Większe nakłady na służbę zdrowia to lepsze leczenie chorób cywilizacyjnych

Emilia Grzela
opublikowano: 23-06-2019, 10:05

Aby skutecznie leczyć choroby cywilizacyjne, w tym nowotwory, w szczególności te o największym odsetku śmiertelności (jak rak płuca), oraz cukrzycę i rozwijające się w jej przebiegu powikłania, konieczne jest zwiększenie finansowania innowacyjnych terapii. Ponadto należy położyć większy nacisk na wczesną diagnostykę, a także gromadzenie wiarygodnych danych, będących podstawą skutecznej polityki zdrowotnej. Tak wskazywali uczestnicy debaty „Znaczenie rozwiązań systemowych dla leczenia chorób cywilizacyjnych”, która odbyła się w ramach konferencji „Polityka Lekowa” zorganizowanej przez „Puls Medycyny” 27 maja.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określa choroby cywilizacyjne jako jedno z głównych zagrożeń zdrowotnych dla ogólnej populacji. Najgroźniejsze, według WHO, są schorzenia układu sercowo-naczyniowego i oddechowego, nowotwory oraz cukrzyca. Leczenie tych chorób, a także ich powikłań stanowi ogromne obciążenie dla systemów ochrony zdrowia, również polskiego. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2016 r. choroby cywilizacyjne odpowiadały za 90 proc. zgonów (388 tys.). Jak więc skutecznie leczyć chorych?

Dr Jakub Gierczyński: Poprzez działania prewencyjne możemy uniknąć w Polsce 90 tys. zgonów.
Wyświetl galerię [1/8]

Dr Jakub Gierczyński: Poprzez działania prewencyjne możemy uniknąć w Polsce 90 tys. zgonów.

Niezbędna poprawa efektywności opieki medycznej

„Najnowszy raport Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH „Stan zdrowia ludności w Polsce” z 2018 r. informuje, że poprzez działania prewencyjne możemy uniknąć w Polsce 90 tys. zgonów. Natomiast dzięki poprawie dostępu do efektywnej opieki medycznej w zakresie medycyny naprawczej możemy uniknąć 53 tys. zgonów rocznie. To aż 30 proc. wszystkich odnotowanych zgonów w 2018 r. (414 tys.). Możliwość uniknięcia co trzeciego zgonu w Polsce potwierdzają również najnowsze estymacje Eurostatu. Poprawa efektywności opieki medycznej jest uwarunkowana optymalizacją jej modelu (kompleksowość, koordynacja, zorientowanie na wartość) oraz dostępem do technologii medycznych zawartych w standardach klinicznych. To są dwa warunki, które muszą zostać spełnione” — powiedział dr n. med. Jakub Gierczyński, MBA, ekspert systemu ochrony zdrowia.
Eksperci biorący udział w konferencji „Polityka Lekowa” zgodzili się, że największym wyzwaniem dla polskiej służby zdrowia pozostają nowotwory oraz cukrzyca, która niewłaściwie leczona prowadzi do rozwoju powikłań sercowo-naczyniowych.

„W obszarze leczenia cukrzycy Polska odbiega od wielu krajów europejskich. (…) Tylko około 8 proc. naszych publicznych wydatków na leki jest przeznaczane na leczenie przeciwcukrzycowe, podczas gdy w pozostałych państwach to co najmniej 12-13 proc.” — zwrócił uwagę Mirosław Pawełko, ekspert IQVIA.
Specjaliści zgodnie podkreślili, że błędem jest dzielenie chorób (a co za tym idzie także pacjentów) na zasługujące na większą lub mniejszą uwagę ze strony decydentów.

Co utrudnia ocenę wdrażanych terapii

Inną barierą w kreowaniu skuteczniejszej i bardziej świadomej polityki lekowej jest brak zintegrowanej bazy danych o poszczególnych chorobach, która umożliwiłaby lepszą ocenę wdrażanych terapii. Przykładem takiej sytuacji jest wybór optymalnego leczenia w raku płuca.

