Szkolna edukacja lekarstwem na uprzedzenia antyszczepionkowe

Helena Berc
opublikowano: 23-06-2019, 11:01

W walce z ruchem antyszczepionkowym najważniejsze są: edukacja oraz konsekwentne nakładanie grzywien przymuszających. Szkoda natomiast czasu na polemikę, bo to tylko legitymizuje jego działania — podkreślali uczestnicy debaty „Podnoszenie świadomości społecznej na temat korzyści prozdrowotnych szczepień ochronnych”, która odbyła się w ramach konferencji „Polityka Lekowa” zorganizowanej przez „Puls Medycyny” 27 maja.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Fałszywe informacje o szczepieniach dotyczą nie tylko ich skuteczności czy działania, ale też regulacji prawnych w tym zakresie. Dlatego, zdaniem uczestników debaty, edukacja powinna dotyczyć wszystkich aspektów. Musi być prowadzona w szkołach już od najmłodszych lat. Trzeba dostosować przekaz do odbiorcy, wykorzystać wiedzę na temat źródeł pewnych przekonań oraz zamieszczać pozytywny przekaz w mediach społecznościowych. Warto też znaleźć dodatkowe źródła finansowania działań edukacyjnych. Spodziewanym efektem takiej strategii jest wygenerowanie społecznego oczekiwania na kolejne szczepienia.

Dr hab. n. med. Jarosław Pinkas: Nie pozbędziemy się wszystkich chorób zakaźnych, ale poradzimy sobie z nimi, jeśli będziemy wobec siebie odpowiedzialni.
Wyświetl galerię [1/5]

Dr hab. n. med. Jarosław Pinkas: Nie pozbędziemy się wszystkich chorób zakaźnych, ale poradzimy sobie z nimi, jeśli będziemy wobec siebie odpowiedzialni.

Szczepienia ofiarą własnego sukcesu

Otwierając debatę, dr hab. n. med. Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny i krajowy konsultant w dziedzinie zdrowia publicznego zaznaczył, że szczepienia padły ofiarą własnego sukcesu. Zlikwidowały choroby, które dziesiątkowały świat i wielu z nas zapomniało, dlaczego w ogóle szczepionki wprowadzono. „Trzeba pokazać, że nadal są one istotne i potrzebne, bo świat jest globalną wioską pełną zagrożeń. Nie pozbędziemy się wszystkich chorób zakaźnych, ale poradzimy sobie z nimi tylko wtedy, jeśli będziemy wobec siebie odpowiedzialni” — apelował.

Podkreślił, że ktoś, kto się nie szczepi, jest skrajnym egoistą. „Jeśli w tym wypadku deprecjonuje się słowo odpowiedzialność i obowiązek, popełnia się grzech śmiertelny, bo może to przełożyć się na czyjeś nieszczęście, a nawet śmierć. Szczepimy się dla innych, dla tych, którzy nie mogą” — powiedział dr Pinkas. Działania podejmowane przez Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) przynoszą pozytywne efekty. „Na szczęście mamy dużą liczbę sprzymierzeńców: rzecznika praw pacjenta, pacjentów, naukowców z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, lekarzy, pielęgniarki i całe rzesze mądrych ludzi, zwłaszcza babć, dziadków i rodziców opowiadających młodszym, że nagrobki dziecięce na cmentarzach skrywają często ofiary chorób, na które dziś są szczepionki” — wymienił.

Dodał, że jego marzeniem jest wygenerowanie społecznego oczekiwania na kolejne szczepienia.

Zgoda na szczepienia nie jest potrzebna

Bartłomiej Chmielowiec, rzecznik praw pacjenta podkreślił, że najważniejsza jest edukacja w zakresie szczepień, również ta dotycząca regulacji prawnych. „W przestrzeni publicznej pojawiają się nieprawdziwe informacje w kwestii udzielania zgody na szczepienia obowiązkowe. Są osoby, które mając np. wykształcenie inżynierskie czy ekonomiczne wprowadzają społeczeństwo w błąd, prezentując się jako fachowcy prawni” — ubolewał.

