Samorząd lekarski chce być partnerem, a nie petentem władzy publicznej

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 02-06-2019, 11:23

Trzydzieści lat po uchwaleniu ustawy o izbach lekarskich, samorząd wciąż walczy o zmiany w systemie ochrony zdrowia. Nadal nie spełnia on oczekiwań lekarzy i pacjentów.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

"Historia samorządności lekarskiej w Polsce była bardzo burzliwa. Samorząd lekarski nigdy nie był wygodny dla władzy publicznej, która powołując go do życbardzo szybko dochodziła do wniosku, że należy go ograniczyć, a w konsekwencji zlikwidować. Tak działo się wielokrotnie. Po raz ostatni samorząd lekarski zlikwidowano w 1950 r. na wniosek ówczesnego ministra zdrowia. Wiązało się z tym także przejęcie majątku, którym dysponowali lekarze zrzeszeni w izbie lekarskiej II Rzeczypospolitej” — wspominał obecny prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja podczas konferencji prasowej zorganizowanej (17 maja w Warszawie) z okazji 30-lecia odrodzonego samorządu lekarskiego.

Prof. Andrzej Matyja (z lewej), prezes Naczelnej Rady Lekarskiej i dr Krzysztof Madej, wiceprezes NRL
Zobacz więcej

Prof. Andrzej Matyja (z lewej), prezes Naczelnej Rady Lekarskiej i dr Krzysztof Madej, wiceprezes NRL Fot. Maja Marklowska-Dzierżak

Nadrzędne jest zaufanie i bezpieczeństwo pacjentów

Ustawa z 17 maja 1989 r., powołująca do życia izby lekarskie, została uchwalona przez Sejm jednogłośnie. Jak podkreślił prezes Matyja, nie odtworzyła ona jednak samorządności, lecz powołała nowy samorząd. „Przez wiele lat zabiegaliśmy o to, by podkreślić historię naszej działalności. Jednak dopiero nowelizacja ustawy w 2009 r., zresztą nie bez przeszkód, bo tylko trzema głosami, w art. 121 uznała, że aktualnie działający samorząd lekarski powinien mieć, i ma, ciągłość historyczną. To dla nas bardzo ważne, ponieważ samorząd lekarski jest reprezentacją osób wykonujących zawód zaufania publicznego. Naszym obowiązkiem jest dbanie o zaufanie publiczne i dobre relacje między lekarzem a pacjentem. Wyznajemy zasadę, że bezpieczny pacjent to także bezpieczny lekarz. Nie da się tego oddzielić” — mówił prof. Matyja.

Przypomniał, że entuzjazm, z jakim środowisko przyjęło 30 lat temu powołanie izb lekarskich, z roku na rok był coraz mniejszy. Było to związane z pogłębiającą się frustracją środowiska lekarskiego, które współtworząc izby lekarskie uznało za jeden z głównych celów naprawę systemu ochrony zdrowia. Minęły trzy dekady, a ten system nadal nie spełnia oczekiwań lekarzy i pacjentów. Oczekiwań lekarzy nie spełnił również samorząd lekarski, któremu nie udało się zrealizować wszystkich zamierzeń, nie miał wystarczającego wpływu na zmiany zachodzące w ochronie zdrowia.

„Nasze środowisko, które działało na rzecz naszych pacjentów, zostało zmuszone do konkurowania. Nie jesteśmy środowiskiem jednolitym, ale zasada solidaryzmu oznacza, że musimy działać dla dobra naszych pacjentów. Nie wolno nam reprezentować poszczególnych, często partykularnych, interesów niewielkich grup, w tym również grup lekarskich. Jesteśmy odpowiedzialni za funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej, ale nie można nas obarczać winą za jego złe funkcjonowanie. Niestety, bardzo często jest tak, że lekarz staje się ofiarą nieskutecznego albo źle funkcjonującego systemu ochrony zdrowia” — podkreślił prezes NRL.

Niezależnie od tego, że nie wszystkie cele udało się zrealizować samorządowi lekarskiemu na przestrzeni ostatnich 30 lat, lekarze powinni być z niego dumni. „Każdy z nas powinien sobie zadać pytanie, w jakim miejscu byłoby nasze środowisko, gdyby 30 lat temu nie doszło do reaktywacji samorządności lekarskiej” — podsumował swoją wypowiedź prezes Andrzej Matyja.

Potrzebne są większe nakłady na ochronę zdrowia i rozwiązania systemowe

Dr Krzysztof Madej, wiceprezes NRL, ocenił, że Polska od wielu lat ma ogromny ustrojowo-polityczno-strukturalny problem z ochroną zdrowia. Wiele wskaźników opisujących nasz system dowodzi, że zabezpieczenie potrzeb zdrowotnych obywateli jest na niezadowalającym poziomie. I to zarówno w stosunku do oczekiwań społecznych, jak i stopnia rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego państwa. Co zrobić, żeby to zmienić?

