W zapowiedziach: pół biliona złotych na zdrowie

opublikowano: 21-11-2017, 14:35

O tyle właśnie minister zdrowia Konstanty Radziwiłł chce zwiększyć finansowanie opieki zdrowotnej w ciągu najbliższych 10 lat. „To niewyobrażalne pieniądze — przyznał — ale arytmetycznie łatwe do wyliczenia”. Nie chodzi przy tym o przyspieszenie wymuszone strajkiem rezydentów czy potencjalnie groźną dla ministra restrukturyzacją rządu, ale o głęboką reformę systemu, której elementy Konstanty Radziwiłł skrupulatnie wyliczył.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Zgodnie z zapisami nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, reforma obejmować będzie: zatrzymanie komercjalizacji i prywatyzacji placówek ochrony zdrowia, wprowadzenie sieci szpitali, porządek w informatyzacji, podwyższenie jakości usług medycznych, lepsze bieżące finansowanie i skrócenie kolejek do świadczeń. Nakłady na to wszystko mają wzrosnąć do 6 proc. PKB w 2025 roku. 

Dla wzmocnienia przekazu posłowie obecnej koalicji rządowej przypominali niespełnione zapowiedzi poprzedników zwiększenia finansowania do 6 proc. PKB, obiecane przy „białym szczycie”, i apelowali o pracę ponad podziałami partyjnymi. Było to co prawda obficie okraszane wytykaniem PO, że chciała zwiększać finansowanie ochrony zdrowia wyłącznie metodami fiskalnymi, ale cel tych uwag miał raczej uśmierzać niż jątrzyć opozycję. Rząd premier Beaty Szydło zwiększa bowiem nakłady o 0,2 proc. rocznie bez podatkowego kagańca nałożonego na obywateli, zapowiadając posuwanie się w tym procesie według mapy potrzeb zdrowotnych Polaków. 

Minister Radziwiłł podkreślił, iż rocznie będzie to „dwa razy więcej niż program 500+”, a to tylko wydatki minimum. Jeśli sytuacja gospodarcza pozwoli i PKB będzie rósł jak na drożdżach, to transfer środków na opiekę zdrowotną może być znacznie wyższy niż 0,2 proc. PKB. Tym samym resort zalicytował naprawdę wysoką stawkę, którą trudno przebić („wszyscy marzyli, a my to robimy”), choć jej główną wadą jest operowanie wskaźnikami i szacunkami. 

O ile w 2017 roku nakłady mogą — po nadzwyczajnych transferach budżetowych — wynieść nawet 4,7 proc. PKB i w 2018 roku być na podobnym poziomie, o tyle w latach następnych progres ma być „nie mniejszy niż 0,2 proc. PKB”. Kluczem jest jednak to, jak będzie się kształtować PKB, a w tym wypadku można opierać się tylko na rządowych szacunkach, które mówią, że w 2019 roku ma on wynieść 1960 mld zł, a w 2020 roku nawet 2185 mld zł. Jak objaśnił minister, wzrost powinien być więc liczony podwójnie, ponieważ rosnący będzie wskaźnik nakładów (rocznie o 0,2 proc.) i PKB, który przecież w Polsce nigdy nie zmalał, nawet w czasach najgorszego ogólnoświatowego kryzysu (wystąpił podczas rządów PO i PSL). 

Byłby to więc rzeczywiście dar losu zarówno dla pacjentów, lekarzy, jak i personelu medycznego, gdyby nie to, że koniunktura gospodarcza lubi się raz na jakiś czas zmieniać (mniej więcej co 7 lat), a czynniki ekonomiczne niełatwo poddają się dobrej zmianie. Na usprawiedliwienie można przytoczyć listę zmian, które minister Radziwiłł odważył się przeprowadzić. Ich ocena jest na razie lekko pozytywna, ale na rzetelną analizę trzeba jeszcze trochę poczekać. 

Minister i jego zaplecze polityczne w Komisji Zdrowia zaapelowali o pracę dla wspólnego dobra i ponad podziałami politycznymi. Udało się to tylko częściowo, były bowiem złośliwe faule i „czerwone kartki”. Ustawę jednak dość sprawnie przyjęto, mimo braku odpowiedzi na pytania o los NFZ po 2020 roku, o kurs złotego i poziom inflacji czy plan awaryjny wobec potencjalnej groźby katastrofy gospodarczej i spadku PKB. Tego raczej ustawa nie przewidziała, wbudowując mechanizm corocznego rozporządzenia, które będzie rozdysponowywać zawsze zwiększające się środki. 

Upadł także wniosek PO o to, aby poczekać 2 tygodnie na masowo podpisywany obywatelski projekt ustawy i obydwa procedować łącznie. Byłoby to najlepszym dowodem na pracę ponad podziałami politycznymi. Tak więc rządowy projekt ustawy przejdzie w wersji własnej, choć trudno dziś powiedzieć, kiedy z poziomu 1,3 tys. dolarów osiągniemy nad Wisłą średni europejski poziom 3,8 tys. dolarów per capita rocznych wydatków na świadczenia zdrowotne. Choć zapisane to już mamy.

Jerzy Papuga,komentator parlamentarny, specjalizujący się w opisie prac komisji sejmowych i senackich oraz procesu ustawodawczego. 

 

 

 

 

Źródło: Puls Medycyny

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.