Szczepienia trenują układ odpornościowy

Oprac. Rys.
04-10-2017, 14:10

Szczepienia przeciw chorobom zakaźnym, wprowadzone i upowszechnione w XX wieku, stanowią jedno z największych osiągnięć współczesnej medycyny. Tymczasem z roku na rok rośnie w Polsce liczba dzieci niezaszczepionych. O tym, jak temu zaradzić, jakie powinny być priorytety w dziedzinie szczepień i jaki jest wpływ szczepień ochronnych na zdrowie całej populacji, dyskutowali eksperci podczas debaty: „Wpływ rozwoju kalendarza szczepień i szczepień populacyjnych na zdrowie publiczne w Polsce”, zorganizowanej w redakcji „Pulsu Medycyny”.

Zaproszenie do dyskusji przyjęli: dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, mgr Magdalena Mrożek-Gąsiorowska, Pracownia HTA oraz Zakład Ekonomiki Zdrowia i Zabezpieczenia Społecznego IZP UJ CM, mgr Magdalena Koperny, kierownik Działu Zdrowia Publicznego i Promocji Zdrowia Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie, dr Karolina Zioło-
-Pużuk, akcja „Zaszczep się wiedzą”, dr n. med. Paweł Stefanoff, Zakład Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego — Państwowego Zakładu Higieny, dr hab. n. med. Aleksandra A. Zasada, prof. NIZP-PZH, kierownik Zakładu Badania Surowic i Szczepionek Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego — PZH, Jakub Gołąb (MSD), dr n. med. Rafał Rdzany (GSK), dr n. med. Maciej Trybulec (Sanofi Pasteur). Debatę prowadzili dr n. med. Paweł Grzesiowski, sekretarz Pediatrycznego Zespołu Ekspertów do Spraw Programu Szczepień Ochronnych przy Ministerstwie Zdrowia, dyrektor Fundacji „Instytut Profilaktyki Zakażeń” oraz red. Krzysztof Michalski z I Programu Polskiego Radia.

Znikające choroby

„Piękny przykład skuteczności szczepień stanowi błonica — przypomniała dr Aleksandra Zasada. — W roku 1954, kiedy wprowadzono w Polsce obowiązkowe szczepienia przeciw tej chorobie, stwierdzono prawie 44 tys. jej przypadków. W tym okresie odnotowywano około 3 tys. zgonów na błonicę rocznie. W wyniku wprowadzonych szczepień te liczby zaczęły gwałtownie spadać. W latach 70. XX wieku stwierdzano już tylko kilka zachorowań rocznie. Obecnie błonicy w Polsce nie ma — ostatni jej przypadek stwierdzono w 2001 r. Warto podkreślić, że w latach 90. w krajach byłego Związku Radzieckiego panowała epidemia błonicy, a dzięki temu, że nasza populacja została zaszczepiona, w Polsce mieliśmy do czynienia zaledwie z kilkunastoma przypadkami rocznie, głównie przywleczonymi przez wschodnią granicę”.

Mimo obowiązkowych szczepień, wzrasta obecnie zachorowalność na krztusiec. Dzieje się tak dlatego, że u osób dorosłych spada poziom przeciwciał. Podobnie wygląda sytuacja w odniesieniu do tężca. Pojawiają się również osoby niezaszczepione. Jednak, jak stwierdził dr Ernest Kuchar, przebieg choroby w późniejszym wieku jest łagodniejszy niż u niemowląt, które zapadały na krztusiec przed wprowadzeniem szczepień. Wówczas na tę chorobę umierało co dziesiąte dziecko, ponieważ dochodziło do powikłań nawet w postaci wylewów do centralnego układu nerwowego. 

„W sytuacji gdy kalendarz szczepień obowiązkowych kończy się w gruncie rzeczy na 18. roku życia, pojawiają się nowe grupy ryzyka. Osoby dorosłe potrzebują przypominających dawek różnych szczepień, chociażby przeciw błonicy, tężcowi i ksztuściowi” — skomentował dr Paweł Grzesiowski.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku chorób nieobjętych szczepieniami obowiązkowymi. Zdaniem dr. Pawła Stefanoff, nie widać efektu zalecanych od 2002 r. szczepień przeciw ospie wietrznej. Co roku zapada na nią w Polsce 150-200 tys. osób, a co 2-3 lata pojawia się szczyt zachorowań. Szczepienie obejmuje zaledwie 1-2 proc. dzieci do 10. roku życia — to zbyt mały odsetek, by udało się zaobserwować efekty. Tymczasem po przebyciu ospy wietrznej u jednego dziecka na sto dochodzi do powikłań, m.in. w postaci nadkażeń bakteryjnych oraz objawów ze strony układu nerwowego, rzadziej do zapalenia płuc.

