Teleopieka przyspieszyła, ale co ze standardami? Droga na skróty psuje rynek i system

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 23-06-2022, 13:27

W sytuacji lawinowego rozwoju telemedycyny i różnych jej płaszczyzn największym niebezpieczeństwem jest pójście w kierunku używania sprzętu o niskiej jakości i wiarygodności - mówi prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali. - Niska cena jednostkowa rozwiązania, niska jakość urządzenia i całości usługi wywołują zjawisko „psucia rynku” - wskazuje inż. Ryszard Olszanowski, prezes Izby Gospodarczej Medycyna Polska.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Właściwie świadczona usługa np. teleopieki, składająca się z opaski telemedycznej oraz systemu, powinna spełniać szereg wymagań, które będą gwarantem wysokiej jakości rozwiązania.
Fot. mat. pras.

W Polsce nie mamy jednolitych standardów jeśli chodzi o teleopiekę; także w szerszym kontekście - telemedycyny - zdarzają się patologie, np. ankiety prowadzące do uzyskania konkretnego świadczenia zdrowotnego w postaci np. recepty. Na ile istnieje potrzeba regulacji tych obszarów? Kto powinien określone standardy opracować, upowszechnić i wdrożyć? Może warto zaczerpnąć jakieś rozwiązania z telemedycyny w kardiologii czy diabetologii, która ma już ugruntowaną w Polsce pozycję? Między innymi na te pytania w rozmowie z Pulsem Medycyny odpowiadają: prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali oraz inż. Ryszard Olszanowski, prezes Izby Gospodarczej Medycyna Polska.

Puls Medycyny: Jak oceniają panowie obszar jakościowego podejścia do teleopieki w Polsce?

Prof. Jarosław J. Fedorowski: Należy to powiedzieć jasno - Polska dokonała ogromnego skoku w telemedycynie w czasach pandemii. To widać na absolutnie wszystkich jej płaszczyznach. Ta pierwsza to standardowe telekonsultacje, druga to wykorzystywanie inteligentnego sprzętu z różnymi funkcjami, w tym także opasek telemedycznych. Opaski mocno wpłynęły na zwiększenie bezpieczeństwa pacjentów, nie tylko covidowych. Przyczyniły się też do prewencji zdarzeń niepożądanych, takich jak upadki i pozwoliły na szybką interwencję w sytuacjach zagrożenia zdrowia. Należy też wspomnieć o kwestii parametrów, które możemy monitorować dzięki wykorzystaniu opasek telemedycznych, a przecież było to do niedawna niemożliwe. To m.in. saturacja czy parametry związane z tętnem. Polska, szczególnie na polu telemedycyny i nowoczesnego sprzętu, który monitoruje stan pacjenta, ma się czym pochwalić. Telemedycyna to de facto raportowanie różnych pomiarów. Obecnie mamy do dyspozycji wiele możliwości w obszarze telemedycyny, począwszy od bardzo prostych urządzeń, jak pulsoksymetr czy wręcz termometr, do tych nowoczesnych i bardziej skomplikowanych, które mają też funkcję lokalizacji czy położenia pacjenta - np. monitor upadku.

W sytuacji lawinowego rozwoju telemedycyny i różnych jej płaszczyzn największym niebezpieczeństwem jest na pewno pójście w kierunku używania sprzętu o niskiej jakości i niskiej wiarygodności, a przecież w telemedycynie lekarz nie ma możliwości “bliskiego” zweryfikowania poprawności odczytów. To jest na pewno jeden z aspektów, o którym musimy wszyscy myśleć, czyli tani sprzęt sprowadzany własnym sumptem. To zjawisko nasiliło się oczywiście po wybuchu pandemii covid, ale trwa nadal. Druga sprawa to brak połączenia różnego rodzaju urządzeń z możliwościami monitorowania i reagowania, czyli krótko mówiąc – brak centrów reagowania, które z takim nowoczesnym sprzętem telemedycznym mają łączność. Urządzenia, które mają połączenie z telecentrum, mają możliwość oceny medycznej, bo w takich centrach jest zatrudniony wykwalifikowany personel, ale również możliwość reagowania w sposób niedostępny dla samego sprzętu - ratownicy mogą na przykład powiadomić służby ratunkowe czy też rodzinę pacjenta.

