Ratownictwo medyczne
Ataki na ratowników medycznych. Prezes samorządu: kary są zbyt niskie, temat wymaga dyskusji
Opublikowano:
Fot. Pixabay
Kary zasądzane za napaść na ratowników medycznych są bardzo niskie i nie odstraszają potencjalnych sprawców - uważa prezes nowo powstałej Krajowej Rady Ratowników Medycznych (KRRM) Mateusz Komza. Dodał, że na ten temat powinna odbyć się dyskusja, być może z udziałem ministrów zdrowia i sprawiedliwości.
EG/PAP
Jak zwrócił uwagę Mateusz Komza, prezes nowo powstałego samorządu zawodowego ratowników medycznych, brakuje nam dziś rzetelnych danych dotyczących liczby ataków na ratowników. Jak dodał, że powołany w ostatni weekend samorząd ratowników medycznych nie ma wglądu w postępowania. Sami ratownicy mówią, że zasądzane przez sądy kary za napaść na nich i za uszkodzenie sprzętu są bardzo niskie. W wielu wypadkach są to na przykład prace społeczne.
Kary za napaści na ratowników medycznych są zbyt niskie?
Prezes KRRM ocenił, że atakujący ratowników medycznych mają świadomość tego, że potencjalna grożąca im kara nie jest wysoka i nie motywuje ich do powstrzymywania agresywnych zachowań.
- Nie mogę podważać decyzji sądów, ale dyskusja - być może z udziałem ministra zdrowia, ministra sprawiedliwości - dotycząca wysokości zasądzanych kar za napaść na ratowników medycznych, którzy jadą ratować ludzkie życie, powinna się odbyć - zaznaczył prezes Komza.
Prezes KRRM zaznaczył, że ratownicy medyczni obserwują rosnącą liczbę agresywnych zachowań. Dodał, że problem dotyczy pacjentów pod wpływem alkoholu i środków psychoaktywnych, a także trzeciej grupy - pacjentów, którzy nie kontrolują swojego zachowania z przyczyn chorobowych.
- Najtrudniejszą grupą są osoby pod wpływem alkoholu i środków odurzających. Tu nawet groźba wysokiej kary może okazać się mało skuteczna - zaznaczył.
Podkreślił, że ratownicy medyczni są kształceni, jak mają sobie radzić w sytuacji kryzysowej.
- Musimy podejść do pacjenta, zbadać go. Idziemy w dobrej wierze w celu niesienia pomocy i niestety niekiedy zdarza się, że pacjent nas atakuje. Aby ratownik medyczny mógł rozpocząć proces udzielania medycznych czynności ratunkowych musi mieć bezpieczne miejsce pracy i sam musi być bezpieczny. Dlatego ratownik medyczny może odjeść i wezwać w takiej sytuacji policję, by jego zdrowie i życie nie było zagrożone - zaznaczył.
Prezes Komza wskazał, że nie ma problemu ze zgłaszalnością przypadków ataków na ratowników medycznych, ponieważ mają oni ochronę przewidzianą dla funkcjonariusza publicznego, czyli sprawa z urzędu trafia do prokuratury.
Liczne przypadki ataków na ratowników medycznych
W nocy z soboty na niedzielę pijani mężczyźni zaatakowali ratowników medycznych z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego "Meditrans" z Warszawy. Ratownicy poinformowali w mediach społecznościowych, że karetka została wysłana do pobitego mężczyzny i przyjechała do remizy Ochotniczej Straży Pożarnej w Żółwinie. Z relacji ratowników wynika, że podczas interwencji medycznej, ratownicy byli szarpani i popychani. Na miejsce wezwano policjantów, których napastnicy także zaatakowali. Zatrzymane zostały dwie osoby.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba przekazał, że w sprawie pobicia ratowników medycznych w Żółwinie dwóch mężczyzn usłyszało zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. Grozi im do trzech lat więzienia.
Z danych publikowanych przez policję wynika m.in., że w grudniu ub. roku 30-latek z gminy Zawoja (woj. małopolskie) zaatakował siekierą ratowników medycznych udzielających mu pomocy, a następnie uciekł do lasu. Także w grudniu ub. rok TVN Warszawa informował, że ratowników medycznych zaatakował ranny mężczyzna, który okazał się funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa.
Policja informowała, że we wrześniu ub. roku na szpitalnym oddziale ratunkowym pijany 24-letni pacjent zaatakował pielęgniarkę udzielającą mu pomocy, groził pozbawieniem życia lekarzowi i znieważył personel medyczny. W lipcu ub. roku pijany mężczyzna z powiatu żuromińskiego transportowany po wypadku na motocyklu przez pogotowie lotnicze i przewieziony na izbę przyjęć znieważył i zaatakował ratownika medycznego i lekarza.
Ochrona prawna przewidziana dla funkcjonariusza publicznego przysługuje m.in. ratownikowi medycznemu, lekarzowi, pielęgniarce, farmaceucie, pracownikowi socjalnemu, nauczycielowi, asesorowi komorniczemu, rachmistrzowi spisowemu, sołtysowi, listonoszowi, pracownikom ochrony, adwokatowi, radcy prawnemu, komisarzowi wyborczemu, członkowi komisji wyborczej, pracownikowi ZUS-u, operatorowi numerów alarmowych.
Zgodnie z Kodeksem karnym za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego grozi grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do trzech lat. Jeśli do napadu doszło z użyciem broni palnej, noża lub innego niebezpiecznego przedmiotu przewidziana w kodeksie kara to pozbawienie wolności od roku do 10 lat. Jeśli w wyniku napaści funkcjonariusz publiczny doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu kara to pozbawienie wolności od dwóch do 15 lat.
Czytaj więcej
Autobus, który działa jak sześć karetek w jednym miejscu. Jest pierwszy mobilny szpital na kołach
Ratownictwo medyczne
Do Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi trafił pierwszy w Polsce autobus-ambulans, będący mobilnym centrum ratowania życia na wypadek katastrof i zdarzeń masowych. Szpital na...
Udostępnij artykuł: