Więcej rezydentur z anestezjologii

Beata Lisowska
opublikowano: 20-09-2006, 00:00

Ministerstwo Zdrowia zamierza zaliczyć anestezjologię i intensywną terapię do priorytetowych dziedzin medycyny. Najważniejszym skutkiem byłoby zwiększenie liczby etatów rezydenckich z anestezjologii.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O uznanie anestezjologii za priorytetową dziedzinę medycyny wystąpiła prof. Ewa Mayzner-Zawadzka, konsultant krajowy ds. anestezjologii i intensywnej terapii. Jak poinformował Puls Medycyny Roman Danielewicz, dyrektor Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Ministerstwie Zdrowia, trwają prace nad nowelizacją rozporządzenia z 2003 roku w sprawie uznania dziedzin medycyny za priorytetowe. "Mogę potwierdzić, że w projekcie do takich dziedzin zaliczona została m.in. anestezjologia. Dziedziny, które są na liście priorytetowych, w taki właśnie sposób są traktowane przez mój departament w momencie podziału miejsc rezydenckich. Zasada jest taka, że otrzymują 100 proc. rezydentur w stosunku do zapotrzebowania" - mówi Roman Danielewicz.

Lekarze wolą etaty

Niewątpliwie liczba szkolących się anestezjologów jest w Polsce za mała. Czy jednak zwiększenie liczby rezydentur uczyni tę specjalizację atrakcyjniejszą dla młodych lekarzy? W ostatnim postępowaniu kwalifikacyjnym na specjalizacje (maj-czerwiec 2006 roku) ujawniła się niepokojąca tendencja. Jak poinformował Puls Medycyny rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Paweł Trzciński, z osiemnastu przyznanych anestezjologii i intensywnej terapii rezydentur, dwie pozostały niewykorzystane, bo nie było na nie chętnych. W sumie w całej Polsce w letnim postępowaniu kwalifikacyjnym otworzyło specjalizację z anestezjologii 197 osób, większość w ramach etatu.
"To, że dwie rezydentury nie zostały skonsumowane, może być incydentalne i nie musi świadczyć o tym, że młodzi lekarze nie wykorzystują możliwości kształcenia się w anestezjologii i intensywnej terapii" - mówi prof. E. Mayzner-Zawadzka. Jej zdaniem, ta specjalizacja jest popularna dlatego, że daje coraz większe szanse na znalezienie pracy za granicą, ale także coraz częściej w Polsce. "Niewykluczone, że rezydentury nie zostały zajęte, ponieważ były wolne miejsca pracy i ludzie wybrali zatrudnienie. Takie są tendencje w Polsce, że etat uważa się za coś bardziej stałego niż rezydenturę" - podkreśla profesor.

Nie ma chętnych do dydaktyki

Prof. E. Mayzner-Zawadzką bardziej niepokoi to, że powoli zmniejsza się możliwość szkolenia w ośrodkach akredytowanych, skąd ubywa doświadczonych anestezjologów. "Za granicę wyjeżdżają ludzie najlepiej wykształceni, którzy mogliby szkolić innych. Ubyło też samych ośrodków akredytowanych. Wielu z nich trzeba było cofnąć akredytację, dlatego że zmieniony został system zatrudnienia na kontraktowy lub do tych szpitali weszły spółki anestezjologiczne i w związku z tym cała edukacja została przerwana. W umowach, jakie szpitale podpisują ze spółkami, w ogóle nie istnieje zapis dotyczący szkolenia lekarzy" - mówi prof. E. Mayzner-Zawadzka.
Gdy pula rezydentur dla anestezjologii zostanie zwiększona wskutek uznania tej dziedziny za priorytetową, może się więc okazać, że akredytowanych placówek szkolących lekarzy będzie za mało. Już w tej chwili poważne ich niedobory są w województwach: warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim, lubuskim i podkarpackim.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.