Strategie krótko- i długoterminowe dla zdrowia w czasach kryzysu [OPINIE]

  • Katarzyna Lisowska
opublikowano: 13-12-2022, 13:19

Po pandemii COVID-19 Polacy mają zwiększone potrzeby zdrowotne, a nieubłagana demografia i napływ uchodźców z Ukrainy tylko ten dług pogłębiają. Dodatkowym utrudnieniem w działalności podmiotów leczniczych są nękające gospodarkę kryzysy i inflacja.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Uczestnicy spotkania akcentowali, że nie zaspokoimy rosnących potrzeb zdrowotnych Polaków bez odpowiednich zasobów kadrowych i finansowania ochrony zdrowia. Wskazywali na potrzebne rozwiązania w tych obszarach.
Uczestnicy spotkania akcentowali, że nie zaspokoimy rosnących potrzeb zdrowotnych Polaków bez odpowiednich zasobów kadrowych i finansowania ochrony zdrowia. Wskazywali na potrzebne rozwiązania w tych obszarach.
Fot. Tomasz Pikuła

O wyzwaniach, jakie piętrzą się na drodze ku likwidacji długu zdrowotnego i szukaniu lepszych rozwiązań obecnych problemów systemu, by ten lepiej reagował na potrzeby Polaków, rozmawiali eksperci podczas sesji „Dług zdrowotny Polaków: strategie krótko- i długoterminowe”, organizowanej w ramach 14. edycji konferencji “Polityka lekowa”.

Dążymy do polepszenia sytuacji i funkcjonowania całego systemu
Maciej Miłkowski
podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia
Dążymy do polepszenia sytuacji i funkcjonowania całego systemu
Fot. Tomasz Pikuła

Konsekwencją zmian myślenia o tym, jak należy kształtować system ochrony zdrowia i kto jest za co w nim odpowiedzialny, będzie przesunięcie części zadań z resortu zdrowia do Narodowego Funduszu Zdrowia. Skąd to rozwiązanie? Stoimy na stanowisku, że to nie minister zdrowia powinien odpowiadać za finansowanie świadczeń zdrowotnych i technologii lekowych, ale publiczny płatnik, czyli NFZ. W tym zakresie mamy gwarancję budżetu państwa pokrycia finansowania zaplanowanych nakładów w budżecie funduszu na ochronę zdrowia.

W przyszłym roku będzie do wykonania bardzo duża praca techniczna, żeby przygotować do tego zadania NFZ. W tym obszarze nie należy oczekiwać rychłych zmian, nawet organizacyjnych, bo nie jesteśmy w stanie tak szybko ich wprowadzać. Zadania, które zostaną przesunięte z ministerstwa do NFZ, nadal więc będą realizowane przez dotychczasowe kadry. Na pewno to rozwiązanie nie jest przejawem chęci zmniejszania finansowania ochrony zdrowia. Naszym dążeniem jest tylko i wyłącznie polepszenie sytuacji i funkcjonowania całego systemu.

To, jak będzie zmieniało się finansowanie w ochronie zdrowia w przyszłym roku, w dużej mierze zależy od decyzji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Agencja ma plan retaryfikacji świadczeń. Główny element, który jest już uzgodniony, to wprowadzenie w styczniu nowych wycen m.in. w internie.

Oczywiście w przyszłym roku będzie kontynuowane wdrażanie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu, gdzie podstawą będzie średnie wynagrodzenie za rok bieżący. I już dziś wiemy, że ten wzrost minimalnych wynagrodzeń będzie bardzo istotny.

Muszę zaznaczyć, że w różnych gremiach wciąż słyszymy, iż wydatki na sektor lecznictwa zamkniętego są za wysokie. Jeżeli teraz byśmy je zmniejszyli o 20-30 proc., to sytuacja części szpitali na pewno by się pogorszyła. To pokazuje, że potrzebujemy restrukturyzacji tego segmentu, ale i efektywności wykonywania procedur medycznych w trybie nieszpitalnym albo szpitalnym jednodniowym.