Z poglądem o braku skuteczności szczepień przeciw ospie wietrznej nie zgodził się dr Ernest Kuchar. Choć rzeczywiście nie widać efektu epidemiologicznego, skuteczność szczepień można jednak zauważyć w grupach ryzyka — wśród dzieci, dla których są one bezpłatne. Mowa o dzieciach z obniżoną odpornością, np. chorych na białaczkę, dla których ospa wietrzna stanowiła dawniej poważne zagrożenie. W tej grupie widać spektakularne rezultaty szczepień, choć o efekcie populacyjnym nie można mówić. 

Kolejny nierozwiązany problem to zakażenia meningokokowe, przebiegające często w sposób nieprzewidywalny, nierzadko z posocznicą, zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych i wysoką śmiertelnością. Co roku w Polsce dochodzi do 200-300 ciężkich zakażeń meningokowych. Jak zauważył dr Paweł Stefanoff, w krajach, gdzie wprowadzono szczepienia przeciw meningokokom z grupy C, np. Wielkiej Brytanii i Niemczech, widać już efekt na poziomie populacyjnym. W Polsce powinien być on znacznie większy po wprowadzeniu szczepionki przeciwko meningokokom z grupy B, które powodują dwie trzecie zakażeń. Pełną ochronę zapewniłoby połączenie szczepionki przeciw meningokokom grupy B ze szczepionką czterowalentną chroniącą przed typami A, C, Y oraz W135 tych groźnych bakterii.

Potrzeba zdefiniowania 
grup ryzyka

Nie jest możliwe wprowadzenie bezpłatnych szczepień dla wszystkich. Eksperci byli zgodni co do tego, że należy dla każdej z chorób zdefiniować grupy ryzyka i celować tam, gdzie występuje największa zachorowalność. 

„Jeżeli chodzi o włączenie szczepień przeciwko pneumokokom do powszechnego kalendarza szczepień — mówiła mgr Magdalena Koperny — to inne kraje europejskie, podobnie jak my, zaczynały od grup ryzyka, gdyż koszty wprowadzenia tych szczepień znacznie obciążają budżet. Obecnie praktycznie we wszystkich krajach w Europie szczepienia te są umieszczone w kalendarzach szczepień, co oznacza, że są bezpłatne dla określonej grupy docelowej. Szczepienie przeciw pneumokokom wprowadzone zostało w Polsce dopiero 1 stycznia 2017 roku, więc trudno już dziś mówić o efektach, ponieważ dzieci co najwyżej zostały zaszczepione dwiema dawkami szczepienia podstawowego. Zostaje jeszcze dawka uzupełniająca. Pierwsze raporty ogólnopolskie dotyczące wyszczepialności będą dostępne po tym roku. Jednakże, opierając się na doświadczeniach innych krajów i publikacjach z realizacji szczepień powszechnych grupy dzieci do 4-5 lat (między innymi z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Finlandii) — już po roku lub dwóch latach obserwowane są efekty”. 

Zdaniem mgr Koperny, w krajach tych nastąpiło zmniejszenie zachorowalności na inwazyjną chorobę pneumokokową (IChP), czyli poważne schorzenie, wskutek którego zazwyczaj 100 proc. chorych trafia w Polsce do szpitala. IChP występuje pod postacią posocznicy, zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, ale także ostrego zapalenia ucha środkowego, które dla dzieci i niemowląt jest również niebezpieczną chorobą. 

„Biorąc pod uwagę doświadczenia innych krajów, oczekujemy i u nas spadku zachorowalności. Jak wskazują ostatnie publikacje (również zagraniczne), nie chodzi o to, żeby szczepionka „wymiotła” wszystkie pneumokoki z gardeł dzieci, ponieważ jeżeli to nastąpi, wejdą w to miejsce inne patogeny. My mamy za zadanie pozbyć się szczepów zjadliwych i lekoopornych i to w wyniku szczepień się dzieje” — podkreśliła Magdalena Koperny. 

