W Sejmie o uznaniowości dodatków covidowych. „Mamy bałagan dotyczący szczegółów”

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 16-12-2021, 17:09

W czwartek (16 grudnia) tematem posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia był stan przestrzegania prawa w obszarze realizacji dodatków covidowych. Strona społeczna i posłowie podkreślali, że przepisy są niejasne, uznaniowe, generują niesprawiedliwe decyzje na poziomie szpitali i skłócają środowisko medyczne i niemedyczne.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dodatki covidowe dla medyków i niemedyków wywołały w Sejmie gorącą dyskusję.
Fot. sejm.gov.pl

W czwartek odbyło się posiedzenie komisji zdrowia zatytułowane: „Informacja Ministra Zdrowia, Pana Adama Niedzielskiego, o stanie przestrzegania przepisów dotyczących realizacji dodatków wynikających ze skierowania środków na podniesienie wynagrodzeń personelu medycznego oraz dodatków covidowych.”

- Dlaczego wciąż się spotykamy, panie ministrze? Bo wciąż są problemy, mamy bałagan dotyczący szczegółów. Brakuje jasnych przepisów, dyrekcje szpitali, związki zawodowe i NFZ przerzucają się odpowiedzialnością. Nie ma ścieżki odwoławczej - jeżeli dyrektor nie uzna kogoś za pracującego z pacjentami covidowymi, to po prostu ta osoba nie dostaje dodatku. Pracownicy niemedyczni wskazują na uznaniowość przyznawanych dodatków. To też są pracownicy mający kontakt z pacjentami covidowymi - mówiła posłanka Marcelina Zawisza z Lewicy.

Dodatki covidowe: duże nakłady i duże niejasności

Obecny podczas posiedzenia komisji przedstawiciel MZ, wiceminister Piotr Bromber, akcentował, że skala pomocy w obszarze dodatków covidowych jest bardzo duża.

- Ponad 8,3 mld zł na same dodatki covidowe. Liczba podmiotów - blisko 700. Liczba osób ogółem - przeszło 105 tysięcy; lekarzy - przeszło 26 tysięcy, pielęgniarek - prawie 50 tysięcy, ratowników - ponad 18 tysięcy, pozostałych osób wykonujących zawód medyczny - przeszło 10 tysięcy. Jeżeli chodzi o jednorazowe świadczenia pieniężne dla personelu niemedycznego, przeznaczona na nie kwota to prawie 226 mln zł, liczba podmiotów: 698, liczba osób - 36 968 - wyliczał Bromber.

Zaznaczył, że dla zawodów niemedycznych pomocą są dodatki jednorazowe, realizowane w dwóch transzach.

- Mamy bałagan. Kto ma dostawać dodatki, w jakiej wysokości, co to jest kontakt z pacjentami covidowymi, czy SOR-y, gdzie przebywają pacjenci covidowi, ale nie ma tam formalnie łóżek covidowych, to miejsce, gdzie zachodzi kontakt uprawniający do dodatku? Skandaliczna sytuacja dotyczy diagnostów laboratoryjnych. Mają kontakt z materiałem zakaźnym, robią testy na covid, inne badania, a dodatków nie dostają. Są spory dotyczące obowiązujących poleceń ministra zdrowia - w Krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim od marca trwa walka pielęgniarek i położnych o wypłatę należnych dodatków. Tak naprawdę, jeżeli dyrektor chce, może ignorować zalecenia ministra zdrowia, NFZ - wskazywała Marcelina Zawisza.

Zwracając się do wiceministra zdrowia pytała, czy „dodatki wreszcie będą uregulowane w sposób, który nie będzie generował zalewu problemów”.

Poseł KO, były przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski wskazywał na „bardzo niesprawiedliwie potraktowanych pracowników niemedycznych. Zaznaczał że są przenoszeni na oddziały covidowe i tak samo jak lekarze czy pielęgniarki narażeni na ryzyko, że pracują „równie solidnie i ciężko”, a nie otrzymują comiesięcznych dodatków. - Sytuacja nabrzmiała tak bardzo, że pracownicy niemedyczni w Polsce zorganizowali się w związek zawodowy - zaznaczył.

