Szanuję to, co za mną i patrzę przed siebie [WYWIAD z dr. hab. n. med. Grzegorzem Basakiem]

Rozmawiała Ewa Biernacka
opublikowano: 08-06-2016, 00:00

O dotychczasowych dokonaniach naukowych i planach na przyszłość rozmawiamy z dr. hab. n. med. Grzegorzem Władysławem Basakiem, wyróżnionym pierwszą nagrodą w konkursie SuperTalenty 2016.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Z listy pana dokonań i zainteresowań naukowych wybrałam dwa, moim zdaniem, ciekawe wątki, o wielkim potencjale na przyszłość. Pierwszy to praca nad wprowadzeniem do Polski przełomowej techniki immunoterapii nowotworów — genetycznie zmodyfikowanych limfocytów T (CAR T cells). Drugi to innowacyjne podejście do eradykacji lekoopornych bakterii z przewodu pokarmowego za pomocą transplantacji flory jelitowej. Proszę o rozwinięcie tych zagadnień w kontekście pana planów naukowych.

Prof. dr hab. n. med. Grzegorz Basak
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Grzegorz Basak

Wątek immunoterapii, nowej strategii leczenia nowotworów uważam za najważniejszy w mojej pracy naukowej. To także jeden z ważnych celów, które stoją przed badaczami w dziedzinie onkologii. Szanuję to, co za mną, ale cenię sobie wyzwania — że odwołam się do słów piosenki: „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”. Obecnie, po wielu latach stawiania hipotez i tworzenia idei dotyczących strategii immunoterapii, zwłaszcza w obszarze nowotworów hematologicznych, na skutek nowych odkryć i udoskonalenia metod technicznych zyskuje ona godne miejsce w badaniach naukowych. Inwestują w nią ogromne pieniądze m.in. firmy farmaceutyczne na całym świecie. Okazało się bowiem, że można skutecznie leczyć za pomocą nowoczesnych metod immunoterapeutycznych także przypadki oporne na chemioterapię, w których do tej pory lekarze nie mieli chorym niczego do zaproponowania. 

Obecnie skupiam się na rozwinięciu, a konkretnie na transferze nowej technologii CAR T cells (chimeric antigen receptors T cells). Polega ona na modyfikacji genetycznej komórek układu odpornościowego — limfocytów T — u pacjenta chorego na daną chorobę, zwłaszcza chłoniaki i inne nowotwory hematologiczne. Wprowadza się do nich za pomocą odpowiedniego wektora wirusowego sztuczny receptor (gen z zewnątrz, dodatkowo połączony z tzw. domenami aktywującymi limfocyt), służący rozpoznawaniu komórek nowotworowych. Tak zmodyfikowane komórki efektorowe, podane pacjentowi, aktywnie poszukują komórek nowotworowych w jego organizmie. Po ich spotykaniu aktywują się i je zabijają. Co więcej, komórki wyposażone w receptor ulegają podziałom: im więcej komórek nowotworowych, tym więcej działających na nie komórek efektorowych — aż do skutku, czyli do całkowitego zniszczenia nowotworu. 

Czy także w polskich laboratoriach ta inżynieria umożliwia wprowadzanie genów do DNA limfocytów T, by tak zmodyfikowane stawały się one tropicielami i zabójcami komórek nowotworu?

Techniczna metoda zastosowania tej strategii jest dość skomplikowana, na razie wymaga transferu technologii, odtworzenia jej w polskim laboratorium. Strategia CAR T cells jest uznawana za przyszłość w leczeniu nowotworów. Rozpracowuję ją szczegółowo od wielu miesięcy. Jeżeli uda mi się pozyskać środki na te badania — na co bardzo liczę — będzie to pierwsza taka terapia w Polsce. A później będziemy ją rozwijać w terapii innych nowotworów niż te, w których się ją do tej pory na świecie stosuje. 

Na czym polega pana praca badawcza w zakresie walki z bakteriami?

To drugie ważne zagadnienie, którym się zajmuję, bo problem oporności bakterii coraz bardziej narasta. Stopniowo zaczyna brakować nam (w skali świata) antybiotyków, które byłyby skuteczne przeciwko wielu bakteriom atakującym pacjentów m.in. na oddziałach hematologicznych — po chemioterapii czy przeszczepieniu komórek macierzystych szpiku. Powstała inicjatywa w Stanach Zjednoczonych dotycząca stworzenia nowych antybiotyków, aczkolwiek nie znaleziono dotąd rewolucyjnych cząsteczek, które by zmieniały praktykę kliniczną. Dlatego też próbuje się powracać do terapii biologicznych. 

Jednym z rezerwuarów bakterii opornych na antybiotyki jest przewód pokarmowy, ponieważ wskutek stosowania licznych antybiotykoterapii wybijane są bakterie naturalnie tam występujące, a ich miejsce często zajmują bakterie oporne na antybiotyki. Stanowi to duży problem epidemiologiczny w szpitalach. Chorzy, wydalając z kałem bakterie oporne na antybiotyki, zarażają kolejnych pacjentów i epidemia się rozszerza. U pacjentów z niedoborami odporności może to doprowadzić do sepsy i zgonu. 

Podobny problem był z biegunką poantybiotykową powodowaną przez bakterię Clostridium difficile (powodującą rzekomobłoniaste zapalenie jelita grubego). Po zakażeniach szpitalnych powodowanych przez C. difficile udowodniono skuteczność przeszczepu flory jelitowej w leczeniu tego rodzaju infekcji (przeszczep stolca, bo tę florę izoluje się ze stolca) i to postępowanie wprowadzono szeroko do praktyki klinicznej. 

Przez analogię do powyższych doświadczeń zdecydowaliśmy się spróbować wypierać te antybiotykooporne bakterie właśnie za pomocą przeszczepu flory jelitowej. Znaleźliśmy współpracowników, infrastukturę oraz gotowość do zastosowania tego typu leczenia w badaniu prospektywnym (akronim START). Badanie prowadzi mój doktorant. Cieszę się, że mogliśmy się zająć tą niszą badawczą, która w przypadku powodzenia może zmienić praktykę kliniczną. Z naszych dotychczasowych obserwacji wynika, że skuteczność eradykacji bakterii tą metodą wynosi ok. 70 proc. Można przypuszczać, że działanie to odbywa się poprzez zasiedlenie jelita właściwymi bakteriami jelitowymi, przez co brakuje miejsca na bakterie oporne. 

Których z pozostałych pana aktywności naukowych nie możemy pominąć?

Dla mnie bardzo ważnym wątkiem w badaniach naukowych jest szeroko rozumiana działalność międzynarodowa. Jestem członkiem Europejskiej Grupy ds. Transplantacji Szpiku, a jest to zarazem rejestr obejmujący wszystkie transplantacje szpiku z całej Europy na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Umożliwia on współpracę międzynarodową w ramach grup badawczych. Na jego podstawie powstają liczne publikacje dotyczące różnych zagadnień, które bardzo często nie byłyby do wykonania na bazie wyłącznie polskich rejestrów, ze względu na mniejszą liczbę przypadków (wymogi statystyczne). Działalność międzynarodowa umożliwia mi kontakty naukowe, co jest dla mnie niezmiernie ważne. Uważam za kluczowe istnienie w środowisku ludzi, którzy są mądrzy i doświadczeni, którzy mogą służyć radą i wspierać, ale też krytykować czy ganić. To stymuluje prawdziwy rozwój naukowca i nabierającego mądrości i doświadczenia lekarza.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Biernacka

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.