Tanie i bezkolejkowe leczenie w Czechach

Katarzyna Nowosielska
opublikowano: 20-06-2018, 10:30

W Czechach funkcjonuje kilku konkurujących ze sobą ubezpieczycieli zdrowotnych i więcej pieniędzy przeznacza się na ochronę zdrowia. Dzięki temu pacjenci rzadko czekają w kolejkach, a lekarze zarabiają lepiej niż w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Są takie kraje w Europie, których mieszkańcy nie narzekają na służbę zdrowia. W jednym z nich 80 proc. społeczeństwa jest zadowolonych z opieki zdrowotnej. I wcale nie chodzi o bogatszych od nas Niemców czy Skandynawów. Tak jest w Czechach, wywodzących się, tak jak my, z byłego bloku socjalistycznego.

Czesi na wizytę z dzieckiem u specjalisty czekają zaledwie 2-3 tygodnie. Dorosły pacjent dostanie się do ortopedy czy kardiologa najpóźniej po kilku miesiącach od zapisu. Dlatego czeskie społeczeństwo bardzo rzadko korzysta z prywatnej opieki medycznej. Służba zdrowia, finansowana z obowiązkowo odprowadzanej składki zdrowotnej, działa sprawnie. Nawet z usług dentysty prawie wszyscy Czesi korzystają za pośrednictwem kasy chorych.

W Czechach zabiegają o pacjenta

Sekret czeskiej służby zdrowia tkwi w konkurencji między płatnikami. Największym jest Powszechny Zakład Ubezpieczeń Zdrowotnych, czyli Vsˇeobecná Zdravotní Pojisˇt’ovna. Czterej pozostali ubezpieczyciele to branżowe kasy chorych, np. bankowa czy wojskowa. Czeski obywatel może raz w roku zmienić kasę, ale ubezpieczycielowi zależy na tym, by u niego pozostał. Im bardziej skomplikowany zabieg przejdzie pacjent w którymś szpitalu, tym więcej kasa chorych na nim zarobi.

„Służba zdrowia w niektórych państwach ościennych udowadnia, iż system, w którym jest kilku konkurujących ze sobą ubezpieczycieli, bardzo dobrze się sprawdza. Te rozwiązania można by z czasem zaadaptować do polskich warunków” — mówi dr Anna Białk--Wolf, ekspert ds. turystyki medycznej z Instytutu Badań i Rozwoju Turystyki Medycznej.

Bardzo dobrze zorganizowana jest opieka medyczna w Niemczech. „Funkcjonuje tam wielu ubezpieczycieli, z czego 90 proc. to płatnicy publiczni, a 10 proc. prywatni. Niemieccy ubezpieczyciele mają inne priorytety. Im zależy na tym, aby pacjent był zdrowy, bo to oznacza, iż w przyszłości nie będą musieli płacić za skomplikowane leczenie poważnych i przewlekłych schorzeń. Dlatego zachęcają Niemców do profilaktyki, do badań” — dodaje dr Białk-Wolf.

Czeski system ochrony zdrowia - prawie 8 proc. PKB i system dopłat

Czesi w większym stopniu niż Polacy inwestują w służbę zdrowia. Roczne nakłady na ten cel wynoszą w Czechach 7,8 proc. PKB, podczas gdy polskie 4,7 proc. Ponadto nasi południowi sąsiedzi płacą też wyższe składki zdrowotne: 13,5 proc. (w Polsce to 9 proc.), z czego czeski pracownik płaci 4,5 proc., zaś pracodawca dokłada pozostałe 9 proc.

Czesi dodatkowo dopłacają też małe kwoty do leczenia w publicznych placówkach. Kiedyś odbywało się to na większą skalę, teraz dopłaty są tylko w szpitalach. Na przykład jeśli ktoś zgłosi się wieczorem na ostry dyżur w szpitalu, a jego problem zdrowotny nie okaże się poważny i można go rozwiązać następnego dnia u lekarza rodzinnego, wówczas pacjent płaci 90 koron czeskich (około 15 zł). To zmniejsza kolejki na SOR-ach, które w Polsce są zmorą.

Jeszcze do niedawna Czesi dopłacali też do wizyt u specjalistów, np. u ortopedy 30-40 koron (ok. 5 zł). „Ogólnie z tego był dość spory dopływ pieniędzy do naszego systemu zdrowotnego, ale poprzedni rząd zniósł dopłaty. To było nieco nieracjonalne posunięcie, gdyż te dopłaty były na tyle niewielkie, iż nie nadwyrężały portfeli pacjentów. Jednak poprzednia partia rządząca wygrała wybory dzięki temu, że zapowiedziała, iż zniesie te dopłaty” — mówi dr Pavel Veprˇek, ekspert ds. ochrony zdrowia i były doradca rządu.

