Sławomir Badurek analizuje magiczne sformułowanie „uszczelnianie systemu”

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
08-09-2011, 00:00

Wśród płatników składki zdrowotnej nie powinno być równych i równiejszych.;

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Choć nakłady na ochronę zdrowia w Polsce należą do najniższych w krajach OECD, nie brakuje opinii, że pieniędzy jest dość, a jedyne co należy zrobić, to uszczelnić system. Nie wiem, komu przypisać autorstwo tej tezy, ale z pewnością wielkie zasługi w jej rozpowszechnieniu ma Leszek Balcerowicz. Zwiększenia szczelności systemu profesor Balcerowicz zaczął się głośno domagać wkrótce po objęciu teki wicepremiera i ministra finansów w rządzie Jerzego Buzka. Było to wtedy, gdy przygotowywano się do wprowadzenia kas chorych. Warto przypomnieć, że domagano się wówczas, by składka zdrowotna wynosiła 11 proc. Jak wiadomo, do tej pory nie zbliżyliśmy się do tego poziomu, chociaż przez kilkanaście minionych lat sytuacja demograficzna pogorszyła się, a potrzeby finansowe sektora wzrosły.

Tymczasem mantra o uszczelnianiu systemu żyje nadal i nie sposób byłoby wskazać ministra zdrowia, który by się nią nie posłużył. Wspomnianego określenia używano dosłownie i w postaci chwytliwych metafor, takich jak „szwajcarski ser” Donalda Tuska czy też „cieknące wiadro” Ewy Kopacz. Konkretów, na czym uszczelnianie miałoby polegać, padło jak na lekarstwo. Wyjątkiem była nieustannie wskazywana konieczność oszczędności na wynagrodzeniach, lekach i sprzęcie. Nie neguję – w każdym z tych obszarów są sprawy wymagające regulacji, lecz z drugiej strony pod względem wynagrodzeń lekarzy i pielęgniarek nie jesteśmy potentatem nawet wśród byłych krajów tzw. obozu socjalistycznego, dostępność do nowych leków mamy jedną z najgorszych w Europie, a nowoczesny sprzęt, nawet jeśli jest dostępny, to przez większą część czasu nie pracuje, bo ubezpieczyciel-monopolista kontraktuje zbyt mało badań.
Za najbardziej konkretny przykład uszczelnienia systemu podawane jest forsowane przez minister Kopacz przekształcanie szpitali w spółki. Z pewnością jest to dobry sposób na zaciąganie zobowiązań ponad możliwości spłaty. Niedofinansowanie procedur może jednak spowodować, że dziury w dnie cieknącego wiadra zostaną załatane fragmentarycznie. Mało tego – pozostałe nieszczelności mogą się powiększyć. Niewielkie szpitale będą jeszcze chętniej niż dziś bronić się przed trudniejszymi i bardziej kosztownymi przypadkami, cedując ich leczenie na duże, wielospecjalistyczne placówki. Wszak pacjent i tak będzie musiał być leczony. A że z opóźnieniem i powikłaniami, których można było uniknąć, to, jak się wydaje, nikogo z autorów proponowanych zmian nie interesuje.

Dlatego jeśli nie poprawi się finansowanie, kubełek nadal będzie przeciekał, a zamiast sera będą głównie dziury. Od czego bym zaczął? Od składki. Nie oznacza to wcale, że widzę rozwiązanie w natychmiastowym jej podwyższeniu. Byłby to ruch w dobrą stronę, ale, moim zdaniem, ważniejsze z punktu widzenia porządkowania i zwiększenia efektywności systemu jest zlikwidowanie podziału na równych i równiejszych płatników składki. Dziś owi równi to pracownicy najemni, emeryci i renciści. Równiejsi to np. samozatrudnieni, którzy daninę na zdrowie odprowadzają od 75 proc. średniego wynagrodzenia. W uprzywilejowanej sytuacji są też sędziowie, prokuratorzy, funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej, ABW, CBA, parlamentarzyści i żołnierze zawodowi, bo za nich płaci budżet. Przywileje mają duchowni. Ich składki zdrowotne oblicza się od podstawy równej zasiłkowi pielęgnacyjnemu, a finansuje z Funduszu Kościelnego, czyli z budżetu. Składki rolników były jeszcze w ubiegłym roku liczone od ceny żyta. Obecnie na ubezpieczenie zdrowotne tej grupy zawodowej przeznacza się z budżetu sztywny ryczałt, na czym NFZ stracił w tym roku kilkaset milionów złotych.

Zadziwiającym rozwiązaniem jest rozciągliwość składki. Otóż w jednej z nowelizacji ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym zapisano, że jeśli którykolwiek z członków rodziny płaci składkę, to ubezpieczenie obejmuje również pozostałych, zwolnionych z obowiązku jej odprowadzania. Pozwala to na budżetowe oszczędności, ale zmniejsza zasoby ubezpieczyciela.
Urealnienie minimalnej podstawy wymiaru, zmniejszenie do minimum liczby zwolnionych z obowiązku płacenia, opłacanie składki wprost z budżetu tylko za dzieci i bezrobotnych oraz przyjęcie zasady „jedna osoba – jedna składka”, dałoby systemowi więcej pieniędzy niż wszystkie próby jego uszczelnienia.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Sławomir Badurek

Puls Medycyny
Inne / Sławomir Badurek analizuje magiczne sformułowanie „uszczelnianie systemu”
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.