Telemedycyna i zdrowie cyfrowe: dużo mówimy, a mało robimy? Eksperci o braku “marchewki”

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 17-11-2022, 13:06

Nadal jesteśmy wyizolowaną wyspą, na której się dużo mówi, dużo debatuje, a nie podejmuje decyzji. Nakazujemy, karzemy, a nie idą za tym żadne pieniądze za dodatkowe świadczenia - mówił w czwartek (17 listopada) podczas panelu poświęconego telemedycynie i zdrowiu cyfrowemu prof. Maciej Banach.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W obecnej sytuacji, gdy mamy ogromny dług zdrowotny, nie można bać się słowa obowiązek w kontekście dostępu do danych pacjenta - podkreślał prof. Maciej Banach.
W obecnej sytuacji, gdy mamy ogromny dług zdrowotny, nie można bać się słowa obowiązek w kontekście dostępu do danych pacjenta - podkreślał prof. Maciej Banach.
Fot. JW

– Jednym z wyzwań jest wdrożenie do praktyki klinicznej narzędzi opartych o sztuczną inteligencję jako wsparcia dla lekarzy w podejmowaniu decyzji terapeutycznych. Czy to w najbliższym czasie realne, biorąc pod uwagę system finansowania ze środków publicznych?

Takie pytanie padło podczas konferencji Pulsu Medycyny „Polityka lekowa” w ramach panelu “Telemedycyna i zdrowie cyfrowe. Czego uczą nas kolejne fale pandemii?”.

– Patrzę na to bardzo praktycznie. Bardzo się cieszę z tego wszystkiego, co się obecnie dzieje. Obserwowałem początki platformy P1, jej rozwój od 20 lat. To pewien eufemizm, ale także się cieszę, że wybuchła pandemia, bo to spowodowało, iż nie mieliśmy wyjścia - platforma P1 musiała zacząć działać. Mówimy często o IKP, platformie P1, rozmawiamy o tym na tego typu spotkaniach od 10, 15 lat - jak to jest ważne, żeby dane szły za pacjentem. Musimy o nim wiedzieć wszystko, bez względu na to, gdzie jest. Ostatnio słyszałem od pani profesor Mastalerz-Migas, że to jest wina nas, wszystkich lekarzy, że nie wprowadzamy tych danych. To nie jest prawda - mówił prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, sekretarz generalny Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego, prezes Think-Tanku „Innowacje dla Zdrowia”.

EHR: nie bójmy się słowa “obowiązek”

Electronic Health Records (EHR) to dane obejmujące objawy czynności życiowych, historię choroby, diagnozy, notatki o postępach, leki, alergie, dane laboratoryjne, daty szczepień i raporty obrazowe.

– Oczywiście, jesteśmy z jednej strony do tego trochę zobowiązani, ale nie bójmy się tego, żeby to był obowiązek, za którym będą szły określone pieniądze. Jeżeli dany podmiot będzie w stu procentach wprowadzał wszystkie dane, to będzie miał większy kontrakt. Tymczasem gdy rządzący w Polsce słyszą słowo obowiązek, to się wszyscy trzęsą, pytają “co ludzie powiedzą”. Tak było np. ze szczepieniami - mówił prof. Banach.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Eksperci o odrabianiu długu zdrowotnego po pandemii: czas na modyfikację stylu życia

Dodał, że w ochronie zdrowia, szczególnie w obecnej sytuacji, gdy mamy ogromny dług zdrowotny, nie można bać się słowa obowiązek w kontekście dostępu do danych pacjenta, “którego na przykład nie widziało się rok”. Profesor podkreślił, że trzeba taki obowiązek wdrożyć jak najszybciej, ale jednocześnie zaoferować bonusy. - Problem jest taki, że nakazujemy, karzemy, a nie idą za tym żadne pieniądze za dodatkowe świadczenia. Przykładowo, jeżeli mamy program KOS-Zawał, jeżeli ktoś realizuje punkty końcowe, niech ma za to dodatkowe pieniądze - zaznaczał.

Prof. Banach przytoczył przykład z roku 2015, kiedy przyjechał do niego “człowiek, który miał startup, ze Stanford University, były doradca prezydenta Obamy ds. innowacji”. - Mówi do mnie: Maciek, potrzebuję cztery miliony EHR-ów, żebyśmy zrobili grant na 4 mln dolarów. Zmobilizowałem informatyków, ale to było pierwsze i ostatnie spotkanie, bo nie mieliśmy możliwości tych danych mu pokazać - skwitował.

Zdaniem profesora Polska jest nadal “wyizolowaną wyspą, na której się dużo mówi, dużo debatuje, a nie podejmuje decyzji”.

Decydenci: chcemy włączyć środowisko medyczne w rozwój zdrowia cyfrowego

Paweł Kikosicki, dyrektor Centrum e-Zdrowia, ripostował, że obowiązek wymiany dokumentacji medycznej istnieje już od 1 lipca 2021 roku. - Ale jak jest zwalidowany, panie dyrektorze? O to chodzi - zaznaczył prof. Banach.

Kikosicki podkreślił, że Centrum e-Zdrowia daje pewne rozwiązania centralne, ale lokalnie, w placówkach, trzeba te systemy dostosować. - MZ często na takie rozwiązania daje środki - przypomniał.

– 29 listopada opublikujemy strategię e-zdrowia. Chciałbym, żeby przy tej okazji wybrzmiało, iż chcemy włączyć środowisko medyczne, farmaceutyczne, pacjentów, w proces projektowania, wdrażania. Chciałbym w przyszłości uniknąć sytuacji, że budujemy system sami, a użytkownicy mają potem problem, żeby korzystać z narzędzi i trzeba je poprawiać - mówił.

Hubert Życiński, z-ca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Zdrowia przyznał, że często można usłyszeć głosy, żeby robić “lepiej, szybciej, więcej”. - Są one zapewne słuszne i wszyscy sobie tego życzymy, ale trzeba też na e-zdrowie patrzeć realnie - podkreślił.

– Musimy brać pod uwagę, jaka jest absorpcja nowych rozwiązań w środowisku jako całości, a nie jedynie wśród entuzjastów nowoczesnych technologii. Zadaniem MZ jest wprowadzanie transformacji cyfrowej w sposób inkluzywny. Absolutnie nie można się zgodzić z tezą, że Polska jest wyspą, na której się dużo mówi, a mało robi. Mamy już uruchomionych wiele usług zdrowia cyfrowego, inne są w fazie rozwoju - zaznaczał Życiński.

Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego, spuentował, że nowe rozwiązania w zakresie e-zdrowia, telemedycyny, powinni promować i upowszechniać pasjonaci, ale żeby tak się stało, muszą mieć przysłowiową marchewkę, którą trzeba “prawidłowo rozdawać”.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Miłkowski: przez najbliższy rok NFZ będzie się przygotowywał do zmiany w finansowaniu świadczeń

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.