traktować jak skargi terapeuty. Jestem przyzwyczajony do tego typu problemów, radzę sobie z nimi. O jedno tylko proszę potencjalnych pacjentów: nie kłamcie! Bo to po prostu bardzo utrudnia diagnozę i leczenie.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Zbigniew Lew-Starowicz

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Seksuologia / Wiem, ale nie powiem
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.