„Do tej pory stosowaliśmy radioterapię skojarzoną z klasyczną chemioterapią, uzyskując pewne sukcesy. W raku płuca najskuteczniejsze jest wykorzystywanie obu form terapii jednoczasowo, co w Polsce nadal jest trudne ze względów systemowych i logistycznych. Nie ma żadnych bodźców, na przykład od strony płatnika, żeby takie leczenie promować. Ono jest bardziej skuteczne niż np. podanie chemioterapii, zakończenie jej, a później kontynuowanie radioterapii” — wyjaśniał prof. dr hab. n. med. Sergiusz Nawrocki, kierownik Katedry Onkologii i Radioterapii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

W opinii prof. Nawrockiego, brak danych bezpośrednio odbija się na dostępie chorych do innowacyjnych terapii. „Nowe leki — które właśnie pojawiły się w terapii miejscowo zaawansowanego raka płuca i dają nadzieję nie tylko na przedłużenie życia pacjentowi, ale także na wyleczenie — powinniśmy stosować po chemioradioterapii, co daje lepszy efekt. Ministerstwo Zdrowia nadal nie podjęło decyzji w sprawie objęcia ich refundacją. Właśnie ze względu na brak danych (jaki odsetek chorych jest w Polsce leczony obecnie chemioradioterapią) trudno ocenić, jaki byłby wpływ na zmniejszenie śmiertelności chorych na raka płuca w Polsce” — argumentował prof. Sergiusz Nawrocki.

Obecny na konferencji Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia odpowiedzialny m.in. za proces refundacyjny, zwrócił uwagę, że usprawnienie organizacji leczenia w taki sposób, by pacjent został jednocześnie poddany radio- i chemioterapii, leży przede wszystkim po stronie zarządzających podmiotami leczniczymi. Wskazał także, że dane potrzebne do zaplanowania postępowania w przypadku chorób nowotworowych są już w systemie dzięki funkcjonowaniu Krajowego Rejestru Nowotworów — choć na pewno sam proces ich przekazywania mógłby przebiegać sprawniej. W ocenie resortu, poprawy wymaga ponadto dostępność do leczenia ambulatoryjnego i lekarza POZ, ale w systemie i tak nastąpiły już duże zmiany na lepsze.

„Ostatnia zmiana planu finansowego NFZ to kolejne 300 mln złotych przeznaczone na refundację. Są to duże pieniądze, choć oczywiście nie pokryją wszystkich potrzeb. Od pierwszego lipca w terapii nowotworów płuc będzie możliwość finansowania skutecznych, tańszych i lepszych z perspektywy pacjenta leków. Ministerstwu Zdrowia zależy na jak najszybszym wdrażaniu innowacyjnych terapii” — podkreślił wiceminister.

Gdy nie można zastosować metod chirurgicznych

Podczas debaty zwrócono uwagę na fakt, że stopień zaawansowania choroby u pacjenta w istotny sposób wpływa na możliwość wyboru leczenia przez lekarza. Wczesna postać raka płuca umożliwia zastosowanie u chorego najskuteczniejszej, chirurgicznej metody — tak leczonych jest w Polsce około 15 proc. przypadków. Pacjenci z nowotworem w zaawansowanym stadium są leczeni z wykorzystaniem leków celowanych i immunoterapii. Co jednak z tymi chorymi, którzy już nie kwalifikują się do zabiegu chirurgicznego, ale nie mogą otrzymać innowacyjnej terapii?

„To bardzo duża grupa pacjentów, którzy jeszcze nie mają przerzutów, ale już nie można ich leczyć chirurgicznie. To jest prawie co trzeci chory w Polsce. Niestety, nie leczymy ich według najbardziej skutecznego schematu, czyli z wykorzystaniem chemioradioterapii z powodów organizacyjnych i braku odpowiednio wysokiego finansowania. Leczenie jednoczasowe jest dla lekarzy i podmiotów leczniczych trudniejsze, ponieważ wiąże się z większym ryzykiem powikłań i generuje koszty. Rozwiązaniem byłaby wyższa wycena tej procedury przez NFZ, dzięki czemu większa grupa chorych otrzymałby skuteczne leczenie. Ograniczyłoby to także obciążenia finansowe związane z leczeniem raka w IV stadium zaawansowania” — wyjaśniał prof. Nawrocki.