Inż. Ryszard Olszanowski: Powszechnym problemem, który zidentyfikowaliśmy, jest brak dostatecznej wiedzy i informacji o rozwiązaniach telemedycznych służących teleopiece. Dlatego też staramy się uzupełnić ten brak w ramach naszych możliwości. Często też mamy jeszcze do czynienia z problemem znalezienia rozsądnego kompromisu pomiędzy wysokimi wymaganiami, jakie powinny spełniać wyroby medyczne stosowane w telediagnostyce, a ceną. Dlatego przy doborze urządzenia musimy w pierwszej kolejności odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie potrzeby chcemy zaspokoić - i dopiero wtedy szukać odpowiednich rozwiązań.

Czy widzą panowie jakieś "patologie", które należałoby pilnie wyeliminować?

Prof. Fedorowski: Chciałbym zwrócić uwagę, że pojawiły się serwisy, które praktycznie bez jakiegokolwiek zbadania pacjenta przez lekarza, czy to w sposób wideokonferencyjny czy przeprowadzając wywiad, posługując się bardzo prostymi kwestionariuszami, praktykują telemedycynę łącznie z wystawianiem recept na leki narkotyczne i zwolnień. To rodzi niebezpieczeństwo nadmiarowej preskrypcji leków czy też podejmowania niewłaściwych decyzji na podstawie wypełnionego kwestionariusza, który nie jest weryfikowany poprzez rozmowę z pacjentem. To całkowite pójście na skróty i można powiedzieć, odrzucenie tego, co jest istotą telemedycyny, czyli interakcji lekarza z pacjentem za pomocą nowoczesnych narzędzi, na rzecz maszyny do wydawania recept bez sprawdzania konkretnych stanów chorobowych w sposób profesjonalny. Tutaj faktycznie zaczynają się problemy, ponieważ tych serwisów zaczyna się pojawiać na rynku coraz więcej. Jest to bardzo niepokojące, że w ten oto sposób możemy telemedycynę wysokiej jakości zdezawuować w oczach opinii publicznej.

Innym przykładem są samorządy i instytucje, które wybierają dostawców teleopieki nie ze względu na jakość oferowanego rozwiązania, ale jego niską cenę. Wynika to w dużej mierze z braku dostatecznej wiedzy w tym obszarze. I to niestety sprawia, że finalnie użytkownicy tańszych urządzeń nie chcą z nich korzystać, bo nie spełniają swoich funkcji, są mało intuicyjne.

Inż. Olszanowski: Ze standardami w telemedycynie i teleopiece, choć nie tylko, jest pewien kłopot. Precyzyjność diagnostyczna urządzenia jest funkcją jego ceny. Poziom precyzyjności pomiaru parametru zdrowotnego nie może z jednej strony dopuszczać do niewykrycia faktycznego przekroczenia wartości monitorowanego parametru, zagrażającego zdrowiu lub nawet życiu monitorowanego, a z drugiej strony nie może wywoływać alarmu w sytuacji, kiedy przekroczenie wartości parametru nie jest groźne. Stąd, poszukując kompromisowych rozwiązań, pojawiają się stacje telemonitoringu, gdzie przygotowany personel medyczny ocenia sytuację, uzupełnia posiadane informacje o ewentualny wywiad z podopiecznym i podejmuje decyzje o uruchomieniu lub zaniechaniu akcji terapeutycznej lub ratunkowej. Wracając do standardów, to ich wypracowanie wymaga czasu na zebranie stosownego doświadczenia. Zacząłbym od minimalnych standardów bezpieczeństwa i jakości, a następnie je uzupełniał. Nasze przykładowe warunki wyboru dostawcy usługi są, jak myślę początkiem takiego procesu (cena: 50 proc.; jakość przetwarzania danych i jakość produktu: 20 proc.; funkcje użytkowe produktu: 15 proc. doświadczenie wykonawcy: 15 proc. - red.).