„Ktoś powie: zwiększyć nakłady. Ale to tylko część prawdy. Oprócz zwiększenia nakładów, trzeba poszukiwać takich rozwiązań systemowych, które dadzą odpowiedź na pytanie, jakie te nakłady powinny być w stosunku do wzrostu PKB, wzrostu ściągalności składki zdrowotnej itd. Przede wszystkim jednak odpowiedzą na pytanie, jakie na wszystkich krajowych zjazdach lekarzy stawiali kolejni ministrowie zdrowia. Każdy z nich mówił, że zgadza się z postulatem zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, ale najważniejsze jest uszczelnienie systemu. Może ktoś wreszcie odpowie na pytanie, gdzie są te nieszczelności i jak zoptymalizować wykorzystanie tych niewielkich środków, którymi dysponujemy” — stwierdził wiceprezes Madej.

Według niego, potencjał intelektualny środowiska lekarskiego nie jest wykorzystany w projektowaniu rozwiązań systemowych. „Wytworzyła się dziwna sytuacja, w której obóz potencjalnych ekspertów rozmija się z obozem, który ma możliwość kreacji systemowej, tj. obozem władzy. Jesteśmy traktowani jako grupa roszczeniowa, a tak naprawdę nasze roszczenia wykraczają znacznie dalej niż interes wąskiej grupy. Chcielibyśmy być bardziej roszczeniowi w artykułowaniu interesu społecznego” — powiedział dr Madej.

„Puls Medycyny” zapytał członków prezydium NRL, jak samorząd lekarski ocenia działania podejmowane przez obecne kierownictwo Ministerstwa Zdrowia i rząd na rzecz pacjentów, lekarzy i całego społeczeństwa.

Prezes Andrzej Matyja pochwalił resort i rząd za zwiększenie ilości środków finansowych w systemie, zastrzegając jednocześnie, że nadal jest ich za mało. „Hasło 6 czy 6,8 proc. PKB jest przez władzę publiczną i nas różnie rozumiane. Czasami odbiega się od rzeczywistej ilości pieniędzy w systemie, nie biorąc pod uwagę dwóch nieskoordynowanych ze sobą źródeł finansowania usług zdrowotnych. Nie mówimy o środkach wydawanych z kieszeni pacjentów — o 2-2,5 proc. PKB. Nie są to wcale małe środki” — przypomniał prezes NRL.

Jego zdaniem, słowa pochwały należą się Ministerstwu Zdrowia za wzrost płac lekarzy rezydentów i płac minimalnych dla lekarzy specjalistów. A jednak środowisko lekarskie nie jest tym w pełni usatysfakcjonowane. Dotyczy to zwłaszcza lekarzy specjalistów, dla których wzrost wynagrodzenia do 6750 zł został obwarowany podpisaniem tzw. lojalki, czyli zrzeczeniem się możliwości dodatkowego zarabiania. Tymczasem lekarze od wielu lat postulują, aby minimalna wysokość wynagrodzenia lekarza specjalisty wynosiła trzy średnie krajowe.

„Uważam, że wprowadzenie obowiązku podpisania lojalki nie było potrzebne, ponieważ wielu lekarzy, nie godząc się na jej podpisanie, kierowało się nie tylko własną sytuacją finansową, ale przede wszystkim koniecznością zapewnienia funkcjonowania systemu. Przy obecnych brakach kadrowych, mając jeden z najniższych w Europie wskaźników czynnych zawodowo lekarzy, gdyby wszyscy specjaliści podpisali tę „lojalkę”, być może byłoby bardzo trudno zapewnić pacjentom opiekę. Zwłaszcza w mniejszych szpitalach, powiatowych, gdzie coraz trudniej jest o specjalistów, szczególnie w specjalnościach deficytowych. Wielu lekarzy decydowało się pracować w więcej niż jednym miejscu, aby system ochrony zdrowia mógł w miarę normalnie funkcjonować” — powiedział Andrzej Matyja.

Bezpieczeństwo zdrowotne bez nadzoru

Wiceprezes NRL Krzysztof Madej uważa, że wprowadzone w ostatnim czasie regulacje prawne są cenne i niezbędne dla utrzymania ciągłości pracy systemu, ale nie stanowią żadnego przełomu. „To nie jest fundamentalna zmiana, która wprowadzi równowagę i racjonalność do systemu” — ocenił.

Taką zmianą powinno być, jego zdaniem, urynkowienie pracy lekarzy i personelu medycznego. Jedną z konsekwencji tego zaniechania jest ogromny rozdźwięk między sytuacją materialną lekarzy a ilością wykonywanej przez nich pracy. „Gdyby w wycenie procedur i świadczeń medycznych uwzględniono tzw. składową płacową i było wiadomo, ile wynosi tzw. społeczna wartość pracy, to ten system by się w dalszym ciągu optymalizował, a ponieważ tak się nie stało, to w pewnym momencie się zatrzymał” — stwierdził wiceprezes NRL.