W cukrzycy najważniejsze jest zapobieganie powikłaniom

W ocenie ekspertów, zwiększenie finansowania w diabetologii oznaczałoby w efekcie ograniczenie długofalowych kosztów systemowych oraz znaczącą poprawę dla pacjentów. Większe nakłady były jednym z głównych czynników, jakie wpłynęły na podniesienie poziomu leczenia w kardiologii i onkologii — w ostatnich latach wiele nowotworów zmieniło status z choroby śmiertelnej na przewlekłą. Dzięki dodatkowym środkom także pacjenci z cukrzycą typu 1 mogą liczyć na leczenie przebiegające bez powikłań mikronaczyniowych nawet 20 czy 30 lat.

„Nowe leki, tak potrzebne w diabetologii, nie są włączane do terapii tylko dlatego, by obniżać poziom cukru, ale dlatego że łączą w sobie różne mechanizmy działania i odpowiadają na różnorodne potrzeby terapeutyczne. Najważniejszą z nich jest obniżenie ryzyka wystąpienia incydentów sercowo-naczyniowych, takich jak zawał, udar mózgu czy niewydolność serca, a także obniżenie śmiertelności z ich powodu. Takie właśnie działanie mają przynajmniej dwie nowe klasy leków, które przy okazji oddziałują na obniżenie masy ciała. To niezwykle istotne, bo w wielu przypadkach otyłość jest wstępem do cukrzycy” — mówił prof. dr hab. n. med. Edward Franek, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Endokrynologii i Diabetologii CSK MSWiA w Warszawie.

Eksperci zwracali uwagę, że lekami przeciwcukrzycowymi o kardioprotekcyjnym działaniu są flozyny, które powinny zostać objęte refundacją ze względu na terapeutyczną skuteczność. Podobne stanowisko prezentuje także AOTMiT, która wydała w tej sprawie pozytywną rekomendację.

„Przepaść między tym, jak leczy się cukrzycę typu 1 i 2, jest ogromna. Na pewno nadszedł czas, żeby ją wreszcie trochę wyrównywać. (…) Wbrew obiegowym opiniom, cukrzyca typu 2 nie jest łagodniejszym typem tego schorzenia. To choroba postępująca, leczona docelowo insuliną i często współistniejąca z miażdżycą, nadciśnieniem tętniczym oraz wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. Zdecydowanie nie jest to schorzenie o łagodnym i prostym przebiegu” — podkreśliła Małgorzata Marszałek z Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Pacjenci chcą stabilności i przewidywalności

Głos w sprawie przebiegu procesu refundacyjnego zabrała także przedstawicielka Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Joanna Parkitna, p.o. dyrektora Wydziału Oceny Technologii Medycznych AOTMiT, zwróciła uwagę, że jest duża grupa nowych leków i technologii lekowych, które nie zostały poddane ocenie agencji, ponieważ firmy nie złożyły odpowiednich wniosków.

„Dyskutujemy o niedostępności nowych cząsteczek na polskim rynku, o co często obwinia się niski poziom finansowania i AOTMiT. Tymczasem warto zauważyć, że w przypadku niektórych jednostek chorobowych do agencji wpływa wniosek o ocenę pojedynczego leku, mimo że poza granicami Polski w tym samym wskazaniu dostępnych jest kilka” — skomentowała wyniki wewnętrznej analizy wykonanej w AOTMiT Joanna Parkitna.