Populacyjne programy 
szczepień a zdrowie publiczne

Jeśli chodzi o efektywność programów szczepień populacyjnych przeciw pneumokokom w Europie i na świecie, 
dr Rafał Rdzany stwierdził, że istnieje wiele danych z badań skuteczności i efektywności tego typu programów, które dowodzą, że istotnie redukują one zachorowania na inwazyjną chorobę pneumokokową, zapalenie płuc i ostre zapalenie ucha środkowego u dzieci, niezależnie od tego, która szczepionka jest stosowana. Podkreślił, że dotyczy to też ochrony przed inwazyjną chorobą pneumokokową wywołaną przez serotyp 19A, co zostało potwierdzone w badaniach również dla szczepionki 10-walentnej i znalazło odzwierciedlenie w jej Charakterystyce Produktu Leczniczego. 

Ocena wpływu na zdrowie publiczne programów szczepień realizowanych szczepionkami PCV-10 i PCV-13 znalazła się także w tegorocznych publikacjach naukowych, m.in. w analizie przygotowanej przez International Vaccine Access Center na zlecenie WHO oraz w pracy mgr Magdaleny Koperny (opublikowanej w „Medycynie Praktycznej”). Dr Rdzany wyraził zadowolenie, że właśnie szczepionka 10-walentna jest stosowana w realizacji programu szczepień powszechnych w Polsce, który rozpoczął się w bieżącym roku po ponad 10-letnim okresie starań środowiska medycznego. 

Zgodził się z tym dr Paweł Grzesiowski: „Trzeba to bardzo mocno zaakcentować, że obie obecne na rynku szczepionki są porównywalne, jeżeli chodzi o efektywność w programach populacyjnych i co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Zostało to potwierdzone badaniami w kohortach europejskich i pozaeuropejskich”. 

Informacje te znajdują także odzwierciedlenie w stanowisku Polskie-
go Towarzystwa Wakcynologicznego z początku tego roku. Eksperci stwierdzają, że „w licznych opublikowanych dotąd badaniach klinicznych i analizach przeprowadzonych w wielu krajach na świecie wykazano dużą i podobną skuteczność oraz bezpieczeństwo obu dostępnych aktualnie szczepionek skoniugowanych (PCV-10 i PCV-13) w profilaktyce inwazyjnej choroby pneumokokowej i zapalenia płuc w populacji dzieci do 5. roku życia”.

„Wszystkie szczepionki z kalendarza szczepień ochronnych w Polsce mają udowodnioną efektywność kliniczną. Warto te informacje przekazywać rodzicom w gabinetach lekarskich” — podkreślił dr Grzesiowski. 

Trudne byłoby ustalenie grup ryzyka dla zakażeń powodowanych przez rotawirusy, ponieważ prawie wszystkie dzieci do 5. roku życia chorują. Co roku potwierdzonych w szpitalu zostaje około 30 tys. zachorowań na biegunkę rotawirusową. „Jednak inne są konsekwencje tego zakażenia dla dziecka zdrowego, inne natomiast dla wcześniaka, dziecka z jakiegoś powodu przewlekłe hospitalizowanego bądź z wadą serca. Wczesny okres rozwoju, zwłaszcza pierwszy rok życia dziecka, jest krytyczny dla jego przyszłości. Choć brakuje na razie potwierdzających to twardych danych, jednak istnieją przesłanki, by przypuszczać, że biegunka rotawirusowa w pierwszym półroczu życia jest w stanie negatywnie wpłynąć na rozwój intelektualny i rzutować na odległą przyszłość dziecka” — zauważył dr Ernest Kuchar. Dlatego tak ważne jest terminowe realizowanie szczepień. 

„Szczepienia przeciw grypie i rotawirusom to także jedyna możliwość uniknięcia części zakażeń szpitalnych wśród dzieci i osób starszych, a dzięki temu zmniejszenia ryzyka ich powikłań oraz obniżenia kosztów leczenia. Mimo prowadzonych w tym zakresie badań, nie istnieje dotąd szczepionka przeciw Clostridium czy gronkowcowi. A właśnie rotawirusy stanowią drugą po Clostridium przyczynę zakażeń epidemicznych na oddziałach szpitalnych” — zauważył dr Paweł Grzesiowski.