Jak resort widzi rolę prywatnego sektora w systemie ochrony zdrowia? W NFZ przy kontraktowaniu nie ma żadnego znaczenia, czy dany podmiot jest publiczny, czy nie. Cały rynek POZ to w większości niepubliczne podmioty. W małych miasteczkach są to przede wszystkim prywatne praktyki. To pokazuje, że bez prywatnego sektora na pewno nie dalibyśmy rady w POZ czy w opiece ambulatoryjnej. W mojej ocenie, rynek prywatny jest równo traktowany i stanowi uzupełnienie systemu publicznego.

Mamy braki kadrowe, a demografia wskazuje, że odchodzenie obecnych pracowników tylko będzie się nasilać. Dlatego przez ostatnie lata inwestowaliśmy w kadry i zdecydowaliśmy się też na istotne zwiększenie limitów na kierunkach medycznych. Obawy, jakie do nas dochodzą z różnych środowisk, odnoszące się do obniżenia jakości kształcenia, są w naszej ocenie nieuzasadnione. Polskie uczelnie są uznawane za jedne z najlepszych w Europie i wierzymy, że ten poziom będziemy także trzymać kształcąc więcej specjalistów. Wyższe wynagrodzenia, które wprowadziliśmy, będą dodatkowo zachęcały młode kadry do podjęcia pracy w naszym systemie ochrony zdrowia.

Niektóre szpitale otrzymują zastrzyk finansowy na regulacje płac
Małgorzata Dziedziak
zastępca prezesa NFZ ds. operacyjnych
Niektóre szpitale otrzymują zastrzyk finansowy na regulacje płac
Fot. Tomasz Pikuła

Dla pacjenta kwestie związane ze zmianami finansowania w ochronie zdrowia nic nie zmieniają. Jesteśmy przygotowani też kadrowo na ten ruch. Już teraz NFZ realizuje szereg z tych zadań, których finansowanie przejmie w 2023 r. Myślę tu chociażby o obsłudze umów na ratownictwo medyczne. Tak naprawdę ta zmiana dotyczy sposobu finansowania, który po wprowadzeniu ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przejdzie do budżetu NFZ.

Obawy organizacji pacjenckich wobec tych zmian staramy się wyjaśniać na bieżąco, spotykając się z ich przedstawicielami.

Jeżeli chodzi o sytuację finansową szpitali i problemy niektórych z nich z wdrożeniem przepisów dotyczących minimalnego wynagrodzenia w ochronie zdrowia, to od miesiąca trwa przekazywanie do tych placówek dodatkowych środków w ramach mechanizmu rekomendowanego przez ministra Niedzielskiego. Podmioty, które korzystają z tego instrumentu, będą miały zagwarantowanie jego finansowania przez 10 miesięcy. To czas, który te szpitale powinny wykorzystać na przeanalizowanie swojej sytuacji, skupienie się na tym, co należałoby zmienić, by lepiej funkcjonować ekonomicznie. Trzeba pamiętać, że dodatkowo do szpitali trafiły też większe środki w związku ze zmianami niektórych wycen, np. w internie.

Personelowi należy płacić za wymagania, nie za wykształcenie
Marek Wójcik
ekspert ds. ochrony zdrowia Związku Miast Polskich
Personelowi należy płacić za wymagania, nie za wykształcenie
Fot. Tomasz Pikuła

Kondycja szpitali samorządowych jest uzależniona od kondycji całego systemu. I teraz zmiana dotycząca przeniesienia pewnych zadań z Ministerstwa Zdrowia do NFZ to jest dobry kierunek, pod warunkiem, że będziemy mieli rekompensatę tego, co do tej pory było finansowane z budżetu państwa w budżecie NFZ. Bez tego nie można mówić, że fundusz nie będzie miał mniej pieniędzy na ochronę zdrowia.

Odnosząc się do kwestii płac, trzeba wskazać, że to, co się stało przy regulacji związanej z minimalnym wynagrodzeniem, nie było kompromisem. Ten jest wtedy, gdy dwie strony próbują się gdzieś posunąć. W tym przypadku ze strony resortu zdrowia nie było żadnego posunięcia. Argumenty drugiej strony nie były uwzględniane i teraz ministerstwo musi ratować część szpitali przed pewnym upadkiem. Ale to nie na wiele się zda, bo za chwilę skończy się pomoc resortu i te podmioty wrócą do punktu wyjścia. Nadal będą musiały się mierzyć z niedoszacowaniem procedur, inflacją i wyższymi wynagrodzeniami oraz brakiem na to środków.

