W polityce lekowej państwa wciąż dochodzą nowe wyzwania [OPINIE]

Oprac. Małgorzata Konaszczuk
opublikowano: 12-12-2022, 12:30

„Polityka Lekowa Państwa 2018-2022” to strategiczny dokument, który wyznacza kierunki w gospodarowaniu zasobami przeznaczonymi na leczenie, a zawarte w nim zapisy można zestawiać z podejmowanymi działaniami i ocenić, czy ich przebieg i tempo są właściwe. Taką próbę podjęli uczestnicy panelu otwierającego 14. edycję konferencji “Polityka lekowa”.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Uczestnicy panelu otwierającego 14. edycję konferencji “Polityka lekowa” dyskutowali na temat strategii mającej na celu optymalizację dostępu do farmakoterapii w Polsce (17 listopada 2022 r.).
Uczestnicy panelu otwierającego 14. edycję konferencji “Polityka lekowa” dyskutowali na temat strategii mającej na celu optymalizację dostępu do farmakoterapii w Polsce (17 listopada 2022 r.).
Fot. Tomasz Pikuła

– Wiele bardzo szczegółowych celów, zapisanych w rządowym dokumencie „Polityka lekowa”, przybliżyło nas do zasadniczego celu, którym jest poprawa stanu zdrowia Polaków. Czas więc na bilans plusów i minusów, sukcesów i porażek 4-letniego okresu obowiązywania dokumentu „Polityka lekowa”, co nam się udało, a w jakim obszarze nadal czujemy niedosyt — rozpoczęła dyskusję współprowadząca panel dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Stworzyliśmy wspólną platformę do interakcji między partnerami społecznymi a decydentami
prof. dr hab. Marcin Czech
prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, były wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową państwa
Stworzyliśmy wspólną platformę do interakcji między partnerami społecznymi a decydentami
Fot. Tomasz Pikuła

Robiąc szybki, ogólny przegląd tego, co jest w „Polityce lekowej” zapisane, a co zostało zrealizowane, najwyższą ocenę trzeba wystawić za informatyzację. Nikt w 2018 r. nie marzył o tym, że będziemy mieli elektroniczną dokumentację medyczną, w dodatku obowiązkową, że będzie e-recepta, która w zasadzie działa bezawaryjnie, czy e-skierowania.

Po drugie, udało się wprowadzić coś, co myślałem, że nastąpi dopiero po wygaśnięciu zapisów tego dokumentu, mianowicie szczepienia w aptekach. Wiem, że pandemia trochę pomogła, ale i tak to też jest olbrzymi sukces. W omawianym dokumencie cały dział był poświęcony profilaktyce — proszę zobaczyć, jak dużo dokonało się w obszarze szczepień. Ten rozdział, włącznie z wieloma decyzjami pana ministra, dotyczącymi np. szczepień przeciwko HPV, odbieram z olbrzymią radością jako coś zrealizowanego.

Należy też podkreślić znaczenie badań klinicznych, szczególnie niekomercyjnych, i tworzenie centrów badań klinicznych w ośrodkach akademickich. Myślę, że to jest niesłychanie ważne i tutaj też odnieśliśmy sukces. Komercyjne badania kliniczne również się rozwijają, nie tylko po tych drobnych zmianach, które ja miałem przyjemność wprowadzić, ale również po tym, jak ustawa o badaniach klinicznych oddała je pod skrzydła Agencji Badań Medycznych.

Dokument zawiera dużo pomysłów na to, jak najbardziej efektywnie wydawać pieniądze i tu jego znaczenie jest ważniejsze niż w kwestii finansowej — ile na to przeznaczyć. To gdzieś między wierszami widać, że realizacja zadań bez nakładów się nie uda. Patrząc po latach na ten dokument, nie mam takiego wrażenia, że bardzo skrupulatnie podeszliśmy od strony finansowej, żeby powiedzieć, że punkt odcięcia w budżecie refundacyjnym powinien być na 16,5 czy 17 proc. Co nam przyświecało? To, że obszar polityki lekowej czy zarządzania lub gospodarowania lekami był dobrze ułożoną częścią systemu, gdzie widzieliśmy, na co wydajemy pieniądze i co za to dostajemy. Wydawało się, że zaproponowanie 16,5 czy 17 proc. (które nie jest realizowane) będzie takim gwarantem efektywnie wydanych pieniędzy.