Trzecie miejsce od końca

Kto powinien zaszczepić się przeciw grypie? Co sezon zapada na nią około 4 mln osób, z czego połowa to dzieci, choć rzeczywista liczba chorych jest trudna do ustalenia. Szczepi się jednak zaledwie 3,4 proc. polskiej populacji, a w grupie osób starszych kilkanaście proc. Polska zajmuje pod tym względem trzecie miejsce od końca w Europie. „Tymczasem satysfakcjonujący poziom wszczepialności przeciw grypie to 75 proc. Wymagany odsetek zaszczepionych jest tym wyższy, im łatwiej choroba się rozprzestrzenia — przy grypie szacuje się, że jedna osoba zakaża średnio cztery inne” — zauważył dr Ernest Kuchar.

„W ubiegłym sezonie stwierdzono w Polsce 140 zgonów z powodu grypy, tymczasem według raportów EuroMOMO mogło ich w rzeczywistości być nawet 6200 — poinformował 
dr Maciej Trybulec. — Różnica bierze się stąd, że jako przyczynę zgonu podaje się np. zapalenie płuc, a nie wirus grypy, który zapoczątkował chorobę”. 

„Grypa atakuje populacje skrajne wiekowo, czyli dzieci i ludzi starszych, a więc najsłabszych, w tym osoby cierpiące na choroby przewlekłe — powiedział dr Kuchar. — W sezonie grypowym te choroby ulegają zaostrzeniu i zwiększa się śmiertelność z ich powodu”.

Zdaniem dr. Pawła Grzesiowskiego, szczepić przeciw grypie powinno się przede wszystkim dzieci, które w dużej mierze stanowią sezonowy rezerwuar wirusa i źródło zakażenia reszty populacji. Trudno jednak do tego przekonać rodziców, którzy lekceważą grypę, utożsamiając ją ze zwykłym przeziębieniem. Druga grupa ryzyka to osoby starsze, z racji wieku obciążone już wieloma chorobami. Zaszczepienie tej grupy raz w roku kosztowałoby około 50-100 mln zł, co i tak, według eksperta, nie wpłynęłoby na epidemiologię grypy, jednak pozwoliłoby na redukcję liczby zgonów i ciężkich powikłań.

„Koszty bezpośrednie i pośrednie przeciętnego sezonu grypowego to około 1,7 mld zł, natomiast epidemii — 4-5 mld zł. Już te dane wskazują, na jakie korzyści ze szczepień przeciw grypie można liczyć — podkreślił 
dr Maciej Trybulec. W Wielkiej Brytanii wyszczepialność przeciw grypie wynosi około 70 proc. dzięki odpowiedniemu systemowi zachęt”.

Profilaktyka się opłaca

W ocenie efektywności kosztowej szczepionek, tak samo jak w odniesieniu do wszystkich innych świadczeń opieki zdrowotnej, bierze się pod uwagę zarówno koszty związane z zastosowaniem tych szczepionek, jak i rezultaty, czyli efekty zdrowotne. O tych ostatnich informują wyniki badań klinicznych. Analiza kosztów powinna uwzględniać uwarunkowania epidemiologiczne danego kraju, choćby takie, jak np. rozpowszechnienie konkretnych serotypów wirusów. 

„Szczepionki pod względem opłacalności kosztowej, mierzonej z zastosowaniem wskaźnika ICUR (stanowiącego stosunek różnicy kosztów do różnicy efektów zdrowotnych wyrażonych w jednostkach QALY), należą do najbardziej efektywnych świadczeń — powiedziała Magdalena Mrożek-Gąsiorowska. — Wzięcie pod uwagę kosztów pośrednich, jakie powodują choroby, jeszcze bardziej to potwierdza. Zazwyczaj szczepienia są tańsze niż leczenie choroby”.

Dr Paweł Grzesiowski wyraził opinię, że w większym niż obecnie stopniu efektywne kosztowo byłoby zastosowanie szczepionek wieloskładnikowych w kalendarzu obowiązkowym, optymalnie „6 w 1”. Bez wątpienia poprawiłoby to także wyszczepialność dzięki związanej z tym mniejszej liczbie wizyt i ukłuć — dowodzą tego doświadczenia innych krajów. Obecnie za świadczenia płacą rodzice.

