Szukałem sukcesu, „znalazłem” depresję. Co dalej?

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 26-02-2022, 09:00

Mężczyźni w Polsce popełniają samobójstwa osiem razy częściej niż kobiety. Ich depresja bywa niewidoczna - dla nich samych i dla otoczenia. Cierpią w samotności – piją, złoszczą się, uciekają w pracę, sport. - Nie mamy społecznych wzorców radzenia sobie z depresją, szczególnie w przypadku tzw. mężczyzn sukcesu. Nie znam żadnej kampanii skierowanej do tej grupy - mówi dr Sławomir Murawiec, psychiatra i psychoterapeuta.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Depresję zalicza się do chorób cywilizacyjnych, podobnie jak otyłość czy cukrzycę. Mężczyźni rzadziej niż kobiety zgłaszają się do lekarza i częściej bagatelizują pierwsze objawy depresji.
Fot. iStock

W Polsce na depresję cierpi ok. 1,5 mln osób. To choroba przeżywana w samotności, szczególnie w przypadku mężczyzn. Dla nich samych i dla bliskich depresja jest często niewidoczna, zamaskowana. Otoczenie wysyła sygnał „weź się w garść”, ale nie daje zrozumienia i wsparcia. Cierpienie w głębokiej depresji to psychiatryczne apogeum - jest co najmniej tak silne, jak ból w chorobach nowotworowych w skali somatycznej.

- W najtrudniejszej sytuacji są według mnie mężczyźni w przedziale wieku 35-45 lat, zorientowani na działanie i sukces w rozumieniu pozycji zawodowej, materialnej. Współczesny kapitalizm wmówił im, że muszą kroczyć indywidualną ścieżką rozwoju, na końcu której jest dobrze płatne i prestiżowe zajęcie, „wystrzałowa” kobieta i dzieci jak z obrazka. Ale nie powiedział, że jest tam także rywalizacja, samotność i bieg po wąskiej krawędzi sukcesu lub porażki. A „wystrzałowość” i „obrazek” nie zawsze łączą się z głębszymi relacjami. Gdy takim mężczyznom podwinie się noga, są bardzo podatni na załamanie swojego poczucia własnej wartości, a w konsekwencji na depresję. Jest mnóstwo kampanii dotyczących depresji w ujęciu bardziej „kobiecym”, a także kierowanych do osób starszych, dzieci, młodzieży, bezrobotnych. Są bardzo potrzebne, ale nie znam żadnej dedykowanej tzw. mężczyznom sukcesu - mówi nam dr Sławomir Murawiec, psychiatra i psychoterapeuta.

pulsmedycyny.pl: Czy istnieje coś takiego jak "męska depresja"? Czym różni się od kobiecej?

Dr n. med. Sławomir Murawiec: Możemy operować takim pojęciem, ale w cudzysłowie. Kobiecą depresję bardziej identyfikuje się jako postać z tzw. internalizacją – z objawami do wewnątrz. To smutek, poczucie winy, płacz. W przypadku mężczyzn częściej opisuje się depresję z eksternalizacją, czyli objawami wyrażanymi na zewnątrz. To chociażby nadużywanie alkoholu, narkotyków, wybuchy agresji, uciekanie w sport, pracę, szybka jazda autem. Oczywiście na „kobiecą” postać depresji mogą zapadać też mężczyźni – i na odwrót. Warto ponadto wspomnieć, że depresja ma bardzo wiele postaci. Gdzieś czytałem, że do jej rozpoznania może uprawniać nawet 680 różnych kombinacji objawów uwzględnionych w klasyfikacji psychiatrycznej.

No właśnie - mówiąc o depresji, z reguły myślimy o smutku, apatii, braku chęci do życia. Gdy jednak widzimy mężczyznę chodzącego na siłownię czy bardzo aktywnego zawodowo, trudno podejrzewać chorobę. Jak ją wówczas rozpoznać?

Jeżeli takie aktywności są „zdrowe”, to chcemy i możemy je realizować, ale nie musimy. Dają nam przyjemność, a nie maskują i nie zagłuszają rozpaczy. W depresji pojawia się element przymusu. Muszę coś zrobić, bo za każdym razem, gdy tego nie zrobię, pojawi się złe samopoczucie. Taka osoba jak ognia unika „okienka” na kontakt z własnymi trudnymi emocjami.

Każdego roku w naszym kraju ponad 5 tys. osób odbiera sobie życie. Mężczyźni w Polsce popełniają samobójstwa osiem razy częściej niż kobiety (na świecie - trzy razy częściej). Skąd w Polsce - pana zdaniem - aż tyle "nadmiarowych" samobójców wśród mężczyzn?

Mężczyzna z depresją zostaje bardzo często sam. Nie ma żadnych kulturowych, społecznych wzorców ani przestrzeni radzenia sobie z chorobą. Żona czy partnerka rzadko udzielają wsparcia, bo przecież mężczyzna się złości, bywa agresywny, jest niedostępny. Koledzy powiedzą „weź się w garść” i na tym kończy się rozmowa. W pracy też przecież nie powie, że ma problemy z psychiką, bo będzie się bał utraty wiarygodności, kompetencji. W niektórych zawodach psychiczna słabość może być wręcz zabójcza, więc mężczyźni tym bardziej się do niej nie przyznają. Co natomiast robi kobieta, gdy np. rzuci ją facet?

