W polskim prawie brakuje przepisów dotyczących uporczywej terapii

Sławomir Molęda, partner w Kancelarii Kondrat i Partnerzy
opublikowano: 19-06-2019, 18:59

Jak wyglądają w Polsce regulacje dotyczące uporczywej terapii? Kiedy i jak pacjent może wyrazić swoją wolę? Czy lekarz musi uszanować wolę nieprzytomnego pacjenta?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W polskim prawie brakuje regulacji dotyczących uporczywej terapii. Jest jedynie reguła etyczna, która zwalnia lekarza z obowiązku jej prowadzenia. Nie ma natomiast żadnych przepisów, które nakazywałyby respektowanie woli pacjenta, wyrażonej na wypadek utraty przytomności, i zapewniały jej egzekwowanie. Rzecznik praw obywatelskich wielokrotnie zwracał się w tej kwestii do ministra zdrowia.

Uporczywa terapia w polskim prawie

Pojęcie „uporczywej terapii” w ogóle nie występuje w prawie polskim. Pojawia się jedynie w Kodeksie etyki lekarskiej, który nie jest aktem prawnym w ścisłym sensie, lecz zbiorem reguł deontologicznych (zasad postępowania) obowiązujących przy wykonywaniu zawodu lekarza. Zgodnie z tym kodeksem, w stanach terminalnych lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia reanimacji lub uporczywej terapii oraz stosowania środków nadzwyczajnych. Są też wytyczne Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego z 2011 r., które określają warunki niepodejmowania lub zaprzestania terapii podtrzymującej życie u nieuleczalnie chorych dzieci. Nie mają one jednak, podobnie jak reguły deontologiczne, waloru powszechnie obowiązującego prawa.

Ani ustawa o zawodach lekarza, ani ustawa o prawach pacjenta nie regulują kwestii związanych z zaprzestaniem uporczywej terapii. W pierwszej z nich mamy tylko ogólne regulacje dotyczące obowiązku udzielenia pomocy oraz warunki podejmowania leczenia bez zgody pacjenta. Natomiast w drugiej jest ponadto zapis o prawie pacjenta do umierania w spokoju i do leczenia bólu. To w zasadzie wszystko, nie licząc postanowień podpisanej przez Polskę w 1999 r. Konwencji Rady Europy o prawach człowieka i biomedycynie.

Konwencja z Oviedo przewiduje wprawdzie obowiązek poszanowania uprzednich oświadczeń woli pacjenta, lecz nie została dotąd ratyfikowana, co nie pozwala jej uznać za źródło obowiązującego prawa. Takiego waloru nie mają również orzeczenia sądowe. W efekcie mamy do czynienia z praktyką, w której rzadko kiedy wola nieprzytomnego pacjenta jest brana pod uwagę. Decyzję o kontynuowaniu bądź zaprzestaniu terapii najczęściej podejmują lekarze, po ewentualnych konsultacjach z rodziną pacjenta.

Czy lekarz musi uszanować wolę nieprzytomnego pacjenta

Jedyną podstawą prawną, która zdecydowanie przemawia za uwzględnieniem woli nieprzytomnego pacjenta, pozostaje precedensowe orzeczenie Sądu Najwyższego z 2005 r. Sprawa dotyczyła wypadku komunikacyjnego, jakiemu uległo małżeństwo świadków Jehowy. Mężczyzna zmarł, a kobiecie uratowano życie. Przedtem szpital musiał wystąpić do sądu o zgodę na przetoczenie krwi, ponieważ przy nieprzytomnej pacjentce znalazł pismo zatytułowane: „Oświadczenie dla służby zdrowia — żadnej krwi”.

W piśmie było jednoznaczne oświadczenie pacjentki, że nie zgadza się na żadną formę transfuzji krwi, nawet gdyby było to konieczne dla ratowania życia. Zgadza się natomiast na środki niekrwiopochodne, leki tamujące krwawienie oraz środki pobudzające produkcję czerwonych krwinek. Pacjentka wyjaśniła ponadto, że chce być posłuszna nakazowi Biblii i że przestrzega go od siedmiu lat. Pomimo to sąd rejonowy udzielił zezwolenia na transfuzję, powołując się na potrzebę ratowania życia, które jest wartością nadrzędną. Kobieta zaskarżyła to rozstrzygnięcie i sprawę ostatecznie wygrała.

Sąd Najwyższy stwierdził, że w demokratycznym państwie prawnym wolność jest chroniona w sposób szczególny, w tym także autonomia dokonywanych wyborów. Przypomniał, że zgoda pacjenta jest warunkiem legalności podejmowania czynności leczniczych, a zabieg wykonany bez tej zgody jest przestępstwem. Pomimo braku unormowań dotyczących oświadczeń woli składanych na wypadek utraty przytomności (pro futuro), zasada poszanowania autonomii pacjenta nakazuje je respektować. W konsekwencji Sąd Najwyższy uznał, „że oświadczenie pacjenta wyrażone na wypadek utraty przytomności, określające wolę pacjenta dotyczącą postępowania lekarza w stosunku do niego w sytuacjach leczniczych, które mogą zaistnieć w przyszłości, jest dla lekarza — jeżeli zostało złożone w sposób wyraźny, jednoznaczny i nie budzi innych wątpliwości — wiążące”.

Definicja uporczywej terapii w projekcie ustawy Jarosława Gowina

Pierwsza inicjatywa ustawodawcza, która zmierzała do uregulowania problemu uporczywej terapii, miała miejsce w 2009 r. Wówczas to poseł Jarosław Gowin przedstawił projekt ustawy o ochronie genomu ludzkiego. Zaproponował w nim definicję uporczywej terapii, jaka została wypracowana przez Polską Grupę Roboczą ds. Problemów Etycznych Końca Życia.