Jak zauważył Jakub Gołąb, na przykładzie zachorowań spowodowanych przez rotawirusy można stwierdzić, iż koszty hospitalizacji oraz koszty pośrednie, takie jak absenteizm i prezenteizm rodziców chorych dzieci, których można by uniknąć dzięki szczepieniom, są ogromne. Optymalne byłoby więc przesunięcie szczepień przeciw rotawirusom z kalendarza szczepień zalecanych do obowiązkowych. Dałoby to znaczne oszczędności już w drugim roku po tej decyzji, choćby w postaci redukcji liczby hospitalizacji. 

„Czy w tej sytuacji możemy dalej twierdzić, że Polski nie stać na szczepienia? W rzeczywistości stać nas na tę profilaktykę, bo zaowocuje ona uniknięciem kosztów, a nawet oszczędnościami, jakie można przeznaczyć na inne potrzeby zdrowotne, choćby szczepienia przeciw HPV, powodującemu raka szyjki macicy. To od wielu lat nierozwiązany problem w Polsce. Co roku umiera z tego powodu 1700 kobiet, a 3000 rocznie słyszy diagnozę. Jest to więc kwestia racjonalnego zarządzania pieniędzmi, które są już w systemie” — stwierdził Jakub Gołąb. Tym bardziej że w przypadku rotawirusów zakażają się od dzieci osoby starsze, nierzadko z niewydolnością krążenia, odwadniające się znacznie szybciej, dla których ostra biegunka może stanowić poważne zagrożenie.

Według dr. Pawła Grzesiowskiego, dobrym rozwiązaniem byłby program lekowy albo częściowa refundacja szczepionki. Obecnie jednak, jak przypomniała Magdalena Mrożek-
-Gąsiorowska, współfinansowanie jej przez pacjenta nie jest możliwe. Musi on zapłacić całą kwotę.

Jak zachęcać rodziców?

Mimo że ciągle około 90 proc. dzieci w Polsce jest szczepionych według obowiązującego kalendarza, z roku na rok zwiększa się liczba osób unikających szczepień obowiązkowych. Odpowiedzialnością za to zjawisko obciąża się tzw. ruchy antyszczepionkowe, choć, zdaniem dr. Ernesta Kuchara, mimo że ich działalność jest głośna, to w rzeczywistości dotyczy niewielkiej grupy bardzo aktywnych osób. Dr Karolina Zioło-Pużuk zauważyła jednak, że ich poglądy wpisują się w wiele innych zjawisk społecznych, takich jak odwrót od nowoczesności na rzecz tego, co „naturalne” w leczeniu i stylu życia w ogóle, moda na bycie „anty”, nieuznawanie autorytetów. Antyszczepionkowcy używają terminologii medycznej, choć za mądrze brzmiącymi słowami stoją twierdzenia pseudonaukowe i dawno obalone fałszywe przekonania, jak te o powodowaniu autyzmu przez szczepionkę.

Na podstawie obserwacji dr Zioło-
-Pużuk z kampanii „Zaszczep się Wiedzą” widać, że po obu stronach sporu pojawia się wiele emocji, a rodzice nie potrafią ocenić prawdziwości doniesień, wierząc na przykład, że w razie zachorowania niezaszczepionego dziecka na polio, pomoże mu… witamina C. Nie zawsze potrafią oszacować, co jest groźniejsze: ewentualny niepożądany odczyn poszczepienny czy możliwe zachorowanie na chorobę zakaźną.

„Ale też nie szukają wiarygodnych źródeł informacji — podkreśliła dr Aleksandra Zasada. — Nie boją się również podawać dzieciom innych, często niesprawdzonych  preparatów. Tymczasem jakość i bezpieczeństwo szczepionek są przecież wielokrotnie bardzo dokładnie badane, zarówno na poziomie producenta, jak i w niezależnym laboratorium  państwowym. Ta weryfikacja trwa również po wypuszczeniu szczepionki na rynek”. Być może sytuację poprawiłoby udostępnienie rodzicom rzetelnych informacji o procesie wytwarzania szczepionek.

Jak przypomniał dr Maciej Trybulec, 70 proc. czasu produkcji szczepionki pochłaniają badania jakości. W tej sytuacji każde niedociągnięcie wywołałoby skandal.