Zaznaczył, że co do zasady, zgodnie z art. 16 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, wymagana jest zgoda pacjenta lub jego przedstawiciela ustawowego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, ale art. 15 tej samej ustawy mówi, że przepis ten nie obowiązuje, jeżeli regulacje odrębnych ustaw stanowią inaczej. „Jednym z takich wyjątków jest ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, która wskazuje, że nie jest konieczna zgoda rodziców, aby zaszczepić dziecko w ramach szczepień obowiązkowych” — wyjaśnił rzecznik.

Dodał, że nieprawdziwe są również informacje, jakoby szczepienia obowiązkowe były niezgodne z Konstytucją RP. „Art. 68 ust. 4 Konstytucji mówi, że władze publiczne są zobowiązane do zwalczania chorób epidemicznych. Natomiast art. 31 ust. 3 wprowadza zasadę, że w demokratycznym państwie mogą być wprowadzone ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw, jeżeli jest to konieczne między innymi dla ochrony zdrowia” — tłumaczył.

Przypomniał, że wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 17 października 2018 r. jednoznacznie wskazał, że nie ma żadnych podstaw do kwestionowania niekonstytucyjności rozwiązań prawnych zawartych w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi i że badania kwalifikacyjne do szczepień są mechanizmem będącym wentylem bezpieczeństwa, zgodnym z zasadą proporcjonalności, określoną w art. 31 ust. 3 Konstytucji. „Dlatego musimy postawić na edukację i przekazywanie rzetelnych oraz prawdziwych informacji, również tych dotyczących zgodności z prawem szczepień obowiązkowych” — podsumował.

Dostosować przekaz

Prof. dr hab. n. med. Ewa Augustynowicz z Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego zaznaczyła, że naukowców wciąż dziwią informacje rozpowszechniane przez ruchy antyszczepionkowe, sprzeczne z wiedzą medyczną. Dlatego, jej zdaniem, w edukacji ważne jest dostosowanie przekazu do odbiorcy.

„My cały czas uczymy się, jak to robić. Wydaje mi się, że nie powinniśmy straszyć chorobami i zagrożeniami płynącymi z tego, że ktoś się nie szczepi, ale podkreślać, jak ogromne korzyści dają szczepienia. Trzeba też pamiętać, że inny przekaz musi być skierowany do młodych rodziców, którzy swoją wiedzę czerpią z mediów społecznościowych, a inny do lekarza czy pielęgniarki” — podkreśliła.

Prof. Augustynowicz przypomniała też o znaczeniu edukacji personelu medycznego. „Lekarze i pielęgniarki to jest kanał, w który powinniśmy inwestować, aby dać im odpowiednie narzędzia, które będą mogli wykorzystać w kontakcie z pacjentem” — powiedziała. Zaznaczyła, że nie wolno zapominać o mediach społecznościowych i tam również kierować pozytywne informacje, aby trafiać do młodych rodziców. „Oni bardzo często zadają pediatrom mnóstwo pytań. Dlatego lekarze muszą być na to przygotowani. Powinni też potrafić wskazać takim rodzicom miejsce w Internecie, gdzie znajdą rzetelne informacje” — dodała.

Jujitsu, czyli wykorzystanie siły wroga

Dr n. hum. Karolina Zioło-Pużuk z akcji edukacyjnej „Zaszczep się wiedzą” opowiedziała o opublikowanych w zeszłym roku badaniach dotyczących psychologicznych uwarunkowań odmowy szczepień. „Prowadząc kampanię informacyjną i edukacyjną zastanawialiśmy się, jak to jest, że ktoś nie wierzy w skuteczność szczepień. Ale naukowcy, psycholodzy sformułowali problem inaczej: jak to jest, że ktoś nie chce uwierzyć. Dużo jest przecież pozytywnych, rzetelnych informacji na ten temat. Tymczasem ciągle są grupy, które poszukują odpowiedzi i ją znajdują w miejscach niewiarygodnych. I nie mówię tu o 2-3 proc., które i tak nie uwierzą, ale o 35 proc., które wahają się” — powiedziała. W ramach tego badania psychologowie sprawdzali korelację przekonań antyszczepionkowych z innymi  przekonaniami. Wyszli z założenia, że niechęć do szczepień stanowi element szerszych przekonań i wizji rzeczywistości. Zbadano wiele z nich i okazało się, że tylko trzy mają znaczenie.