Jeżeli spojrzymy na inne części systemu, to nie będziemy mieli tak ostro wykazane, ile za włożone pieniądze „wyjmujemy” zdrowia czy lat życia korygowanych niepełnosprawnością, czy jego jakością (jakkolwiek ten miernik końcowy zdefiniujemy). A naszym celem nie jest możliwość wydawania nieskończenie dużo pieniędzy, ale wydawania je w taki sposób, by można to było wprost przeliczyć na zdrowie Polaków.

„Polityka lekowa” to był proces komunikacji i stworzenia wspólnej platformy do interakcji między partnerami społecznymi a decydentami. Myślę, że to też jest ważne, bo to trwa. To nie jest polityczna wypowiedź, ale ci, którzy najbardziej krytykowali ministerstwo, kiedy ja byłem wiceministrem, nie mieli takiej platformy. Nie rozmawiali tak ze stroną społeczną.

Medycyna to nie tylko finansowanie drogich terapii
Maciej Miłkowski
podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia
Medycyna to nie tylko finansowanie drogich terapii
Fot. Tomasz Pikuła

Bardzo dziękuję za zaproszenie, dobrze się tutaj czuję, ponieważ to właściwie jedyna taka konferencja poświęcona wyłącznie polityce lekowej, a nie konkretnym lekom. Czasami dużo się dowiaduję, czasami jestem bardzo sceptyczny, ale faktycznie to są dwa rodzaje rozmów. Jedne rozmowy są prowadzone u mnie w gabinecie z ekspertami, firmami, a drugie to są takie właśnie debaty, które przedstawiają problemy od strony lekarskiej i pacjenckiej.

Minister Marcin Czech zrobił dla mnie wielką rzecz, ponieważ nakreślił mi plan pracy. Nie wiedział, że przygotował i dał mi go w całości do realizacji, bo okres obowiązywania dokumentu kończy się w 2022 r. i nie sądzę, żeby ktoś do tego czasu mnie zastąpił.

W ostatnim okresie wydarzyło się bardzo dużo ciekawych spraw, nie tylko refundacyjnych, ale też okołorefundacyjnych. Będziemy zapewne publikowali raport z polityki lekowej państwa za ten okres i prawdopodobnie przygotujemy też raport szerszy, obejmujący nie tylko te 4 lata, ale również 10 lat funkcjonowania ustawy refundacyjnej. Tak się składa bowiem, że lata 2012-2022 to właśnie ten pierwszy, bardzo istotny okres. Twórcom tej ustawy refundacyjnej należy się nagroda, bo była zrobiona od zera i wprowadzana z wielkim trudem. Wszystkim się wydawało, że się nie uda, a jednak się udało.

Powiem jeszcze dwa słowa na temat budżetu refundacyjnego. Wszyscy oczekują, żeby to było 16,5 proc., ale trzeba powiedzieć, że medycyna to nie jest tylko finansowanie drogich terapii, bo te pieniądze wszyscy widzimy. Problem nie jest tylko w dostępności do leków. Trzeba pamiętać o innych ważnych elementach systemu, np. wynagrodzeniach. Jeśli nie będzie personelu medycznego, same leki nie wyleczą pacjentów. Nie możemy zapomnieć o POZ, diagnostyce, dostępie do specjalisty czy profilaktyce i leczeniu chorób cywilizacyjnych.

Krajowy przemysł pracuje w sprzyjającym klimacie, ale we wrogim systemie
Sebastian Szymanek
prezes firmy Polpharma SA
Krajowy przemysł pracuje w sprzyjającym klimacie, ale we wrogim systemie
Fot. Tomasz Pikuła

Rzeczywiście, dużo dobrego nastąpiło w dostępie do nowych, innowacyjnych terapii. A digitalizacja i wszystko, co się stało z e-zdrowiem przeniosło nas jakby w inną epokę. Pole, na którym przegraliśmy, dotyczy nieprzerwanego dostępu do leków. Udało się ukrócić nielegalny wywóz, niestety, pojawił się drugi problem: coraz bardziej uzależniamy się od importu. Są to więc zupełnie nowe wyzwania i trochę je w tej chwili „łatamy”.

Drugi obszar, w którym powinno się dużo więcej zdarzyć, to racjonalizacja stosowania terapii, co określę jako szeroko pojęte compliance. To, co farmaceuci mogą teraz robić w przeglądach lekowych, to jest duży obszar do zaadresowania.