W jaki sposób wobec tego przekonywać rodziców o zasadności szczepień? Według dr Karoliny Zioło-Pużuk — w sposób obiektywny i bez emocji. Bez wątpienia należy to do lekarza, używającego argumentów dobranych indywidualnie, zależnie od rodzaju szczepienia oraz sytuacji danej rodziny. Powinien umieć zmierzyć się z argumentami rodziców, nie unikać tematu niepożądanych odczynów poszczepiennych, a przede wszystkim wykorzystać sytuację, w której chcą oni rozmawiać o szczepieniu. 

Gorzej jest, jeśli w ogóle się nie pojawiają w gabinecie. „W rzeczywistości lekarz podstawowej opieki zdrowotnej ma dla szczepionego pacjenta 6 do 8 minut — przypomniał dr Paweł Grzesiowski. — Zdarza się też nierzadko, że pediatrzy, którzy zachęcają do szczepień, spotykają się w lokalnym środowisku z agresją antyszczepionkowców i pogróżkami”.

Warto zmienić język

Poważny problem stanowi także niejako samodzielne układanie kalendarza szczepień przez rodziców, polegające na przesuwaniu ich terminów do czasu, gdy dziecko zyska wystarczającą, ich zdaniem, odporność. Tymczasem podanie szczepionki powinno nastąpić wówczas, gdy dziecko jest w wieku, w którym ryzyko zachorowania jest największe — np. w pierwszym roku życia — w przypadku krztuśca, gruźlicy, wzw B oraz zakażenia meningokokami. „Jeśli chodzi o szczepienia zalecane, przyczyny ich przesuwania są również ekonomiczne: im później dziecko je otrzyma, tym mniej dawek trzeba będzie opłacić” — zauważył dr Ernest Kuchar. Rodzice niejednokrotnie sądzą także, że gdy dziecko cierpi na chorobę przewlekłą, nie należy go szczepić. A przecież właśnie te dzieci stanowią grupy ryzyka, wobec których profilaktyka chorób zakaźnych jest szczególnie istotna.

„Warto zmienić język, którego używamy, mówiąc o szczepieniach, i zacząć nazywać je np. treningiem układu odpornościowego. Po prostu: ci, którzy trenują, będą wytrenowani” — zaproponował dr Kuchar.

W ocenie dr. Pawła Grzesiowskiego, wyszczepialność w Polsce mogłoby zwiększyć utworzenie — na drodze ustawowej — specjalnego funduszu rehabilitacyjnego, wykorzystywanego jako gwarancja wsparcia dla rodzin w sytuacji, gdy w wyniku szczepienia doszłoby do pogorszenia stanu zdrowia. Takie fundusze, finansowane przez producentów szczepionek, funkcjonują już w wielu krajach. W Polsce mogłoby to dotyczyć 20-30 przypadków rocznie. Przykładem takiej reakcji mogą być drgawki towarzyszące gorączce, która wystąpiła po szczepieniu. Ich przyczyną nie jest sama szczepionka, ale określona mutacja genetyczna u dziecka, rzutująca na odpowiedź jego układu odpornościowego. Objawy te mogą wymagać wizyty na szpitalnym oddziale ratunkowym, kilkudniowej hospitalizacji dziecka, absencji w pracy jego rodziców. Związane z tym koszty zostałyby sfinansowane z tego właśnie funduszu.

Do tej propozycji zgłosił jednak wątpliwości dr Paweł Stefanoff, podnosząc kwestię trudności ustalenia związku przyczynowego między podaniem szczepionki a faktem pogorszenia zdrowia pacjenta. Wyraził również obawę, że specjalne traktowanie tzw. kosztów pośrednich (a więc np. kosztów opieki, dojazdu, zwolnienia z pracy itp.) dla jednej grupy chorych może tworzyć prawny precedens. Przypomniał też, że dzieci są w Polsce leczone bezpłatnie, także w przypadku niepożądanych odczynów poszczepiennych.

Postulowane zmiany 
w systemie

Jakie zmiany w polskim systemie szczepień są priorytetowe? Bez wątpienia można do nich zaliczyć konieczność stopniowego przenoszenia szczepień przeciw kolejnym chorobom do kalendarza obowiązkowego. „Trzeba jednak ustalić, w jakiej kolejności powinno to mieć miejsce” — stwierdziła Magdalena Mrożek-Gąsiorowska. „Rozwój kalendarza szczepień powinien odbywać się w sposób rozsądny, a towarzyszyć mu musi edukacja społeczeństwa” — podkreślił dr Rafał Rdzany. 