Mówiąc o wynagrodzeniach, należy też zwrócić uwagę na błąd, który się pojawił, skazujący pracodawców na płacenie za wykształcenie. Ten problem odnosi się głównie do pielęgniarek i położnych. To trzeba zmienić, bo należy płacić za wymagania, nie za wykształcenie. Wypłacając wszystkim pielęgniarkom z wyższym wykształceniem stawkę według grupy, a nie stanowiska, szpital naraża się na konieczność wypłaty takiego samego wynagrodzenia pielęgniarkom ze średnim wykształceniem, które robią to samo. Dziś kierujący szpitalami mierzą się z tym, że personel domaga się wypłacenia tych najwyższych stawek zgodnie z wykształceniem, niezależnie od tego, jakie wobec tego personelu są wymagania. To dodatkowo zwiększa kryzys w finansach szpitali.

Muszę przyznać, że samorządy czekają na ustawę restrukturyzacyjną. Ta ustawa jest nam potrzebna, dlatego, że w wielu szpitalach, szczególnie wojewódzkich, bez mechanizmu wsparcia nie uda się rozwiązać problemów ekonomicznych.

Wciąż mamy problem z dobrym wykorzystaniem obecnych zasobów kadrowych
prof. Jarosław Fedorowski
prezes Polskiej Federacji Szpitali
Wciąż mamy problem z dobrym wykorzystaniem obecnych zasobów kadrowych
Fot. Tomasz Pikuła

To, że system szpitalnictwa wymaga pewnej reformy, jest rzeczą oczywistą. To, że resort zdrowia odchodzi od wcześniejszego zamysłu, jak to przeprowadzić, który można określić metodą kija, na rzecz wsparcia dla szpitali, to bardzo dobra wiadomość. Bo to, co powinno być sednem reformy szpitalnictwa, to nie tylko restrukturyzacja, która jest potrzebna, ale realny rozwój tych podmiotów. Zresztą ustawa, która ma zmienić funkcjonowanie szpitali, ma w swoim tytule słowo modernizacja.

Modernizacja to wiele działań, także w zakresie zrównoważonego rozwoju. I w tym zakresie szpitale dziś potrzebują pomocy. Taki fundusz, jak to określił pan minister, który by we współpracy z kierującymi szpitalem szukał możliwości pomocy dla placówki, mógłby być skutecznym wsparciem w transformacji. Dzięki temu w tych trudnych warunkach szpitale miałyby realną szansę na to, by osiągać lepsze rezultaty.

Mamy nadzieję, że mając doświadczenie z poprzedniego projektu reformy szpitalnictwa, w prace nad obecnym zostaną włączeni kluczowi interesariusze systemu. Dzięki temu będzie szansa na przygotowanie lepszych rozwiązań, a i ci interesariusze będą czuli się też współodpowiedzialni za taki projekt.

Kwestie finansowe, są oczywiście, bardzo ważne z punktu funkcjonowania całego systemu. Obliczałem, jaki jest w przyszłym roku planowany budżet ochrony zdrowia. I symulacja tego, jaki jest PKB Polski i tego, co mamy zapisane w budżecie NFZ wskazuje, że będzie to 5,2 proc. publicznych nakładów, nie zapowiadane 7 PKB.

Patrząc na kwestię kadr w ochronie zdrowia, trzeba przyznać, że my wciąż mamy problem z dobrym wykorzystaniem obecnych zasobów. Wiadomo, że najtrudniej do pracy znaleźć lekarzy na SOR, bo ci są najbardziej przeciążeni pracą. W jednym ze szpitali uniwersyteckich znaleziono na to radę. Zatrudniono studentów 5. i 6. roku na SOR-ze, by ci przejęli całą biurokratyczną pracę od lekarzy. Dzięki temu studenci nie musieli dorabiać po barach, mogli zarobić przy okazji ucząc się fachu, a zdjęcie specjalistom z barków całej biurokracji sprawiło, że ci chętnie podejmowali dyżury na tym oddziale. Czyli w zarządzaniu zasobami wiele zależy od tego, jakie stworzymy warunki pracy różnym pracownikom i jakie rozwiązania kosztowo efektywne zastosujemy.

