Szczepienia ochronne: (nie) liczą się fakty

Izabela Filc-Redlińska
opublikowano: 17-05-2017, 00:00

Wpływ ruchów antyszczepionkowych jest coraz bardziej widoczny — w Polsce w kolejnym roku wzrosła liczba nieszczepionych dzieci. W Europie przybywa przypadków chorób, którym można zapobiec dzięki szczepieniom. Jak zatrzymać ten trend i co mogą zrobić w tej kwestii lekarze?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

1 kwietnia w katowickim Spodku wystąpił przed kilkutysięczną publicznością Andrew Wakefield z wykładem pt. „Prawda o szczepionkach”. Ten brytyjski chirurg zasłynął badaniami sugerującymi istnienie związku między podaniem szczepionki przeciwko odrze-śwince-różyczce (MMR) a rozwojem autyzmu. W 1998 roku wyniki jego prac opublikował „The Lancet”. Dwanaście lat później brytyjska General Medical Council uznała, że prace były prowadzone „nieuczciwie” i „w sposób wprowadzający w błąd”. „The Lancet” wycofał artykuł ze swojej bazy, a jego autor stracił prawo wykonywania zawodu w Wielkiej Brytanii. Od tamtej pory Andrew Wakefield jest uznawany przez ruch antyszczepionkowy za bohatera.

Skutki fobii

Wpływ aktywności proepidemików widać zarówno w Wielkiej Brytanii (odsetek dzieci zaszczepionych przeciwko MMR spadł z 92 proc. do 80 proc. w 2004 roku), jak i na całym kontynencie. Bo to właśnie Europejczycy są najbardziej sceptycznie nastawieni do szczepień. Choć doceniają ich znaczenie, to mają wiele obaw związanych z bezpieczeństwem tego rodzaju profilaktyki — wynika z najnowszego sondażu, który został przeprowadzony przez naukowców z London School of Hygiene and Tropical Medicine wśród prawie 66 tys. osób z 67 krajów. Takie obawy deklaruje średnio 12 proc. europejskich ankietowanych. Najwięcej we Francji (aż 40 proc.), w Polsce odsetek ten wynosi 11,9 proc.

Efekty tych lęków przekładają się na statystyki. Pod koniec marca Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegła Europę, iż wzrosła liczba przypadków zachorowań na odrę. Tylko w styczniu zapadło na nią 575 osób, z czego 200 we Włoszech. Najgorsza sytuacja jest w Rumunii, gdzie od początku ubiegłego roku do połowy marca tego roku odnotowano aż 3400 przypadków odry, z czego 17 zakończyło się śmiercią. Większość chorych nie była szczepiona lub otrzymała tylko jedną z dwóch obowiązkowych dawek uodporniającego zastrzyku. WHO zwraca uwagę, że najbardziej narażeni na zakażenie są mieszkańcy państw, w których zmniejszył się odsetek zaszczepionych w populacji, czyli Francji, Niemiec, Włoch, Rumunii, Szwajcarii, Ukrainy i Polski.

Emocjonalne argumenty rodzą wątpliwości

Polscy eksperci uspokajają, że sytuacja epidemiologiczna w kraju jest bezpieczna. „Nadal 95 proc. dzieci do drugiego roku życia jest szczepionych zgodnie z kalendarzem” — mówił prof. Mirosław J. Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) podczas odbywających się pod koniec marca warsztatów dla dziennikarzy „Fakty są niepodważalne… po prostu się szczepmy”. 

Jak jednak wynika z danych NIZP--PZH, stopniowo i niepokojąco wzrasta liczba rodziców odmawiających immunizacji: z 5,3 tys. w 2012 roku do 23,1 tys. w 2016! Najczęściej dotyczy to szczepień, które powinny być podawane w pierwszej dobie życia: przeciwko gruźlicy (BCG) i wirusowemu zapaleniu wątroby typu B (WZW B). Powodem jest zwykle obawa o zdrowie dziecka, które w ocenie rodziców może być zagrożone w wyniku szczepienia. Sprzyjają temu mity podtrzymywane przez ruchy antyszczepionkowe (kilka z nich w ramce obok). Dużo rzadziej odmowa wynika z negatywnych doświadczeń, tj. wystąpienia w przeszłości niepożądanego odczynu poszczepiennego (NOP). 

