Troskliwe pielęgnowanie dziecka zmniejsza ryzyko śmierci łóżeczkowej

Monika Wysocka
opublikowano: 11-09-2002, 00:00

Z Anną Borowiecką, pediatrą w warszawskim Szpitalu św. Zofii rozmawia Monika Wysocka.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
- Czy śmierć łóżeczkowa to problem, który wcześniej nie istniał? Niewiele się o tym dotąd mówiło.
- Faktycznie, dopiero od niedawna temat ten stał się ,modny". W ostatnim dziesięcioleciu opublikowano w prasie medycznej wyniki wielu badań naukowych dotyczących zespołu nagłej śmierci niemowląt. Problemem tym naukowcy na świecie zajmują się jednak już od ponad 50 lat. Od dawna analizowano przypadki nagłych zgonów niemowląt, które będąc w pełni zdrowia, prawidłowo rozwijające się, pewnego dnia po prostu nie budziły się ze snu. Na podstawie przeprowadzonych analiz Narodowy Instytut Zdrowia USA opublikował w1989 roku definicję śmierci łóżeczkowej jako nagłej śmierci dziecka poniżej 1 roku życia, ale powyżej 4 tygodnia, której przyczyny nie wyjaśnia badanie autopsyjne, badanie miejsca śmierci ani analiza wywiadu klinicznego.

- Czy to oznacza, że śmierć łóżeczkowa może zdarzyć się u każdego dziecka?
- Teoretycznie tak, jest jednak szereg czynników, które potencjalnie zwiększają ryzyko wystąpienia tego zespołu, np. niska masa urodzeniowa dziecka, młody wiek matki, złe warunki socjoekonomiczne, palenie tytoniu, jak również przegrzewanie niemowlęcia czy jego spanie na brzuchu.
W 1992 roku w Stanach Zjednoczonych ruszyła kampania ,back to sleep", czyli ,na wznak do snu". Zaczęto zalecać układanie niemowląt do snu na wznak, gdyż z badań wynikało, że spanie na brzuchu stanowi znaczący czynnik ryzyka śmierci łóżeczkowej.
Przez siedem lat trwania kampanii (1992-1999) w Stanach liczba przypadków śmierci łóżeczkowej wśród niemowląt zmniejszyła się aż o 40 proc. Z tego wynika, że jest to ważny czynnik, który można wyeliminować. To oczywiście nie znaczy, że nie wolno w ogóle układać dzieci na brzuchu, tyle że w tej pozycji dziecko musi być pod szczególnie bacznym nadzorem opiekunów. Jeśli chodzi o pozostałe czynniki ryzyka, są one trudniejsze do wyeliminowania. Dość istotna jest edukacja rodziców niezależnie od ich stanu wykształcenia i statusu socjoekonomicznego. Dziecko mniej świadomie pielęgnowane śpi na puchatych poduszkach, wdycha dym z papierosów itp.

- Wygląda więc na to, że jedyną formą zapobiegania przypadkom takich nagłych zgonów niemowląt jest informowanie rodziców, jak właściwie pielęgnować dziecko.
- Tak, i staramy się to robić zanim matki opuszczą nasz szpital wraz dzieckiem. Tłumaczymy, że trzeba wietrzyć pokój i nie należy niemowlęcia przegrzewać. Zwracamy uwagę, że nie wolno obkładać dziecka w łóżeczku poduszkami i maskotkami, bo one mogą potencjalnie utrudnić dopływ powietrza do dróg oddechowych. Podkreślamy, że zwierzęta domowe powinny przebywać w innym pokoju, że nie wolno przykrywać dziecku twarzy pieluszką, unikać potrząsania nim, co wcale nie dla wszystkich jest oczywiste. Uświadamiamy, jak ważne jest przestrzeganie godzin snu i karmienia, regularne wizyty u pediatry oraz konsultowanie z nim wszelkich niepokojących objawów (np. niechęć do jedzenia, znaczna bladość, apatia). Tak szeroka informacja nie ma jednak na celu przestraszenia matki, ale jak najpełniejszą jej edukację sprzyjającą prawidłowemu rozwojowi dziecka i eliminacji czynników ryzyka śmierci łóżeczkowej.

- Czy zetknęła się pani kiedyś z tym problemem osobiście?
- mierć łóżeczkowa może wystąpić u 4 na 10 tys. dzieci. W takim mieście jak Warszawa umiera z tego powodu (statystycznie) troje dzieci w roku. Trudno więc mówić o zdobytej wiedzy i doświadczeniu na ten temat. Żaden z moich małych pacjentów nie zginął w ten sposób. Zdarzyło mi się jednak rozmawiać z rodzicami, których dziewięciomiesięczne dziecko - dotąd zupełnie zdrowe, dobrze rozwijające się, żyjące w dobrych warunkach, nagle pewnego dnia po prostu się nie obudziło. To był prawdziwy szok dla wszystkich. Sekcja zwłok nie wykazała nic, co mogłoby wskazywać na konkretny powód śmierci, a więc dla nas lekarzy to klasyczny przypadek. Mimo że śmierć łóżeczkowa dotyczy naprawdę niewielkiej liczby dzieci, dla rodziny, którą coś takiego spotka, nie ma to przecież żadnego znaczenia.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.