Pierwszą grupę stanowią ludzie odczuwający lęk przed igłą i widokiem krwi. Cierpiący na taki lęk będzie go racjonalizował, twierdząc, że nie chce się szczepić, bo szczepienia są szkodliwe. „Takim osobom trzeba uświadomić, że jeśli zachorują, to pójdą do szpitala, a wtedy igieł i krwi  będzie znaczne więcej” — poradziła. Kolejna grupa to ludzie z dużym poczuciem indywidualności, którzy podkreślają, że nikt nie powinien ograniczać ich praw, nawet mając na uwadze dobro ogółu. „W tym przypadku skuteczna jest strategia jujitsu, czyli wykorzystanie czyjejś siły do przekonania go do naszych racji. Trzeba takiej osobie uzmysłowić, że ruchy anyszczepionkowe nie szanują indywidualności członków organizacji, a nawet często narzucają swój punkt widzenia i nie pozwalają na zadawanie pytań, wątpienie.  Czyli coś, co jest podstawą prawdziwej, rzetelnej nauki” — poinformowała.

Ostatnia kategoria to połączenie bycia przeciwnikiem szczepień z przekonaniem o spisku. „W takim przypadku warto pokazać, że ruch antyszczepionkowy również może być spiskiem nastawionym na zysk. Jeśli ktoś sprzedaje zwykłą trawę po 100 zł za 10 dkg, to musi mieć na względzie przede wszystkim zysk i, aby móc czerpać korzyści, podsyca poczucie, iż to nie on, a inni są w spisku” — mówiła.

Czy grzywna za nieszczepienie jest skuteczna?

Marcin Fiałka, radca prawny z kancelarii Baker McKenzie przypomniał, że w zakresie szczepień obowiązkowych przewidziane są sankcje administracyjne, którymi są grzywny przymuszające. „Jeśli do kogoś nie przemawiają argumenty naukowe i medyczne, środkiem ostatecznym jest wymierzenie przez wojewodę, na wniosek organów inspekcji sanitarnej, grzywny w wysokości do 10 tys. zł. Taka grzywna może być nakładana indywidualnie na każdego z rodziców odmawiających wykonania szczepienia” — poinformował. Dodał, że orzecznictwo sądów administracyjnych — poczynając od sądów wojewódzkich, a kończąc na Naczelnym Sądzie Administracyjnym — zgodnie potwierdza, że nie ma prawnych przeciwwskazań do nakładania takich kar pieniężnych. Wysokość kar jest różna, w zależności od województwa, przy czym rekordzistą w tym względzie jest województwo łódzkie, gdzie grzywny sięgają średnio 2 tys. zł. „Myślę, że jest to dość skuteczna i nie tak dotkliwa procedura, jak mogłoby się wydawać. Ukarany rodzic ma aż do ostatniej chwili możliwość zmiany postępowania i wykonania szczepienia, co skutkuje umorzeniem nałożonej wcześniej grzywny” — zaznaczył prawnik.

Marcin Fiałka przypomniał też, że w 2015 r. władze Częstochowy próbowały w drodze uchwały uzależnić od zaszczepienia dziecka możliwość kwalifikacji do żłobków czy przedszkoli. Sąd administracyjny podważył jednak taką strategię, wskazując, że kryteria przyjęcia do placówki są ustalone na poziomie ustawy i nie może ich regulować samorząd.

„Dlatego rozwiązania warunkujące przyjęcie do przedszkola od szczepienia albo ich braku nie mogą budzić wątpliwości prawnych i muszą być uregulowane na poziomie ustawowym” — stwierdził.

Swoimi wątpliwościami w tym względzie podzielił się minister Bartłomiej Chmielowiec. „Mam wątpliwości, czy ustawą moglibyśmy wprowadzić takie rozwiązania, bo obowiązek szkolny czy równy dostęp do edukacji wynika z Konstytucji. Nieprzyjęcie dziecka do placówki byłoby karaniem go za wybory rodziców. Trzeba więc konsekwentnie nakładać grzywny administracyjnie i je egzekwować” — powiedział. Do wątpliwości tych odniósł się przedmówca, wskazując, że są one uzasadnione, zgodność takich uregulowań z Konstytucją będzie musiała być wnikliwie przeanalizowana, a ewentualne rozwiązania prawne odpowiednio wyważone.