Za uporczywą terapię uznano stosowanie procedur medycznych, urządzeń technicznych i środków farmakologicznych w celu podtrzymywania funkcji życiowych nieuleczalnie chorego, które przedłuża jego umieranie, wiążąc się z naruszeniem godności pacjenta, w szczególności z nadmiernym cierpieniem. Dodano przy tym, iż nie stanowi uporczywej terapii stosowanie podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych, łagodzenie bólu i innych objawów oraz karmienie i nawadnianie, o ile służą dobru pacjenta.

Tym samym odróżniono eutanazję bierną, czyli ortotanazję, jaka zachodzi w wyniku zaprzestania uporczywej terapii, od eutanazji czynnej, która polega na podejmowaniu działań zmierzających do uśmiercenia pacjenta. W odróżnieniu od eutanazji czynnej, ortotanazja jest działaniem dozwolonym i akceptowanym zarówno przez etykę świecką, jak i kościelną. Sprowadza się do zaprzestania działań nadzwyczajnych, które powstrzymują naturalny proces umierania.

Oprócz prawa do ortotanazji, zamierzano również przyznać pacjentowi prawo do wyrażenia sprzeciwu na wypadek utraty zdolności do wyrażenia zgody. Sprzeciw miał być — w myśl projektu — wiążący dla lekarza, jeżeli był w sposób dobrowolny i świadomy wyrażony na piśmie przez pełnoletniego pacjenta, który został poinformowany o ciężkiej, nieuleczalnej chorobie. Sprzeciw odnosiłby się wyłącznie do działań podtrzymujących życie. Warunkiem jego ważności miało być zarejestrowanie go w Centralnym Rejestrze Biomedycznym. Osobom najbliższym przyznano uprawnienie do podważenia sprzeciwu w drodze powództwa sądowego. Projekt przeszedł pierwsze czytanie, po czym utknął w komisji sejmowej, gdzie doczekał końca kadencji i nie został podjęty.

Projekt ustawy dotyczący pełnomocników medycznych i testamentu życia 

Kolejna, dużo szersza inicjatywa została wszczęta w 2013 r. Projekt odpowiedniej ustawy został opracowany przez grono specjalistów i adwokatów skupionych wokół Fundacji Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Określono zasady udzielania pełnomocnictw medycznych, sporządzania testamentu życia i innych oświadczeń pro futuro oraz stwierdzania stanów terminalnych.

Pełnomocnictwo medyczne obejmuje wyrażanie w imieniu pacjenta zgody albo sprzeciwu na udzielanie świadczeń zdrowotnych w przypadku, gdy pacjent jest niezdolny do świadomej decyzji albo gdy zażąda, by nie udzielać mu informacji o stanie zdrowia. Pełnomocnikiem mogłaby zostać każda osoba wyznaczona przez pacjenta poza pracownikiem bądź współpracownikiem placówki udzielającej mu świadczeń zdrowotnych. Pełnomocnictwo wymagałoby formy pisemnej, a w szczególnych przypadkach mogłoby zostać udzielone ustnie, w obecności 3 świadków.

Testament życia byłby oświadczeniem składanym na urzędowym formularzu z podpisem notarialnie poświadczonym. Wyrażałby wolę zaprzestania, z chwilą wystąpienia stanu terminalnego i utraty zdolności do wyrażania woli, procedur medycznych innych niż zabiegi pielęgnacyjne, paliatywne oraz karmienia i nawadniania. Testament wiązałby cały personel medyczny pod warunkiem zarejestrowania go albo złożenia w danej placówce lub zapoznania się z nim przez lekarza bądź pielęgniarkę. W przypadku sporządzania testamentu w danej placówce poświadczenia podpisu pacjenta mógłby dokonywać lekarz. Oprócz tego pacjent mógłby na urzędowych formularzach wyrażać wolę stosowania bądź nie określonych procedur medycznych.

Pacjentowi przyznano ponadto prawo do niestosowania uporczywej terapii. Zawinione naruszenie tego prawa albo nierespektowanie testamentu życia uprawniałoby krewnych lub przedstawicieli pacjenta do żądania zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Przedstawionemu projektowi nie nadano dotychczas biegu, pomimo ponawianych apeli rzecznika praw obywatelskich o uregulowanie tej problematyki.

Zaprzestanie uporczywej terapii - regulacje prawne w innych krajach

Warto zauważyć, że odpowiednie regulacje prawne obowiązują w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej od lat 70. minionego wieku. W latach dziewięćdziesiątych pojawiły się w stanach australijskich oraz kanadyjskich, a także w Danii, Wielkiej Brytanii i na Węgrzech. Przepisy dotyczące pełnomocnika medycznego i testamentu życia zostały już przyjęte w Niemczech, we Włoszech, Francji i w Hiszpanii, a ostatnio w Portugalii. Najwyższy czas, by ustawowe gwarancje poszanowania woli pacjenta zostały ustanowione również w Polsce.

PODSTAWA PRAWNA

  1. art. 32 Kodeksu etyki lekarskiej;
  2. postanowienie Sądu Najwyższego z 27 października 2005 r., III CK 155/05;
  3. art. 77 projektu ustawy o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz Polskiej Radzie Bioetycznej i zmianie innych ustaw (druk nr 3467, Sejm VI kadencji);
  4. projekt ustawy o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz niektórych innych ustawy (https://hospicjum.waw.pl/pliki/Artykul/1364_projekt-ustawy-o-zmianie-ustawy-o-prawach-pacjenta-i-rzeczniku-praw-pacjenta.pdf).

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Sławomir Molęda, partner w Kancelarii Kondrat i Partnerzy

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.