Wciąż jednak większość rodziców jest przekonana do szczepień, choć z punktu widzenia medyków może to wyglądać inaczej. „Z szacunków lekarzy wynika, że ok. 20 proc. rodziców to przeciwnicy szczepień. Tymczasem w ten sposób określa siebie tylko 3 proc. rodziców” — mówi dr Tomasz Sobierajski, socjolog z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW, który od 10 lat bada postawy pacjentów wobec szczepień. Jego zdaniem, zbyt dużo uwagi poświęcamy zagorzałym antyszczepionkowcom, a zbyt mało tym, którzy mają wątpliwości dotyczące szczepień. 

Charakter tej procedury może niestety sprzyjać takim postawom. „Szczepionka nie działa od razu tak jak pigułka na ból głowy” — tłumaczy socjolog. Trudno dostrzec jej wymierny efekt, bo jest nim… brak choroby. O tym w mediach nie usłyszymy, głośno jest za to o porażkach medycyny i błędach lekarzy. A to właśnie argumentacja emocjonalna najsilniej trafia do rodziców. I na tym swój kapitał budują ruchy antyszczepionkowe. Pod wpływem rozpowszechnianych przez nie tragicznych historii (np. dziecka rzekomo poszkodowanego przez szczepienia) pacjenci targani wątpliwościami mogą zachowywać się nieracjonalnie i rezygnować ze szczepień. Zjawisko to będzie narastać, ponieważ — jak ocenia dr Sobierajski — przestrzeń w Internecie kompletnie została oddana antyszczepionkowcom, a to oznacza dalsze rozsiewanie tzw. fake news (fałszywych informacji). 

Nasze społeczeństwo jest na nie podatne, bo — jak zauważa prof. Zbigniew Szawarski, przewodniczący Komitetu Bioetyki PAN — charakteryzuje go niska kultura naukowa. „Ludzie nauki są dzisiaj mniej wiarygodni niż media, kapłani i szarlatani” — uważa ekspert. 

Łatwiej wierzyć prostej argumentacji przeciwników szczepień, że skoro po podaniu zastrzyku dziecko zachorowało, to winna jest szczepionka. „Tymczasem w nauce korelacja nie oznacza związku przyczynowego” — mówi dr hab. Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii WUM. Gdyby tak było, istniałby związek między ilością spożywanych lodów a liczbą morderstw; filmy z udziałem komika Jim’ego Carreya zwiększałyby liczbę przypadków autyzmu, podobnie jak sprzedaż żywności organicznej czy telefonów komórkowych. Bo jak pokazują statystki, istnieje korelacja między tymi zjawiskami. 

„W przypadku szczepień prawda jest taka, że większość z nich podaje się w pierwszych dwóch latach życia. W tym też czasie pojawiają się pierwsze objawy chorób genetycznych” — tłumaczy dr hab. Kuchar. Rozpoznanie autyzmu zbiega się czasowo z zaszczepieniem przeciwko MMR (13.-14. miesiąc życia). Dla rodziców jest to dowód wystarczający. A przecież autyzm pojawił się przed szczepieniami. Pierwsze przypadki zostały opisane w latach 40. XX wieku, podczas gdy szczepionka MMR została zarejestrowana w 1971 roku (w Polsce weszła do powszechnego użycia w 2004 roku). 

Dobry przykład i siła perswazji

Co w tej sytuacji mogą zrobić lekarze? „Budować swoimi działaniami wizerunek proszczepionkowy” — uważa dr Michał Sutkowski, specjalista medycyny rodzinnej i chorób wewnętrznych, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce (KLRwP). W jaki sposób? Dając dobry przykład i samemu się szczepiąc. „Co prawda w przypadku grypy robimy to trzy razy częściej niż reszta społeczeństwa, ale daje to zalewie 10 proc. wszczepialność” — mówi specjalista. 

