Szkolenia z medycyny pola walki w Wojskowym Instytucie Medycznym

Karolina Kropiwiec (PAP)
opublikowano: 23-07-2019, 16:53

W Wojskowym Instytucie Medycznym (WIM) w Warszawie trwa seria szkoleń z medycyny pola walki. W kursach biorą udział medycy, m.in. przedstawiciele służb mundurowych, którzy chcą udoskonalić wiedzę na temat udzielenia pomocy rannym, np. po postrzałach czy wybuchach.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Szkolenie nazywa się "Trauma Room II". Jego nazwa nawiązuje do odpowiednika szpitalnego oddziału ratunkowego w polskim szpitalu wojskowym w bazie Ghazni w Afganistanie. Zajęcia przygotował Oddział Medycyny Pola Walki i Symulacji Medycznej WIM w ramach projektu "Poprawa bezpieczeństwa i ochrona żołnierzy na misjach poprzez działanie w obszarach wojskowo-medycznym i technicznym – AFGAN".

Projekt współfinansuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. W pierwszym cyklu szkoleniowym, przeprowadzonym w 2017 r., wzięło udział ok. 750 osób. W drugim – wyższym etapie – przeszkolonych zostanie ok. 100 żołnierzy.

"Ponad 90 proc. żołnierzy rannych w misjach było leczonych w naszej placówce. To niosło za sobą konkretne konsekwencje. Po pierwsze podnosiliśmy swoje umiejętności w zakresie profesjonalnego udzielania pomocy medycznej tej grupie poszkodowanych, ale jednocześnie budowaliśmy kompetencje po to, aby stworzyć profesjonalny system szkoleniowy, aby zbudowaną na podstawie tych doświadczeń wiedzę przekazać kolejnym pokoleniom medyków" – powiedział dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego gen. dyw. prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak.

Dodał, że na podstawie tej wiedzy opracowano cykl szkoleń przeznaczonych zarówno dla medyków w mundurach, jak i dla cywili.

Jednym z takich szkoleń jest właśnie "Trauma Room II". Szef WIM poinformował, że szkolenia cieszą się dużym zainteresowaniem przede wszystkim przedstawicieli służb mundurowych, głównie jednostek specjalnych policji i wojska.

"To osoby, które postanowiły podnieść swoje kompetencje o ten wąski, ale bardzo istotny i odbiegający od medycyny czasu pokoju fragment wiedzy" – powiedział. "Staramy się, by warunki w trakcie ćwiczeń maksymalnie odwzorowywały to, co dzieje się na polu walki" – podkreślił gen. Gielerak.

Dwudniowe kursy prowadzone są przy użyciu najnowocześniejszych symulatorów medycznych. Symulator to inaczej sztuczny człowiek. Scenariusze odgrywane podczas kursów oparto na analizie najczęstszych przyczyn zgonów rannych żołnierzy: masywnych krwotokach, niedrożności dróg oddechowych czy odmie.

We wtorek zaproszeni dziennikarze mogli zobaczyć, jak wyglądają takie zajęcia.

Prowadzący szkolenie, ratownik medyczny Paweł Wiktorzak wyjaśnił, że pracownia symulacji medycznej odtwarza warunki szpitalne. Uczestnicy korzystają z prawdziwego sprzętu medycznego. "Pracujemy w dwóch zespołach urazowych. W każdym z nich znajduje się sześć osób. Są tutaj lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni. Za każdym razem symulacja odbywa się w taki sam sposób. Lider, szef zespołu urazowego, dostaje informacje na temat pacjenta i zespół w ciągu 10-15 minut ma zrealizować konkretne cele" – tłumaczył Paweł Wiktorzak.

Wyjaśnił, że te cele to np. rozpoznanie masywnego krwotoku, zatamowanie go, udrożnienie dróg oddechowych nieprzytomnej osobie, która jest w stanie wstrząsu.

W trakcie symulacji instruktorzy przyglądają się podejmowanym przez zespół czynnościom za lustrem weneckim. "W pracowni symulacji, w tzw. sterowni mamy dużo pracy do zrobienia. Możemy korzystać z monitorów, kamer, mikrofonów. Musimy obserwować przez monitory, co dzieje się z symulatorem, ale też nim sterować. Symulator to sztuczny człowiek, on bardzo dużo potrafi, ale część rzeczy nie jesteśmy w stanie na nim wygenerować, choćby kolor czy temperatura skóry. Musimy to powiedzieć przez głośnik" – opisywał.

Po przeprowadzonej symulacji prowadzący szkolenie omawiają pracę zespołu, wskazując na ich dobre i złe zachowania. "Samo omówienie trwa czasami 45 minut, wiec podczas takiego szkolenia, które trwa mniej więcej 8 godzin, potrafimy zrobić ok. 6-7 symulacji" – powiedział.

"Zazwyczaj pod koniec dnia wychodzimy już bez kartki, bo większość rzeczy zostało przez zespół poprawionych. To jest właśnie magia symulacji medycznej. Umieramy tak samo czy na polu walki, czy w cywilu. Najważniejsze, by wszyscy zrozumieli, że najważniejsza jest praca zespołowa – lekarzy, pielęgniarek, ratowników, operatorów sił specjalnych i wszystkich, którzy pomagają przy pacjencie" – zaznaczył Paweł Wiktorzak.

Dotychczas w "Trauma Room II" wzięli udział żołnierze m.in. z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej z Warszawy, Jednostki Wojskowej Formoza z Gdyni, 15 Brygady Zmechanizowanej z Giżycka i 1 Brygady Pancernej z Wesołej.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Karolina Kropiwiec (PAP)

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.