W gospodarce fakty są takie: nastąpiło zwiększone uzależnienie od importu, więc został zaburzony import i eksport, nie rośnie wartość dodana produkowana. Tutaj również mogłyby dużo szybciej rosnąć nakłady na innowacje. Z punktu widzenia krajowego przemysłu powiem tak: my pracujemy w sprzyjającym klimacie, ale we wrogim systemie. Nazywając to po imieniu: system, który został stworzony w 2012 r., jasno wskazuje — nieważne skąd, ważne, żeby było jak najtaniej. To przyniosło jakieś określone benefity, ale spowodowało też coraz większe uzależnienie, coraz mniej opłaca się produkować w Polsce. Sprzyjający jest natomiast klimat, bo uważam, że najmocniejszą częścią systemu jest minister. Mam doświadczenie, że każdy poprzedni minister potrafił podejmować takie decyzje, które były trochę wbrew wspomnianej logice i one wspierały właśnie produkcję krajową i interesy pacjenta.

Pojęcie bezpieczeństwa lekowego jest, niestety nieco abstrakcyjne, dlatego żeby je zmierzyć, musi wystąpić kryzys. Ja definiuję to jako odporność systemu na wystąpienie sytuacji kryzysowych. Jeżeli one się pojawią, to potrzebny jest — z angielskiego — resilience, czyli szybkość i skuteczność reakcji.

Gdybym miał spojrzeć na to holistycznie, to duży kryzys — covidowy — jest za nami. Można mówić tutaj o sukcesie, bo patrząc na to pod kątem leków, przeszliśmy przez ten kryzys dosyć sprawnie. Determinantem były dwie rzeczy: po pierwsze — pierwsza fala pandemii była bardzo płaska i mieliśmy czas, a po drugie — mieliśmy jeszcze silny krajowy przemysł farmaceutyczny, który dzięki współpracy z ministerstwem i ekspertami był w stanie się przygotować. Zrobiliśmy zapasy tych leków, które przewidzieliśmy, że będą stosowane w powikłaniach COVID-19.

Państwo tych danych nie znacie, ale jak przychodziły szczyty fali drugiej, trzeciej i czwartej, to nagle w poszczególnych obszarach zapotrzebowanie rosło np. 700 czy 800 proc., czyli 7-8-miesięczne „stocki” wymiatało w 2 tygodnie. Żadna firma farmaceutyczna normalnie nie byłaby na to przygotowana. U nas, dzięki temu, że mieliśmy te „stocki”, tych leków nie zabrakło.

A co się działo po stronie importerów? Ponieważ cykl produkcyjny jest taki, że przewiduje się zwykle forecast (ang.) na 6 do 12 miesięcy, to tzw. czas dostawy też tyle trwa. W związku z tym, jeśli importerzy mieli zaplanowane 100 opakowań, to w tym czasie — mimo że było potrzebne 1000 — nadal 100 opakowań przyjeżdżało. Wniosek z tego: pomógł nam czas, bliska współpraca, ale też to, że mieliśmy w kraju bazę produkcyjną.

Drugi typ kryzysu to taki, który może zdarzyć się co dzień. Każda firma ma jakieś problemy, to jest normalne, że coś nie wyjdzie. Ale wtedy jest kwestia priorytetów. Posiadanie krajowego przemysłu powoduje, że kiedy ja mam takie problemy, zawsze wybieram rynek polski jako numer jeden — najwyżej gdzieś nie eksportuję. To samo dzieje się w każdym innym kraju.

Najbardziej niepokoi mnie natomiast to, że jesteśmy praktycznie w 100 proc. uzależnieni od importu API z Azji, i niestety, z roku na rok to uzależnienie postępuje — również w odniesieniu do produktu gotowego. Azja zaczęła rozumieć to i monopolizuje pewne obszary, zaczęły się już fale podwyżek. W związku z tym pierwszy przekaz jest taki, że będzie drożej. Boję się, co by było, gdybyśmy chcieli wejść w jakikolwiek konflikt dyplomatyczny. Nie spodobało nam się, że Chiny wjadą do Tajwanu albo inne tego typu zdarzenia, bo wtedy ich „lewar” na nas jest ogromny. Boję się, że ich lewar zdrowotny jest jeszcze silniejszy niż lewar energetyczny Rosji.

