Studenci i młodzi medycy wyjdą na ulice 10 miast. “Ten system już długo nie pociągnie” (WYWIAD)

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 08-10-2021, 16:05

Jeśli w ochronie zdrowia jakaś grupa zawodowa żyje 20 lat krócej, kolejna ma o 50 procent wyższe ryzyko uzależnień, to trzeba niemal tytanicznego wysiłku, by taki system zmienić. On już długo nie pociągnie - mówi portalowi pulsmedycyny.pl Sebastian Goncerz, inicjator akcji „Młodzi solidarnie z protestem medyków”.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Na zdj. Sebastian Goncerz, koordynator akcji “Młodzi solidarnie z protestem medyków”.
Fot. Sebastian Goncerz

W sobotę i niedzielę (9 i 10 października) studenci kierunków medycznych zaplanowali manifestacje w 10 polskich miastach - m.in. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Gdańsku, Łodzi czy Szczecinie.

Na facebookowym profilu "Młodzi z Medykami" dla każdej lokalizacji utworzono oddzielne "wydarzenie", na które można się zapisać.

Przemarsze i debaty mają zaakcentować, że młode pokolenie wiążące swoją przyszłość z ochroną zdrowia solidaryzuje się z protestem medyków skupionych wokół Białego Miasteczka. Manifestujący chcą też pokazać - przede wszystkim pacjentom - w jak złym stanie jest polska ochrona zdrowia.

- Ten system naprawdę już długo nie pociągnie. Za chwilę nie będzie lekarzy, pielęgniarek, ratowników. Ale my nie chcemy wyjeżdżać, chcemy pracować w Polsce. Czuję, że ktoś bawi się zdrowiem i życiem Polaków, wciągając ochronę zdrowia w polityczne gierki. Na dodatek trwa to mniej więcej od 30 lat. A gdzieś na końcu tego systemu starsza pani zastanawia się, czy wystarczy jej pieniędzy na leki - mówi nam Sebastian Goncerz, koordynator protestów, student 6. roku medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

pulsmedycyny.pl: Skąd pomysł, by wesprzeć protest medyków związany z Białym Miasteczkiem?

Sebastian Goncerz: Część z nas uczestniczyła w nim 11 września, byliśmy i bywamy w Białym Miasteczku w Warszawie, niektórzy też pomagali organizacyjnie. Jednak ze względu na rozpoczęcie roku akademickiego nie bardzo jesteśmy w stanie być na miejscu, w stolicy. Tymczasem wsparcie nadal jest potrzebne. Protest pracowników ochrony zdrowia wydobył na światło dzienne wiele niedomagań systemu, które wcześniej nie przebijały się do opinii publicznej tak mocno, nie docierały do młodszych roczników, w tym studentów kierunków medycznych. Jak może się czuć studentka pielęgniarstwa, która słyszy, że w jej zawodzie żyje się 20 lat krócej? To wszystko motywuje nas do działania. Chcemy pracować w Polsce, nie chcemy - w pogoni za godną pracą i płacą - zostawiać w kraju całego swojego życia, rodzin, przyjaciół.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Zembala apeluje do młodych lekarzy o pozostanie w Polsce: jeśli coś wam się nie podoba, to zmieniajcie system

Dlatego system trzeba zmieniać tu i teraz. Wiemy też, jak ochrona zdrowia jest widziana oczami pacjentów, bo sami nimi jesteśmy, są nimi nasi bliscy. Być może niektórzy są przyzwyczajeni, że na wizytę u specjalisty trzeba czekać pół roku, ale to nie jest normalne. Nie jest to także wina tych, którzy pracują w szpitalach, przychodniach.

Kto będzie brał udział w manifestacjach organizowanych w 10 polskich miastach? Jaka będzie ich skala?

Organizujemy te manifestacje jako studenci, młodzi medycy. W kilku miastach z chęcią pomocy zgłosili się pacjenci. Przekaz - i zaproszenie do udziału - kierujemy do wszystkich, którym los polskiej ochrony zdrowia, postulaty protestu medyków w Warszawie, nie są obojętne. Co do skali - trudno ją na razie oszacować, wiele informacji o manifestacjach rozchodzi się tzw. pocztą pantoflową. Spodziewam się dużej ilości osób w Krakowie, wczoraj mieliśmy tam akcję plakatowania. Sporo osób może być też w Łodzi, czuć tam dużą mobilizację.

Co studentów medycyny i młodych medyków boli w polskiej ochronie zdrowia najbardziej?

Uwiera to, że przez lata zaniedbań narosło tyle deficytów, problemów, że nie załatwi ich się jedną ustawą czy nawet podniesieniem zarobków, wprowadzeniem systemu no-fault, urlopów dla poratowania zdrowia. Jeśli w ochronie zdrowia jakaś grupa zawodowa żyje 20 lat krócej, kolejna ma o 50 procent wyższe ryzyko uzależnień, a w jeszcze innej mamy bardzo wysoki odsetek samobójstw, to trzeba niemal tytanicznego wysiłku, by taki system zmienić. Oczywiście zmienić gruntownie, od podstaw. Nikt się tego nie chce podjąć, a od tego zależy nasza przyszłość, nasze zdrowie, życie - jako medyków i pacjentów. Złożoność problemu jest bardzo duża.