Idąc tym torem, muszę przyznać, że nie rozumiem sensu tworzenia oddziałów chirurgicznych. Przecież tam nie operujemy. Chirurg powinien być na bloku operacyjnym, a pacjent w zależności od stanu przebywać na OIOM lub oddziale ogólnym. Lekarzom chirurgom powinniśmy dać wsparcie w postaci lekarza hospitalisty, który będzie ogarniał pacjenta pod kątem niechirurgicznym. W ten sposób mamy w dużej mierze rozwiązany problem braku chirurgów na rynku.

U nas bez konsultacji wdraża się nowe pomysły, a potem szuka ich uzasadnienia
Robert Mołdach
prezes Instytutu Zdrowia i Demokracji, ekspert przy rzeczniku praw pacjenta
U nas bez konsultacji wdraża się nowe pomysły, a potem szuka ich uzasadnienia
Fot. Tomasz Pikuła

Polityka to jest w sumie podejmowanie decyzji. Ale ona oddziałuje na ludzi, i na tym polega to wyzwanie podejmowania pewnych decyzji. Dobrze jest, gdy jest ona prowadzona w transparentnym dialogu, opartym na rachunku wartości publicznej, gdzie są uwzględniane korzyści i koszty podejmowanych decyzji. Przecież może być kilka konkurujących z sobą wizji, wartości i chodzi o to, żeby społeczeństwo rozumiało, na podstawie jakich przesłanek podjęto te, a nie inne decyzje. Wtedy można dobrze prowadzić politykę publiczną.

Ale, niestety, u nas wciąż tak się nie dzieje. Nie konsultuje się pewnych nowych pomysłów, one są wdrażane i potem na siłę szuka się ich uzasadnienia. To widzimy dziś też w tym, jak realizowana jest polityka zdrowotna i jak wiele wokół tego nieporozumień.

Lekarz chirurg, ginekolog, anestezjolog nie może się bać wykonywać swoich czynności
Klaudiusz Komor
wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Lekarz chirurg, ginekolog, anestezjolog nie może się bać wykonywać swoich czynności
Fot. Tomasz Pikuła

Samorząd lekarski nie podziela optymizmu resortu zdrowia odnoszącego się do tego, że jakość kształcenia kadr medycznych nie może się pogorszyć. Sednem problemu braku kadr w Polsce jest brak specjalistów. Szczególnie widoczne to jest w szpitalach. Tych specjalistów pracujących tam ewidentnie za mało. Oczywiście, mamy pewne specjalizacje, jak kardiologia czy okulistyka, gdzie tych braków tak nie widać. Te specjalizacje cieszą się dużym zainteresowaniem, ponieważ w nich można łatwo pracować poza systemem publicznym. Dziś brakuje nam np. chirurgów, a pozostają wolne miejsca specjalizacyjne.

Szukając rozwiązań braku kadr, trzeba też patrzeć, jak to wygląda w konkretnych specjalizacjach i mieć na uwadze, że nie tylko kwestia wynagrodzeń wpływa na to, jak szpitale sobie radzą z zapewnieniem pełnych obsad. Trzeba zastanowić się, co zniechęca personel medyczny do pracy w szpitalach publicznych. Dziś zaraz po specjalizacji lekarze uciekają albo do niepublicznego sektora, albo do AOS. Za to odpowiada oczywiście organizacja i warunki pracy w szpitalnictwie i presja wywierana na lekarzy specjalizacji zabiegowych. Za chwilę wejdzie ustawa o jakości w ochronie zdrowia, ale w niej nadal brakuje tego zapewnienia bezpieczeństwa wykonywania zawodu w szpitalu.

