Skąd się bierze w człowieku elementarne poczucie bezpieczeństwa

Rozmawiała Ewa Biernacka
opublikowano: 22-04-2021, 15:18

O tym, skąd pochodzi elementarne poczucie bezpieczeństwa u ludzi, ważne zawsze, a zwłaszcza wobec przeciwieństw losu, rozmawiamy z dr. n. med. Cezarym Żechowskim, ordynatorem Oddziału Dziennego Rehabilitacji Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży w Szpitalu Wolskim w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA

Dr n. med. Cezary Żechowski jest psychiatrą i psychoterapeutą.

Gdy nastolatek trafia na Oddział Dzienny Rehabilitacji Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży w Szpitalu Wolskim, po próbie samobójczej, z objawami depresji czy z napadami agresji, jako psychiatra zadaje pan sobie pytanie: „Dlaczego uczeń VI klasy chciał się zabić?”, „Jakie cierpienie ma za sobą?” Jakie są drogi dotarcia do odpowiedzi?

Nie zadaję tych pytań ani sobie, ani temu chłopcu formalnie czy z gotową tezą. Mam zamiar poznać i zrozumieć podłoże jego stanu. Z wieloma teoriami w głowie i tylomaż przykładami historii dzieci z problemami okresu rozwojowego życia: z zaburzeniami lękowymi, trudnościami w funkcjonowaniu po epizodzie psychotycznym, z depresją, zaburzeniami nastroju, po traumatycznych przeżyciach, po doświadczeniach mobbingu w grupie rówieśniczej, konfliktami z rodzicami i rodzeństwem, z nerwicą natręctw – jednak nie mam założonej sztywnej strategii.

Gdybyśmy cofnęli sekwencję wydarzeń w życiu tego chłopca, w jego rozwoju szukając „czynnika-kandydata” obecnego kryzysu: w genach, w osobowości, w relacjach rodzinnych – czy znajdziemy jakiś prapoczątek?

W przypadku każdego człowieka jest nim złożony, indywidualny splot czynników, przebudowujący proporcje wewnętrzny świat i świat relacji w różnych okolicznościach i fazach życia. Nikt z nas nie jest emocjonalnym ideałem, a odstępstwa od niego mieszczą się w obszernym spektrum. Nie ma ludzi wyłącznie zdrowych i wyłącznie chorych, są ludzie z problemami, z którymi – z jakichś powodów – dobrze, średnio albo kiepsko sobie radzą. Często korzystam z teorii przywiązania. Widzę, jak działa „leczniczo” w relacjach międzyludzkich, zwłaszcza teraz w czasach pandemii i izolacji społecznej. Jak cenny okazuje się kontakt młodzieży ze sobą na oddziale, wchodzenie w interakcje, budowanie rówieśniczego środowiska. My staramy się, żeby było ono przyjazne, a interakcje bezpieczne.

Co to jest za teoria?

Jestem psychiatrą dziecięcym i psychoterapeutą psychoanalitycznym, więc odwołuję się do wiedzy klinicznej i psychoanalizy. Preferuję jednak otwartość. Bardzo ciekawe wydaje mi się uwzględnianie osiągnięć neuronauki, psychologii poznawczej i konstruktywizmu społecznego. To w zasadzie postulat noblisty Erica Kandela, który zawarł w swojej słynnej pracy „Biologia i przyszłość psychoanalizy. Rewizja nowych intelektualnych ram psychiatrii” (1999), zwanej dziś Manifestem Kandela. Uważam, że bardzo ciekawa jest wymiana, dyskusja, dialog pomiędzy klinicystami mającymi czasem zupełnie inne poglądy. Dwa lata temu na konferencji w Londynie byłem świadkiem dyskusji dwóch wybitnych badaczy – prof. Petera Fonagy’ego, zainspirowanego teorią przywiązania i psychoanalizą, oraz Simona Barona-Cohena, zajmującego się m.in. neuropsychologią autyzmu, autora teorii umysłu (wnioskowania o myślach, przekonaniach i intencjach innych ludzi). Obaj zastanawiali się, czy można byłoby znaleźć jeden czynnik najlepiej uzasadniający występowanie zaburzeń psychicznych. Baron-Cohen szukał go w genach. Fonagy wskazał na zdolność do kontaktu/ komunikowania się z umysłem drugiego człowieka, bo przecież u osób doświadczających rozmaitych kryzysów psychicznych znajdziemy na ogół zakłócenie/utrudnienie/przerwanie tej zdolności emocjonalnego połączenia. Widzimy, jak trudno jest dostroić się wzajemnie, zapoczątkować wymianę, uzyskać wsparcie, wspólnie przeżywać czy poddawać coś wspólnej refleksji. Dzieje się tak przez jakąś traumę, nadmierną separację, pozabezpieczne systemy przywiązania – podkreślał Fonagy, a czasem poprzez mechanizmy biologiczne – dodawał Baron-Cohen. I chyba tak jest, że oba czynniki splatają się nierozerwalnie. Nasze geny i nasza historia.

Dlaczego kontakt z umysłem drugiego człowieka jest dla nas tak ważny, że jego zakłócenie może stać się źródłem kryzysu?

Umysł noworodka kontaktuje się z umysłem matki i podlega regulacji z jej strony, ta relacja jest wzajemna. Nie bez trudności, połączenie tych dwóch umysłów pozwala dziecku na rozwijanie się, stworzenie reprezentacji obiektu – matki i innych osób. W naszej kulturze najczęściej to matka jest główną figurą przywiązania, ale może być nią także inna osoba, np. ojciec czy ktoś z rodzeństwa. Przywiązanie spełnia kluczową funkcję w rozwoju dziecka. Podobnie jak relacja triadyczna (triangulacja) z matki, ojca i dziecka, rodziców w relacji wzajemnej i dziecka w relacji z każdym z nich. W szczęśliwych grupach społecznych, od których odeszliśmy, a do których wraca psychologia ewolucyjna zajmująca się rozwojem wczesnodziecięcym, np. u Pigmejów, powstawanie figury przywiązania wygląda inaczej. Dziecko przechodzi z rąk do rąk, opiekuje się nim wiele osób, wiele potencjalnych figur przywiązania.

Od figury przywiązania zaczyna się budowanie elementarnego poczucie bezpieczeństwa. Teorię przywiązania stworzył John Bowlby wraz z Mary Ainsworth. Według nich prawidłowy rozwój zależy od internalizacji (uwewnętrznienia) doświadczeń z opiekunem – prototypem wszystkich późniejszych relacji z ludźmi. Bliskość fizyczna matki i jej receptywność (zdolność do odczytywania pragnień/potrzeb/lęków dziecka), możliwość przyjmowania i adekwatnego do tego, co dziecko czuje, odpowiadania mu, kontakt emocjonalny – daje mu poczucie bezpieczeństwa. Można je nazwać ontologicznym – bo dzięki niemu ono istnieje w świecie, jest w tym świecie osadzone, transcendencja zmienia się w byt. Poczucie bezpieczeństwa zaczyna regulować umysł i kształtować emocje, wpływać na rozwój umysłu. Relacja z figurą przywiązania pozwala się dziecku rozwijać, a równolegle – na poziomie neuronalnym – poprzez mechanizmy epigenetyczne programowana jest aktywność genów, powstają sieci neuronalne, kształtuje się optymalny poziom neuroplastyczności mózgu.

Komunikacja z małym dzieckiem jest wielokanałowa: przez zmysły, wrażenia sensoryczne o charakterze interreceptywnym/proreceptywnym – w reakcji na ruch i jego rytm. W życiu płodowym między matką a dzieckiem nawiązuje się synchroniczny kontakt na poziomie narządów wewnętrznych – serca, ciśnienia krwi itd. – całościowy kontakt w środowisku łonowym. C. Trevarthen czy R. Feldman wykazali, że istnieje rodzaj synchronii/zgodności rytmów między matką a dzieckiem, przeplatanej okresami asynchronii, kiedy dziecko czuje się osobne/oddzielne, może też reagować negatywnymi uczuciami. W okresie większej zgodności rozchwiana relacja jest naprawiana, a stan synchronii może być przywrócony. Elementem tej komunikacji jest odzwierciedlenie oparte na asynchronii (badania B. Beebe i F. Lachmanna). Matka odbiera sygnał emitowany przez dziecko, w pewien sposób go przetwarza i oddaje mu w postaci komunikatu, że zarejestrowała jego sygnały i odpowiada. Wzbogacona pewną nadmiernością odpowiedź jest tak naznaczona, że dziecko wie, iż matka odpowiada konkretnie jemu. We wczesnodziecięcej komunikacji matka reguluje/wyhamowuje też zbyt silne emocje dziecka, jak złość, nad którymi ono nie panuje. Te zachodzące intensywnie „dialogi” i „wymiany” wpływają na kształtowanie się poczucia „self” dziecka w relacji z drugą osobą. Powstaje obraz osoby, z którą jest związane (w teorii przywiązania – wewnętrzny model roboczy). Na podstawie interakcji z otoczeniem dziecko buduje obraz siebie i relacji między ja i ty – tworzy model, dzięki któremu może przewidzieć reakcje: co będzie, jak się nie będzie odzywało, kiedy będzie głośno płakało, kiedy się będzie uśmiechało itd. Zaczyna tym modelem operować, by komunikować się aktywnie. Tak tworzy się wzorzec przywiązania – podstawa rozwoju emocjonalnego i afektywnego.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Ten proces nigdy nie jest idealny. To skądinąd dobrze, bo to przystosowuje dziecko do samodzielnego życia, do radzenia sobie z kłopotami, frustracjami, opuszczeniem itp. Relacja z matką jak na świętym obrazku to utopia. Życie idealne nie jest, sytuacje życiowe są różne, matka i dziecko przeżywają najrozmaitsze uczucia, także złość. Gdyby ta relacja była idealna, wszystko nieidealne stałoby się złe i budziło poczucie winy. Figura przywiązania – posiadanie w dzieciństwie kogoś w otoczeniu receptywnego, otwartego, dostrzegającego potrzeby i umiejącego na nie odpowiadać – jest też pewnie kluczem do zrozumienia zjawiska resilience. Nie pozwala niekorzystnym okolicznościom, w jakich rozwija się dziecko, zakłócić/wypaczyć jego rozwoju. Teoria przywiązania nie jest koncepcją normatywną, a opisane relacje nie wynikają z idealnego a priori, są spontaniczne, uwikłane w złożone doświadczenia rodziców.

Jacy inni badacze zajmowali się naszym poczuciem bezpieczeństwa?

Wiele do rozumienia emocji i ich neurobiologicznych mechanizmów wniósł Jaak Panksepp, amerykański neurolog i psychobiolog, twórca pojęcia neurobiologii afektywnej, neuronauki emocji/afektu. Uważał, że to właśnie emocje aktywują świadomość – coś jest, coś czuję. Zajmował się gryzoniami, ale miał ogromną wiedzę na temat psychologii człowieka, współpracował z psychologami, psychoanalitykami. Wyróżnił siedem podstawowych składników emocji, tworzących najważniejszą – afektywną – część naszej osobowości: „poszukiwanie” (seeking), „gniew” (rage), „pożądanie” (lust), „panika/żal” (panic/grief), „troska” (care), „zabawa” (play), „strach” (fear). Wskazał miejsca kodowania i generowania emocji na poziomie neurobiologicznym: odrębne, ale komunikujące się ze sobą sieci neuronalne, struktury mózgu i układy przekaźnikowe. Impuls emocjonalny powstaje w mózgu w strukturach śródmózgowia w istocie szarej okołowodociągowej. Tam przechodzą pierwotne impulsy związane z uczeniem się, warunkowaniem, pamięcią emocjonalną. Na poziomie układu limbicznego, ciał migdałowatych, hipokampu i pamięci emocjonalnej powstają modele pracy wewnętrznej, reprezentacje obiektów, w korze te procesy stają się zaś świadome w tym sensie, że wiemy/rozumiemy, co czujemy, i mamy wpływ na emocje, możemy je regulować, przetwarzać. Skądinąd ta koncepcja jest zbieżna z pojmowaniem przez psychoanalityków – wyrażonej w języku psychoanalizy – afektywnej struktury „Id”. W obu przypadkach mówimy o części emocjonalno-popędowej człowieka, o funkcjach podkorowych, napędzających nasze życie.

Wśród tych siedmiu struktur podstawowa to poszukiwanie – popęd dążący do obiektu. Interesujemy się światem, coś nas przyciąga, zaciekawia. Zwrócenie się do świata, do obiektu może dotyczyć każdej rzeczy. Freud mówił, że popęd to wyjście poza samego siebie, dążenie do obiektu – transcendowanie siebie, coś mnie przyciąga i to jest przyjemne. Zdaniem Pankseppa ta siła nas napędza, nadaje bieg naszemu życiu. System złości uruchamia się, gdy spotykamy przeszkodę w podążaniu do celu i pojawia się frustracja i gniew, skierowane na usunięcie przeszkody. Trzeci system emocjonalny, związany z reprodukcją, mieści seksualność, potrzeby romantyczne, poszukiwanie partnera, pożądanie, zaangażowanie. System czwarty – przywiązaniowy – aktywuje się wtedy, kiedy dochodzi do gwałtowanej separacji w naszej relacji z figurą przywiązania, z ważnym dla nas obiektem. Jego zniknięcie, a wraz z nim traumatyczne załamanie dobrostanu psychicznego, powoduje w nas panikę, a gdy znika na długo – żałobę po stracie/depresję. Piąty system emocjonalny opieka/troska uruchamia się wraz z narodzinami dziecka albo na widok cierpienia drugiego człowieka – oparty na empatii, na identyfikacji z drugim człowiekiem. System szósty zabawa jest elementem uczenia się, życia społecznego, ważnym w komunikacji między ludźmi. Dzieci najpierw bawią się same, potem z innymi dziećmi, a każda z form zabawy ma swoje funkcje. System – strach/lęk jest aktywowany w obliczu realnego zagrożenia.

Tych siedem systemów emocji tworzy między sobą najróżniejsze konfiguracje – rodzaj polifonii. Życie emocjonalne składające się z tych emocji – wypromowanych bądź zahamowanych w dzieciństwie – podlega modyfikacjom. Gdy ktoś był np. narażony na silne bodźce lękowe, mogło to wzbudzić i utrwalić u niego nadmierną aktywację struktur systemu lękowego. Gdy jego przywiązanie było bezpieczne, to może znacznie łatwiej radzić sobie z lękiem i eksplorować świat, nawiązywać relacje z innymi i lepiej je rozumieć. Jeśli poniósł stratę, a reakcja żałoby po niej nie została przepracowana/przetworzona – mógł rozwinąć skłonność do depresji. Panksepp, Solms i wielu innych badaczy uważają, że rozwój wczesnodziecięcy to niejako modelowanie i nastrajanie tych siedmiu systemów emocjonalnych poprzez interakcje z rodzicami i bliskim środowiskiem społecznym. Ochrona przed nadmiernym pobudzeniem takich emocji jak gniew, lęk, smutek oraz zdolność do wspólnego przeżywania pozytywnych emocji jest podstawą tego procesu.

Może tę biegnącą w psychice każdego z nas nić interakcji genów z opieką macierzyńską we wczesnym dzieciństwie opisuje metaforycznie i symbolicznie związek frazeologiczny: „nić Ariadny”? Oznacza on wyjście z trudnej sytuacji: Ariadna, kreteńska królowa, dała nić Tezeuszowi, dzięki której wyszedł z labiryntu Minotaura. A może jest tożsama z nicią życia według Hezjoda w rękach córek Zeusa i Temidy: Kloto przędła nić żywota, Lachesis jej strzegła, a Atropos przecinała na końcu?

Niewykluczone.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.