Warszawa: na Dworcu Centralnym uchodźcom pomagają m.in. ratownicy i studenci medycyny

DK/PAP
opublikowano: 09-03-2022, 11:16

W głównej hali Dworca Centralnego w Warszawie tłum nie zmniejszył się. Ludzie wciąż gnieżdżą się na podłodze. W tłumie widać charakterystyczne stroje ratowników medycznych. Przy swoim stanowisku stoją też studenci medycyny stołecznego Uniwersytetu Medycznego z fundacji Ambulans Serca.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Tłumy ukraińskich uchodźców oblegają prowizoryczne stoiska wolontariuszy na Dworcu Centralnym w Warszawie.
Fot. iStock

Na parkingu przed dworcem Centralnym od strony Alei Jerozolimskich stanął we wtorek (8 marca) z inicjatywy urzędu wojewódzkiego ogrzewany namiot. W środku są ustawione ławy i stoły, przy których uchodźcy mogą zjeść posiłek przygotowany przez stołeczne restauracje, warszawiaków i setki wolontariuszy. W dwóch mniejszych namiotach rozdawane są owoce, kanapki i napoje oraz artykuły dla dzieci.

Tłumy ludzi na dworcu

Wewnątrz dużego namiotu jest ciepło. Tam z termosów dania rozdaje jedna z chińskich restauracji, a obok stoi Wietnamka, która przygotowała kotleciki na parze i makaron. - Nie mogłam nie przyjść, wczoraj zobaczyłam, ilu jest potrzebujących. Nie można ich zostawić samych - mówi.

Obok przy długich stołach stoją wolontariusze, którzy rozdają kanapki i ciepłe napoje. Kolejek nie ma, co jakiś czas ktoś podchodzi po dolewkę zupy czy dodatkową porcję makaronu. - Na pewno jest lepiej niż wczoraj, ale jeszcze jest wiele do poprawienia. Wielkim plusem jest to, że jest tu ciepło i ludzie mogą się ogrzać - podsumowuje pani z restauracji, która dowiozła ciepłe posiłki.

Jednak tłum nie zmniejszył się. Ludzie wciąż gnieżdżą się na podłodze w hali dworcowej. - Informujemy, że jest tam ogrzewany namiot i można coś zjeść, ale bardzo mało ludzi tam idzie. Wolą zostać - uważa wolontariusz Jurek.

Widok w hali dworcowej praktycznie się nie zmienił od poniedziałku. Tłumy uchodźców, którzy oblegają prowizoryczne stoiska wolontariuszy. Wśród nich można dostrzec kilka patroli policjantów.

Są ratownicy i studenci medycyny-wolontariusze

W tłumie widać charakterystyczne stroje ratowników medycznych. - Wczoraj też tu byliśmy i przez 4 godziny pomogliśmy około 30 razy. Pomagamy głównie przy drobnych interwencjach, ale np. wczoraj zemdlała pani w ciąży - mówi ratownik. Dodaje, że potrzebny jest tu lekarz, bo wielu uchodźców ma przy sobie recepty, których nie mogą zrealizować. Lekarz mógłby po badaniu i wywiadzie po prostu ją przepisać, a ratownicy takich uprawnień nie mają. - Jesteśmy wolontariuszami i dopiero przyszliśmy, więc idziemy sprawdzić, czy komuś nie trzeba pomóc - ucina rozmowę ratowniczka.

Przy ladzie pełnej leków, która stanowi stanowisko medyczne, stoją studenci medycyny stołecznego Uniwersytetu Medycznego z fundacji Ambulans Serca. To również wolontariusze. - Najczęściej przychodzą do nas ludzie z bólami głowy, podziębieni. Dzisiaj pomogliśmy już kilkuset osobom - mówi Ksawery, student medycyny. - Leki przynoszą nam zwykli ludzie. Potrzeba leków na gardło, przeciwbólowych i uspokajających. Takich bez recepty - mówi koordynator z ramienia fundacji Alex. Apeluje, żeby przynosić mniej słodyczy dla dzieci, a więcej konkretnego jedzenia. - Potrzebne też są elektrolity - dodaje Ksawery.

W kolejnym punkcie wolontariusze pomagają znaleźć transport lub nocleg. Z jednej strony długiej lady młode dziewczyny przyjmują zgłoszenia od osób oferujących pomoc, w drugiej części zgłaszają się uchodźcy, którzy tej pomocy potrzebują. - Nasza praca polega na parowaniu ich - mówi jedna z dziewczyn po środku lady. - Dużo osób chce zostać tu na dworcu. Tłumaczymy, że możemy zorganizować nocleg nawet na jedną noc. Zapewniamy też transport. Głównie do Areny Ursynów i na Torwar - wyjaśnia.

W kącie hali jest punkt informacyjny zorganizowany przez urząd wojewódzki. Widoczna jest informacja o wyjazdach na trasie Warszawa - Niemcy. Autobusy odjeżdżają w godzinach 9-21, co dwie godziny. W kolejce stoi kilkadziesiąt osób z dziećmi, pakunkami i zwierzętami domowymi. Jeden z informatorów roznosi wśród nich soczki.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Projekt specustawy o pomocy uchodźcom z Ukrainy przyjęty przez rząd. Gwarantuje im prawo do opieki zdrowotnej i edukacji

Ponad 700 ukraińskich dzieci w polskich szpitalach. Najwięcej w Małoposce i na Mazowszu

Jak ocenił na poniedziałkowej konferencji wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł, fala jest tak duża, że "nie wystarczy miejsc bardziej komfortowych". "Dlatego przygotowaliśmy, jedną pod Warszawą w Nadarzynie, a drugą na warszawskim Żeraniu, ogromne hale targowe wyposażone w łóżka, pościel, koce, ale także punkty żywieniowe, punkty zabaw dla dzieci, opiekę psychologiczną - wszystko to, co jest potrzebne ludziom w takiej niezwykle trudnej sytuacji" - zapewnił.

"Organizujemy również różnego rodzaju środki transportu. Sprzed Dworca Centralnego i innych dworców odjechało już mnóstwo autobusów zarówno do wszystkich możliwych destynacji w samej Polsce, jak i za granice. Nie jest tajemnicą, że sprzed Dworca Centralnego odjeżdżają busy do Berlina czy dalej" - dodał Radziwiłł.(PAP)

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.