Zarówno specjaliści, jak i branża farmaceutyczna oraz pacjenci podkreślali ogromną potrzebę przewidywalności samego procesu refundacyjnego oraz zmian systemowych, szczególnie w zakresie schorzeń, na które wyraźnie wzrosła zapadalność. Prewencja, edukacja zdrowotna i wzmocnienie roli POZ są w ich ocenie koniecznie, by pacjenci nie czuli się pominięci przez system. Polityka lekowa powinna być natomiast kształtowana w dialogu z Ministerstwem Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia, co wyeliminowałoby stale towarzyszący decyzjom refundacyjnym element niespodzianki.

„Nie możemy być ciągle zaskakiwani tym, że leki wypadają z listy refundacyjnej np. po trzech miesiącach, a ich ceny drastycznie się wahają. Trudno to wytłumaczyć pacjentowi pozbawionemu realnego dostępu do leczenia albo zaskoczonemu wysoką dopłatą. Niestety, chorzy rzadko są w takiej sytuacji informowani przez lekarza o tańszym zamienniku” — zauważyła Beata Ambroziewicz, prezes Polskiej Unii Organizacji Pacjentów „Obywatele dla Zdrowia”.

Możliwość terapii na europejskim poziomie

Samo usprawnienie przebiegu refundacji, choć ważne, nie jest jednak tak istotne dla pacjentów, jak możliwość uzyskania leczenia na europejskim poziomie. Chorzy na cukrzycę typu 2 od jakiegoś czasu apelują do Ministerstwa Zdrowia (ostatnio w piśmie z 21 maja) o objęcie refundacją, wzorem pozostałych państw Unii Europejskiej, nowoczesnych terapii z wykorzystaniem flozyny i leków inkretynowych. Polskie Towarzystwo Diabetologiczne zaleca te terapie jako leczenie odraczające konieczność podawania insuliny i obniżające ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Późniejsze włączenie do leczenia insuliny to także łatwiejszy do opanowania problem niedocukrzeń. Nie bez znaczenia dla chorych jest też doustna forma podawania leku.

Najważniejsze w przypadku cukrzycy typu 2 jest uświadomienie sobie postępującego charakteru choroby, co wymusza modyfikację stosowanego leczenia. Obecnie pacjenci, którzy już nie kwalifikują się do podawania metforminy, mogą otrzymać leki starszej lub nowej generacji — te drugie nie są jednak objęte refundacją, mimo udowodnionej skuteczności.

„Pacjent diabetologiczny to z definicji pacjent kardiologiczny. Większość osób chorujących na cukrzycę umiera z powodu powikłań sercowo-naczyniowych. Leki z nowych grup terapeutycznych, o które my, jako pacjenci, zabiegamy, mają udowodnione działanie kardioprotekcyjne. Podwyższone ryzyko udaru i zawału to jedno, ale w przebiegu cukrzycy pojawia się też cała grupa powikłań mikronaczyniowych, do których należą zmiany w oczach, nerkach oraz zespół stopy cukrzycowej. Leki nowej generacji dają szansę na zapobiegnięcie ich rozwojowi i mogą być włączane na różnym etapie leczenia jako alternatywa dla insuliny. (…) Leczenie powikłań jest droższe niż leczenie samej cukrzycy. To, co wydamy dzisiaj, by poprawić dostępność do leków nowej generacji, zaoszczędzimy za x lat, ponieważ zmniejszy się liczba pacjentów z incydentami sercowo-naczyniowymi, wymagających hospitalizacji i wypadających z rynku pracy” — przekonywała Małgorzata Marszałek.

Leki nowej generacji, takie jak flozyny w tabletkach, mogłyby — według specjalistów i pacjentów — uzupełnić lukę w terapii cukrzycy i być zastosowane, gdy metformina przestaje być skuteczna, ale jeszcze przed podaniem uciążliwej dla chorych insuliny.

Wydatki na zdrowie to inwestycja

Podsumowując dyskusję o rozwiązaniach systemowych w obszarze chorób cywilizacyjnych, eksperci podkreślali, jak ważne w obliczu zwiększających się nakładów na zdrowie jest zidentyfikowanie przez decydentów realnych potrzeb poszczególnych grup pacjentów. Polityka lekowa miałaby dzięki temu szansę wpisać się w całościową strategię zdrowotną.