Idzie się wyżalić do koleżanek.

No właśnie. A one kiwają głowami i mówią, że będzie dobrze, a wszyscy faceci są okropni. Kobiety mają z kim podzielić się trudnymi emocjami, mają komu je „przekazać”.

Czyli mężczyźni, nie uzyskując pomocy, maskują problemy i potem na ratunek bywa za późno?

Jeżeli mężczyzna nie wie, co się z nim dzieje, ale odczuwa ból psychiczny, to wzrasta ryzyko popełnienia samobójstwa. Maskowanie cierpienia odbywa się w kilku wymiarach. Mężczyzna nie płacze, ale np. się złości. Pozoruje też inne zachowania – uśmiecha się, zmusza do aktywności, wypiera problemy. Kieruje nim wstyd, ale i swego rodzaju troska o innych – nie chce najbliższego otoczenia obciążać problemami. Mężczyźni z depresją mają olbrzymi kłopot, gdy spotykają się ze znajomymi, którzy nadal są „na szczycie”. Bo jak tu pokazywać, że u mnie wszystko dobrze, skoro padła mi firma? A jakoś pokazać się trzeba, by dobrze wypaść w porównaniu z innymi.

Może problem leży w tym, że mężczyźni nie są uczeni kontaktu ze swoimi emocjami i rozumienia ich?

Po części tak. W przypadku mężczyzn często mamy do czynienia z osobami bardziej zorientowanymi na działanie, a nie na rozumienie emocji. W razie problemów jest im źle, ale nie do końca rozumieją, dlaczego. Myślą, że nikt im nie pomoże, nie szukają wsparcia, zostają z depresją sami, czują ból psychiczny spowodowany rozdźwiękiem miedzy tym, co się stało, a co sobie zaplanowali, wymarzyli. Ten ból domaga się rozwiązania, bo nie da się cierpieć w nieskończoność. Tym rozwiązaniem może być - niestety - samobójstwo.

W mediach często mówi się, że problem depresji u mężczyzn (w tym samobójstw) i nieszukania wcześniej pomocy leży przede wszystkim w rolach płciowych, że "klasyczna" męskość często bywa toksyczna.

Donné van der Westhuizen i Mark Solms w artykule „Social dominance and the Affective Neuroscience Personality Scales” zwracają uwagę, że u mężczyzn swego rodzaju popęd do społecznej dominacji może być uwarunkowany biologicznie. Z mojej praktyki wynika – co bardzo istotne – że może też zależeć od wieku danego mężczyzny. Osoby nieco starsze, powiedzmy po pięćdziesiątce, często inaczej rozumieją sukces niż młodsze pokolenie. Oznacza on u nich np. pasje, wolny czas, relacje z rodziną, zdrowie.

W najtrudniejszej sytuacji są według mnie mężczyźni w przedziale wieku 35-45 lat, zorientowani na działanie i sukces w rozumieniu pozycji zawodowej, materialnej. Współczesny kapitalizm wmówił im, że muszą kroczyć indywidualną ścieżką rozwoju, na końcu której jest dobrze płatne i prestiżowe zajęcie, „wystrzałowa” kobieta i dzieci jak z obrazka. Gdy takim mężczyznom podwinie się noga, są bardzo podatni na załamanie, czują się bezwartościowi. W świecie tak pojętej rywalizacji mamy dualizm: albo jestem osobą sukcesu, samodzielną, niczego od nikogo nie potrzebuję, albo jestem zerem, nikim, jestem na dnie. W takiej narracji, w wewnętrznym rozumieniu tej osoby, poproszenie o pomoc to przyznanie się do porażki.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Grupa Rx sp. z o.o. Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

A jeśli już trafi do gabinetu? Przychodzi do pana i mówi: "jestem zerem, nic nie potrafię, firma mi padła, zostałem z długami, codziennie piję". Od czego zaczyta pan interwencję i co decyduje o tym, że mężczyzna odzyska poczucie wartości i sprawczości? A może to też dobry moment na przewartościowanie celów w życiu?

Wtedy myślę: oho, nie będzie łatwo, nie będzie to prosta droga leczenia typu: leki, psychoterapia lub jedno i drugie - i pewnie nie nastąpi szybka poprawa. W tym przypadku sytuacja jest skomplikowana, wieloprzyczynowa. Zdrowienie może się przeciągać, pacjent będzie musiał wiele zrozumieć. Oczywiście pacjentowi nie mówię, że obaj stoimy przed niełatwym zadaniem.

A co pan mówi?

Wyczuwam w tym pytaniu, że oczekuje pan jakiejś prostej i szybkiej recepty. Psychiatra czy psychoterapeuta nie ma magicznej formuły, zaklęcia, po zastosowaniu którego pacjent doznaje olśnienia, mówi „aha” i wychodzi z gabinetu zdrowy. To tak nie działa.

A jak?