Według dr. Ernesta Kuchara, obowiązkowymi szczepieniami należy najpierw objąć grupy osób najsłabszych, a więc w największym stopniu narażonych na zachorowanie, np. dzieci z grup ryzyka powinny być szczepione przeciw grypie, podobnie jak to było ze szczepieniami przeciwko penumokokom. „Swoje miejsce w kalendarzu szczepień muszą znaleźć także dorośli, otrzymując dawki przypominające. Dotyczy to krztuśca, błonicy, tężca. Lekarz rodzinny mógłby przypominać o tym pacjentom, którzy kończą 30, 40 i więcej lat” — zauważyła prof. Aleksandra Zasada.

Zgodził się z tym dr Paweł Stefanoff, przypominając również o grupach zawodowych, dla których szczepienia są szczególnie istotne ze względu zarówno na to, że sami mogą łatwo ulec zakażeniu, jak i na to, że mogą zarażać innych — chodzi tu przede wszystkim o pracowników ochrony zdrowia. Grupę ryzyka wielu chorób zakaźnych, choćby krztuśca, stanowią również nauczyciele.

Dr Paweł Grzesiowski do postulowanych zmian zaliczył redukcję szczepień noworodkowych (przesunięcie szczepienia przeciw wzw B na 3. miesiąc życia), zastąpienie preparatów obecnie stosowanych wieloskładnikowymi oraz upowszechnienie szczepień przeciw ospie wietrznej, rotawirusom i meningokokom. O kolejności, w jakiej ma się to odbywać, powinni zadecydować farmakoekonomiści oraz epidemiolodzy. „Warto też zająć się szczepieniami przeciw HPV, zarówno dla dziewcząt, jak i dla chłopców, ponieważ ta choroba powoduje nie tylko nowotwory narządu rodnego u kobiet, ale również nowotwory głowy i szyi. Kraje, które wprowadziły te szczepienie jako obowiązkowe, cieszą się już znakomitymi efektami” — powiedział dr Grzesiowski. 

Jego zdaniem, system szczepień w Polsce powinien zostać uregulowany w drodze ustawy, która gwarantowałaby coroczny przyrost środków budżetowych na ten cel. Niewykorzystane w danym roku kwoty ulegałyby przesunięciu na rok następny lub byłyby przeznaczane na kampanie edukacyjne.

Eksperci podkreślali kluczową rolę edukacji, która powinna obejmować zarówno pacjentów, jak i lekarzy. Ważne jest zwłaszcza wyjaśnianie, że szczepienia stanowią inwestycję w zdrowie. Być może konieczne jest poświęcenie tej kwestii większej uwagi podczas studiów medycznych. Zdaniem dr. Stefanoff, na finansowanie takich działań powinny zostać zagwarantowane fundusze. Przywołał przykład epidemii grypy w Szwecji, gdzie wzorcowa kampania informacyjna spowodowała, że zakupione szczepionki zostały w znacznej mierze wykorzystane, ponieważ mieszkańcy dobrze rozumieli, dlaczego powinni z nich skorzystać. Tymczasem w innych krajach w tym samym roku środki na zakup szczepionek zostały w gruncie rzeczy zmarnowane.

Jak przyznała Magdalena Koperny, nie wolno ignorować działań ruchów antyszczepionkowych. Należy odpowiadać na nie kampaniami edukacyjnymi z udziałem ekspertów. Jakub Gołąb podkreślił rolę mediów społecznościowych, bardzo intensywnie wykorzystywanych przez przeciwników szczepień. Tymczasem jest to przecież także droga do szerzenia rzetelnej wiedzy na temat profilaktyki chorób zakaźnych.

„Działania ruchów antyszczepionkowych są nacechowane silnymi emocjami — zauważyła dr Karolina Zioło--Pużuk, kończąc debatę. — Jednak po naszej stronie także istnieją emocje, bo stoimy po stronie nauki i postępu”.

 

Partnerzy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. Rys.

Najważniejsze dzisiaj

Puls Medycyny

/ Szczepienia trenują układ odpornościowy
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.