„Wzrost nakładów na służbę zdrowia, jeśli będzie realizowany konsekwentnie i zgodnie z zapewnieniami, daje nadzieję na dużą finansową poprawę sektora. W przyszłym roku o blisko 10 mld zł wzrosną środki oddane do dyspozycji NFZ. Mówimy więc o znaczących kwotach. (…) Jeśli wcześnie zaczniemy rozpoznawać i leczyć choroby nowotworowe, to unikniemy drogiej farmakoterapii i radioterapii. W przypadku cukrzycy również jesteśmy w stanie wdrożyć optymalne leczenie na wczesnym etapie, gdy jego koszty nie są jeszcze tak wysokie i możemy zapobiec niebezpiecznym powikłaniom” — powiedział dr Jerzy Gryglewicz, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

„Ministerstwo Zdrowia będzie starało się jak najszybciej zapewniać polskim pacjentom dostęp do tych innowacyjnych technologii lekowych, które nie obciążą systemu znaczącymi kosztami. W resorcie cały czas trwają prace nad udoskonaleniem programów lekowych w taki sposób, aby jak najlepiej odpowiadały potrzebom pacjentów” — zapewnił wiceminister Maciej Miłkowski.

Eksperci zgodzili się co do tego, że podjęcie leczenia we wczesnej fazie jest inwestycją, która długofalowo ogranicza finansowe obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej i społecznej. Rejestry pacjenckie i sprawnie funkcjonujące bazy danych to, zdaniem specjalistów, klucz do realnej oceny nowych technologii lekowych.

ZDANIEM MINISTRA

W ostatnim roku udostępniliśmy 27 innowacyjnych terapii w ramach programów lekowych

Prof. dr hab. n. med. Łukasz Szumowski, minister zdrowia:

Polityka lekowa państwa to temat niezwykle istotny z punktu widzenia kierowania obszarem zdrowia w Polsce. Przyjęty niedawno dokument „Polityka Lekowa” w obszerny sposób porządkuje i odnosi się do licznych wyzwań, jakie się z tym wiążą. Dokument określa działania, które powinni podjąć zarządzający, nie tylko resort zdrowia, by im podołać. Polityka lekowa ma wskazywać, jakie akty legislacyjne regulator ma podjąć, aby stwarzać dobre warunki współpracy pomiędzy pacjentami, lekarzami, ekspertami, ale też podmiotami gospodarczymi. Te rozwiązania prawne są już w trakcie wdrażania lub tworzenia, jak np. ustawa o Agencji Badań Medycznych czy ustawa o zawodzie farmaceuty, która jest w tej chwili procedowana.

Jednym z ważnych zadań, o którym jest mowa w dokumencie, jest udostępnianie nowych terapii pacjentom. Między innymi w planie dla chorób rzadkich została uwzględniona duża część założeń zaproponowanych w „Polityce Lekowej”, np. dotyczących oceny i traktowania w sposób specjalny leków sierocych, gdyż typowe analizy nie sprawdzają się w odniesieniu do tej grupy leków.

Warto podkreślić, że w ostatnim roku udostępniliśmy 27 innowacyjnych terapii w ramach programów lekowych. Przykładem jest nusinersen, który jest refundowany w naszym kraju dla wszystkich potrzebujących go chorych. W sumie, patrząc na rok 2019, mamy ponad 90 programów lekowych, ponad 130 substancji czynnych, które są w różnych konfiguracjach dostępne dla pacjentów. To ponad 3 mld 159 mln zł wydane na programy lekowe. Przytaczam te dane, gdyż najlepiej pokazują skalę, z jaką będziemy się zmierzali, starając się poszerzyć dostęp do leków innowacyjnych. Tych produktów jest coraz więcej, pojawiają się nowe podejścia do terapii. Rozwijają się chociażby terapie biologiczne, terapie genowe, które są bardzo drogie. To wyzwania dla regulatora, który musi znaleźć odpowiedź na pytanie: w jakim stopniu refundować te nowe terapie? To wyzwanie, które odnosi się zresztą nie tylko do obszaru innowacji.

