UroConti: Ministerstwo Zdrowia dyskryminuje chorych na raka prostaty!

Marzena Gałaga
opublikowano: 23-05-2019, 14:27

Pacjenci ze Stowarzyszenia Osób z NTM „UroConti” cierpliwie czekali na rozszerzenie programu lekowego w leczeniu raka prostaty przed chemioterapią, ale się nie doczekali. Zarzucają ministrowi dyskryminację chorych z tym typem nowotworu i chronienie, kosztem ich zdrowia i życia, interesu jednej firmy farmaceutycznej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Proces refundacji leku enzalutamid, jak podkreślają, trwa już 565 dni. Od wydania pozytywnej rekomendacji AOTMiT dotyczącej poszerzenia programu „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego z przerzutami (ICD-10 C-61)” o tę substancję minęło już 266 dni. "Dopiero po wielu naszych interwencjach Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło negocjacje z producentem leku, jednak do dziś nie ma decyzji w tej sprawie. Majowa lista refundacyjna jest już piątą, na której nie pojawił się nowy lek. Poza krajami nadbałtyckimi, w całej Europie jesteśmy pod tym względem niechlubnym wyjątkiem!" - mówią przedstawiciele stowarzyszenia "UroConti". 

Obietnice bez pokrycia 

W opinii Bogusława Olawskiego, przewodniczącego Sekcji Prostaty „UroConti”, wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową sprawia wrażenie, jakby nie orientował się w tej sprawie.

"Na krótko przed wejściem marcowej listy refundacyjnej usłyszałem w ministerstwie, że niestety tym razem jest za późno na zmiany i szkoda, że nie zadzwoniłem w tej sprawie wcześniej. Zrozumiałem, że brak czasu był jedynym powodem, bo nie żaden inny nie został wyartykułowany. Dlatego przy kolejnej liście chciałem uniknąć takiej sytuacji i już 26 marca, podczas Dialogu dla Zdrowia, zapytałem ministra Macieja Miłkowskiego, jak to będzie z dostępem do leczenia przed chemioterapią. Minister powiedział, że nie zna sprawy, ale obiecał się jej przyjrzeć. Byłem w szoku, bo to przecież w jego gestii pozostają kwestie lekowe. Powinien znać temat choćby z dziesiątek naszych pism czy odpowiedzi na interpelacje poselskie, pod którymi sam się podpisywał!" - mówi Bogusław Olawski. Dodaje, że minister poprosił o dwa tygodnie czasu, ale w tym czasie nic się nie wydarzyło. 

"Pomimo wielu interwencji telefonicznych, pan minister był nieuchwytny. A z pisma przysłanego przez resort 25 marca pacjenci dowiedzieli się, że zamknięciem procesu refundacji będzie wydanie decyzji przez Ministra Zdrowia. Tego samego, który 21 marca, podczas Forum Pacjentów Onkologicznych, powiedział, że „organizacje pacjenckie reprezentują tego, dla kogo ten system jest. Przekazałem więc panu ministrowi nasze stanowisko, oparte i o opinie światowych ekspertów, których nikt nie kwestionuje, i o rekomendację prezesa AOTMiT. A przede wszystkim o doświadczenia naszych członków, którzy, zażywając ten lek, wstają z łóżek, wracają do pracy, a do tej pracy jadą rowerem! Jak widać po majowej liście, nikt nie wziął tego pod uwagę…" - nie kryje rozgoryczenia przewodniczący Sekcji Prostaty "UroConti".

Czy problemem są pieniądze?

Pacjenci po raz kolejny zwracają uwagę, że według opinii ekspertów dodanie nowego leku do istniejącego programu nie zwiększy wydatków budżetu państwa. Tłumaczą, że dwóch leków nie można przecież przyjmować jednocześnie, zatem lekarze będą ordynować tylko jeden z nich i za ten będzie płacić NFZ. Przytaczają też dane NFZ dotyczące wydatków państwa na inne programy lekowe w pierwszych dwóch latach ich obowiązywania: na leczenie chorych na raka płuca przeznaczono 147 mln, 36 mln i 553 mln zł, na leczenie chorych z rakiem nerki 55 mln zł, ze szpiczakiem mnogim 131 mln, a dla chorych na białaczkę limfocytową wyasygnowano 46 mln zł.