Ważna jest również spokojna, merytoryczna rozmowa. „Jak do tej pory udało mi się w ten sposób przekonać do szczepień wszystkich rodziców moich małych pacjentów, a szczepię już 28 lat” — przyznaje dr Sutkowski. Niestety, jak wynika z raportu OECD, polskim lekarzom brakuje „miękkich kompetencji” w zakresie komunikacji. Przydałyby się szkolenia w tej dziedzinie (uzupełniająca lektura — Tomasz Sobierajski: „33 czytanki o komunikacji, czyli jak być dobrym lekarzem i nie zwariować”). Wiele badań potwierdza, że największy wpływ na decyzję rodziców mają właśnie pediatrzy lub lekarze rodzinni, co wynika z dużego zaufania, jakim są darzeni (według danych KLRwP, swojemu lekarzowi rodzinnemu ufa 86 proc. pacjentów). Warto ten potencjał wykorzystać, by przekazywać wiarygodne informacje na temat szczepień. 

„Jestem przekonana, że gdyby rodzice wiedzieli, jak szczegółowy jest proces badań i testów szczepionki, jakimi obwarowaniami jest on obłożony, to nie mieliby wątpliwości co do tego, że szczepionki są najdokładniej przebadanymi preparatami na rynku — tłumaczy dr hab. Ewa Augustynowicz z Zakładu Badania Surowic i Szczepionek NIZP-PZH. — Są to wyjątkowe preparaty, ponieważ jako jedyne (obok preparatów pozyskiwanych z krwi) wśród wszystkich leków, są kontrolowane przez niezależne od wytwórcy państwowe laboratoria”. W sumie na wszystkich etapach procesu wytwarzania produkt danej serii przechodzi ponad 500 różnych testów jakościowych.

Większy nadzór, więcej NOP

System obowiązkowych kontroli nie pozwala jednak uniknąć niepożądanych odczynów poszczepiennych, ponieważ powodem ich wystąpienia może być zarówno indywidualna reakcja na szczepionkę, jak i błąd jej podania lub inne zjawisko niezależne od szczepienia, które przypadkowo pojawi się w tym samym czasie. „Liczba NOP-ów jest pochodną liczby wykonanych szczepień i częstość ich występowania wynosi w naszym kraju 1 na 10 tys. podań” — mówi dr Iwona Paradowska-Stankiewicz, krajowy konsultant w dziedzinie epidemiologii, która zajmuje się monitorowaniem tego problemu. Przyznaje jednak, że w ostatnich latach liczba NOP-ów wzrosła: z 878 przypadków w 2005 roku do 2111 dekadę później. Co jest tego powodem? „Poprawa działania systemu nadzoru, a nie wzrost odczynowości szczepionek” — uspokaja ekspertka. 

Większość przypadków to tzw. łagodne NOP-y w postaci miejscowego obrzęku, zaczerwienienia czy gorączki. Jeżeli objawy są bardzo nasilone, mówimy o poważnym NOP-ie (w 2015 roku było ich 107). A jeśli odczyny wymagają hospitalizacji w celu ratowania zdrowia lub życia (np. wstrząs anafilaktyczny, drgawki niegorączkowe, znaczne obniżone napięcie mięśniowe) mamy do czynienia z ciężkim NOP-em. W 2015 roku były w Polsce trzy takie przypadki, a więc 0,1 proc. wszystkich niepożądanych odczynów poszczepiennych. Dla porównania: powikłania po odrze występują u 30 proc. osób chorych.

Ale o tym od przeciwników szczepień nie usłyszymy. Za to dowiemy się, jakie szkody może spowodować zastrzyk przeciwko tej chorobie. „Informacje” na ten temat zawiera amerykański film dokumentalny „Wyszczepieni: od tuszowania faktów do katastrofy” autorstwa wspomnianego Andrew Wakefielda. Emisję filmu na początku kwietnia planowało TVN7. Z prośbą o rezygnację z tego pomysłu zwrócili się do stacji prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz, Główny Inspektor Sanitarny Marek Posobkiewicz oraz dyrektor NIZP-PZH prof. Mirosław Wysocki. 

„Nie wiemy, jakie skutki zdrowotne wśród polskiego społeczeństwa może przynieść emisja tego kontrowersyjnego filmu i ile osób zrezygnuje ze szczepień MMR, ale mając na uwadze dane dotyczące oglądalności TVN7 (średnia widownia 182 tys. osób) możemy obawiać się o zdrowie bardzo wielu Polaków” —  w swoim liście argumentowali eksperci. Efekt? Emisja została przesunięta na maj, bo stacja chce pokazywać „odważne filmy dokumentalne, które poruszają trudne, ale zawsze aktualne tematy”

Więcej wiarygodnych informacji na temat szczepień na stronach:

Szczepienia.info (serwis prowadzony przez NIZP-PZH; ma akredytację WHO);

Zaszczepsiewiedza.pl (serwis prowadzony w ramach akcji informacyjno-edukacyjnej zorganizowanej przez INFARMĘ; wspierany m.in. przez Centrum Zdrowia Dziecka, krajowego konsultanta w dziedzinie neonatologii, krajowego konsultanta w dziedzinie pediatrii). 