„Polityka Lekowa” określa też potrzebę zapewniania dostępu do leków dla grup szczególnych, np. seniorów. Dlatego program leki 75 plus jest niezwykle istotny. O jego skali świadczy fakt, że skorzystało z niego już 2,7 mln osób. Zrealizowano ponad 45 mln recept, ponad 129 mln opakowań bezpłatnych leków trafiło do seniorów w Polsce. To blisko 1,4 mld zł, które pozostały w kieszeniach pacjentów po 75. roku życia. Myślę, że ten program jest tym bardziej istotny, że grupa jego odbiorców będzie sukcesywnie rosła. Pamiętam nie tak odlegle czasy, gdy starsi ludzie nie wykupywali leków, na które nie było ich stać i z powodu braku terapii wracali do szpitala z powikłaniami. Teraz to się zmieniło. Dziś mamy na liście „75 plus” 2037 produktów i to jest duży sukces.

Dyskutując o polityce lekowej państwa nie sposób nie mówić o wyzwaniu, jakim jest poszukiwanie rozwiązań prowadzących do obniżania cen leków. Sposobem, by do tego dążyć, jest niedawno podpisana umowa pomiędzy Polską, Węgrami, Czechami, Słowacją i Litwą. Jej założeniem jest ścisła współpraca oraz wymiana wiedzy ekspertów ds. polityki lekowej i refundacji z poszczególnych krajów w celu wykorzystania łącznego potencjału zakupowego i negocjacyjnego zaangażowanych państw. Nadrzędnym celem tej inicjatywy jest zapewnienie uczciwej i przystępnej ceny leków, która będzie akceptowalna zarówno dla systemów opieki zdrowotnej w poszczególnych krajach naszego regionu, jak i dla samych pacjentów, a ponadto zapewni przemysłowi farmaceutycznemu wystarczającą zachętę do inwestowania w innowacje i produkcję leków. Dzięki tej umowie zaczynamy mówić o rynku blisko 60 mln pacjentów. To przejście o jeden poziom wyżej w relacjach pomiędzy partnerami administracyjnymi i biznesowymi.
Podsumowując: dyskusje o polityce lekowej państwa, takie jak ta organizowana przez „Puls Medycyny” są ważne i potrzebne. Uważnie słuchamy wniosków z tych dyskusji.

OPINIA

Rekomendacje ekspertów są często zbieżne z rozwiązaniami proponowanymi w „Polityce Lekowej Państwa na lata 2018-22”

Dr Rafał Zyśk, MBA, ekspert ds. ekonomiki zdrowia Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego:

Raport „Przyczyny ograniczonej dostępności leków w Polsce” definiuje bariery systemowe: regulacyjne, proceduralne oraz organizacyjne. Listę zidentyfikowanych problemów otwiera kwestia wysokich dopłat pacjentów w przypadku niskiego udziału w rynku pierwszego i jedynego odpowiednika oraz w przypadku wielokrotnych obniżek w grupach wielomolekułowych. Wyzwaniem są także kwestie związane z obligatoryjną obniżką ceny refundowanego leku o 25 proc. po upływie okresu wyłączności rynkowej, również w sytuacji trwania ochrony patentowej, oraz brak możliwości obniżenia ceny oficjalnej.

Bolączką jest niewystarczające uregulowanie przebiegu negocjacji cenowych i zasad funkcjonowania Komisji Ekonomicznej. Wciąż niedostatecznie wykorzystane są nowoczesne instrumenty dzielenia ryzyka. Pilnego rozwiązania wymagają problemy związane z ograniczeniami miary QALY w przypadku leków stosowanych w chorobach rzadkich i brakiem adekwatnego do tej grupy leków sposobu oceny. Są także problemy związane z dostępnością farmaceutyków w ramach RDTL (Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych) oraz nieuregulowana jest możliwość podania choremu w sytuacji zagrożenia życia leku nieposiadającego dopuszczenia do obrotu.