Gelert: nie ma możliwości wypłacenia dodatku w szpitalu specjalistycznym

W ocenie Elżbiety Gelert z KO nie chodzi o skalę nakładów, ale o poczucie sprawiedliwości pracowników ochrony zdrowia.

- Są szpitale specjalistyczne, które nie mają prawa odesłać pacjenta do szpitala covidowego, jeżeli wymaga specjalistycznej pomocy - musi mieć wykonany zabieg, diagnostykę. W związku z tym w szpitalach specjalistycznych tworzy się osobne sale, gdzie taki pacjent przebywa, ale nie jest to szpital II poziomu, więc nie ma możliwości wypłacania dodatków covidowych. Praktycznie na każdym oddziale są pacjenci covidowi - mówiła.

Zdaniem Gelert tak dalekie zaangażowanie się MZ w regulacje płacowe doprowadziło do tego, że jest mnóstwo nieporozumień w zakładach pracy i pomiędzy personelem.

- Nie wiadomo, czy w szpitalu płaci się za wykształcenie czy za wykonywaną pracę - zwracała uwagę.

Jak zauważyła, bywa, że „na odcinku” tę samą pracę wykonuje pielęgniarka z wyższym wykształceniem, z licencjatem i ze średnim wykształceniem. - Doszło do tego, że zaczynają się tarcia. Coraz więcej jest szkół, szkółek, gdzie różnego rodzaju zawody medyczne podwyższają swoje wykształcenie. Chociażby technik centralnej sterylizacji, który otrzymuje - nomen omen - taką samą pensję jak pielęgniarka ze średnim wykształceniem, a inna osoba pracująca w centralnej sterylizacji jako sanitariusz czy pomoc dostaje 700 zł mniej - mówiła.

Gelert zasugerowała, że skoro MZ przejmuje na siebie rolę regulatora płacowego w szpitalach, to pracownicy tychże nie powinni „czepiać się” dyrektorów, tylko wszystkie uwagi kierować do resortu.

Dobrowolność w wypłacaniu dodatków covidowych?

Posłanka Razem Daria Gosek-Popiołek zwracała uwagę, że są szpitale, gdzie pielęgniarki, położne czują się ewidentnie poszkodowane przez decyzje dyrektora i pojawiają się zarzuty, obawy, że dodatek covidowy służy do „pewnego rodzaju dyscyplinowania przedstawicielek związków zawodowych.

- Niestety tak jest w przypadku Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Mamy do czynienia z procedurą, która jest w pewnym sensie uznaniowa. Nie może być tak, że szpital w Mielcu czy Krakowie kieruje się innymi zasadami przyznawania dodatków niż pozostałe lecznice. Są pielęgniarki, które za miesiąc pracy z pacjentami covidowymi dostały 40 zł dodatku - wskazywała.

Poseł Lewicy Jan Szopiński stwierdził, że Ministerstwo Zdrowia samo zaczyna się w tych regulacjach gubić. - Mamy rozporządzenia, wytyczne, komunikaty, polecenia... - wyliczał.

Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok także oceniła, że jest „dobrowolność w interpretacji.

- Nie wiem, czy dodatki covidowe miały na celu popsucie relacji między dyrektorami a personelem. Ale na pewno tak się stało. Wnioskowaliśmy jako organizacje reprezentujące pracowników o to, żeby dodatek był w jednej kwocie - dla wszystkich, którzy mają kontakt (z pacjentem covidowym - red.), żeby nie było tak, że można było z czterech miejsc uzyskać cztery razy 15 tysięcy. A takie osoby były - mówiła.

