Wielka lipa zamiast medycznej marihuany

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 06-03-2019, 13:59

Trzynaście miesięcy po wejściu w życie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, zezwalającej na stosowanie marihuany w celach leczniczych, podsumowano efekty jej działania. Niestety, potwierdziły się obawy wielu pacjentów i lekarzy, że przyjęte przez parlament przepisy nie rozwiążą problemów chorych, którym kannabinoidy mogłyby ulżyć w cierpieniu i złagodzić objawy choroby.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„To ustawa, która potrafi zadowolić wszystkich, i z prawa, i z lewa. I elektorat przeciwny tej ustawie, i elektorat, który o nią walczył. Zadowoleni są wszyscy z wyjątkiem pacjentów” — stwierdziła reprezentująca środowisko pacjentów Dorota Gudaniec podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. marihuany medycznej, które odbyło się 22 lutego.

Bardzo ograniczony dostęp do medycznej marihuany

Ponad rok od wdrożenia przepisów sytuacja wygląda tak: od niespełna dwóch miesięcy medyczna marihuana teoretycznie jest dostępna, ale w śladowej, wręcz — jak to określiła Dorota Gudaniec — homeopatycznej ilości w stosunku do potrzeb pacjentów. Na dodatek w skandalicznie wysokiej cenie. Pacjenci nie czują się bezpiecznie, ponieważ najczęściej nie mają do kogo zgłosić się po pomoc. Lekarze na ogół nie są przygotowani do zlecania tego preparatu. Nie każdy potrafi wypisać pacjentom receptę na marihuanę, ponieważ nie znają badań ani wskazań do zastosowania kannabinoidów. Nie zapewniono im systemowej, instytucjonalnej edukacji. Szkolenia organizują głównie organizacje pozarządowe, ale nie są w stanie przeszkolić wszystkich chętnych.

„Wspólnie z Koalicją Medycznej Marihuany stworzyliśmy program, który miał zabezpieczyć pacjenta pod względem dostępności medycznej marihuany, a lekarza pod względem bezpieczeństwa stosowania terapii i wiedzy na jej temat. Odbyło się kilka bardzo ważnych konferencji naukowych, na których nikt z przedstawicieli rządu nie raczył nas ani razu zaszczycić swoją obecnością. Stworzyliśmy program edukacyjny, który został zarekomendowany do Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Edukacji, ale nie dostaliśmy od nich nawet odpowiedzi” — powiedziała przedstawicielka pacjentów.

Rozżalenie pacjentów jest tym większe, że w toku prac nad nowelizacją ustawy przestrzegali, iż jest ona „kadłubkiem” i „głęboko upośledzonym, niepełnosprawnym dzieckiem, wymagającym rehabilitacji”. Nie tracą jednak nadziei, że za jakiś czas i w Polsce uda się stworzyć takie warunki, w których pacjenci będą mogli godnie leczyć się refundowanymi preparatami z konopi.

Jeden preparat z konopi nie umożliwia racjonalnego leczenia

Dr n. med. Jerzy Jarosz, założyciel pierwszego w Polsce punktu konsultacyjnego dla lekarzy i pacjentów zainteresowanych leczeniem marihuaną oraz dyrektor Centrum Naukowo-Dydaktycznego Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie, przypomina, że w Polsce zarejestrowany jest tylko jeden preparat z konopi — o dużej zawartości delta-9-tetrahydrokannabinolu (delta-9— THC).

„Racjonalne leczenie i rozwijanie terapii kannabinoidowej przy posiadaniu tylko jednego leku o określonym składzie z całej gamy różnych odmian i składów roślin jest po prostu niemożliwe. To nie jest medycyna, to jest sprzedawanie jednego konkretnego produktu o dużej zawartości THC. Nie wiem, co Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a konkretnie Ministerstwo Zdrowia chciało osiągnąć, rejestrując tylko jeden lek, skoro jego producent wytwarza całe spektrum preparatów o różnej zawartości THC i CBD (kannabidiolu)? Gdybyśmy mieli do nich dostęp, moglibyśmy powiedzieć, że w Polsce istnieje możliwość racjonalnego wykorzystania marihuany do celów medycznych, ale go nie mamy” — tłumaczył dr Jarosz.

Zarejestrowanie i wprowadzenie na rynek wielu preparatów zapobiegłoby również, zdaniem dr. Jarosza, rozwojowi chałupniczego wytwarzania różnych preparatów z CBD. Ponieważ w mediach często pojawiają się informacje o problemach z dostępem do jedynego zarejestrowanego preparatu, sprzedawanego w aptekach na podstawie recepty lekarskiej, pacjenci zaopatrują się w różnego rodzaju oleje, nie mając żadnej gwarancji bezpieczeństwa.

Odnosząc się do braku edukacji lekarzy, dr Jarosz przypomniał, że Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa organizuje szkolenia dla lekarzy na temat możliwych zastosowań marihuany, ale jednorazowo może wziąć w nich udział nie więcej niż 60 osób. Do tej pory fundacja przeszkoliła ok. 200 lekarzy, w jakimś sensie „na wyrost”.