Co zrobić, by sytuacja uległa poprawie? Kluczową kwestią jest bez wątpienia zagwarantowanie minimalnego poziomu środków przeznaczanych na refundację, np. 16,5 proc. budżetu NFZ. Konieczne jest także włączenie do budżetu refundacyjnego środków uzyskanych z realizacji instrumentów dzielenia ryzyka oraz kar administracyjnych przewidzianych w ustawie o refundacji. Niemniej ważne jest większe wykorzystanie instrumentów dzielenia ryzyka i mechanizmów uwzględniających płacenie za efekty leczenia.

Bez wątpienia istotna jest poprawa efektywności procesu ustalania warunków refundacji. Na tym polu należy doprecyzować rolę oraz kompetencje poszczególnych organów biorących udział w postępowaniu refundacyjnym. Rekomendowane jest wprowadzenie obowiązku uzasadniania propozycji cenowych zgłaszanych przez zespół negocjacyjny oraz obowiązku uzasadniania uchwał Komisji Ekonomicznej (odpowiednie stosowanie art. 79a k.p.a.). Ważne jest doprecyzowanie przepisów dotyczących negocjacji cenowych poprzez wskazanie również ministra zdrowia jako organu, który może prowadzić negocjacje cenowe. Istotne jest wprowadzenie możliwości zmiany warunków refundacji w przypadku ponownego rozpatrzenia sprawy.

Z pewnością potrzebne jest zabezpieczenie dostępności leków w związku z ustawową erozją cen. W tym zakresie zasadne jest wprowadzenie obowiązku obniżenia ceny o 25 proc. po upływie okresu wyłączności rynkowej lub wygaśnięciu ochrony patentowej. Ważne jest umożliwienie obniżenia ceny efektywnej po upływie okresu wyłączności rynkowej lub wygaśnięciu ochrony patentowej (poprzez zastosowanie instrumentu dzielenia ryzyka) zamiast ceny oficjalnej. Istotne jest ponadto ograniczenie możliwości ustanowienia limitu finansowania na cenie pierwszego odpowiednika jedynie w przypadku zadeklarowania dostaw na odpowiednio wysokim poziomie, np. 25 proc. dotychczasowego obrotu.

Poprawy wymaga dostęp do terapii ratunkowych oraz leków stosowanych w chorobach rzadkich. Aby się to udało, należy doprecyzować przepisy dotyczące ratunkowego dostępu do technologii lekowych, m.in. wskazanie RDTL jako świadczenia odrębnie finansowanego. Potrzebne są też regulacje ustawowe dla programów wczesnego dostępu dla leków nieposiadających pozwolenia na dopuszczenie do obrotu w danym wskazaniu. Konieczne jest usprawnienie postępowania refundacyjnego dla leków stosowanych w chorobach rzadkich poprzez wprowadzenie wielokryterialnej analizy decyzyjnej (MCDA). Trzeba również umożliwić finansowanie leków sprowadzanych z zagranicy w związku z brakiem dostępności w ramach programów lekowych, jeżeli zawierają substancje czynne stosowane w danym programie oraz zostały wskazane w zarządzeniu prezesa NFZ (analogicznie jak w przypadku chemioterapii). I na koniec: niezwykle ważne jest skuteczne wdrożenie Narodowego Programu dla Chorób Rzadkich.

Zaproponowane przez ekspertów rekomendacje są w wielu miejscach spójne z rozwiązaniami określonymi w „Polityce lekowej państwa na lata 2018-2022”. To m.in. wprowadzenie narzędzi umożliwiających wykorzystanie mechanizmu płacenia za efekt zdrowotny, monitorowanie efektywności klinicznej i kosztowej farmakoterapii z wykorzystaniem na szerszą skalę rejestrów medycznych. To również skrócenie czasu oczekiwania na refundację skutecznych leków poprzez minimalizowanie obciążeń administracyjnych, wczesny dialog z producentami, programy wczesnego dostępu, a także wprowadzenie horizon scannning i monitorowania okresów ochrony patentowej. Należy podkreślić, że cześć rozwiązań zaproponowanych przez ekspertów to zmiany organizacyjne, niegenerujące dodatkowych wydatków Narodowego Funduszu Zdrowia.

