SARS-CoV-2 atakuje układ nerwowy

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 25-11-2020, 17:40

„U wielu ozdrowieńców, również tych, którzy przebyli zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 bezobjawowo, pojawia się syndrom przewlekłego zmęczenia, zaburzenia koncentracji uwagi, pamięci czy innych funkcji poznawczych” — mówi prof. Konrad Rejdak, odpowiadając na pytanie o neurologiczne objawy po przechorowaniu COVID-19.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak
Tomasz Pikuła

Okazuje się że koronawirus ma wpływ nie tylko na płuca czy serce, ale jest odpowiedzialny również za patologiczne zmiany zachodzące w mózgu. Z wstępnych badań wynika, że nawet 2 na 3 pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19 zgłasza zaburzenia neurologiczne. Jakie najczęściej?

Powikłania związane z zakażeniem SARS-CoV-2 można podzielić na trzy grupy: ostre, podostre oraz opóźnione, pojawiające się najczęściej już po przechorowaniu infekcji. Do objawów ostrych zaliczamy powikłania encefalopatyczne, które towarzyszą infekcji, takie jak: bóle głowy, nudności, wymioty, zmęczenie, osłabienie, bóle mięśniowe, neuralgie obwodowe. W kilku procentach przypadków w przebiegu COVID-19 występuje również udar mózgu jako następstwo zaburzeń krzepliwości krwi i uszkodzenia śródbłonka naczyń krwionośnych. Ponadto opisano szereg przypadków zapalenia mózgu w wyniku bezpośredniej inwazji wirusa lub nadmiernej reakcji immunologicznej na jego obecność w układzie nerwowym.

Nasuwa się pytanie, czy nagłe zgony osób zakażonych SARS-CoV-2, również tych, u których nie ma nasilonych zmian płucnych, nie mają związku z uszkodzeniami ośrodkowego układu nerwowego. Trudno to jednoznacznie stwierdzić i prowadzić taką statystkę, ponieważ wielu pacjentów umiera w śpiączce pod respiratorami na oddziałach intensywnej opieki medycznej, gdzie zwykle nie ma możliwości wykonania rezonansu magnetycznego głowy.

W grupie objawów podostrych najbardziej charakterystyczne są zaburzenia węchu i smaku, które występują u 70 proc. chorych. Jest kilka teorii tłumaczących ten mechanizm, który wydaje się dość złożony. Podobne symptomy może dawać samo uszkodzenie błony śluzowej nosa w przebiegu stanu zapalnego. Jednak fakt, że występują one również bez kataru, nasuwa podejrzenie, że mogą być związane z inwazją koronawirusa na struktury ośrodkowego układu nerwowego i dysfunkcją nerwów węchowych. Co więcej, zaburzenia węchu i smaku mogą utrzymywać się o wiele dłużej niż pozostałe objawy infekcji, nawet przez kilka tygodni czy miesięcy.

Do neurologicznych objawów podostrych w przebiegu COVID-19 można zaliczyć też zespoły autoimmunologiczne, w tym ostre rozsiane zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego (ang. Acute Disseminated Encephalomyelitis, ADEM) czy zespół Guillaina-Barrégo. Są to stany zagrażające życiu.

W odniesieniu do objawów związanych z COVID-19 pojawia się również pojęcie „happy hypoxia”. Co to takiego?

Termin ten po raz pierwszy pojawił się w mediach zagranicznych dla określenia relacji lekarzy opiekujących się chorymi z COVID-19 i w wolnym tłumaczeniu oznacza „szczęśliwe niedotlenienie”. Ostatnio szczegółowo omówiono to zagadnienie na łamach „Science”. Jest to obrazowy opis sytuacji, w której pacjent we wczesnej fazie infekcji czuje i zachowuje się zupełnie normalnie, chociaż jego saturacja, czyli poziom wysycenia krwi tlenem, jest bardzo niska, często w granicach 50-80 proc., podczas gdy norma to 95-99 proc.

W takim przypadku charakterystycznymi objawami powinny być duszności i reaktywna hiperwentylacja jako efekt hiperkapnii, czyli wzrostu ciśnienia parcjalnego dwutlenku węgla we krwi. Ich brak u pacjentów z „happy hypoxia” jest związany z zakłóceniem fizjologicznego mechanizmu obronnego organizmu na stan zagrażający życiu, gdyż spada wysycenie tlenem, a płuca wentylują, więc stężenie dwutlenku węgla może być w granicach normy. Podejrzewa się, że wiąże się to z zaburzeniami ośrodka oddechowego w pniu mózgu i bywa przyczyną nagłych zgonów w wyniku niedotlenienia. Dodatkowo dochodzi do wykrzepiania krwi we włośniczkach płucnych, co z kolei zaburza wysycenie krwi tlenem.

Coraz częściej pojawiają się także opisy zaburzeń autonomicznego układu nerwowego, który steruje pracą narządów wewnętrznych, w szczególności układu oddechowego i układu krążenia. Zaburzenia układu autonomicznego i ich związek z infekcją SARS-CoV-2 wciąż jest badany.

Pozostaje grupa objawów neurologicznych, pojawiających się już po przechorowaniu infekcji.

U wielu ozdrowieńców, również tych, którzy przebyli zakażenie bezobjawowo, pojawia się syndrom przewlekłego zmęczenia, zaburzenia koncentracji uwagi i pamięci czy innych funkcji poznawczych. Przez dłuższy czas mogą utrzymywać się również bóle i zawroty głowy oraz nerwobóle. Myślę, że w dłuższej perspektywie okaże się, jakie jeszcze objawy są następstwem COVID-19. Za jakiś czas może to być wielkim problemem dla systemu opieki zdrowotnej zarówno w Polsce, jak i na świecie.