Lekarz chirurg, ginekolog, anestezjolog nie może się bać wykonywać swoich czynności. Mieć poczucia, że wisi nad nim nieuchronna kara z więzieniem włącznie. Jeżeli nie damy lekarzom pracować bez stresu, to nie przywrócimy specjalistów do systemu.

Odnosząc się do zwiększenia miejsc, gdzie mogą kształcić się lekarze, to z pewnością zwiększenie naboru na studiach jest elementem rozwiązania problemu braku kadr. Ale tu trzeba spojrzeć, jak to rozwiązanie się sprawdza. W Hiszpanii swego czasu też odnotowano taki gwałtowny wzrost wydziałów na studiach medycznych. Okazało się, że za tym nieuchronnie poszedł wzrost migracji młodych specjalistów. Wielu rozpoczęło te studia tylko po to, by wyjechać potem z kraju, bo nie rozwiązano problemów z organizacją pracy na miejscu. Dlatego wrócę do kwestii pilnego pochylenia się nad tym, jak poprawić warunki pracy w naszym systemie.

My mamy bardzo dobre uczelnie medyczne, a nasi medycy bardzo dobrą renomę. Ale my ciągle bazujemy na tym, co było do tej pory, czyli na tym, jak kształcono na tych uczelniach uniwersyteckich. Teraz pojawia się obawa, że jeżeli my utworzymy bardzo dużo nowych wydziałów, to może się okazać, że brakuje tam dydaktyków i ta wysoka jakość kształcenia nagle się załamie.

Do NRL już docierają sygnały, że na niektórych uczelniach otwiera się kierunek lekarski, chociaż nie ma tam potrzebnej do tego kadry. I to nie jest tak, że samorząd lekarski nie jest otwarty na zwiększanie naboru studentów. Uważamy, że należy to robić, ale w taki sposób, by, jakość edukacji nie ucierpiała. Nowe kierunki powinny się uruchamiać z zachowaniem wszelkich norm akredytacyjnych i powinien też być system sprawdzający, jak te normy są potem utrzymywane.

Prywatny inwestor powinien mieć jasną perspektywę, w co może inwestować
Anna Rulkiewicz
prezes Grupy LUX MED
Prywatny inwestor powinien mieć jasną perspektywę, w co może inwestować
Fot. Tomasz Pikuła

Sektor prywatny potrzebuje jasnych zasad funkcjonowania. Nasza rola w systemie ochrony zdrowia jest obecnie spontaniczna i tak rozwija się od lat. Nie ma żadnych wyznaczonych ram, a ich brak też nas ogranicza. Gdyby decydenci się zastanowili, jak ten sektor prywatny może się rozwijać... Gdyby była szansa zajrzenia do koszyka świadczeń gwarantowanych, by jasno wskazać, jakie produkty są dostępne w ramach segmentu publicznego, a pozostałe zawrzeć w świadczeniach dostępnych w ramach sektora prywatnego, to oba segmenty lepiej mogłyby odpowiadać na potrzeby zdrowotne Polaków.

Myślę, że w końcu czas jest też odpowiedzieć na pytanie: czy możliwe jest współpłacenie, po to, żeby pieniędzy w obszarze ochrony zdrowia było więcej. Jeżeli taka odpowiedź by padła, to rola prywatnych podmiotów byłaby bardziej czytelna.

W pandemii udział sektora prywatnego miał znaczenie. I nam się to włączenie w działania systemowe bardzo podobało. Liczyliśmy, że to połączy nas mocniej i te role prywatnych podmiotów zostaną dookreślone. Ale faktycznie nic się nie zmienia.

Prywatny inwestor powinien mieć jasną perspektywę, w co może inwestować. Jeżeli on tego nie ma, to nie wie, czego może się spodziewać. Brakuje mi też skoordynowania finansowania w ochronie zdrowia. Nie jest normalne, że pacjenci tyle płacą za świadczenia typu fee for service.

Nie znam takiej sytuacji, żeby służbę zdrowia w jakimś kraju utrzymał tylko system publiczny. Jest nas dużo, a pieniędzy w publicznym systemie jest tyle, ile jest.

ZOBACZ TAKŻE: W polityce lekowej państwa wciąż dochodzą nowe wyzwania [OPINIE]

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.