Szóste spotkanie komitetu protestacyjnego z przedstawicielami resortu zdrowia zakończyło się fiaskiem. Jak pan ocenia cały przebieg tych negocjacji?

Czuję ogromną frustrację, że w obliczu tak wielu naglących, złożonych problemów w systemie ochrony zdrowia nikt z decydentów nie podchodzi do nich poważnie. Rozmowy trwały trzy tygodnie, a zakończyły się "nieporozumieniem". Nie było w nich słowa o wzroście wyceny świadczeń, była masa niejasności ze strony resortu. W mojej opinii komitet był do nich merytorycznie przygotowany bardzo dobrze. Jego przedstawiciele mają wieloletnie doświadczenie - i medyczne, zawodowe, i związkowe, organizacyjne. Co czuję? Czuję, że ktoś bawi się zdrowiem i życiem Polaków, wciągając ochronę zdrowia w polityczne gierki. Na dodatek trwa to mniej więcej od 30 lat.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Bromber: trzeba złej woli by nie dostrzegać pozytywnych zmian w ochronie zdrowia

Ten system naprawdę już długo nie pociągnie. Za chwilę nie będzie lekarzy, pielęgniarek, ratowników. Ostatnio przeczytałem, że w Polsce mamy 419 psychiatrów dziecięcych w całym kraju, na dodatek jedna czwarta z nich ma więcej niż 55 lat (pod koniec marca 2019 r. zawód psychiatry dzieci i młodzieży wykonywało 419 lekarzy, a 169 było w trakcie specjalizacji - red.). To absurd. Jak ci ludzie mają pomagać pacjentom, gdy 9 proc. dzieci i młodzieży boryka się problemami zdrowia psychicznego? Ci lekarze są przepracowani, zajmują się najcięższymi przypadkami, są fizycznie i psychicznie wyczerpani.

Nie wiem, co się musi wydarzyć, skoro dla rządu nie jest problemem, gdy na ulice Warszawy wychodzi ponad 30 tysięcy pracowników ochrony zdrowia, gdy od kilku miesięcy wypowiedzenia składają ratownicy medyczni, a wiele karetek nie wyjeżdża do pacjentów, gdy w maju mieliśmy wielki protest pielęgniarek, gdy na potęgę zamykają się oddziały, bo lekarze składają wypowiedzenia, choćby w Krakowie-Prokocimiu. Dla ministra to są jedynie jakieś lokalne niezgody, zawirowania.

11 września podczas protestu medyków w Warszawie szef OZZL Krzysztof Bukiel powiedział portalowi pulsmedycyny.pl, że w kontekście i tak "walącej się" publicznej ochrony zdrowia nie wie, czy manifestacja jest w ogóle potrzebna. Jak zatem - pana zdaniem - skuteczniej naciskać na rządzących?

Pan Bukiel ma duże doświadczenie. Ja jestem jeszcze młody, pewnie cechuje mnie większy idealizm. Ale zgodzę się, że - póki co - ani manifestacje, ani rozmowy, ani merytoryczne analizy nie były w stanie gruntownie przebudować systemu. W Czechach w pewnym momencie 20 procent lekarzy zrezygnowało z pracy i wydaje mi się, że to jest - niestety - jedyna metoda, by skłonić rządzących do refleksji i wprowadzania fundamentalnych zmian. To się w Polsce już dzieje - z powodu bezsilności medyków. Kraków-Prokocim to jeden z przykładów.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Pięciu oddziałom szpitala dziecięcego w Prokocimiu grozi paraliż. Odchodzi 26 lekarzy i dyrektor

Przy takim obciążeniu pracą, stresem, człowiek w którymś momencie się łamie. Nie ma wtedy już miejsca na rozmowy, protesty - ktoś po prostu rezygnuje.

Po co w takim razie manifestować?

Nie kierujemy naszych postulatów do rządzących. Oni i tak nie słuchają. Zwracamy się do pacjentów, społeczeństwa. Chcemy pokazać, jak wygląda sytuacja w ochronie zdrowia, jak powinna wyglądać przyszłość młodych medyków. Chcemy też wesprzeć protestujących skupionych wokół Białego Miasteczka - w ramach solidarności. Niedawno rozmawiałem z kobietą, która pod namiotem nocuje tam już czwarty tydzień. Musimy i powinniśmy takim ludziom pomóc, widzimy ich determinację - po to, by poczuli wsparcie. Planów, co dalej, jeszcze nie mamy. Manifestacje zorganizowaliśmy tak naprawdę w półtora tygodnia, więc nie było przestrzeni na wybieganie w przyszłość. Jestem dumny, że to się udało, dziękuję wszystkim, z którymi tę akcję tworzyłem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Medycy po spotkaniu z MZ: formuła rozmów się wyczerpała

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.