Skrucha urzędników kas chorych po szkoleniu w RPA

Beata Lisowska
opublikowano: 10-06-2002, 00:00

Dymisje dwóch urzędników z inspektoratu sanitarnego i farmaceutycznego to na razie jedyne konsekwencje wyciągnięte wobec uczestników niefortunnego szkolenia w Republice Południowej Afryki, o którym pisaliśmy w poprzednim wydaniu Pulsu Medycyny.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Zaskoczeni medialnym nagłośnieniem wyjazdu, jego uczestnicy po powrocie do kraju dowodzili, jak bardzo przydatnym w ich pracy doświadczeniem było szkolenie w RPA. Dyrektor Małopolskiej Regionalnej Kasy Chorych chwalił się nowo zdobytą wiedzą na temat systemu ubezpieczeń zdrowotnych białych i czarnoskórych ubezpieczonych. ?Warto było zobaczyć, jak w szpitalu w Kapsztadzie zredukowano liczbę łóżek z 1600 do 900 z powodu braku pieniędzy. Tamtejszy system opieki medycznej jest zbliżony do tego, który proponuje nam minister Mariusz Łapiński. Mieliśmy zatem przedsmak tego, co nas czeka" - uzasadniał dziennikarzom korzyści z wyjazdu Jacek Kukurba.
Dyrektorzy kas chorych 28 maja tłumaczyli się przed prezesem Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych i wiceministrem zdrowia Aleksandrem Naumanem. Ze spotkania jednak niewiele wynikło. Wiceminister zdrowia zapewniał co prawda, że osoby, które były na sponsorowanym szkoleniu, nawet podczas urlopu wypoczynkowego reprezentowały państwo i zapowiedział, że zwróci się do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie sprawy zarówno tego, jak i poprzednich szkoleń, sponsorowanych przez niemieckie towarzystwo GVG (organizowano je w Niemczech, Holandii i Estonii). Jednak, jak ustaliliśmy w biurze prasowym NIK, do tej pory nie wpłynął żaden wniosek w tej sprawie.
Dyrektorzy dziewięciu kas chorych w oświadczeniu przekazanym prezesowi UNUZ-u i ministrowi zdrowia wyrazili skruchę: ?Po zapoznaniu się ze społecznym odbiorem tego wyjazdu przyznajemy, że uczestnictwo nasze było wysoce niefortunne i wyrażamy z tego powodu ubolewanie". Twierdzą, iż nie wiedzieli, że wyjazd był sponsorowany przez firmy farmaceutyczne. Dwaj wicedyrektorzy więtokrzyskiej Regionalnej Kasy Chorych: Janusz Gil (ds. medycznych) i Andrzej Łach (dyrektor ekonomiczny) oddali się do dyspozycji rady kasy. ?Rada zbierze się w końcu czerwca i wtedy zapadnie decyzja w tej sprawie" - poinformował Tadeusz Fatalski, dyrektor więtokrzyskiej RKCh. Także rada opolskiej kasy chorych jest powściagliwa. Dopiero 22 czerwca zajmie się sprawą wycieczki do RPA swojego dyrektora Kazimierza Łukawieckiego. "Nie mogę zwoływać posiedzenia i płacić ludziom za załatwienie jednej sprawy" - mówi przewodnicząca rady ORKCh Teresa Waltrauda Gozdek. Pani przewodnicząca jeszcze podczas pobytu K. Łukawieckiego w RPA twierdziła, że ?radzie nic do tego, co dyrektor robi w czasie prywatnym", ale po jego powrocie przyznaje, że ?wyjazd był problematyczny w sytuacji, gdy trwa zamieszanie wokół cen leków". Wszystko wskazuje jednak na to, że dyrektorów kas chorych ominą konsekwencje.
?Zadaniem UNUZ-u jest ochrona interesu ubezpieczonych i pod tym kątem przyglądaliśmy się temu wyjazdowi. Według naszej wiedzy, z pieniędzy ubezpieczonych nie poszła na ten cel ani złotówka. UNUZ nie ma mocy, by ingerować w sposób spędzania urlopu przez dyrektorów kas chorych" - powiedziała rzeczniczka urzędu Małgorzata Woźniak-Juhre.
Mniej szczęścia miało dwoje urzędników centralnych urzędów podległych Ministerstwu Zdrowia, którzy także uczestniczyli w egzotycznym wyjeździe. Po powrocie z RPA zastępca głównego inspektora sanitarnego Seweryn Jurgielaniec podał się do dymisji i została ona przyjęta. Minister zdrowia przekazał zaś premierowi wniosek o odwołanie Heleny Feliksiak, dyrektora generalnego z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.