Samorząd lekarski upomina się o wynagrodzenia lekarzy i finanse szpitali

Emilia Grzela
opublikowano: 29-06-2020, 11:00

Przedstawiciele Naczelnej Izby Lekarskiej odnieśli się do zaproponowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia instrumentów stabilizujących sytuację finansową placówek medycznych w dobie pandemii SARS-CoV-2 oraz procedowanej ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W czerwcu samorząd lekarski zaopiniował dwa projekty rozporządzeń, które regulują poziom płac młodych lekarzy i lekarzy dentystów — osobno rezydentów, osobno stażystów. 

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja Fot. Naczelna Izba Lekarska

Nominalne podwyżki, realne obniżki

Oba zaproponowane projekty spotkały się z ciepłym, choć niebezkrytycznym przyjęciem środowiska — jako krok w dobrym kierunku. Prezes NRL prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja przyznał, że wynagrodzenie dla stażystów i rezydentów zostało podwyższone, ale w relacji do płacy minimalnej wygląda to całkiem inaczej.

„W 2008 r. płaca minimalna wynosiła 1126 zł, stażysta zarabiał wówczas 1800 zł, czyli ok. 160 proc. płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2020 r. wynagrodzenie stażysty wynosi 2600 zł brutto, od lipca ma wzrosnąć do 2900 zł brutto. Różnice są więc ogromne. Niestety, w relacji do płacy minimalnej pensja stażysty została w rzeczywistości obniżona. Uwzględniając podwyżki płacy minimalnej, wynagrodzenie stażysty powinno dziś wynosić ok. 4100 zł” — zwrócił uwagę prof. Matyja.

Wynagrodzenie lekarza rezydenta w 2008 r. wynosiło 3170 zł brutto, czyli 280 proc. ówczesnej płacy minimalnej. Od 1 lipca 2020 r. będzie wynosiło przez dwa kolejne lata 4299 zł brutto (165 proc. płacy minimalnej), a następnie 4633 zł, czyli 178 proc. obecnej płacy minimalnej (dla specjalizacji określanych jako niepriorytetowe). Jak ocenia prezes Matyja, zaproponowane kwoty są nieadekwatne do zdobytego przez młodych lekarzy wykształcenia, wiedzy i umiejętności — szczególnie w przypadku rezydentów, którzy często już w trakcie szkolenia pracują jako samodzielni lekarze. 

W opinii szefa lekarskiego samorządu, wskazany w rozporządzeniach poziom wynagrodzeń może przyczynić się do dalszego odpływu kadry medycznej z kraju, wykształconej na koszt polskiego podatnika, a więc ze stratą dla pacjentów i systemu. Prof. Matyja podkreślił, że środowisko od kilkunastu lat postuluje powiązanie wysokości wynagrodzenia lekarzy z poziomem płacy minimalnej.

„Apelujemy, aby płace lekarzy były jasno i czytelnie uregulowane i aby płaca lekarzy rezydentów wynosiła dwie średnie krajowe, a praca specjalisty trzy średnie krajowe” — zaznaczył profesor. Dziś specjaliści zarabiają 6750 zł brutto, pod warunkiem że zobowiążą się do pracy w jednym podmiocie medycznym. 

Pandemia pogłębiła problemy finansowe placówek

Wstrzymanie lub znaczące ograniczenie realizacji dużej części świadczeń odbiło się nie tylko na dostępności diagnostyki i leczenia dla pacjentów, ale również na kondycji finansowej placówek medycznych. Ich problemy pogłębia również wzrost kosztów działalności związany głównie z koniecznością zakupu środków ochrony indywidualnej. Wprawdzie ich ceny, w początkowych tygodniach pandemii bardzo wysokie, powoli się stabilizują, ale nadal wydatki te stanowią poważne obciążenie dla szpitali i placówek stomatologicznych. 

Narodowy Fundusz Zdrowia zaproponował kilka instrumentów, których celem jest zachowanie przez podmioty lecznicze płynności finansowej, m.in. wypłatę 1/12 kontraktu miesięcznego niezależnie od poziomu realizacji świadczeń. Ponadto płatnik wydłuża okres rozliczeniowy do połowy 2021 r., by szpitale mogły „nadrobić” świadczenia, których dziś nie mogą wykonać. Jak wskazał członek prezydium NRL dr n. med. Jerzy Friediger, jest to zwyczajnie niemożliwe przy zachowaniu narzuconego reżimu sanitarnego, zrozumiałej niechęci pacjentów do zgłaszania się do szpitali oraz ograniczonej wydolności kadrowej. 