Wskazywała też na inną niejasność. - Jeśli oddział nie jest przez wojewodę przekształcony na covidowy, to mimo że wszyscy są pacjentami covidowymi, a personel chodzi w kombinezonach, nadal nie jest uprawniony do otrzymywania dodatku. Pacjentów często nie można przewieźć do szpitala covidowego, bo brakuje miejsc - zauważała.

Sebastian Irzykowski, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, wspominał o pielęgniarkach pracujących w POZ, zajmujących się opieką długoterminową; mówił też o pielęgniarkach epidemiologicznych.

- Chciałem wspomnieć przede wszystkim o pielęgniarkach i położnych, które pracują w podstawowej opiece zdrowotnej, w domu pacjenta. Przecież to są osoby, które też trafiają do pacjenta covidowego. To są też pielęgniarki, położne, które ubierają się w kombinezony i nie robią tego w szpitalnych warunkach, tylko robią to na korytarzu, na klatce schodowej, przebywają z tym pacjentem czasami po kilka godzin, łamiąc wszelkie zasady związane z czasem pracy w kombinezonie, bo tego wymaga stan chorego - mówił.

Krystian Karol Krasowski, prezes Ogólnopolskiego Międzyzakładowego Związku Zawodowego Personelu Pomocniczego w Ochronie Zdrowia przypomniał, że jednorazowy dodatek dla pracowników niemedycznych wyniósł 5 tysięcy, ale była to kwota brutto. - To nie była pomoc, ale gratyfikacja za ciężką pracę w pandemii – podkreślił.

Co to znaczy „pracować na oddziale covidowym”?

Dobrawa Biadun, radca prawny reprezentujący Krajową Izbę Fizjoterapeutów także przyznała, że „te wszystkie komunikaty i polecenia wydawane przez MZ są na tyle nieczytelne, że dyrektorzy placówek i pracownicy nie do końca wiedzą, kiedy podlegają pod dodatki, a kiedy są wyłączeni”.

- Pojęcie "pracuje na oddziałach covidowych" oznacza, że ktoś wykonuje czynności zawodowe, czy że jest przypisany do tego oddziału i przez NFZ wpisany jako jego pracownik? Co z fizjoterapeutami, którzy co do zasady nie są przypisani do oddziałów covidowych i rotują pomiędzy różnymi oddziałami? Czasami otrzymuję od dyrektorów szpitali informacje, że nie należy im się taki dodatek - mówiła.

Posłanka Zawisza podsumowała, że powinny być jasne wytyczne, kto powinien otrzymywać dodatki covidowe, ale też „powinna być także wskazana ścieżka odwoławcza - tak, żeby pracownicy nie musieli chodzić do sądów”.

Wiceminister zdrowia Piotr Bromber zapewnił, że resort odpowiada na każdą interwencję, pismo, „ale jest taki obszar relacji, który wymaga wyjaśniania na poziomie dyrektor szpitala - kadra”.

- Zapewniam też, że nie ma takiej potrzeby, by przypominać resortowi o istnie jakiejś grupy zawodowej. Czy jest to pracownik medyczny czy niemedyczny, staramy się wszystkich traktować tak samo - mówił.

- Co do oddziałów specjalistycznych: pacjent, który jest hospitowany z rozpoznania kardiologicznego, w trakcie którego wykryto u niego COVID-19, jest jednak inaczej rozliczany - przypomniał.

- Oczywiście też jest kwestia, która padła tutaj, na ile my będziemy "wchodzili" jako Ministerstwo Zdrowia w rolę regulatora szeroko rozumianych wynagrodzeń, a na ile ta swoboda zarządzania będzie po stronie dyrektora szpitala. To jest taki obszar relacji, który wymaga jednak wyjaśniania na poziomie dyrektor: szpitala, prezes szpitala, kadra zatrudniona w tym szpitalu - podsumował Bromber.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Polski Ład: co się zmieni w podatkach u medyków w 2022 roku?

Omikron jest już w Polsce: katowicki sanepid potwierdził pierwszy przypadek

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.