 

Opinia

Praca w klinice chorób zakaźnych nauczyła mnie szacunku do profilaktyki

Dr n. med. Ewa Duszczyk, Klinika Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego WUM:

Przez wiele lat pracy w Klinice Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego nauczyłam się m.in. wielkiego respektu wobec tego typu schorzeń, które często atakują najzdrowszych, a nie tylko najsłabszych i powodują zaskakujące powikłania. Należę do tego pokolenia lekarzy, które widziało zgony z powodu chorób zakaźnych: krztuśca, odry, hepatitis fulminans wywołanej przez wirus zapalenia wątroby typu B, sepsy, tężca czy ospy wietrznej. Praca w klinice nauczyła mnie również ogromnego szacunku do działań profilaktycznych, a w szczególności do szczepień.

Wiem, że młoda mama i młody tata często obawiają się szczepień, mają do tego prawo. Ale my, lekarze, jesteśmy od tego, żeby wyjaśniać ich wątpliwości. Pracując w chorymi zakaźnie, gdy dowiedziałam się, że zostałam babcią, zaszczepiłam się przeciwko krztuścowi. Bo babcia może zachorować na krztusiec i przenieść tę chorobę na małe dziecko.

Gdy ktoś mnie pyta, jakie szczepionki zalecam, odpowiadam, że te same (obowiązkowe i zalecane), którymi zaszczepiłam swoje ukochane dwie wnuczki. 

 

Opinie

Mamy ciągle bardzo wysoki wskaźnik wyszczepialności

Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia:

Nie ma drugiej takiej grupy leków, które byłyby tak dobrze przebadane, na tak ogromnej liczbie osób, jak szczepionki. Oczywiście, nie ma takiego leku, który nie niósłby ze sobą pewnego ryzyka działań niepożądanych, jednak w przypadku szczepień jest ono naprawdę niewielkie.

Dzięki szczepieniom zapomnieliśmy już o takich chorobach, jak gruźlicze zapalenie opon mózgowych i mózgu u niemowląt, błonica, poliomyelitis, ospa prawdziwa, odra czy krup. Niektórym ludziom brakuje jednak wyobraźni, być może szwankuje też zaufanie lub inne irracjonalne powody leżą u podstaw podejmowania niedobrych decyzji. Według nich, wspomniane fakty to tylko teoria, a na pierwszym planie powinny być niepożądane odczyny poszczepienne.

W Polsce, dzięki temu, że szczepienia są obowiązkowe, mamy ciągle bardzo wysoki wskaźnik wyszczepialności. W krajach, w których nie są obowiązkowe, mamy do czynienia ze spadkiem wyszczepialności — w przypadku chorób zakaźnych przenoszonych drogą kropelkową poniżej 95 proc., a czasem jest to tylko 60-70 proc. 

W Ministerstwie Zdrowia trwają dyskusje na temat ewentualnych korekt w kalendarzu obowiązkowych szczepień ochronnych. Będziemy również rozmawiać o postępowaniu w przypadku NOP. Prowadzimy prace, żeby wyjść naprzeciw tym pacjentom i ich rodzinom, którzy przeżyli takie zdarzenie. Przypadki odczynów poszczepiennych, zwłaszcza tych ciężkich, można policzyć na palcach obu rąk, ale nie można wzruszyć ramionami nawet nad tak niewielką liczbą osób poszkodowanych w wyniku szczepień.

 

Niedocenione znaczenie dialogu

Prof. dr hab. n. med. Mirosław Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH:

Potrzebny jest dialog pomiędzy środowiskiem pacjentów, światem medycyny, a także ludźmi, którzy z różnych przyczyn uważają, że szczepienia przynoszą pewną szkodę. Osobiście sądzę, że powinniśmy lepiej niż dotychczas rejestrować niepożądane odczyny poszczepienne. To nie podlega żadnej dyskusji. Natomiast dialog w tej kwestii jest bardzo potrzebny. 