„Za ostatnie 4 miesiące podmioty medyczne miały średnie niewykonanie ryczałtu między 25 a 37 proc. Gdybyśmy chcieli 1/3 niewykonanych świadczeń odrobić w ciągu pozostałego pół roku lub roku, to musielibyśmy zwiększyć działalność o ok. 20 proc. w skali miesiąca” — wyjaśnił dr Friedieger. Dodał także, że szpitalom leczącym pacjentów z COVID-19 lub utrzymującym oddziały zakaźne odliczono z ryczałtu koszty poniesione na walkę z pandemią — w efekcie dostały więc mniej pieniędzy.

Jeden pacjent na godzinę?

W podobnie trudnej sytuacji znajdują się świadczeniodawcy realizujący procedury stomatologiczne, szczególnie przy braku aktualnych zaleceń Ministerstwa Zdrowia określających m.in. zakres wykonywanych zabiegów. Choć wielu z nich działa w sektorze prywatnym, to jednak część nadal realizuje świadczenia gwarantowane ze środków publicznych.

„W projekcie nowego zarządzenia NFZ z 2 czerwca 2020 r. pozostał zapis, aby przyjmować jednego pacjenta na godzinę, co znacznie ogranicza działalność placówek. Do tego dochodzą koszty środków ochrony indywidualnej i dezynfekcji. To wszystko negatywnie wpływa na rentowność gabinetów. Trzeba również zwrócić uwagę, że zaproponowana przez NFZ podwyżka wyceny świadczeń dotyczy tylko 2 z 7 zakresów stomatologii i to tych, które były do tej pory najgorzej wycenione. Zwiększono wycenę świadczeń endodentycznych, ale nie rozwiązuje to problemu, czy większość praktyk stomatologicznych przetrwa do przyszłego roku. Jest coraz więcej sygnałów, że gabinety rozważają rezygnację z realizacji świadczeń w ramach kontraktu NFZ” — wytłumaczył lek. dent. Andrzej Cisło, wiceprezes NRL.

Kwestia specjalizacji medyków spoza UE

Obecnie procedowana jest niezwykle ważna dla środowiska ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Na przestrzeni ostatnich miesięcy samorząd lekarski wielokrotnie zgłaszał uwagi do jej zapisów oraz krytykował jakość dialogu w przebiegu procesu legislacyjnego. Jak prof. Andrzej Matyja ocenia ostatecznie zaproponowany kształt ustawy?

„Znalazło się tam dużo zmian i zapisów oczekiwanych przez środowisko lekarskie. To np. regulacje dotyczące całego procesu kształcenia, m.in.: odbywania stażu, specjalizacji, poziomu wynagrodzenia kierowników specjalizacji czy urlopów szkoleniowych. Brakuje jednak regulacji dotyczących możliwości zatrudnienia lekarzy spoza Unii Europejskiej. Propozycje przedstawione przez Ministerstwo Zdrowia nie do końca nas satysfakcjonują. Chcielibyśmy, aby lekarze ci przechodzili drogę kształcenia podobną jak polscy. Ta nowelizacja pozwala na przejście krótkiej ścieżki, by zostać specjalistą w naszym kraju. Obowiązujące do tej pory przepisy są w tej kwestii wystarczające. Taki lekarz musi nostryfikować dyplom i wykazać się odpowiednią wiedzą. Jak wiadomo, w niektórych krajach spoza UE (np. za naszą wschodnią granicą) specjalizację można uzyskać po roku lub dwóch latach kształcenia, podczas gdy w Polsce okres kształcenia specjalizacyjnego trwa 5 lub 6 lat. W związku z tym wydaje się, że gwarancją bezpieczeństwa naszych pacjentów jest to, aby koledzy i koleżanki lekarze spoza UE przechodzili taki sam proces weryfikacji wiedzy i umiejętności, jaki przechodzi polski lekarz” — wskazał szef samorządu lekarskiego.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.