Samorząd lekarski ostro recenzuje politykę zdrowotną rządu

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 17-05-2019, 16:29

"Historia samorządności lekarskiej była bardzo burzliwa. Władza publiczna, powołując samorząd lekarski, bardzo szybko dochodziła do wniosku, że należy ograniczyć jego działalność, a następnie go zlikwidować. Tak działo się kilka razy" - wspominał dzisiaj Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej  w Warszawie odbyła się dzisiaj konferencja z okazji 30-lecia uchwalenia ustawy o izbach lekarskich. Jednym z celów ich powołania, na co zwracali uwagę ich członkowie, była naprawa systemu ochrony zdrowia. Tego celu nie udało się jednak zrealizować do dziś.

"Środowisko lekarskie, które przez wiele, wiele lat działało na rzecz pacjentów, zostało zmuszone do konkurowania, co doprowadziło do jego podzielenia. Czujemy się odpowiedzialni za system ochrony zdrowia, ale nie można nas obarczać odpowiedzialnością za to, że ten system źle funkcjonuje. Lekarze są często ofiarą złego funkcjonowania tego systemu. Urynkowiono usługi medyczne, ale nie urynkowiono pracy ludzkiej, dlatego reforma nie mogła się udać. Gdyby w wycenie świadczeń medycznych została uwzględniona tzw. składowa płacowa, to system by się optymalizował, a ponieważ tak się nie stało, to on się po prostu zatrzymał" - mówili podczas dzisiejszej konferencji prasowej prezes NRL Andrzej Matyja i jego zastępca Krzysztof Madej.

W ich opinii sam wzrost nakładów na zdrowie to jeszcze za mało, by można było mówić o jakimś przełomie. Poza tym zwiększona ilość środków w systemie jest nadal niewystarczająca.Pochwalili Ministerstwo Zdrowia za wzrost wynagrodzeń lekarzy rezydentów i minimalnej płacy dla lekarzy specjalistów, ale - jak podkreślili - środowisko lekarskie nie jest tym do końca usatysfakcjonowane. Przede wszystkim dlatego, że wzrost wynagrodzeń został obwarowany koniecznością podpisania tzw. lojalki, która obliguje lekarza do pracy w publicznej placówce ochrony zdrowia.

"Ta lojalka wcale nie była konieczna. My mówimy, żeby wrócić do naszego postulatu, aby minimalna wysokość wynagrodzenia lekarza specjalisty była równa trzem średnim krajowym" - powiedział prezes Andrzej Matyja.

"Te wszystkie regulacje są niezbędne, ale nie jest to fundamentalna zmiana, wprowadzająca do systemu racjonalność" - ocenił wiceprezes NRL Krzysztof Madej. Według niego jednym z dowodów na nieracjonalność systemu ochrony jest brak podmiotu odpowiedzialnego za zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom. Szpital odpowiada za realizację świadczeń medycznych, a NFZ za ich kontraktowanie i finansowanie.

Szefowie lekarskiej korporacji krytycznie odnieśli się również do wprowadzenia sieci szpitali. Według prezesa NRL nie tylko nie poprawiła ona dostępu do świadczeń medycznych i nie skróciła kolejek do lekarzy, ale doprowadziła do ogromnego zadłużenia zwłaszcza szpitali powiatowych. "Część z nich stanęło na skraju bankructwa" - podsumował ten wątek Andrzej Matyja.

Członkowie samorządu lekarskiego chcą być traktowani przez Ministerstwo Zdrowia jak partnerzy, a nie petenci i grupa roszczeniowa. Mają pretensje, że ich uwagi do projektów rozporządzeń są często pomijane lub odrzucane. Ta kwestia będzie z pewnością jednym z tematów spotkania, na które z kierownictwem NRL umówił się 27 maja minister zdrowia Łukasz Szumowski. 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.