„Szkolenie lekarzy, jak używać konopi, jakie szczepy wybierać, jaki powinny mieć skład, od czego zaczynać terapię w sytuacji, gdy w aptece mamy do wyboru tylko jeden preparat o wysokim, 19-procentowym stężeniu THC, jest bardzo trudne. W wielu wytycznych towarzystw leczenia bólu jest mowa o tym, żeby nie zaczynać terapii preparatem o stężeniu wyższym niż 12,5 proc. THC. Lepiej zaczynać od leczenia preparatem o zrównoważonej zawartości THC i CBD, ewentualnie od preparatu o zwiększonej frakcji CBD, żeby uniknąć działań psychoaktywnych. Trudno jest szkolić lekarzy, mówiąc im o czymś, czego u nas nie ma” — dodał dr Jerzy Jarosz.

4,5 proc. - tylu lekarzy w Polsce wypisuje pacjentom recepty "Rpw", umożliwiające m.in. ordynację marihuany leczniczej.

Wykorzystanie medycznej marihuany - przykład idzie z innych krajów

W ostatnich latach na świecie znacząco wzrosło wykorzystanie konopi w celach leczniczych. Zbiegło się to, jak podkreślano podczas międzynarodowej konferencji naukowo-szkoleniowej dla lekarzy „Etyczne, psychologiczne i praktyczne aspekty medycznych zastosowań marihuany” (30 stycznia, Warszawa), z odnotowaniem istotnych postępów w badaniach naukowych nad tym surowcem roślinnym.
Dyskusja wokół marihuany leczniczej coraz częściej toczy się obecnie wokół wskazań do jej zastosowania. Wciąż brakuje jednak jednolitych standardów w tym zakresie. Biorąc pod uwagę kontrowersje dotyczące pozamedycznego stosowania preparatów konopi, istnieje pilna potrzeba wprowadzenia systemu kontroli i regulacji mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony zdrowia publicznego.

„Produkty z marihuany stosowane w celach leczniczych powinny być traktowane jak zarejestrowane leki bądź produkty medyczne. Warto byłoby zastanowić się nad wprowadzeniem nazewnictwa typu „leki kannabinoidowe”, co dałoby szansę na większą wiarygodność tych preparatów. Dzisiaj mianem „marihuany leczniczej” określa się bowiem zarówno surowce wytwarzane przez uznanych producentów, jak i te pochodzące od dilerów, co z punktu widzenia chociażby bezpieczeństwa ma ogromne znaczenie. Istnieje potrzeba opracowania właściwych standardów dotyczących jakości produktów leczniczych oraz ujednoliconej, uporządkowanej i jasnej metodologii klinicznej” — mówił dr Jarosz.

W Kanadzie, gdzie według szacunków Health Canada marihuanę leczniczą stosuje obecnie ponad 450 tys. pacjentów, jeszcze kilka lat temu wielu lekarzy kwestionowało bezpieczeństwo i pozytywne efekty stosowania kannabinoidów w celach medycznych. Według dr. Mohammada Rahima z Canadian Cannabis Clinic, sytuacja zmieniła się dzięki podjęciu działań edukacyjnych, odbywających się w ramach szkolenia ustawicznego lekarzy. W efekcie w ciągu ostatnich pięciu lat znacząco wzrosła liczba pacjentów korzystających z pomocy klinik kannabinoidowych, w których prowadzone są badania naukowe i stosuje się zindywidualizowaną terapię konopiami indyjskimi.

„Dawki leków dobieramy w myśl znanej zasady rozpoczynania od najmniejszych i stopniowego, powolnego ich zwiększania” — mówi dr Rahim. Celem leczenia, jak podkreśla, jest przede wszystkim przyniesienie pacjentowi ulgi w cierpieniu i jednocześnie poprawienie jego funkcji, jakości życia i snu oraz zredukowanie bólu i spastyczności, jeśli takowa występuje, np. w stwardnieniu rozsianym. „Ze względu na to, że mamy do czynienia z lekiem roślinnym, zawierającym mnóstwo związków chemicznych, dostosowujemy leczenie do potrzeb konkretnego pacjenta” — wyjaśnia kanadyjski lekarz.

Pacjenci w Polsce mają nadzieję, że i oni będą mieli dostęp do takiej zindywidualizowanej terapii. Na razie część z nich nie ma żadnego dostępu do leczenia kannabinoidami, ponieważ jedyny zarejestrowany w naszym kraju preparat konopi ze względu na jego skład (zawiera substancję psychoaktywną THC) ma ograniczone działanie. Nie nadaje się do stosowania m.in. u chorych na schorzenia neurologiczne, w tym padaczkę lekooporną. Inne preparaty kannabinoidowe można sprowadzić z zagranicy w ramach importu docelowego, jednak, jak zgodnie przyznają lekarze, jest to procedura skomplikowana i bardzo czasochłonna.

Warto wiedzieć: W czym mogą pomóc kannabinoidy?

Na świecie preparaty z konopi wykorzystuje się najczęściej w leczeniu:
  • bólu,
  • spastyczności towarzyszącej stwardnieniu rozsianemu,
  • nudności i wymiotów u pacjentów poddawanych chemioterapii,
  • zespołu Tourette’a,
  • jaskry opornej na leczenie konwencjonalne,
  • padaczki lekoopornej,
  • fibro mialgii,
  • przewlekłych chorób zapalnych jelit (choroba Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego),
  • zespołów lękowo-depresyjnych,
  • chorób neurodegeneracyjnych (choroba Parkinsona, choroba Alzheimera),
  • spastyczności spowodowanej uszkodzeniem rdzenia kręgowego (tetraplegia i paraplegia).
Polskie doświadczenia dotyczą m.in. leczenia objawów choroby nowotworowej, bólów neuropatycznych, fibromialgii i chorób rzadkich.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.