Kto powinien standardy w teleopiece opracować, upowszechnić i wdrożyć? Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Rodziny? Kto powinien kontrolować ich spełnianie? Może warto zaczerpnąć jakieś rozwiązania z telemedycyny w kardiologii czy diabetologii, która ma już ugruntowaną w Polsce pozycję?

Prof. Fedorowski: Zgadza się. Uważam, że najlepiej, aby uznawane były standardy, które są proponowane przez międzynarodowe towarzystwa, szczególnie europejskie. Osobiście jestem przeciwnikiem nadregulacji i to, co jest autoryzowane, akredytowane np. w towarzystwach medycznych, jest zazwyczaj wystarczające. W Polsce działa Telemedyczna Grupa Robocza, która jest bardzo aktywną organizacją pozarządową, ustalającą wytyczne i standardy. Należy do niej również Polska Federacja Szpitali. Warto pamiętać, że ten ruch jest oddolny. Ustalanie standardów oddolnie, w wyniku konsensusu uczestników danego systemu, to dużo lepsze rozwiązanie niż narzucanie ich przez władzę czy rząd.

Inż. Olszanowski: Właściwie świadczona usługa np. teleopieki, składająca się z opaski telemedycznej oraz systemu, powinna spełniać szereg wymagań, które będą gwarantem wysokiej jakości rozwiązania. Czym powinni kierować się zamawiający (m.in. samorządy), by ten wybór spełniał zarówno ich oczekiwania, jak i samych użytkowników? Przede wszystkim ma być dostosowany do zaspokojenia potrzeby, jaka wystąpiła i która w zakresie dzisiejszych możliwości teleopieki może być zaspokojona. Na naszej stronie internetowej izbamedpol.pl w zakładce standardy teleopieki - Korpus Wsparcia Seniorów zainteresowani znajdą podstawowe informacje oraz przykładowe warunki, jakie powinny być uwzględnione w postępowaniu. Podkreślam - przykładowe warunki.

Ponoć wiele firm nie spełnia podstawowych kryteriów jeśli chodzi o teleopiekę (w postaci opasek - choć pewnie nie tylko), a korzystanie z takich usług i produktów potrafi bardzo popsuć doświadczenia klientów i użytkowników. Dotyczy to m.in. seniorów i urzędników, których potem trudno nakłonić do ponownej próby skorzystania z jakościowej teleopieki. Czy faktycznie tak jest?

Prof. Fedorowski: Tak oczywiście może być, tutaj mamy bardzo lawinowy i szybki ruch w interesie, gwałtowny rozwój, w związku z czym część firm to wykorzystuje i sprowadzają tanie, niskiej jakości produkty. Oczywiście są firmy odpowiedzialne, które nawiązują współpracę z organizacjami takimi jak towarzystwa naukowe np. w obszarze wspomnianej kardiologii czy diabetologii, także z Polską Federacją Szpitali, mają albo rekomendacje, albo akredytacje. Rozwiązania muszą być też w odpowiedni sposób implementowane. Inaczej przebiega implementacja na przykład opasek telemedycznych w szpitalu, gdzie mamy dużo różnego sprzętu monitorującego, inaczej w domu opieki długoterminowej, a jeszcze inaczej w typowych warunkach domowych.