"To tylko przykłady z 2018 i początku 2019 roku. Jak łatwo policzyć, minister zdrowia wydał z budżetowych pieniędzy na programy leczenia tych nowotworów ponad 900 mln zł. W przypadku programu leczenia raka prostaty nie ma mowy o takich kosztach, bo to nie jest nowy program ani nawet rozszerzenie już istniejącego, a jedynie umożliwienie lekarzom i pacjentom wyboru odpowiednich dla konkretnych osób terapii. Tak leczy cały świat!" - przekonują chorzy na raka prostaty. 

"Skoro zatem nie chodzi o pieniądze, to o co?" - pyta Bogusław Olawski i przytacza historię sprzed dwóch lat, kiedy dodanie do programu po chemioterapii dwóch nowych leków blokował producent, którego lek jest teraz monopolistą przed chemioterapią. "Ciągle mamy nadzieję, że opóźnienia nie wynikają z chęci utrzymania monopolu jednej firmy i obrony jej interesów za wszelką cenę, ale trudno zaprzeczyć, że takie skojarzenie samo się nasuwa" - dodaje.

Dyskryminacja i brak wyboru 

Artur Marcinek, członek Sekcji Prostaty „UroConti”, który sam również jest chory na raka prostaty, uczestniczył w marcowej rozmowie z wiceministrem Maciejem Miłkowskim, kiedy poprosił on o dwa tygodnie na przyjrzenie się sprawie. Pan Artur uwierzył i czekał, choć jego lekarz już wtedy stał przed dramatycznym wyborem.

"Powinienem zacząć brać enzalutamind, ale nie miałem wyboru - mówi Artur Marcinek. - Nie stać mnie na kupowanie leku z własnej kieszeni, więc decydując się na ten, który jest refundowany, na zawsze odebrałem sobie możliwość leczenia tym drugim, nawet gdyby okazał się dla mnie lepszy. Tak działa niezrozumiały dla mnie zakaz sekwencyjności. Zmarnowałem dwa tygodnie, czekając na decyzję ministra, która nie zapadła, a potem zacząłem przyjmować jedyny lek, który jest dostępny w programie lekowym" - dodaje. 

Pacjenci z rakiem stercza w Polsce czują się dyskryminowani przez państwo z powodu różnic w podejściu do poszczególnych chorób nowotworowych. Na wybrane z nich resort wydaje setki milionów złotych, a na inne z jakichś nieznanych powodów - nie. Czują się też gorsi od pacjentów z rakiem prostaty z innych krajów, także ościennych.

"Mieszkam w Krakowie - mówi Artur Marcinek. - Gdybym przeprowadził się o kilkadziesiąt kilometrów dalej, do biedniejszej podobno od nas Słowacji, mógłbym korzystać ze wszystkiego, co oferuje współczesna medycyna, a nie być ofiarą niezrozumiałej polityki zdrowotnej mojego państwa. Od szansy na leczenie dzieli mnie niecała godzina jazdy samochodem!". 

Pytania, na które wciąż nie ma odpowiedzi

Chorzy na raka prostaty nie zamierzają się poddawać. Nie mają zresztą innego wyjścia. Nikt inny o nich nie zawalczy. Są jednak rozżaleni, że minister zdrowia podczas kolejnych uroczystości z ich udziałem podkreśla, jacy są ważni i że bez pacjentów istnienie resortu zdrowia nie ma sensu. Jednak gdy przychodzi do konkretów, nie odpowiada na ich kolejne pisma. 

"Zadawałem kolejnym urzędnikom kolejne pytania, i osobiście, i pisemnie - mówi Bogusław Olawski. - Na większość z nich nie dostałem odpowiedzi. Również na ostatnie, z 6 maja. Może czas zadać je publicznie? Pytam zatem: 

  1. Czym zawinili polscy pacjenci z rakiem prostaty, że są traktowani o wiele gorzej niż chorzy z innymi nowotworami w Polsce i całej Europie?
  2. Dlaczego ministerstwu tak bardzo zależy, aby chronić interes firmy farmaceutycznej kosztem zdrowia i życia mężczyzn z rakiem prostaty?
  3. Jak mam to wytłumaczyć zdesperowanym pacjentom, którzy do mnie dzwonią i piszą, coraz częściej pytając o prawdziwe intencje resortu?

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marzena Gałaga

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.