Trzeba najpierw z pacjentem zbudować zrozumienie sytuacji. Pytam, co się dla niego wydarzyło w sensie dramatu wewnętrznego, a nie suchych, zewnętrznych faktów. Bo to, że zbankrutował, zadłużył się, pije - wie. Zna też nazwę firmy i NIP. To głębsze rozumienie prof. Henry Lothan opisał jako dramatologię. W sensie więc dramatologii terapeutycznej może okazać się, że firma przez lata stanowiła treść życia tego mężczyzny, wręcz podstawę jego tożsamości, sukcesu. Stąd poczucie „jestem zerem”. Warto pokazać, że nieudany biznes nie resetuje czyichś umiejętności, wartości – bo można zbudować inny, na podstawie nabytych do tej pory doświadczeń. Dobrze też akcentować, że bankructwo mogło być spowodowane czynnikami zewnętrznymi, np. pandemią.

I jak już pan zobaczy, że pacjent rozumie, co dla niego ten ciąg zdarzeń znaczy – co dalej?

A czemu pan tak leci?

Próbuję się wczuć w czytelnika. Pewnie też chce wiedzieć.

Przede wszystkim trzeba poczuć o co chodzi, a „czucie” nie lubi pośpiechu. Ostatni tego typu pacjent, którego leczyłem, dochodził do siebie od września do stycznia. Teraz wszyscy są nastawieni na to, że ma być efekt natychmiast. Tak się w tym przypadku nie da. Mamy tu zachowania autodestrukcyjne (alkohol), bardzo niskie lub wręcz „minusowe” poczucie własnej wartości, bardzo niesprzyjające okoliczności zewnętrzne, często fantazjowanie, że jest się kloszardem, narkomanem, pijakiem, nikim. Nawet budowanie czegoś nowego jest trudne, bo przecież jak być czyimś pracownikiem, gdy było się szefem? Albo jak otworzyć kolejny biznes, gdy ma się długi i człowiek się boi, że znów się nie uda?

Wielu takich pacjentów pan przyjmuje?

Kilku w miesiącu.

Cierpienie w głębokiej depresji to ponoć - w skali psychiatrycznej - apogeum - podobnie jak ból w chorobach nowotworowych w skali cierpienia somatycznego. Da się to cierpienie opisać, wyjaśnić?

W piśmiennictwie funkcjonuje pojęcie „psychological pain”. Po raz pierwszy opisał go pionier w dziedzinie suicydologii, Edwin S. Shneidman. To sytuacja, w której następuje rozdzierające cierpienie psychiczne o takim nasileniu, jak np. ból po śmierci bardzo bliskiej osoby. Często przedmiotem żałoby nie jest wyłącznie druga osoba, ale też sam cierpiący – bo z jakiegoś powodu utracił samego siebie, a precyzyjniej - kogoś, kim chciał być albo kim był. Utracił siebie takim, jakim był przy tej osobie, albo posiadając określone wartości, sytuację, znaczenia.

Jest pan – załóżmy – krajowym konsultantem ds. psychiatrii. Przychodzi do pana decydent i mówi: mamy katastrofę jeśli chodzi o wskaźniki samobójstw u mężczyzn w Polsce. Co z tym zrobić?

Zacznijcie mówić o zdrowiu psychicznym mężczyzn i ich specyficznych problemach, z którymi się borykają – odpowiadam. I o tym, że warto szukać pomocy. Chodzi o budowanie świadomości społecznej, choćby poprzez dedykowane mężczyznom kampanie społeczne.

A może mężczyzn trzeba inaczej wychowywać – uwrażliwiać, zachęcać do okazywania emocji?

Po pierwsze: nie powinniśmy mówić mężczyznom z góry, jacy powinni być. Na pewno kwestie edukacji o zdrowiu psychicznym i o kształtowaniu relacji są potrzebne. Wielokrotnie słyszałem pomysły, aby takie zajęcia były wprowadzone do systemu edukacyjnego i bardzo dobrze, aby tak się stało. Ale nawet mężczyzna bardziej wrażliwy, rozumiejący swój własny świat emocji, też nie jest impregnowany na depresję. Mężczyzn powinniśmy rozumieć i wspierać, a nie stawiać im kolejne wyzwania dołączane do tych już istniejących – od teraz mają być wrażliwi, czytać wiersze, wyrażać emocje poprawnie i precyzyjnymi słowami. Żyjemy w czasach przemian jeśli chodzi o modele kobiecości i męskości, więc wypracowanie nowego wzoru, jak być mężczyzną, nie jest łatwe i można powiedzieć „rodzi się w bólach”. Nawet w idealnie spokojnych warunkach to byłby problem. Na te przemiany nakładają się: pandemia, kryzysy ekonomiczne, utrata miejsc pracy, wyzwania klimatyczne, a teraz jeszcze kolejne zagrożenia.

Rozmawiał: Jacek Wykowski

PRZECZYTAJ TAKŻE: Uczucie zmęczenia i brak energii deklaruje blisko 40 proc. Polaków [ANKIETA]

Okiem psychiatry praktyka: pułapki diagnozowania depresji

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.