KOMENTARZ

Cukrzyca jest zdrowotnym obciążeniem dla całego świata

Prof. dr hab. n. med. Edward Franek, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Endokrynologii i Diabetologii Centralnego Szpitala MSWiA w Warszawie:

Z pandemią cukrzycy mamy do czynienia nie tylko w Polsce, gdzie choruje 3 mln mieszkańców. To problem globalny. Z szacunków wynika, że z cukrzycą zmaga się na świecie prawie pół miliarda ludzi. Polska jest więc częścią globalnego zagrożenia zdrowotnego, choć oczywiście najważniejszą z punktu widzenia polskich ekspertów, pacjentów i decydentów, którzy muszą się z nim mierzyć.

Niestety, nie jest tajemnicą, że polski system ogranicza refundację nowych leków, a ich brak odbija się również na pacjentach diabetologicznych. Część chorych stać na to, by samodzielnie sfinansować sobie nowoczesną terapię, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Na przykład empagliflozynę stosuje w Polsce 30 tysięcy osób, czyli zaledwie 1 proc. polskich chorych na cukrzycę.

Podstawową zaletą nowych leków, poza obniżaniem glikemii, jest zapobieganie rozwijającym się w przebiegu cukrzycy powikłaniom, w szczególności tym związanym z układem sercowo-naczyniowym. Środowisko lekarzy i pacjentów od wielu lat zwraca się do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o objęcie tych leków refundacją.

Cukrzyca jest groźna nie dlatego, że pacjent ma zwiększone stężenie cukru w surowicy, ale z powodu konsekwencji tego nadmiaru dla organizmu. Najbardziej niebezpiecznymi powikłaniami są te ze strony układu sercowo-naczyniowego: zawały, niewydolność serca, udary mózgu, nagłe zgony sercowe oraz związana z nimi przedwczesna śmiertelność.

Musimy jeszcze pamiętać o powikłaniach makronaczyniowych, które odbijają się głównie na funkcjonowaniu nerek i oczu. W przypadku tych ostatnich może to prowadzić nawet do inwalidztwa na skutek zaburzeń widzenia i ślepoty. Konsekwencją powikłań cukrzycy bywa również niewydolność i przewlekła choroba nerek, z czym wiąże się konieczność poddawania chorego dializom. Kolejnym, często występującym i groźnym powikłaniem jest zespół stopy cukrzycowej, znacząco podwyższający ryzyko amputacji. Wszystkie powikłania zdecydowanie obniżają jakość życia chorych. Warto dodać, że cukrzyca bardzo często współwystępuje z nadciśnieniem tętniczym, hipercholesterolemią i otyłością.

Najbardziej optymalne z punktu widzenia pacjentów byłoby niedopuszczanie do rozwoju cukrzycy, a jeśli to już niemożliwe — do pojawienia się powikłań. Kluczowe jest więc wczesne wykrywanie i leczenie stanu przedcukrzycowego. Badania jednoznacznie potwierdzają, że szybkie zastosowanie terapii stanu przedcukrzycowego minimalizuje liczbę chorych, u których wykształci się pełnoobjawowa cukrzyca.

Dobrym rozwiązaniem byłoby włączenie do panelu badań medycyny rodzinnej sprawdzanie poziomu glukozy. Każdy aktywny zawodowo człowiek powinien wykonać takie, dość przecież proste i tanie, badanie minimum raz na trzy lata, a osoby obarczone czynnikami ryzyka nawet częściej. W ten sposób nie wykryjemy oczywiście wszystkich chorych, ale z pewnością sporą ich grupę.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.