Dyskusja legitymizuje działania

Na pytania, jak prowadzić dialog z antyszczepionkowcami, dr Jarosław Pinkas odpowiedział, że musimy odróżnić część tego środowiska, które być może ma dobre intencje, ale nie ma wystarczającej wiedzy, od osób które działają w tym ruchu dla osobistych korzyści. Jego zdaniem, osoby te powinny być poddane społecznemu ostracyzmowi. „I my takiego dyskursu w przestrzeni publicznej nie podejmujemy. Dlatego nie ma polemiki między mną jako konsultantem krajowym czy głównym inspektorem sanitarnym a antyszczepionkowcami. Po pierwsze dlatego, że druga strona nie używa argumentów ad meritum, tylko ad personam. Poza tym ten ruch, moim zdaniem, ma charakter gasnący, bo Polacy są mądrym narodem. Myślę, że skuteczną strategią jest wyprowadzenie go poza nawias akceptowalny społecznie. Natomiast wchodzenie w dyskusje legitymizuje ich działania. Najlepszą drogą jest więc spuszczenie zasłony milczenia” — argumentował.

Dodał, że ruch antyszczepionkowy narodził się w Internecie i tam trzeba „odciąć mu tlen”, czyli odebrać dostęp ludziom, którzy go propagują. Na pytanie, kto stoi za ruchem antyszczepionkowym, dr Pinkas wymienił: wielkie pieniądze, złe intencje, komercję i skrajną nieuczciwość. „Ruch nie reprezentuje tylko antyszczepionkowości. To są ci sami ludzie, którzy związani są z ruchem sprzeciwiającym się kanałowemu leczeniu zębów, to sprzedawcy heksagonowej wody czy płaskoziemcy. Niestety, w Polsce jest kilka tysięcy ludzi przekonanych, że Ziemia jest płaska. Zbierają pieniądze na rakietę, która ma zrobić zdjęcie i to udowodnić” — bulwersował się. Zaznaczył jednak, że dzięki zmasowanym działaniom, mamy wzrost zaufania do szczepień o 7 punktów procentowych. „Nie zaprzestajemy edukacji. Jesteśmy aktywni na Facebooku, Instagramie i naszej stronie internetowej” — poinformował dr Pinkas.

Edukacja od najmłodszych lat

Dr Karolina Zioło-Pużuk opowiedziała o edukacji prowadzonej w szkołach w ramach kampanii „Zaszczep się wiedzą” realizowanej przy wsparciu Głównego Inspektoratu Sanitarnego. „Jest to program skierowany do uczniów i nauczycieli. Chodzi oto, aby na różnych lekcjach wyjaśniać, czym jest profilaktyka chorób zakaźnych i szczepienia. Zanim przecież ktoś zostanie rodzicem, jest uczniem” — stwierdziła.

Bartłomiej Chmielowiec podkreślił, że działania edukacyjne podejmowane przez GIS czy realizowane w ramach kampanii „Zaszczep się wiedzą” to pożądany kierunek przynoszący efekt. „Dlatego sądzę, że środki na edukację powinniśmy zwiększać. Od jakiegoś czasu postuluję powołanie Funduszu Edukacji Zdrowotnej, zarządzanego np. przez GIS czy NIZP-PZH, zasilanego z pieniędzy pochodzących z kar nakładanych przez różne organy funkcjonujące w obszarze ochrony zdrowia, czyli Państwową Inspekcję Sanitarną, rzecznika praw pacjenta, ministra zdrowia, głównego inspektora farmaceutycznego czy wojewodę. Pieniądze te powinny wrócić do systemu ochrony zdrowia na edukację. I to nie tylko dotyczącą szczepień, ale szeroko rozumianej profilaktyki. Wówczas zwrócą się w czwórnasób” — powiedział.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Helena Berc

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.