W mediach pojawiają się relacje ozdrowieńców, którzy skarżą się na „zamglenie umysłu” czy „mgławicę mózgu”…

Są to określenia mało fachowe, ale prawdopodobnie dobrze oddają odczucia pacjentów związane z hipoksją, czyli niedoborem tlenu w tkankach, w tym komórkach nerwowych m.in. płata skroniowego czy hipokampa. Struktury te są szczególnie podatne na uszkodzenia związane z niedotlenieniem. W efekcie nawet przy niewielkiej, ale długotrwałej hipoksji tych obszarów mogą pojawiać się takie objawy, jak spowolnienie myślenia czy zaniki pamięci. Niewątpliwie dolegliwości te w znaczący sposób utrudniają codzienne funkcjonowanie. Pacjenci mogą nie pamiętać nawet najbardziej oczywistych faktów ze swojego życia, tracić orientację w znanych sobie miejscach, mieć problem z wykonywaniem dotychczasowych obowiązków zawodowych.

Z drugiej strony, obserwacje tych zmian są dla neurologii dodatkowym impulsem do poszukiwania przyczyn najczęstszych chorób neurozwyrodnieniowych, z którymi już teraz zmaga się duży odsetek populacji. Być może istnieje wiele powiązań między tymi schorzeniami a powikłaniami po zakażeniu koronawirusem. Charakterystyczna dla COVID-19 utrata węchu występuje przecież również na wczesnym etapie choroby Parkinsona!

Warto więc zadać pytanie, czy u podłoża niektórych znanych do dawna schorzeń neurodegeneracyjnych nie leżą czynniki infekcyjne, które są bodźcami indukującymi kaskadę patologicznych zmian w organizmie. Ta hipoteza zawsze była brana pod uwagę, chociaż nie było na to jednoznacznych dowodów. Może dzięki doświadczeniom związanym z powikłaniami po zakażeniu koronawirusem będziemy bliżej odkrycia mechanizmów odpowiedzialnych za rozwój niektórych chorób neurozwyrodnieniowych.

A jaki jest mechanizm uszkadzania komórek nerwowych w przebiegu zakażenia SARS-CoV-2?

Istnieją dowody naukowe, że koronawirus wykazuje neurotropizm, czyli powinowactwo do układu nerwowego. Działa na niego zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio poprzez mechanizm autoimmunologiczny. Wspomniany neurotropizm wiąże się z przenikaniem koronawirusa do struktur układu nerwowego i ich bezpośrednim uszkadzaniem. Patogen ten ma cechę, która sprawia, że procesy patologiczne w organizmie mogą toczyć się z jego bardzo nieznacznym udziałem. Często nie wykrywa się cząstek wirusa w określonym obszarze mózgu, a mimo to widoczne są reakcje, które zostały przez niego wyindukowane. Być może wpływają na to pewne zaburzenia metaboliczne, zmiana ekspresji genów czy produkcja określonych białek. Tego jeszcze dokładnie nie wiemy.

Drugi mechanizm uszkadzania komórek nerwowych w przebiegu zakażenia SARS-CoV-2 polega na reakcji autoimmunologicznej organizmu. Wiąże się ona z mimikrą molekularną, czyli zjawiskiem homologii i podobieństwa strukturalnego pomiędzy antygenami drobnoustrojów a tkankami naszego organizmu. W jego wyniku uruchamiany jest proces zapalny, który niszczy struktury układu nerwowego.

Czy wiadomo jaka grupa pacjentów jest najbardziej narażona na powikłania neurologiczne?

Myślę, że zależy to od kilku czynników. Po pierwsze, istotne jest, w jak dużym stopniu dana osoba była narażona na atak patogenu, czyli jaką „dawkę” wirusa otrzymała. Po drugie, znaczenie ma indywidualna wrażliwość na przebieg infekcji wirusowych. Poza tym istnieją grupy ryzyka, które są predysponowane do ciężkiego przebiegu COVID-19. Należą do nich osoby ze współistniejącymi chorobami neurologicznymi, głównie chorobą Alzheimera i innymi zespołami otępiennymi czy padaczką, a także pacjenci po przebytym udarze mózgu. Należy pamiętać, że ta ostatnia populacja chorych cierpi zwykle również na cukrzycę, niewydolność serca czy arytmię.

Wzrost liczby zgonów w październiku tego roku w stosunku do października 2019 r. wyniósł prawie 40 proc. Z czego może to wynikać?

Z pewnością na zwiększenie śmiertelności składa się wiele czynników: powikłania związane z zakażeniem SARS-CoV-2, nierozpoznane przypadki choroby o nagłym, dramatycznym przebiegu, ale również utrudniony dostęp do specjalistów, w tym neurologów. COVID-19 jest bardzo ciężką chorobą i nie wolno jej lekceważyć, ale przy tym nie można zapominać, że pandemia nie zwalnia nas z diagnozowania i leczenia innych chorób.

O KIM MOWA. Prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak jest specjalistą w dziedzinie neurologii, kierownikiem Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prezesem elektem Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

POLECAMY TAKŻE:

COVID-19: jak chorują dzieci?

Ciąża w czasie pandemii: jak COVID-19 może wpływać na matkę i dziecko?

COVID-19: coraz więcej wiadomo o wpływie zakażenia na serce

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.