Inż. Olszanowski: Najpoważniejszym problemem dla osób ogłaszających dowolny przetarg jest znalezienie właściwego kompromisu pomiędzy liczbą osób, jakie chcemy objąć rozwiązaniem, a ceną rozwiązania jednostkowego. Wtedy pojawia się pokusa przyjęcia projektu o niskiej wartości jednostkowej i objęcia opieką większej liczby podopiecznych za przeznaczoną na realizację zadania kwotę. Jeśli nie dokonamy właściwych wyborów, preferując niską cenę jednostkową rozwiązania, to miejmy pewność, że niska jakość urządzenia i całości usługi wywoła zjawisko nazwane potocznie „psuciem rynku”.

Czy są jakieś przykłady wdrożeń teleopieki (w samorządach, ale nie tylko), gdzie wszystko zadziałało wzorcowo?

Prof. Fedorowski: W zeszłym roku, w ramach programu Domowej Opieki Medycznej, Ministerstwo Zdrowia zainicjowało program Opaska Telemedyczna. Miał on na celu pilotażowe wykorzystanie opasek w podstawowej opiece zdrowotnej. Lekarze POZ zdalnie monitorowali stan pacjentów, którzy przeszli zakażenie wirusem SARS-CoV-2, byli hospitalizowani z tego powodu czy też u których stwierdzono zmiany w obrazie radiologicznym, które świadczyłyby o zakażeniu. Był to największy projekt w tym obszarze, który został zrealizowany przez resort. Wzięło w nim udział 37 placówek POZ oraz 163 lekarzy, których przeszkolono z obsługi urządzenia i platformy. Dzięki wykorzystaniu 1000 opasek telemedycznych możliwe było przeprowadzenie ponad 500 tys. pomiarów parametrów życiowych pacjentów. Jest to dosyć duży krok w rozwoju rynku telemedycznego w naszym kraju.

Innym przykładem, tym razem z obszaru samorządowego, jest pierwsze wdrożenie teleopieki w ramach tegorocznej edycji programu Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej – Korpus Wsparcia Seniorów. Dzięki pozyskanym funduszom w gminie Wałbrzych teleopieką zostało objętych aż 100 seniorów w wieku powyżej 65 lat. Wykorzystane zostały tutaj opaski, które mają status wyrobu medycznego, a ich użytkownicy zyskali również dostęp do całodobowego telecentrum, zatrudniającego wykwalifikowanych ratowników medycznych. Wspominam o tym nie bez powodu - są to bardzo istotne elementy, które gwarantują seniorom bezpieczeństwo i możliwość bieżącego kontaktu z ratownikiem.

Jak wygląda jakościowe podejście do teleopieki w innych krajach, z których warto coś w Polsce zaimplementować? Rozumiem, że do czołówki w tym obszarze nam jeszcze daleko?

Prof. Fedorowski: Te kraje, w których cyfryzacja ochrony zdrowia jest bardzo daleko posunięta i była rozwinięta już przed covidem, dzięki dostępności danych elektronicznych mają dużo większe możliwości. Warto wspomnieć o dwóch wzorach europejskich, czyli Estonii i Danii. Oczywiście są to kraje dużo mniejsze od Polski, ale pokazują, że jeżeli jest unifikacja systemów elektronicznych, interoperacyjność zarówno rekordów szpitalnych, jak i pozaszpitalnych (szczególnie jeśli chodzi o podstawową opiekę zdrowotną), to telemedycyna zaczyna naprawdę bardzo dobrze działać.

Pozostałe kraje w Europie radzą sobie różnie. Tam, gdzie jest większa unifikacja i interoperacyjność systemów, to działa lepiej - na przykład w Hiszpanii, gdzie można w zasadzie powiedzieć, że wszyscy są w jednym systemie. Z kolei tam, gdzie jest duża dywersyfikacja, tak jak w wielu krajach Europy Środkowej, gdzie digitalizacja jest w różny sposób rozwinięta, telemedycyna działa jeszcze słabo.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Centrum e-Zdrowia zbada poziom informatyzacji placówek medycznych

Dr Kołtowski: trzeba upowszechnić narzędzia telemedyczne w systemie

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.