Zwrócił również uwagę na brak w systemie podmiotu odpowiedzialnego za zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywatelom. „Szpital realizuje swoją misję do wysokości kontraktu zawartego z NFZ i odpowiada za realizację tego kontraktu, a nie za zdrowie obywateli. A płatnik, zawierając umowę ze szpitalem, wyzbywa się tej odpowiedzialności. Jego odpowiedzialność również kończy się na wysokości zawartego kontraktu. Żaden podmiot polityczny, administracyjny czy organizacyjny nie ponosi odpowiedzialności za zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywatelom. Nasz system się nie reguluje, nie optymalizuje. Nie liczy potrzeb, lecz pieniądze. To nie jest dobra polityka” — podsumował Krzysztof Madej.

Samorząd lekarski krytycznie odnosi się również do stworzenia sieci szpitali. Według niego, nie poprawiło to ani dostępności, ani bezpieczeństwa pacjentom, a jedynie doprowadziło do ogromnego zadłużenia, zwłaszcza szpitali powiatowych. Wiele z nich, jak podkreśla prezes Andrzej Matyja, jest na skraju bankructwa. „Mówienie, że sieć szpitali doprowadzi do zmniejszenia kolejek i poprawy opieki nad pacjentami, to puste słowa” — stwierdził.

Członkowie prezydium NRL podkreślili, że reprezentowany przez nich samorząd chce być dla władzy publicznej partnerem na każdym etapie ustawodawstwa, a nie — jak dotąd — petentem i realizatorem zamierzeń władzy publicznej. „Musimy o to partnerstwo walczyć, bo bez niego i bez zaufania publicznego, które musimy odbudować, nasze relacje pacjent — lekarz będą zachwiane” — podsumował plany samorządu lekarskiego na najbliższy czas prof. Andrzej Matyja.

Biurokracja kradnie czas lekarzom

Środowisko nie zamierza też rezygnować z walki z rosnącą biurokracją w ochronie zdrowia. Prezes NRL przypomniał, że obowiązkiem lekarzy jest leczenie pacjentów, a mają na nie coraz mniej czasu. Jak stwierdził, istnieje ogromna rozbieżność między wymogami stawianymi przez Ministerstwo Zdrowia a tymi, które określa Narodowy Fundusz Zdrowia. „NFZ wymaga od nas trzykrotnie większej ilości dokumentacji medycznej niż wynika to z rozporządzenia ministra zdrowia. Musimy realizować wytyczne zawarte w zarządzeniach NFZ, bo inaczej będziemy ponosić kary administracyjne wynikające z kontraktu” — stwierdził prezes Matyja.

Jako przykład nadmiernej biurokracji podał wprowadzenie elektronicznej dokumentacji medycznej, która zamiast usprawnić pracę lekarzy, bardzo często ją utrudnia. Chodzi konkretnie o wniosek o zaopatrzenie medyczne, który w wersji elektronicznej rozrósł się najpierw do siedmiu stron, a po interwencji lekarzy — Ministerstwo Zdrowia ograniczyło go do czterech stron. „Kiedyś wypisanie tego wniosku trwało tyle, co wypisanie recepty. Teraz będzie trwało znacznie dłużej, a na pytanie, komu i po co jest to potrzebne, nikt nie jest w stanie odpowiedzieć” — stwierdził Andrzej Matyja.

Za swoje priorytety samorząd lekarski uznał: zabieganie o wzrost nakładów na ochronę zdrowia oraz naprawę i odbiurokratyzowanie tego systemu.

Najważniejsze zadania izb lekarskich

  • Ustanawianie obowiązujących lekarzy i lekarzy dentystów zasad etyki i deontologii zawodowej oraz dbanie o ich przestrzeganie;
  • współdziałanie w sprawach doskonalenia zawodowego lekarzy i lekarzy dentystów;
  • sprawowanie pieczy nad sumiennym i zgodnym z aktualną wiedzą medyczną wykonywaniem zawodów lekarza i lekarza dentysty;
  • prowadzenie postępowań w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy poprzez dwa organy — Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej i Sąd Lekarski;
  • przyznawanie prawa wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty oraz prowadzenie ich rejestrów;
  • reprezentowanie interesów lekarzy i lekarzy dentystów (także dotyczących warunków pracy i wynagrodzeń);
  • zajmowanie stanowiska w sprawach stanu zdrowotności społeczeństwa, polityki zdrowotnej państwa oraz organizacji ochrony zdrowia w celu budowania bezpiecznego dla pacjentów i przyjaznego dla pracowników systemu ochrony zdrowia.

ZOBACZ TAKŻE: Manifestacja lekarzy w Warszawie: 6,8 proc. PKB na zdrowie!

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.