„Dopłaty do leczenia zasilają system opieki zdrowotnej. Wydaje się jednak, że polskie społeczeństwo nie jest obecnie gotowe na współpłacenie, mimo że realnie udział naszych wydatków prywatnych na służbę zdrowia jest bardzo wysoki” — zauważa dr Anna Białk--Wolf. Ważniejsza jest jednak całościowa reforma systemu, aby był on racjonalny i korzystny dla pacjenta.

Wyższe pensje, mniej pracy

Lepsza organizacja systemu opieki zdrowotnej, wyższy budżet na leczenie sprawiają, iż lekarze w Czechach zarabiają trochę lepiej niż w Polsce. Podstawowa pensja specjalisty w szpitalu to 60 000-70 000 koron czeskich (mniej więcej 11 000 zł). Lekarze dostają też dodatkowe pieniądze za dyżury. Ci w trakcie specjalizacji zarabiają ok. 40 000 koron. Ale dr Veprˇek przyznaje, iż pensje specjalistów rosną, ponieważ zaczyna ich brakować. W wielu szpitalach wynagrodzenia tych lekarzy sięgają już 100 000 koron (czyli 16 000 zł). „My też mamy problem z emigracją lekarzy, zwłaszcza do Niemiec, gdzie mają lepsze warunki pracy i jeszcze lepsze zarobki” — mówi dr Veprˇek.

Fakty są jednak takie, że w Polsce na 1000 mieszkańców (według OECD) przypada 2,2 tys. lekarzy, podczas gdy w Czechach 3,6 tys.

Nie wydaje się, aby lekarze w Czechach przemęczali się jak medycy w Polsce. Czeski lekarz pracuje zazwyczaj w jednej placówce. W szpitalu ma miesięcznie 3-4 dyżury, dodatkowo płatne. Po zakończeniu pracy w szpitalu raczej nie pędzi do prywatnego gabinetu. Nie pracuje dłużej niż 8 godzin dziennie. Czeskie społeczeństwo bardzo sobie ceni określone godziny pracy.

Przychodnie w Czechach to placówki prywatne, które mają podpisane umowy z ubezpieczycielami. Lekarze w przychodniach otrzymują pieniądze za każdego przyjętego chorego. Szpitale zaś to publiczne jednostki. Kasy chorych oddzielnie płacą szpitalom za hospitalizację i badania poszczególnych chorych, osobno zaś za leki i operacje. Na ten ostatni cel szpital otrzymuje roczny ryczałt. Placówki muszą tak gospodarować tymi pieniędzmi, by starczyło ich do końca roku.

Czeski resort zdrowia dba o przestrzeganie wysokich standardów

Czeskie Ministerstwo Zdrowia co kilka lat publikuje dyrektywy wyznaczające, ile maksymalnie pacjent może czekać na wizytę lub zabieg. Te placówki, które przekraczają limity, nie podpiszą kontraktów z ubezpieczycielami. Konkurencyjność między kasami chorych skutkuje tym, iż bardzo pilnują one, czy pacjenci w ośrodkach są leczeni według standardów. Ubezpieczyciele sprawdzają, czy standardy odpowiadają np. wytycznym określonym przez Czeskie Stowarzyszenie Onkologiczne. Jeśli szpital ich nie spełnia, może nie otrzymać zapłaty od ubezpieczyciela.

Zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem, czas czekania na wizytę u lekarza pierwszego kontaktu czy ginekologa nie może w Czechach przekraczać 35 minut, u chirurga — 45 minut. Operacja zaćmy, której w Czechach poddają się bardzo często polscy pacjenci, musi zostać przeprowadzona w ciągu 30 tygodni od daty rejestracji. „Czeski system opieki zdrowotnej jest na tyle sprawnie zorganizowany, iż jest w stanie przyjąć rzesze pacjentów z Polski, przyjeżdżających tu na leczenie w ramach dyrektywy transgranicznej. Szybciej niż w kraju będą tu mieli wykonaną operację okulistyczną” — tłumaczy dr Białk-Wolf.

Inwestując pieniądze w ochronę zdrowia, Czesi zwracają uwagę na nieco inne aspekty jej funkcjonowania niż Polacy. Wiele czeskich szpitali i przychodni wygląda tak, jakby nie były odnawiane od lat osiemdziesiątych zeszłego wieku. Za to z opieki lekarsko-pielęgniarskiej, diagnostyki i leczenia czeskie społeczeństwo jest zadowolone.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Katarzyna Nowosielska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.