Opieka koordynowana nie może doprowadzić do POZ dwóch prędkości
lek. Michał Sutkowski
prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, członek Rady ds. Ochrony Zdrowia przy Prezydencie RP
Opieka koordynowana nie może doprowadzić do POZ dwóch prędkości
Fot. Tomasz Pikuła

Chciałbym podziękować panu ministrowi za te miłe słowa adresowane do lekarzy opieki podstawowej, lekarzy rodzinnych. Rzadko czym możemy się w medycynie tak bardzo pochwalić, jak powinniśmy się chwalić tym, co się wydarzyło w zakresie polityki lekowej. Postrzegam to wszystko przede wszystkim przez pryzmat korzyści, jakie odnoszą nasi pacjenci, to poprzez nie widać, jak dużo się zmieniło. Pomimo niektórych niedostatecznych rozwiązań, te wszystkie, o których mówił prof. Czech, są kapitalnym wyznacznikiem tego, że dzięki tej platformie komunikacji jesteśmy na dobrej drodze, by te problemy w dialogu społecznym rozstrzygnąć.

Czy zmiany w podstawowej opiece zdrowotnej umożliwiają lepsze realizowanie profilaktyki? I tak, i nie, przynajmniej w tym momencie. Kierunek jest na pewno bardzo dobry i lekarze rodzinni w zasadzie, z niewielkimi wyjątkami, są za opieką koordynowaną. Natomiast to, że docelowo jesteśmy za tym, nie oznacza, że dzisiejsze narzędzia sprzyjają tej koordynacji. To jest droga, którą rozpoczęło ministerstwo, i bardzo dobrze.

Z mojego punktu widzenia to lekarz rodzinny, będący zdecydowanie najbliżej pacjenta, do którego ten pacjent ma codzienny dostęp, jest i powinien być osobą koordynującą. To nie powinno się odbywać z poziomu ordynatora szpitala powiatowego czy szefa kliniki, ale z poziomu lekarza rodzinnego i tak się dzieje od lat. Nie wyobrażam sobie, żebym nie był koordynatorem opieki moich pacjentów, którzy się do mnie zgłaszają. Z tego punktu widzenia ja tę funkcję wykonuję zawsze, pomimo że nie nazywała się opieką koordynowaną.

Problem w tym, że wprowadzone obecnie narzędzia nie do końca przyczyniają się do tego, byśmy byli w stanie zapewnić pacjentowi taki poziom, który by uzasadniał w wielu wypadkach podpisanie tej dodatkowej umowy z płatnikiem publicznym. To oznacza w praktyce, że będziemy mieli POZ-y dwóch prędkości i o tym bardzo długo mówimy. Myślę, że dalej w dialogu siła, żebyśmy byli w stanie opracować takie metody, które realnie będą nas przybliżały do pełniejszej koordynacji, ale żeby one były też realistyczne z punktu widzenia małych podmiotów.

Duże podmioty sobie poradzą. Pewnie za rok lub dwa 20 proc. czy 30 proc. z nich i niektóre podmioty mniejsze dadzą sobie radę, natomiast wiele małych nie będzie w stanie. Problem dotyczy liczby specjalistów, których możemy pozyskać. Jeżeli byłoby tak dobrze, to do mnie, jako dyrektora podmiotu POZ, ustawiałaby się kolejka kolegów specjalistów, którzy chcieliby współpracować w ramach opieki koordynowanej. Tak nie jest — liczba zgłaszających się do nas równa się zero.

Tak więc dużo pracy przed nami. Koncepcji nie można potępiać, natomiast trzeba rozmawiać i znaleźć taką formułę, która nie będzie tworzyła POZ dwóch prędkości. Przeciwnie, spowoduje, że POZ-y w małych miejscowościach czy na wsiach zyskają na tej koordynacji, na tej dostępności. Do tego jeszcze droga daleka.

Oczekujemy na udostępnienie terapii wczesnych postaci raka
Krystyna Wechmann
prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych oraz Federacji Stowarzyszeń Amazonki
Oczekujemy na udostępnienie terapii wczesnych postaci raka
Fot. Tomasz Pikuła

Z perspektywy pacjenta onkologicznego podsumowanie tego roku jest bardzo dobre. Chciałabym więc zwrócić uwagę nie na problemy lekowe, ale na brak możliwości zastosowania zarejestrowanych terapii we wczesnych nowotworach w I linii leczenia. Aby móc wdrożyć leczenie na wczesnym etapie choroby, trzeba się zmierzyć z takimi wyzwaniami, jak: profilaktyka, edukacja od najmłodszych lat szkolnych, lekcje zdrowia oraz diagnostyka. Jako organizacja pacjentów bardzo popieramy prof. Annę Latos-Bieleńską, konsultanta krajowego w dziedzinie genetyki klinicznej w jej staraniach o zabezpieczenie diagnostyki molekularnej na odpowiednim, wystarczającym poziomie.

