Stankiewicz: nie mogę się nadziwić naiwności liderów środowisk medycznych [FELIETON]

opublikowano: 10-06-2022, 16:30

Od lat nie mogę się nadziwić naiwności liderów środowisk medycznych, którzy triumfalnie oznajmiają, że to oni właśnie wywalczyli jakiś wzrost wynagrodzeń dla pracowników, zwany szumnie podwyżkami.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz
Marek Stankiewicz
Fot. Archiwum

Naiwność to w końcu ufność w dobroć ludzi i możliwość naprawy świata, w to że życie może być proste i piękne! To również odporność na zgorzknienie i zwątpienie. Czy warto wyrzekać się naiwności? Naiwność to nie jest stan wiedzy czy inteligencji. Naiwność to zdolność ufania.

Liderzy związkowi i ich akolici wierzą lub wmawiają sobie i otoczeniu, że każda kolejna podwyżka jest rezultatem porozumienia władzy z partnerami społecznymi. Tymczasem życie okazuje się bardziej prozaiczne, bo każda władza szasta pieniędzmi tylko w określonym przez siebie celu. Krzykliwe zgromadzenia i akty strzeliste są tylko akompaniamentem, który uruchamia zmysły. Pomimo pozorów spokojnych i rzeczowych negocjacji, nic nie dzieje się bez awantury. Podwyżka jest zawsze wielkopańskim gestem władzy, która przy okazji nazywa go historycznym lub bezprecedensowym krokiem milowym. Na grymas niedosytu, że mogłoby być więcej, zawsze odpowiada, że dzisiejsza opozycja kiedyś nawet i tego nie dala.

Wbrew zapewnieniom władzy, nowelizacja w żaden sposób nie wiąże poziomu wynagrodzeń z wykształceniem i kompetencjami. Co gorsza, tę relację wręcz rozluźnia, bo głównym efektem, obok nominalnie wyższych stawek, będzie spłaszczenie siatki płac minimalnych. Oczywiście, rząd tylko swoją wersję uważa za ostateczną i nie podlegającą negocjacjom. Nawet wówczas, gdy konsultacje publiczne wprost puchną od uwag, których potem jednym głosowaniem pozbywa się większość parlamentarna.

Wakacje to najlepszy czas na podwyżki... dla władzy. Ludzie na urlopach, więc niektórzy nawet nie zorientują się, że rządzący sobie przyznali podwyżki. Bez debaty, bez dyskusji. Po prostu cichaczem.

Środowiska medyczne, głównie lekarze, zaliczają się do wyborczego potencjału opozycyjnego. A więc kasa uchodzi za dobre i sprytne narzędzie zaspokajania roszczeń materialnych i politycznych wiecznie niezadowolonego białego personelu. W różnych krajach wykorzystuje się wobec nich sprawdzony w boju „syndrom indyka” — tuczyć tak, aby był zadowolony z życia, diety, opiekunów i dobry do zjedzenia publicznego, gdy nadejdą kolejne wybory.

Ostatnio na salonach lekarskich furorę robi nadzieja na system no-fault, podobny do działającego w Szwecji. Czyli polegający na przyznawaniu odszkodowań pacjentom zupełnie bez orzekania o winie personelu medycznego. Sprawa staje się głównym mottem nowego establishmentu w samorządzie lekarskim, ufnym w swoje możliwości. Lekarze kibicują, oczekując na każdy system no-fault, bo prawo karne jest obecnie dla personelu tak opresyjne, zwłaszcza po zmianach wprowadzonych Tarczą Antykryzysową nr 4, że medycy chcą emigrować za granicę i za chwilę nikt nie będzie chciał kształcić się w specjalizacjach zabiegowych. Tyle tylko, że jakoś nie widać sprzymierzeńców do jego implantacji.

Radykalna prawica wręcz uważa to cywilizacyjne rozwiązanie za niezgodne z Konstytucją RP. Odwoływanie się do ustawy zasadniczej, która czegoś tam zabrania lub coś tam nakazuje, jest zabiegiem sprytnym, mającym wszystkim związać ręce i zamknąć dyskusję. A jest o czym szczerze pogadać, bo dzięki systemowi no-fault ludzie będą śmielej zgłaszać popełnione błędy, co pozwoli na dyskusję nad ich przyczynami. Medycyna to przecież powtarzanie sukcesów i unikanie powtarzania niepowodzeń.

Karniści podkreślają, że do niektórych uchybień lekarskich nie da się zastosować rozwiązań no-fault. Zwłaszcza jeśli dotyczą rażącego niedbalstwa lub odstępstw lekarza od procedur medycznych, skutkiem czego jest śmierć pacjenta lub ciężki uszczerbek na zdrowiu. W takich przypadkach nie sposób odstąpić od ustalenia stopnia zawinienia. „Bo im wyższy stopień zawinienia u lekarza, tym wyższe powinno być odszkodowanie dla pacjenta” — podkreśla prof. Czesław Kłak, członek Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów oraz sędzia Trybunału Stanu.

Cóż, życie składa się z miłych i przykrych niespodzianek. Niestety, te niemiłe dłużej się pamięta. A w końcu, kiedy kropla przeleje czarę, z wolna traci się wiarę w powodzenie różnych wysiłków, nawet w uczciwość ludzi. Człowiek, nabierając „rozsądku”, staje się nieufny, cwany lub zgorzkniały. Warto jednak pamiętać, że rozczarowania są nieodłącznym elementem ciekawego życia! Jeśli ma być ciekawie, to muszą być czasem też rozczarowania. Aby wciąż wierzyć w ludzi i świat, pomimo rozczarowań, trzeba być naprawdę naiwnym.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marek Stankiewicz, [email protected]

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.