 

System rejestracji

Warto zgłaszać niepożądane odczyny poszczepienne

Lekarz ma obowiązek zgłosić rozpoznany NOP do państwowego powiatowego inspektoratu sanitarnego i jednocześnie umieścić adnotację na ten temat w historii choroby pacjenta. Powinność tę nakłada na niego Rozporządzenie ministra zdrowia z 21 grudnia 2010 roku w sprawie niepożądanych odczynów poszczepiennych. Zawiera ono wzór formularza zgłaszania NOP, szczegółowo opisuję całą procedurę, a także wyszczególnia rodzaje i kryteria rozpoznawania NOP. Inspekcja Sanitarna przekazuje zgłoszenie do Zakładu Epidemiologii NIZP-PZH, gdzie jest ono rejestrowane, weryfikowane i analizowane. 

Dlaczego warto zgłaszać NOP-y? Między innymi dlatego, że pomaga to w wykrywaniu nowych, nietypowych i rzadkich odczynów, a także w identyfikacji partii szczepionek ze zwiększonym odsetkiem odczynów, wreszcie stanowi ważny kontrargument dla przeciwników szczepień.

 

Rozwiać wątpliwości

Argumenty do wykorzystania w rozmowie z pacjentem

przewiń, aby zobaczyć całą tabelę

Szczepionki zawierają trującą rtęć.

W szczepionce może występować jedynie etylortęć (tiomersal), która nie odkłada się w organizmie, nie ma szkodliwych działań. Niebezpieczna jest metylortęć występująca np. w niektórych rybach, m.in. w tuńczyku.

Zbyt wiele szczepionek podanych w tym samym czasie przeładuje układ odpornościowy.

Wyniki licznych badań wykazały, że układ immunologiczny noworodka ma możliwość reagowania na ogromną liczbę zawartych w szczepionkach antygenów. Gdyby teoretycznie dziecko otrzymało w tym samym czasie 10 różnych szczepionek po 100 antygenów każda, to zużyłoby zaledwie 0,1 proc. możliwości swojego układu immunologicznego.

Szczepionka przeciw odrze-śwince--różyczce (MMR) powoduje autyzm.

W żadnym prawidłowo zaplanowanym badaniu nie potwierdzono związku przyczynowo--skutkowego między szczepieniem MMR a rozwojem chorób ze spektrum autyzmu (ASD). Natomiast wiele prac potwierdziło bezpieczeństwo tego szczepienia, także wśród dzieci szczególnie narażonych na rozwój ASD z powodu predyspozycji genetycznych, czyli choroby rodzeństwa (badania przeprowadzone z udziałem 96 tys. dzieci; wyniki ukazały się w 2015 roku w piśmie „JAMA”).

Szczepionki zawierają trującą rtęć.

W szczepionce może występować jedynie etylortęć (tiomersal), która nie odkłada się w organizmie, nie ma szkodliwych działań. Niebezpieczna jest metylortęć występująca np. w niektórych rybach, m.in. w tuńczyku.

Zbyt wiele szczepionek podanych w tym samym czasie przeładuje układ odpornościowy.

Wyniki licznych badań wykazały, że układ immunologiczny noworodka ma możliwość reagowania na ogromną liczbę zawartych w szczepionkach antygenów. Gdyby teoretycznie dziecko otrzymało w tym samym czasie 10 różnych szczepionek po 100 antygenów każda, to zużyłoby zaledwie 0,1 proc. możliwości swojego układu immunologicznego.

Szczepionka przeciw odrze-śwince--różyczce (MMR) powoduje autyzm.

W żadnym prawidłowo zaplanowanym badaniu nie potwierdzono związku przyczynowo--skutkowego między szczepieniem MMR a rozwojem chorób ze spektrum autyzmu (ASD). Natomiast wiele prac potwierdziło bezpieczeństwo tego szczepienia, także wśród dzieci szczególnie narażonych na rozwój ASD z powodu predyspozycji genetycznych, czyli choroby rodzeństwa (badania przeprowadzone z udziałem 96 tys. dzieci; wyniki ukazały się w 2015 roku w piśmie „JAMA”).

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Izabela Filc-Redlińska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.