Listopad jest miesiącem nowotworów męskich. Rak gruczołu krokowego, drugi co do częstości występowania nowotwór u mężczyzn, nadal jest zbyt późno wykrywany. Minął kolejny „różowy” październik, który tym razem przyniósł nam dużą szansę na długo oczekiwane udostępnienie leczenia potrójnie ujemnego raka piersi. Chore na ten nowotwór czekają jeszcze na możliwość wczesnego leczenia.

Na listopadowej liście refundacyjnej znalazła się nowa cząsteczka, przeznaczona dla chorych na raka trzustki, ale dla bardzo małej ich grupy z muatcją w genach BRCA 1/2. Chcielibyśmy zabezpieczyć pacjentów z zaawansowanym nowotworem tego narządu. Myślę, że jeszcze o tym wszystkim będziemy mieli możliwość rozmawiać z panem ministrem.

Dokumenty strategiczne wskazują tylko mapę drogową, istotne jest wdrożenie
Juliusz Krzyżanowski
Baker McKenzie
Dokumenty strategiczne wskazują tylko mapę drogową, istotne jest wdrożenie
Fot. Tomasz Pikuła

Podpisuję się wszystkimi pozytywnymi słowami, które tu padły. Ten rok był dość istotny, jeśli chodzi o zwiększenie dostępność do terapii. Ostatnie listy refundacyjne były bardzo ciekawe.

Dokumenty strategiczne są ważne, natomiast one pokazują nam tylko mapę drogową, istotne jest wdrożenie. Dużo z tych aktów prawnych, które tę politykę mają wdrażać, czyli ustawa refundacyjna, ustawa o badaniach klinicznych, teraz nowelizacja prawa farmaceutycznego, jest w tej chwili „rozgrzebane”. Będziemy patrzeć na efekty. Jestem ciekaw, jak będzie wyglądał kolejny dokument strategiczny i wtedy będziemy się zastanawiać, w jaki sposób można to wdrożyć.

Tutaj chciałem się odnieść do projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej. Miałem okazję widzieć ten z października, który jest trochę lepszy od tego z sierpnia, ale w dalszym ciągu wydaje mi się, że jest tam jeszcze sporo obszarów, które można by zmienić. Bo usprawnienie pracy departamentu to chyba nie jest główny cel nowelizacji. Głównym celem jest to, żeby pacjent miał dostęp do tych refundowanych terapii.

Równie istotną sprawą jest poprawa wykrywalności chorób, o czym wspomniała pani prezes Wechmann. Nie tylko w onkologii, ale też w innych dziedzinach mamy często takie sytuacje, że niektórzy lekarze, zwłaszcza w chorobach ultrarzadkich wykrywają pacjentów, których jest bardzo mało, przez czysty przypadek. Może akurat na kilka przed przyjściem pacjenta medyk przeczytał artykuł w „Lancecie” i zapaliła mu się lampka, widząc pewne objawy.

Jeśli chodzi o programy lekowe, to bolesne są opóźnienia w tych programach, które istnieją, ale często też przy tworzeniu nowego. Opóźnienie wynika z tego, że szpital zakontraktuje program z NFZ, jeśli ma pacjenta, a jak nie ma, to nie będzie umowy. W związku z czym, gdy pojawi się pacjent, to trzeba będzie czekać parę miesięcy. Bo zanim ta umowa zostanie podpisana, zanim będzie przetarg, zanim kupią co trzeba, zanim zespół koordynacyjny tego pacjenta włączy do programu, mija bardzo dużo czasu. Ostatni przykład, z którym miałem do czynienia w chorobach rzadkich, dotyczy upływu 8 miesięcy od wejścia w życie ustawy refundacyjnej do pierwszego podania leku. Być może należałoby się zastanowić, czy otwierając ustawy realizujące dokument strategiczny, jakim jest „Polityka lekowa”, nie trzeba zająć się tymi obszarami, które wymagały pewnej poprawy, aby mechanizm działał lepiej, czyli optymalizacją procesów.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.